Obraził papieża, potem ogłosił się Jezusem, a w końcu zapowiedział budowę Trump Tower na Księżycu. To wszystko w ciągu ostatnich kilkunastu godzin.
Dla mnie mentalnie Donald Trump już dawno odleciał w kosmos, ale teraz najwyraźniej postanowił zrobić z tego oficjalny projekt deweloperski. Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy granica między polityką a groteską została przekroczona, to właśnie została sprzedana w pakiecie premium z widokiem na Ziemię.
Miejmy nadzieję, że misja Artemis II okrążała Księżyc i sprawdzała wszystkie możliwe warunki do lądowania po to, by wysłać tam wkrótce jedną osobę, kogoś, kto już dawno odleciał w kosmos mentalnie, a teraz trzeba go tam po prostu dostarczyć, czyli Donalda Trumpa. Ja bym mu nawet postawił tę wieżę Trump Tower pod warunkiem, że pozostałby w kosmosie na zawsze.
Gdy my skupiliśmy się na wyborach na Węgrzech, Trump szalał w swoich mediach społecznościowych, zaczynając od obrażania papieża, przechodząc do quasi-mesjanistycznych wizji, a kończąc na geopolitycznym stand-upie o wojnie i blokadach morskich. Te wszystkie swoje teorie wygłaszał też do dziennikarzy, którzy zatrzymali go w drodze do śmigłowca. A wracając do porażki Orbána, zapytany o nią Trump po prostu uciekł. I to jest najlepszy komentarz.
Najpierw zaatakował papieża. Napisał o nim: „Papież Leo jest SŁABY wobec przestępczości i fatalny w polityce zagranicznej… Nie chcę papieża, który uważa, że Iran powinien mieć broń nuklearną… Leo powinien się ogarnąć jako papież, przestać schlebiać radykalnej lewicy i skupić się na byciu wielkim papieżem, a nie politykiem”.
Trzeba przyznać, że pouczanie papieża, jak ma być papieżem, to już jest poziom pychy, na którym człowiekowi zwykła Ziemia rzeczywiście może przestać wystarczać.
Potem przyszedł etap wojenny, pisany tym swoim charakterystycznym językiem człowieka, który najwyraźniej uważa, że im więcej wielkich liter, tym bliżej do prawdy. Trump ogłosił:
„Natychmiast rozpoczynamy blokowanie wszystkich statków próbujących wejść do Cieśniny Ormuz… Każdy Irańczyk, który otworzy ogień, zostanie ROZWALONY DO PIEKŁA… Iran jest zniszczony, ich marynarka nie istnieje, ich lotnictwo nie istnieje… jesteśmy w pełni ZAŁADOWANI I GOTOWI”.
A obok tego samego strumienia słów pojawia się jeszcze zdanie, które idealnie odsłania logikę Trumpa. Pisze:
„Uratowałem 30 do 50 milionów istnień ludzkich”.
U Trumpa „uratowałem” znaczy najczęściej tyle, że mógł wymordować, ale tym razem łaskawie tego nie zrobił. Ludzki pan.
W innym wpisie dorzuca jeszcze swoją opowieść o całkowitej dominacji:
„Fake News mówią, że Iran wygrywa, ale wszyscy wiedzą, że oni PRZEGRYWAJĄ I TO BARDZO… ich systemy obrony nie istnieją, ich fabryki rakiet zostały zniszczone… świat zawdzięcza nam oczyszczenie Cieśniny Ormuz”.
Wydawałoby się, że bardziej już się nie da odlecieć, ale Trump walczy w tej kategorii sam z sobą, wrzucając narrację o rzekomej totalnej dominacji. To już nawet nie jest stary, klasyczny model propagandy. To jest nowy level propagandy, budowanej na pełnym chaosie i strumieniu narracji, w którym rzeczywistość przestaje być ograniczeniem.
I właśnie wtedy zamieścił grafikę, którą załączam poniżej, przedstawiając sam siebie jako Jezusa uzdrawiającego chorych. Naprawdę. Prezydent mocarstwa atomowego publikuje siebie w roli mesjasza, świecącego nad łóżkiem cierpiącego człowieka, jakby między blokadą morską, pouczaniem papieża i przechwałkami o ratowaniu dziesiątek milionów istnień brakowało już tylko autoportretu jako Zbawiciela.
A zaraz potem dostajemy jeszcze wizję Trump Tower na Księżycu. Bo przecież skoro człowiek już pouczył papieża, ocalił ludzkość przed sobą samym i rozegrał w swojej głowie pół świata, to naturalnym kolejnym krokiem jest najwyraźniej kosmiczna deweloperka sygnowana własnym nazwiskiem.
Jeśli ktoś jednego dnia mówi o blokadzie strategicznej cieśniny Ormuz, atakuje papieża, ogłasza się zbawcą i jednocześnie wizualizuje swoją markę na Księżycu, to oznacza, że dawno stracił granicę między światem realnym a szaloną narracją we własnej głowie.
[CC] Radek KobiałkoObraził papieża, potem ogłosił się Jezusem, a w końcu zapowiedział budowę Trump Tower na Księżycu. To wszystko w ciągu ostatnich kilkunastu godzin.
Dla mnie mentalnie Donald Trump już dawno odleciał w kosmos, ale teraz najwyraźniej postanowił zrobić z tego oficjalny projekt deweloperski. Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy granica między polityką a groteską została przekroczona, to właśnie została sprzedana w pakiecie premium z widokiem na Ziemię.
Miejmy nadzieję, że misja Artemis II okrążała Księżyc i sprawdzała wszystkie możliwe warunki do lądowania po to, by wysłać tam wkrótce jedną osobę, kogoś, kto już dawno odleciał w kosmos mentalnie, a teraz trzeba go tam po prostu dostarczyć, czyli Donalda Trumpa. Ja bym mu nawet postawił tę wieżę Trump Tower pod warunkiem, że pozostałby w kosmosie na zawsze.
Gdy my skupiliśmy się na wyborach na Węgrzech, Trump szalał w swoich mediach społecznościowych, zaczynając od obrażania papieża, przechodząc do quasi-mesjanistycznych wizji, a kończąc na geopolitycznym stand-upie o wojnie i blokadach morskich. Te wszystkie swoje teorie wygłaszał też do dziennikarzy, którzy zatrzymali go w drodze do śmigłowca. A wracając do porażki Orbána, zapytany o nią Trump po prostu uciekł. I to jest najlepszy komentarz.
Najpierw zaatakował papieża. Napisał o nim: „Papież Leo jest SŁABY wobec przestępczości i fatalny w polityce zagranicznej… Nie chcę papieża, który uważa, że Iran powinien mieć broń nuklearną… Leo powinien się ogarnąć jako papież, przestać schlebiać radykalnej lewicy i skupić się na byciu wielkim papieżem, a nie politykiem”.
Trzeba przyznać, że pouczanie papieża, jak ma być papieżem, to już jest poziom pychy, na którym człowiekowi zwykła Ziemia rzeczywiście może przestać wystarczać.
Potem przyszedł etap wojenny, pisany tym swoim charakterystycznym językiem człowieka, który najwyraźniej uważa, że im więcej wielkich liter, tym bliżej do prawdy. Trump ogłosił:
„Natychmiast rozpoczynamy blokowanie wszystkich statków próbujących wejść do Cieśniny Ormuz… Każdy Irańczyk, który otworzy ogień, zostanie ROZWALONY DO PIEKŁA… Iran jest zniszczony, ich marynarka nie istnieje, ich lotnictwo nie istnieje… jesteśmy w pełni ZAŁADOWANI I GOTOWI”.
A obok tego samego strumienia słów pojawia się jeszcze zdanie, które idealnie odsłania logikę Trumpa. Pisze:
„Uratowałem 30 do 50 milionów istnień ludzkich”.
U Trumpa „uratowałem” znaczy najczęściej tyle, że mógł wymordować, ale tym razem łaskawie tego nie zrobił. Ludzki pan.
W innym wpisie dorzuca jeszcze swoją opowieść o całkowitej dominacji:
„Fake News mówią, że Iran wygrywa, ale wszyscy wiedzą, że oni PRZEGRYWAJĄ I TO BARDZO… ich systemy obrony nie istnieją, ich fabryki rakiet zostały zniszczone… świat zawdzięcza nam oczyszczenie Cieśniny Ormuz”.
Wydawałoby się, że bardziej już się nie da odlecieć, ale Trump walczy w tej kategorii sam z sobą, wrzucając narrację o rzekomej totalnej dominacji. To już nawet nie jest stary, klasyczny model propagandy. To jest nowy level propagandy, budowanej na pełnym chaosie i strumieniu narracji, w którym rzeczywistość przestaje być ograniczeniem.
I właśnie wtedy zamieścił grafikę, którą załączam poniżej, przedstawiając sam siebie jako Jezusa uzdrawiającego chorych. Naprawdę. Prezydent mocarstwa atomowego publikuje siebie w roli mesjasza, świecącego nad łóżkiem cierpiącego człowieka, jakby między blokadą morską, pouczaniem papieża i przechwałkami o ratowaniu dziesiątek milionów istnień brakowało już tylko autoportretu jako Zbawiciela.
A zaraz potem dostajemy jeszcze wizję Trump Tower na Księżycu. Bo przecież skoro człowiek już pouczył papieża, ocalił ludzkość przed sobą samym i rozegrał w swojej głowie pół świata, to naturalnym kolejnym krokiem jest najwyraźniej kosmiczna deweloperka sygnowana własnym nazwiskiem.
Jeśli ktoś jednego dnia mówi o blokadzie strategicznej cieśniny Ormuz, atakuje papieża, ogłasza się zbawcą i jednocześnie wizualizuje swoją markę na Księżycu, to oznacza, że dawno stracił granicę między światem realnym a szaloną narracją we własnej głowie.
[CC] Radek Kobiałko