Dwa kulty dwa mity

Awantura wokół "obrony dobrego imienia JPII" stała się całkiem niespodziewanie dobrą okazją do poczynienia pewnych obserwacji i analizy mentalności elektoratu PIS. Tą analizą i wnioskami z niej płynącymi powinien właściwie zająć się jakiś socjolog lub psycholog społeczny, a nie ja, który z socjologią nie mam kompletnie nic wspólnego Ale spróbuję… Można powiedzieć, że Ameryki w tym poście raczej nie odkryję, bo nie będzie w nim zapewne nic, czego większość z Was by już nie wiedziała. A jednak moje wnioski płynące z reakcji milionów Polaków na tę awanturę wokół JPII mogą niektórych z Was zaciekawić i dać sporo do myślenia.

Jest jedno takie pytanie, które od lat bardzo często (a ostatnio to już chyba niemal codziennie) wszyscy sobie zdajemy: JAKIM CUDEM PIS, POMIMO SETEK AFER, ZNISZCZENIA PAŃSTWA, JUŻ SYSTEMOWEGO KŁAMSTWA I CAŁEJ SWOJEJ NIEUDOLNOŚCI, NADAL MA TAK WYSOKIE POPARCIE W SPOŁECZEŃSTWIE? I awantura wokół JPII daje nam częściową odpowiedź na to pytanie.

Najprościej byłoby bowiem powiedzieć, że mamy w Polsce kilkumilionową rzeszę ludzi po prostu tępych, słabo wykształconych, typowy ciemnogród, mentalnie tkwiący w czasach późnego Gomułki, zaściankowy, ksenofobiczny i homofobiczny, zawistny, roszczeniowy, podatny na manipulacje katolickiego kleru i gorliwie stosujący się do poleceń wygłaszanych z ambon. Kaczyński dawno temu dokładnie przeanalizował sposób myślenia, potrzeby oraz oczekiwania tych ludzi. I 20 lat temu program PIS został "skrojony" właśnie pod taki przygłupich, bezwolnych, sfrustrowanych i cywilizacyjnie zacofanych wyborców, został przez nich zaakceptowany, no i tak to trwa do dziś. Tylko że to nie jest tak do końca prawda. Bo wśród twardego elektoratu Kaczyńskiego są także ludzie wcale niegłupi, dobrze wykształceni i oczytani, znający „świat”, mieszkający w dużych lub średnich miastach i mający dostęp do wszelkich źródeł informacji. W dodatku duża część z tych ludzi nie ma żadnych materialnych korzyści w popieraniu Kaczyńskiego. „Dobra zmiana” nie dała im ani atrakcyjnych posad, ani awansów lub niebotycznych podwyżek. Część z nich od dawna mieszka zresztą za granicą i to, jaka ekipa rządzi w Polsce nie ma żadnego przełożenia na ich status społeczny lub materialny. Ponieważ tych ludzi nie da się nazwać kretynami lub debilami, zwykliśmy ich nazywać oszołomami albo fanatycznymi wyznawcami Kaczyńskiego. I rzadko zastanawiamy się na tym, jakim cudem inteligentni i dobrze wykształceni ludzie stali się zdeklarowanymi zwolennikami PIS.

Nie jest również prawdą, że PIS ma nadal wysokie poparcie wyłącznie dzięki „kurwizji” i nachalnej propagandzie w innych mediach reżimowych. Twardy elektorat Kaczyńskiego (ok. 4-5 mln osób) jest niemal dwukrotnie liczniejszy, niż widownia głównych programów informacyjnych „kurwizji (ok. 2,5-3 mln osób). Znam kilku zagorzałych sympatyków PIS. Żaden z nich nie jest półgłówkiem w sensie niskiego ilorazu inteligencji. I chyba żaden z nich nie ogląda „kurwizji”, oni pewnie nawet brzydzą się tym topornym, chamskim i bolszewickim przekazem w stylu Dziennika Telewizyjnego w czasach stanu wojennego. Wiedzą doskonale, kiedy propaganda reżimu kłamie i dlaczego kłamie. A jednak od zawsze głosują na PIS. I nie ma to także ścisłego związku z ich światopoglądem i religią. Jeśli są nawet wierzący i praktykujący, to nie jest to w ich przypadku jakiś fanatyzm lub religijny fundamentalizm. Nie klęczą jako jacyś poj*bani Wojownicy Maryi lub Rycerze Chrystusa na chodnikach. Nie cierpią Rydzyka i nie słuchają z rozdziawionymi gębami politycznych wskazówek księży. Sądzę, że każde z Was ma wśród swoich znajomych lub sąsiadów takich ludzi. Gdyby nie to, że głosują na PIS, że nie dostrzegają (lub udają, że nie dostrzegają) tego całego zła, jakie PIS zrobiło w Polsce i są zupełnie głusi na argumenty przeciwko PIS-owi, to byście o nich powiedzieli, że są całkiem normalni…

Nie podejmuję się teraz szczegółowo analizować powodów, dla których ci ludzie, w każdej innej kwestii (poza polityczno-światopoglądową) lub dziedzinie życia potrafiący myśleć trzeźwo, racjonalnie i przyzwoicie, gdy zaczyna się dyskusja na temat Kaczyńskiego i „dobrej zmiany” raptem głupieją, ślepną i stają się głusi. Ale wiem jedno… Wszyscy oni tkwią w jakichś oparach absurdu, z którym ściśle związany jest pewien kult Kaczyńskiego i jego partii. I oni wszyscy niezachwianie wierzą w mit stworzony przez Kaczyńskiego wiele lat temu.

Jedną z najważniejszych cech mitu jest zatarcie się różnicy pomiędzy rzeczywistością a subiektywnym wyobrażeniem. Osoba przywiązana do mitu nie jest zainteresowana prawdą. Nie chce przyjąć do wiadomości, że jest on zbudowany na np. fałszywych podstawach. Więcej, będzie temu jeszcze gwałtowniej zaprzeczać, zamykać się w sobie. Podstawą mitu jest również idealizowanie lub gloryfikowanie jakiejś postaci lub wydarzenia. Czasami to idealizowanie przekracza granice zdrowego rozsądku, a jednak dla wyznawców kultu danej osoby, tkwiących głęboko w oparach jej mitu, nie jest to żadną przeszkodą. Pewnie połowa twardego elektoratu Kaczyńskiego rzeczywiście wierzy, że był/jest on przystojnym mężczyzną, cieszącym się względami setek kobiet, w dodatku wyjątkowo eleganckim i dobrze ubranym, no i wszechstronnie uzdolnionym. Ta wiara w zupełnie nieprawdziwe, często wręcz absurdalne cechy własnego "idola", wynika z całkowitego brak krytycyzmu tych, którzy w jego mit wierzą. Przykładów takiej ślepoty na fakty niewygodne dla Kaczyńskiego można wymienić setki. I jeśli nie wszystkim, to dużej części jego wyborców wiedza o tych faktach nie jest wcale obca. Tylko że oni tej wiedzy za żadne skarby nie chcą przyjąć do wiadomości, bronią się przed nią (czasami podświadomie) rękoma i nogami.

Jednym z takich tematów-tabu dla elektoratu PIS jest żydowskie pochodzenie Kaczyńskiego. Powiedzcie głośno, że Prezes ma żydowskie korzenie, a ten wyborca rzuci się na Was z pięściami. A przecież w tym przypadku "żydowskie korzenie" to określenie bardzo subtelne, bo Kaczyński jest pochodzenia żydowskiego zarówno po „kądzieli”, jak i po „mieczu”, o czym mało osób wie. Jego dziadek i pradziadek (ze strony ojca) byli wysokimi oficerami carskiej armii (co potwierdza sam Kaczyński), nie mogli więc być Polakami wyznania rzymsko-katolickiego, bo carski ukaz z połowy XIX w. zakazywał takowym piastowania wysokich funkcji w armii. Nie byli oni ani Polakami, ani katolikami! Byli niemal na pewno Żydami wyznania ewangelickiego. Skoro więc dziadek Prezesa ożenił się z Żydówką z Odessy (jego późniejszą babką), to znaczy, że ojciec Rajmund Kaczyński był 100-procentowym Żydem. A skoro babka Kaczyńskich ze strony matki Jadwigi też była Żydówką, to wychodzi nam, że w żyłach Prezesa PIS płynie najwyżej 25% krwi polskiej (a i to nie na pewno). Jest na to cała sterta dowodów! Jarosław sam niejednokrotnie wspominał zresztą, że jego dwie ciotki cudem przeżyły powstanie w warszawskim getcie! A Lech Kaczyński swego czasu na Kazimierzu w Krakowie jednoznacznie powiedział, że "historia narodu żydowskiego jest historią jego i jego rodziny"... Nie ma oczywiście nic złego w tym, że ktoś jest pochodzenia żydowskiego. Ale spróbujcie tę prawdę o Kaczyńskich powiedzieć wyborcom PIS, z których pewnie połowa jest antysemitami...

Spróbujcie powiedzieć takiemu wyborcy, że jego guru Kaczyński jest gejem, a też się na Was rzuci z pięściami. Nawet nie będzie z Wami próbować polemizować i dowodzić heteroseksualności Prezesa, bo on wie, że nie potrafi przedstawić żadnych dowodów. Będzie więc mówić "nie bo nie!". A na Wasz argument, że Kaczyński nie był nigdy w choćby krótkotrwałym związku z jakąś kobietą, ten wyborca PIS użyje pewnie kontrargumentu (zupełnie niedorzecznego), że przez ponad pół wieku był tak pochłonięty walką z komuną, a potem troską i dbaniem o Ojczyznę oraz miliony rodaków, że nie miał czasu na pierdoły... Powiedzcie wyborcy PIS, że ten rzekomo "Pierwszy Katolik RP" ochrzcił się dopiero będąc 40-latkiem, że zrobił to wyłącznie z powodów politycznych, a wcześniej był wyznania mojżeszowego, to też nie uwierzą. A przecież chrzest braci Kaczyńskich (w 1989r.) jest faktem potwierdzonym niegdyś przez samych Kaczyńskich!

Tylko że jest faktem bardzo niezręcznym i dla Kaczyńskiego, i dla kościoła. Bo ten silnie utrwalony w świadomości milionów Polaków mit o Kaczyńskim jako ucieleśnieniu wszelakich cnót katolika, to efekt wieloletnich starań zarówno samego Kaczyńskiego i PR-owców PIS, jak i właśnie kościelnych hierarchów. To kościół jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej w 2010r. przedstawiał tego starego, bezdzietnego kawalera i homoseksualistę, przechrztę, tchórza i (chyba) byłego kapusia SB, jako ideał prawdziwego Polaka-katolika i patrioty oraz wzorzec do naśladowania. I przeciwstawiał go uznawanemu przez kościół za wcielenie wszelkiego zła Komorowskiemu! Antykomuniście, byłemu opozycjoniście i więźniowi politycznemu w czasach PRL-u, praktykującemu katolikowi pochodzącemu z katolickiej rodziny, przykładnemu mężowi i dziadkowi bodajże 5 wnucząt... W czasie pierwszych rządów PIS (2005-07) mało kto przywiązywał wagę do „katolickości” Kaczyńskiego. Dopiero później PIS i kościół wtłoczyły tę jego „katolickość” i rzekomą pobożność do świadomości milionów Polaków. A później wystarczyło tylko pielęgnować ten mit, który odegrał szczególną rolę przy szerzeniu religii smoleńskiej…

Gdy więc jakieś fakty, nawet mocno udokumentowane, nie pasują do mitu stworzonego wokół Kaczyńskiego i jego rodziny, to się te fakty ignoruje. Dostępu do świadomości zdecydowanej większości twardego elektoratu PIS broni rodzaj sita, filtr. To, co nie pasuje do mitu i jest prawdą niewygodną i nieaprobowaną, zatrzymuje się na oczkach sita. To "filtrowanie" nie dotyczy zresztą tylko Prezesa, ale w zasadzie wszystkiego, co określamy mianem „dobrej zmiany”, w tym oczywiście także polityków PIS. A już na pewno czołowych, starych i wypróbowanych towarzyszy Prezesa, nawet tych z PZPR-owską lub SB-ecką przeszłością. Nie to jest jednak dziwne, że żyje wśród nas kilka milionów ludzi, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości ponurych lub kompromitujących faktów z życia Kaczyńskiego, choćby jego wiodącego udziału w największych aferach gospodarczych 90. lat XXw. lub w aferze "dwóch wież". Dziwne jest to, że wielu z tych ludzi ma iloraz inteligencji znacznie powyżej przeciętnego… Bardzo prawdopodobne, że dla wielu zdeklarowanych wyborców PIS to ciągłe stanie murem za Kaczyńskim i nieprzyjmowanie do wiadomości jakiejkolwiek krytyki „dobrej zmiany” jest w rzeczywistości odruchem… samoobronnym. Z czego oni sami nie zdają sobie zapewne sprawy. Broniąc zażarcie i zupełnie bezkrytycznie PIS-u, bronią słuszności tego, że głosują na tę partię od wielu lat, że zapewnili jej przejęcie władzy i od 8 lat popierają (lub tolerują) to, co Kaczyński i Ziobro wyprawiają w Polsce.

Gdyby dziś odwrócili się od Kaczyńskiego i przyłączyli się do milionów Polaków przeklinających PIS, zarzucających mu zbrodnie, afery i niszczenie państwa oraz demokracji, musieliby przyznać, że w tym wszystkim oni sami też uczestniczyli. Że byli wspólnikami lub sympatykami zbrodniarzy, aferzystów, fanatyków, nieudaczników itd. Gdyby rządy Kaczyńskiego skończyły się w 2019r., po jednej kadencji, może taka diametralna zmiana nastawienia do PIS i samokrytyka ze strony części z jego wyborców byłyby łatwiejsze. Kaczyński ich oszukał, więc oni, gdy to zauważyli, odwracają się od Kaczyńskiego. Każdy przecież może się pomylić… Ale niepodzielne rządy Kaczyńskiego trwają od 8 lat! I ci ludzie przez 8  długich lat te rządy popierają. I z każdą kolejną aferą lub nieudolnością rządzących, z każdym kolejnym zamachem na Konstytucję, demokrację, prawa obywatelskie lub niezależne media i sądy, tym ludziom jest trudniej uderzyć się w piersi i powiedzieć” „Myliliśmy się, wybaczcie”… Wolą brnąć coraz głębiej w to szambo, niż przyznać, że już od dawna w nim tkwią i wciągają w nie także nas… Broniąc Kaczyńskiego i PIS, bronią nie tylko ich, ale i siebie. Swojego dobrego samopoczucia, przekonania o własnej przyzwoitości, uczciwości, patriotyzmie, mądrości, przenikliwości i trafności własnych wyborów.

Robię cięcie. Nawet nie zaczynam wątku JPII, od którego „obrony dobrego imienia” te moje przemyślenia w ogóle się zaczęły. Mamy tu do czynienia z identycznym kultem oraz mitem, z identycznymi mechanizmami i metodami manipulacji. W innym czasie i w innych okolicznościach kult oraz mit JPII się narodziły, inne były fundamenty tych narodzin, ale efekty (w postaci oddziaływania na świadomość milionów Polaków) okazały się bardzo podobne, jak w przypadku kultu i mitu Kaczyńskiego. Nie ma więc żadnego przypadku w tym, że calutki twardy elektorat PIS-u to najbardziej zagorzali obrońcy „dobrego imienia” Wojtyły.

[CC] Jacek Nikodem

Dwa kulty dwa mity

Awantura wokół "obrony dobrego imienia JPII" stała się całkiem niespodziewanie dobrą okazją do poczynienia pewnych obserwacji i analizy mentalności elektoratu PIS. Tą analizą i wnioskami z niej płynącymi powinien właściwie zająć się jakiś socjolog lub psycholog społeczny, a nie ja, który z socjologią nie mam kompletnie nic wspólnego Ale spróbuję… Można powiedzieć, że Ameryki w tym poście raczej nie odkryję, bo nie będzie w nim zapewne nic, czego większość z Was by już nie wiedziała. A jednak moje wnioski płynące z reakcji milionów Polaków na tę awanturę wokół JPII mogą niektórych z Was zaciekawić i dać sporo do myślenia.

Jest jedno takie pytanie, które od lat bardzo często (a ostatnio to już chyba niemal codziennie) wszyscy sobie zdajemy: JAKIM CUDEM PIS, POMIMO SETEK AFER, ZNISZCZENIA PAŃSTWA, JUŻ SYSTEMOWEGO KŁAMSTWA I CAŁEJ SWOJEJ NIEUDOLNOŚCI, NADAL MA TAK WYSOKIE POPARCIE W SPOŁECZEŃSTWIE? I awantura wokół JPII daje nam częściową odpowiedź na to pytanie.

Najprościej byłoby bowiem powiedzieć, że mamy w Polsce kilkumilionową rzeszę ludzi po prostu tępych, słabo wykształconych, typowy ciemnogród, mentalnie tkwiący w czasach późnego Gomułki, zaściankowy, ksenofobiczny i homofobiczny, zawistny, roszczeniowy, podatny na manipulacje katolickiego kleru i gorliwie stosujący się do poleceń wygłaszanych z ambon. Kaczyński dawno temu dokładnie przeanalizował sposób myślenia, potrzeby oraz oczekiwania tych ludzi. I 20 lat temu program PIS został "skrojony" właśnie pod taki przygłupich, bezwolnych, sfrustrowanych i cywilizacyjnie zacofanych wyborców, został przez nich zaakceptowany, no i tak to trwa do dziś. Tylko że to nie jest tak do końca prawda. Bo wśród twardego elektoratu Kaczyńskiego są także ludzie wcale niegłupi, dobrze wykształceni i oczytani, znający „świat”, mieszkający w dużych lub średnich miastach i mający dostęp do wszelkich źródeł informacji. W dodatku duża część z tych ludzi nie ma żadnych materialnych korzyści w popieraniu Kaczyńskiego. „Dobra zmiana” nie dała im ani atrakcyjnych posad, ani awansów lub niebotycznych podwyżek. Część z nich od dawna mieszka zresztą za granicą i to, jaka ekipa rządzi w Polsce nie ma żadnego przełożenia na ich status społeczny lub materialny. Ponieważ tych ludzi nie da się nazwać kretynami lub debilami, zwykliśmy ich nazywać oszołomami albo fanatycznymi wyznawcami Kaczyńskiego. I rzadko zastanawiamy się na tym, jakim cudem inteligentni i dobrze wykształceni ludzie stali się zdeklarowanymi zwolennikami PIS.

Nie jest również prawdą, że PIS ma nadal wysokie poparcie wyłącznie dzięki „kurwizji” i nachalnej propagandzie w innych mediach reżimowych. Twardy elektorat Kaczyńskiego (ok. 4-5 mln osób) jest niemal dwukrotnie liczniejszy, niż widownia głównych programów informacyjnych „kurwizji (ok. 2,5-3 mln osób). Znam kilku zagorzałych sympatyków PIS. Żaden z nich nie jest półgłówkiem w sensie niskiego ilorazu inteligencji. I chyba żaden z nich nie ogląda „kurwizji”, oni pewnie nawet brzydzą się tym topornym, chamskim i bolszewickim przekazem w stylu Dziennika Telewizyjnego w czasach stanu wojennego. Wiedzą doskonale, kiedy propaganda reżimu kłamie i dlaczego kłamie. A jednak od zawsze głosują na PIS. I nie ma to także ścisłego związku z ich światopoglądem i religią. Jeśli są nawet wierzący i praktykujący, to nie jest to w ich przypadku jakiś fanatyzm lub religijny fundamentalizm. Nie klęczą jako jacyś poj*bani Wojownicy Maryi lub Rycerze Chrystusa na chodnikach. Nie cierpią Rydzyka i nie słuchają z rozdziawionymi gębami politycznych wskazówek księży. Sądzę, że każde z Was ma wśród swoich znajomych lub sąsiadów takich ludzi. Gdyby nie to, że głosują na PIS, że nie dostrzegają (lub udają, że nie dostrzegają) tego całego zła, jakie PIS zrobiło w Polsce i są zupełnie głusi na argumenty przeciwko PIS-owi, to byście o nich powiedzieli, że są całkiem normalni…

Nie podejmuję się teraz szczegółowo analizować powodów, dla których ci ludzie, w każdej innej kwestii (poza polityczno-światopoglądową) lub dziedzinie życia potrafiący myśleć trzeźwo, racjonalnie i przyzwoicie, gdy zaczyna się dyskusja na temat Kaczyńskiego i „dobrej zmiany” raptem głupieją, ślepną i stają się głusi. Ale wiem jedno… Wszyscy oni tkwią w jakichś oparach absurdu, z którym ściśle związany jest pewien kult Kaczyńskiego i jego partii. I oni wszyscy niezachwianie wierzą w mit stworzony przez Kaczyńskiego wiele lat temu.

Jedną z najważniejszych cech mitu jest zatarcie się różnicy pomiędzy rzeczywistością a subiektywnym wyobrażeniem. Osoba przywiązana do mitu nie jest zainteresowana prawdą. Nie chce przyjąć do wiadomości, że jest on zbudowany na np. fałszywych podstawach. Więcej, będzie temu jeszcze gwałtowniej zaprzeczać, zamykać się w sobie. Podstawą mitu jest również idealizowanie lub gloryfikowanie jakiejś postaci lub wydarzenia. Czasami to idealizowanie przekracza granice zdrowego rozsądku, a jednak dla wyznawców kultu danej osoby, tkwiących głęboko w oparach jej mitu, nie jest to żadną przeszkodą. Pewnie połowa twardego elektoratu Kaczyńskiego rzeczywiście wierzy, że był/jest on przystojnym mężczyzną, cieszącym się względami setek kobiet, w dodatku wyjątkowo eleganckim i dobrze ubranym, no i wszechstronnie uzdolnionym. Ta wiara w zupełnie nieprawdziwe, często wręcz absurdalne cechy własnego "idola", wynika z całkowitego brak krytycyzmu tych, którzy w jego mit wierzą. Przykładów takiej ślepoty na fakty niewygodne dla Kaczyńskiego można wymienić setki. I jeśli nie wszystkim, to dużej części jego wyborców wiedza o tych faktach nie jest wcale obca. Tylko że oni tej wiedzy za żadne skarby nie chcą przyjąć do wiadomości, bronią się przed nią (czasami podświadomie) rękoma i nogami.

Jednym z takich tematów-tabu dla elektoratu PIS jest żydowskie pochodzenie Kaczyńskiego. Powiedzcie głośno, że Prezes ma żydowskie korzenie, a ten wyborca rzuci się na Was z pięściami. A przecież w tym przypadku "żydowskie korzenie" to określenie bardzo subtelne, bo Kaczyński jest pochodzenia żydowskiego zarówno po „kądzieli”, jak i po „mieczu”, o czym mało osób wie. Jego dziadek i pradziadek (ze strony ojca) byli wysokimi oficerami carskiej armii (co potwierdza sam Kaczyński), nie mogli więc być Polakami wyznania rzymsko-katolickiego, bo carski ukaz z połowy XIX w. zakazywał takowym piastowania wysokich funkcji w armii. Nie byli oni ani Polakami, ani katolikami! Byli niemal na pewno Żydami wyznania ewangelickiego. Skoro więc dziadek Prezesa ożenił się z Żydówką z Odessy (jego późniejszą babką), to znaczy, że ojciec Rajmund Kaczyński był 100-procentowym Żydem. A skoro babka Kaczyńskich ze strony matki Jadwigi też była Żydówką, to wychodzi nam, że w żyłach Prezesa PIS płynie najwyżej 25% krwi polskiej (a i to nie na pewno). Jest na to cała sterta dowodów! Jarosław sam niejednokrotnie wspominał zresztą, że jego dwie ciotki cudem przeżyły powstanie w warszawskim getcie! A Lech Kaczyński swego czasu na Kazimierzu w Krakowie jednoznacznie powiedział, że "historia narodu żydowskiego jest historią jego i jego rodziny"... Nie ma oczywiście nic złego w tym, że ktoś jest pochodzenia żydowskiego. Ale spróbujcie tę prawdę o Kaczyńskich powiedzieć wyborcom PIS, z których pewnie połowa jest antysemitami...

Spróbujcie powiedzieć takiemu wyborcy, że jego guru Kaczyński jest gejem, a też się na Was rzuci z pięściami. Nawet nie będzie z Wami próbować polemizować i dowodzić heteroseksualności Prezesa, bo on wie, że nie potrafi przedstawić żadnych dowodów. Będzie więc mówić "nie bo nie!". A na Wasz argument, że Kaczyński nie był nigdy w choćby krótkotrwałym związku z jakąś kobietą, ten wyborca PIS użyje pewnie kontrargumentu (zupełnie niedorzecznego), że przez ponad pół wieku był tak pochłonięty walką z komuną, a potem troską i dbaniem o Ojczyznę oraz miliony rodaków, że nie miał czasu na pierdoły... Powiedzcie wyborcy PIS, że ten rzekomo "Pierwszy Katolik RP" ochrzcił się dopiero będąc 40-latkiem, że zrobił to wyłącznie z powodów politycznych, a wcześniej był wyznania mojżeszowego, to też nie uwierzą. A przecież chrzest braci Kaczyńskich (w 1989r.) jest faktem potwierdzonym niegdyś przez samych Kaczyńskich!

Tylko że jest faktem bardzo niezręcznym i dla Kaczyńskiego, i dla kościoła. Bo ten silnie utrwalony w świadomości milionów Polaków mit o Kaczyńskim jako ucieleśnieniu wszelakich cnót katolika, to efekt wieloletnich starań zarówno samego Kaczyńskiego i PR-owców PIS, jak i właśnie kościelnych hierarchów. To kościół jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej w 2010r. przedstawiał tego starego, bezdzietnego kawalera i homoseksualistę, przechrztę, tchórza i (chyba) byłego kapusia SB, jako ideał prawdziwego Polaka-katolika i patrioty oraz wzorzec do naśladowania. I przeciwstawiał go uznawanemu przez kościół za wcielenie wszelkiego zła Komorowskiemu! Antykomuniście, byłemu opozycjoniście i więźniowi politycznemu w czasach PRL-u, praktykującemu katolikowi pochodzącemu z katolickiej rodziny, przykładnemu mężowi i dziadkowi bodajże 5 wnucząt... W czasie pierwszych rządów PIS (2005-07) mało kto przywiązywał wagę do „katolickości” Kaczyńskiego. Dopiero później PIS i kościół wtłoczyły tę jego „katolickość” i rzekomą pobożność do świadomości milionów Polaków. A później wystarczyło tylko pielęgnować ten mit, który odegrał szczególną rolę przy szerzeniu religii smoleńskiej…

Gdy więc jakieś fakty, nawet mocno udokumentowane, nie pasują do mitu stworzonego wokół Kaczyńskiego i jego rodziny, to się te fakty ignoruje. Dostępu do świadomości zdecydowanej większości twardego elektoratu PIS broni rodzaj sita, filtr. To, co nie pasuje do mitu i jest prawdą niewygodną i nieaprobowaną, zatrzymuje się na oczkach sita. To "filtrowanie" nie dotyczy zresztą tylko Prezesa, ale w zasadzie wszystkiego, co określamy mianem „dobrej zmiany”, w tym oczywiście także polityków PIS. A już na pewno czołowych, starych i wypróbowanych towarzyszy Prezesa, nawet tych z PZPR-owską lub SB-ecką przeszłością. Nie to jest jednak dziwne, że żyje wśród nas kilka milionów ludzi, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości ponurych lub kompromitujących faktów z życia Kaczyńskiego, choćby jego wiodącego udziału w największych aferach gospodarczych 90. lat XXw. lub w aferze "dwóch wież". Dziwne jest to, że wielu z tych ludzi ma iloraz inteligencji znacznie powyżej przeciętnego… Bardzo prawdopodobne, że dla wielu zdeklarowanych wyborców PIS to ciągłe stanie murem za Kaczyńskim i nieprzyjmowanie do wiadomości jakiejkolwiek krytyki „dobrej zmiany” jest w rzeczywistości odruchem… samoobronnym. Z czego oni sami nie zdają sobie zapewne sprawy. Broniąc zażarcie i zupełnie bezkrytycznie PIS-u, bronią słuszności tego, że głosują na tę partię od wielu lat, że zapewnili jej przejęcie władzy i od 8 lat popierają (lub tolerują) to, co Kaczyński i Ziobro wyprawiają w Polsce.

Gdyby dziś odwrócili się od Kaczyńskiego i przyłączyli się do milionów Polaków przeklinających PIS, zarzucających mu zbrodnie, afery i niszczenie państwa oraz demokracji, musieliby przyznać, że w tym wszystkim oni sami też uczestniczyli. Że byli wspólnikami lub sympatykami zbrodniarzy, aferzystów, fanatyków, nieudaczników itd. Gdyby rządy Kaczyńskiego skończyły się w 2019r., po jednej kadencji, może taka diametralna zmiana nastawienia do PIS i samokrytyka ze strony części z jego wyborców byłyby łatwiejsze. Kaczyński ich oszukał, więc oni, gdy to zauważyli, odwracają się od Kaczyńskiego. Każdy przecież może się pomylić… Ale niepodzielne rządy Kaczyńskiego trwają od 8 lat! I ci ludzie przez 8  długich lat te rządy popierają. I z każdą kolejną aferą lub nieudolnością rządzących, z każdym kolejnym zamachem na Konstytucję, demokrację, prawa obywatelskie lub niezależne media i sądy, tym ludziom jest trudniej uderzyć się w piersi i powiedzieć” „Myliliśmy się, wybaczcie”… Wolą brnąć coraz głębiej w to szambo, niż przyznać, że już od dawna w nim tkwią i wciągają w nie także nas… Broniąc Kaczyńskiego i PIS, bronią nie tylko ich, ale i siebie. Swojego dobrego samopoczucia, przekonania o własnej przyzwoitości, uczciwości, patriotyzmie, mądrości, przenikliwości i trafności własnych wyborów.

Robię cięcie. Nawet nie zaczynam wątku JPII, od którego „obrony dobrego imienia” te moje przemyślenia w ogóle się zaczęły. Mamy tu do czynienia z identycznym kultem oraz mitem, z identycznymi mechanizmami i metodami manipulacji. W innym czasie i w innych okolicznościach kult oraz mit JPII się narodziły, inne były fundamenty tych narodzin, ale efekty (w postaci oddziaływania na świadomość milionów Polaków) okazały się bardzo podobne, jak w przypadku kultu i mitu Kaczyńskiego. Nie ma więc żadnego przypadku w tym, że calutki twardy elektorat PIS-u to najbardziej zagorzali obrońcy „dobrego imienia” Wojtyły.

[CC] Jacek Nikodem
(659/07-04-2023)

Pobierz PDF Wydrukuj