Czasy „Dobrej Zmiany” są jak lustro.

Czasy „dobrej zmiany” mają jednak pewien pozytyw, choć jest to pozytyw przez łzy i zaciśnięte zęby - gorzki, pesymistyczny i wstydliwy. Te 7 lat rządów Kaczyńskiego pozwoliło nam zobaczyć samych siebie jak w lustrze. Uświadomić sobie, jacy w rzeczywistości jesteśmy, do czego jesteśmy zdolni, do jakiej nikczemności wielu z nas jest w stanie się posunąć i jakie wartości są dla kilku milionów Polaków tak naprawdę najważniejsze… Pewnie wielu z nas nie jest zaskoczonych tym ponurym i odstręczającym lustrzanym odbiciem naszego społeczeństwa. Bo wielu z nas od dawien dawna nie ma złudzeń co do tego, że choć mamy o sobie bardzo dobre mniemanie, to w rzeczywistości jesteśmy narodem głupim, ciemnym i zaściankowym, potwornie egoistycznym, leniwym, zakompleksionym i zawistnym. I dziś codziennie widzimy na to dowody. William James powiedział kiedyś, że „łańcuch jest tak mocny, jak mocne jest jego najsłabsze ogniwo”. Gdyby nasz naród uznać za taki „łańcuch”, to pesymistyczne wnioski nasuwają się same… I to właśnie czas „dobrej zmiany” uświadomił to nam boleśnie, a właściwie po raz kolejny przypomniał tę smutną i wstydliwą prawdę. Bo dowody na to, do jak haniebnych czynów są zdolni Polacy, mieliśmy w dziejach aż nadto, choćby podczas okupacji i w czasach komuny. Ruch oporu przeciw Niemcom, heroizm żołnierzy Armii Krajowej, Powstanie Warszawskie, potem zryw Czerwca 56’, Radom i Ursus, KOR, wreszcie Sierpień 80’ zafałszowały ten nasz obraz w lustrze, przesłoniły nasze koszmarne wady i wstydliwe uczynki.

MEDIA. Chyba najbardziej to skundlenie się, sprzedanie się w zamian za przeróżne profity, widać w mediach publicznych (głównie „kurwizji”), bo też one są na świeczniku. Nie mam tu na myśli takiego Rachonia, bo on mendą jest od urodzenia. Nie mam również na myśli różnych śmieci wyhodowanych w ostatnich latach w TV Republika, Gazecie Polskiej lub „szkole medialnej” Rydzyka, których w czasach „dobrej zmiany” ściągnięto do mediów publicznych. Ale już taki Adamczyk przez wiele lat był normalnym, rzetelnym dziennikarzem, co do którego obiektywizmu i przyzwoitości nikt nie miał większych zastrzeżeń. Pracował w TVN, TV Puls, w TVP i TVP Info za czasów rządów PO i PSL, był korespondentem zagranicznym. Nikt nie miał również zastrzeżeń do tej wywłoki Holeckiej, która przecież zadebiutowała jako prezenterka TVP 25 lat temu! Klarenbach przygodę z mediami publicznymi rozpoczął jeszcze wcześniej, bo w 1995r. I choć może oni nie byli ulubieńcami wszystkich kolejnych ekip rządzących, to jednak fakt, że nikt ich z tych mediów publicznych po zmianach władzy nie wyrzucał na zbity pysk, świadczył o ich bezstronność, rzetelności i fachowości.

Dziennikarze czołowych mediów to nie są ciemne kmioty ze wsi podkarpackiej, otumanione przez kler i PIS-owską propagandę. To ludzie wykształceni, oczytani, znający świat i języki obce, mający dostęp do wszelkich źródeł informacji i potrafiący bez problemu odróżnić kłamstwo od prawdy. Więc jeśli ci ludzie nagle, z dnia na dzień, zaczynają nam, zamiast dotychczasowej prawdy, sączyć do uszu same bezczelne kłamstwa, to powód tej ich przemiany może być tylko jeden. Stali się sprzedajnymi ku*wami. Zaproponowano im takie korzyści materialne i niematerialne, że uczciwość dziennikarska, etyka i przyzwoitość przestały się dla nich liczyć.

POLICJA. Nie ma sensu, bym w tym miejscu wymieniał przypadki łamania przez Policję prawa w celu obrony interesów partii rządzącej. Dla tysięcy funkcjonariuszy dobro i bezpieczeństwo obywateli oraz właśnie przestrzeganie prawa przestają się liczyć wtedy, gdy w grę wchodzą polityczne interesy ich PIS-owskich przełożonych. Nie miejsce tu teraz również, bym rozstrzygał, czy jest to „tylko” kwestia nadgorliwości i chęci przypodobania się „górze”, czy może dziś do służby przyjmowani są ludzie, którzy powinni się leczyć psychiatrycznie albo nawet siedzieć w więzieniach. Wszyscy wiemy, że Komendant Główny Szymczyk to kanalia, która dla kariery zrobi wszystko. Nie inaczej jest z całą „wierchuszką” Policji, starannie dobraną przez Nowogrodzką. Ale przecież oni wszyscy służą w Policji od 20-30 lat! Poza tym to nie Szymczyk pałował bezbronne kobiety, tylko zwyrodnialcy z antyterrorystycznego BOA. To funkcjonariusze oddziałów prewencji katują demonstrujące na ulicach dziewczyny i łamią im ręce, a ich koledzy na komisariatach poddają zatrzymane osoby wielogodzinnym, upokarzającym przesłuchaniom i zastraszaniu. Nie wspominam już o tych „policjantach”, którzy podczas swoich interwencji po prostu ludzi zabijają. To nie Szymczyk, tylko zwykli policjanci pluli w twarz Babci Kasi i pryskali jej w oczy gazem, choć nie mieli ku temu żadnego powodu. Część funkcjonariuszy Policji stała się po prostu przestępcami i oprawcami, wrogami prawa i społeczeństwa, a nie jego obrońcami. A już zdecydowana większość funkcjonariuszy Policji stała się wspólnikami przestępców w mundurach, tak jak niemal wszyscy księża katoliccy stali się wspólnikami swoich koleżków-pedofilów. Jeśli ktoś, pomimo posiadanej wiedzy o popełnianiu przestępstw, w imię jakiejś „solidarności zawodowej” przyzwala na ich popełnianie, staje się współwinnym… A jeśli jest to stróż prawa, to jego wina jest podwójna.

Osobnym rozdziałem jest kompromitujące dla Policji i całkowicie rujnujące jej autorytet pilnowanie przez setki funkcjonariuszy jakichś zasranych schodków na placu, pustej willi na Żoliborzu, biur poselskich PIS-u, ochranianie „miesiączek smoleńskich”, partyjnych pielgrzymek na Wawel i spotkań Kaczyńskiego ze swoimi fanatykami… I to w czasie, gdy Policja cierpi na chroniczny brak ludzi do patrolowania ulic i ścigania przestępców! Karanie mandatami (a nawet grzywnami!) staruszek, które w geście protestu przyszły pod gmach SN lub rekwirowanie kilkuletnim szkrabom szkolnej kredy tylko dlatego, bo rysowały coś na chodniku przed siedzibą PIS-u i stawianie z tego powodu zarzutów opiekującym się dziećmi przedszkolankom, to już nie jest tylko kompromitacja Policji. To jest hańba. To jest działanie, które podważa w ogóle sens istnienia u nas Policji, bo pokazuje wyraźnie, że aparat bezpieczeństwa stał się nie tylko „bijącym sercem partii”, ale także to, że zatrudniani są w nim ludzie kompletnie pierd*lnięci. Oszołomy, nieodpowiedzialni idioci i partyjne sługusy mają dbać o nasze bezpieczeństwo i przestrzeganie prawa?!

I żadne komunały o konieczności wykonywania rozkazów nie są tu usprawiedliwieniem. To nie są już czasy, gdy bezrobocie w Polsce sięgało 15-20% i znalezienie zatrudnienia było wyzwaniem nie lada. Nikt nikogo nie zmusza do pracy w Policji, CBA, ABW lub CBŚ. Jeśli ktoś nie ma w sobie wewnętrznego przyzwolenia na służbę razem z przestępcami, jeśli komuś nie odpowiada praca w skompromitowanym „bijącym sercu partii”, to zawsze może sobie znaleźć inne zajęcie. Funkcjonariusze przecież widzą degradację swojej służby i doskonale wiedzą, co sądzą o nich miliony Polaków. Jeszcze 8-10 lat temu Policja, wraz ze Strażą Pożarną oraz kościołem, była na samym szczycie listy instytucji cieszących się największym społecznym zaufaniem. Wtedy miała 65%, dziś ma 30%...

Policja ma komfortową sytuację, bo jest PIS-owi potrzebna jak powietrze. Żaden reżim nie utrzyma się bez swojego aparatu represji. PIS olewa lekarzy, nauczycieli, sferę budżetową, przedsiębiorców, młode kobiety, osoby niepełnosprawne, prawo i Konstytucję… Ale PIS nigdy nie odważy się ignorować Policji, która stanowi mur oddzielający go od gniewu społecznego. Policja jest gwarantem trwania tej władzy. Policja może więc stawiać rządowi warunki np. odpolitycznienia służby, wyrzucenia z jej szeregów przestępców i zaprzestania działań kompromitujących lub ośmieszających Policję, jak choćby wysyłania 700 funkcjonariuszy do ochrony jakiejś rudery z kotem w środku, której nikt nie zamierza atakować. A jednak nic nie słychać, by związki zawodowe policjantów były jakoś szczególnie oburzone tym, że Policja stała się de facto bojówką PIS-u, upolitycznioną do granic absurdu od stanowiska komendanta powiatowego wzwyż. Ich sporadyczne akcje protestacyjne dotyczą zawsze tylko podwyżek i spraw socjalnych. Pies drapał honor, godność i etos służby! Kasa jest ważna, Misiu, kasa to podstawa…

PROKURATORZY. W Polsce jest ok. 6 tysięcy prokuratorów. Sądzę, że „dobrej zmianie” sprzedało się nie więcej, niż 200-250. To niby niedużo, a jednak cholernie dużo. Bo te 2-3% ogółu, które okazały się kanaliami, to calutka „góra” prokuratury. Nie po to taka jedna gnida z drugą sprzedawała się Ziobrze, by nadal być szeregowymi prokuratorami w jakimś „rejonie”. Wszyscy oni w błyskawicznym tempie awansowali. Jest to poniekąd okoliczność korzystna, bo gdy PIS zostanie odsunięte od władzy, to nie trzeba będzie tych prokuratorskich kolaborantów długo szukać. Wystarczy przejrzeć listę awansów z lat 2015-2023 i tych, których kariera zawodowa nabrała podejrzanie dużego przyspieszenia trzeba będzie z prokuratury wyrzucić na zbity pysk, a dużą część z nich zaprosić na ławę oskarżonych. Ale w tym tekście nie chodzi mi o przydupasów Ziobry w prokuraturze. Tylko o setki ich podwładnych, funkcjonariuszy niższych szczebli, którzy niby się „dobrej zmianie” nie sprzedali, a jednak niejednokrotnie sprzeniewierzyli się swojemu powołaniu i prokuratorskiemu ślubowaniu. To nie PIS-owski prokurator okręgowy umarza postępowanie w sprawie śmiertelnego potrącenia przez działacza PIS pieszej na pasach. I to nie prokurator okręgowy odmawia wszczęcia postępowania przeciwko złodziejom z PIS-u, policjantom gazującym bezbronne kobiety lub jakiemuś pedofilowi w sutannie. PIS-owscy przełożeni stosują przeróżne naciski, ale decyzje podejmują szeregowi prokuratorzy, którzy przecież doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ulegając tym naciskom niejednokrotnie sami łamią prawo.

POLITYCY. Ślepe uwielbienie członków PIS dla Kaczyńskiego i ich lojalność wobec swojej partii to jedno. A świadome łamanie prawa i Konstytucji, destrukcja państwa i okradanie milionów Polaków to insza inszość. To pierwsze można zrozumieć, bo fanatyczna wiara w nieomylność guru, uwielbienie dla niego i bezwzględne posłuszeństwo to fundamenty istnienia każdej sekty. Natomiast w żadnym wypadku nie da się zrozumieć i nie można wybaczyć działania (w imię interesu partii i utrzymania się przy korycie) na szkodę własnego państwa, jego obywateli i porządku prawnego. Jest to zdrada, a w przypadku zdrady intencje i motywy schodzą na drugi plan. Tysiące polityków i działaczy PIS, którzy przed 2015r. byli „tylko” oszołomami, karierowiczami i kłamcami, dziś są pospolitymi przestępcami i zdrajcami. A już szczególnej, podwójnej zdrady dopuściły się kobiety zasiadające w ławach poselskich PIS. Głosując za całym szeregiem ustaw godzących w prawa kobiet, ich godność i bezpieczeństwo, te szmaty udowodniły, że choć może wyglądają jak kobiety, to kobietami już być przestały.

Długo można by tak wymieniać… Skupiłem się tylko na kolaborantach PIS-u sprawujących funkcje publiczne, a i tak zabrakło mi miejsca, by zająć się np. kilkuset „sędziami”. A przecież w tym lustrze „dobrej zmiany” widać dziesiątki tysięcy podobnych do nich. W szambie o nazwie „państwo PIS” na wierzch wypłynęły chyba wszystkie gówna, ujawniły się wszelkie patologie i moralne odpady… Nie trzeba dopuszczać się przestępstw, by zasłużyć na powszechne potępienie i całkowicie się skompromitować. Tak jak setki generałów i oficerów WP, którzy skwapliwie skorzystali z czystek politycznych przeprowadzonych w armii przez Macierewicza i Błaszczaka. I bardzo chętnie wskoczyli na zwolnione stanowiska. Podobnie jak tysiące prezesów, dyrektorów, kierowników lub menedżerów instytucji państwowych, którzy z miłą chęcią zajęli miejsca swoich kolegów zwolnionych z pracy z przyczyn politycznych (wystarczyło, że powołały ich poprzednie rządy). Przyjmując awanse oni nie popełnili żadnego przestępstwa. Ale mieli pełną świadomość, że skoro ich poprzedników zwolniono z powodów politycznych, to oni, obejmując wakujące intratne stanowiska, godzą się na pełną polityczną służalczość względem swoich mocodawców z Nowogrodzkiej… Partia im zaufała i oni nie mogą tego zaufania partii zawieść. Przestępstwa nie popełnił także dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego (i jednocześnie generał WP!) Gielerak, który w zębach przywiózł Prezesowi kule do jego domu na Żoliborzu. I jeszcze wziął ze sobą jako asystę pielęgniarkę. Widać z naszą służbą zdrowia nie jest tak źle, skoro dyrektor szpitala klinicznego MON i pielęgniarka wożą sprzęt medyczny pacjentom do domów. I Gielerak wykazał się tą kompromitującą służalczością akurat wtedy, gdy PIS i „kurwizja” prowadziły kampanię oczerniającą jego kolegów-lekarzy.

Na zakończenie jeszcze o jednym… Aż trudno policzyć tych, którzy totalnie skompromitowali się także brakiem odpowiedzialności za swoje decyzje oraz czyny i brakiem samokrytycyzmu. Gdyby ktoś mi zaproponował miejsce w zarządzie koncernu energetycznego lub posadę szefa katedry mikrobiologii na uczelni medycznej, to bym komuś takiemu dał pewnie w mordę. Bo uznałbym to za działanie na szkodę tego koncernu lub uczelni, a także próbę skompromitowanie mnie, humanisty z wykształcenia… Gdybym przyjął taką propozycję, wstydziłbym się potem spojrzeć w oczy swoim nowym podwładnym oraz ludziom, którzy na te stanowiska jak najbardziej zasługują, a jednak PIS im ich nigdy nie zaproponuje. To nie byłaby tylko kwestia łamania przepisów (czyli łamania obowiązującego prawa!), ale także elementarnej przyzwoitości oraz świadomości własnych predyspozycji, kwalifikacji i ograniczeń. Dziesiątki tysięcy beneficjentów „dobrej zmiany” nie mają tego typu dylematów i oporów. Bez skrupułów wykorzystują swoje znajomości w partii rządzącej, by załapać się na atrakcyjne posady, choć nie mają ku temu dosłownie żadnych kwalifikacji ani wymaganego doświadczenia. I dzięki lustru „dobrej zmiany” ich też zobaczyliśmy…

[CC] Jacek Nikodem

Czasy „Dobrej Zmiany” są jak lustro.

Czasy „dobrej zmiany” mają jednak pewien pozytyw, choć jest to pozytyw przez łzy i zaciśnięte zęby - gorzki, pesymistyczny i wstydliwy. Te 7 lat rządów Kaczyńskiego pozwoliło nam zobaczyć samych siebie jak w lustrze. Uświadomić sobie, jacy w rzeczywistości jesteśmy, do czego jesteśmy zdolni, do jakiej nikczemności wielu z nas jest w stanie się posunąć i jakie wartości są dla kilku milionów Polaków tak naprawdę najważniejsze… Pewnie wielu z nas nie jest zaskoczonych tym ponurym i odstręczającym lustrzanym odbiciem naszego społeczeństwa. Bo wielu z nas od dawien dawna nie ma złudzeń co do tego, że choć mamy o sobie bardzo dobre mniemanie, to w rzeczywistości jesteśmy narodem głupim, ciemnym i zaściankowym, potwornie egoistycznym, leniwym, zakompleksionym i zawistnym. I dziś codziennie widzimy na to dowody. William James powiedział kiedyś, że „łańcuch jest tak mocny, jak mocne jest jego najsłabsze ogniwo”. Gdyby nasz naród uznać za taki „łańcuch”, to pesymistyczne wnioski nasuwają się same… I to właśnie czas „dobrej zmiany” uświadomił to nam boleśnie, a właściwie po raz kolejny przypomniał tę smutną i wstydliwą prawdę. Bo dowody na to, do jak haniebnych czynów są zdolni Polacy, mieliśmy w dziejach aż nadto, choćby podczas okupacji i w czasach komuny. Ruch oporu przeciw Niemcom, heroizm żołnierzy Armii Krajowej, Powstanie Warszawskie, potem zryw Czerwca 56’, Radom i Ursus, KOR, wreszcie Sierpień 80’ zafałszowały ten nasz obraz w lustrze, przesłoniły nasze koszmarne wady i wstydliwe uczynki.

MEDIA. Chyba najbardziej to skundlenie się, sprzedanie się w zamian za przeróżne profity, widać w mediach publicznych (głównie „kurwizji”), bo też one są na świeczniku. Nie mam tu na myśli takiego Rachonia, bo on mendą jest od urodzenia. Nie mam również na myśli różnych śmieci wyhodowanych w ostatnich latach w TV Republika, Gazecie Polskiej lub „szkole medialnej” Rydzyka, których w czasach „dobrej zmiany” ściągnięto do mediów publicznych. Ale już taki Adamczyk przez wiele lat był normalnym, rzetelnym dziennikarzem, co do którego obiektywizmu i przyzwoitości nikt nie miał większych zastrzeżeń. Pracował w TVN, TV Puls, w TVP i TVP Info za czasów rządów PO i PSL, był korespondentem zagranicznym. Nikt nie miał również zastrzeżeń do tej wywłoki Holeckiej, która przecież zadebiutowała jako prezenterka TVP 25 lat temu! Klarenbach przygodę z mediami publicznymi rozpoczął jeszcze wcześniej, bo w 1995r. I choć może oni nie byli ulubieńcami wszystkich kolejnych ekip rządzących, to jednak fakt, że nikt ich z tych mediów publicznych po zmianach władzy nie wyrzucał na zbity pysk, świadczył o ich bezstronność, rzetelności i fachowości.

Dziennikarze czołowych mediów to nie są ciemne kmioty ze wsi podkarpackiej, otumanione przez kler i PIS-owską propagandę. To ludzie wykształceni, oczytani, znający świat i języki obce, mający dostęp do wszelkich źródeł informacji i potrafiący bez problemu odróżnić kłamstwo od prawdy. Więc jeśli ci ludzie nagle, z dnia na dzień, zaczynają nam, zamiast dotychczasowej prawdy, sączyć do uszu same bezczelne kłamstwa, to powód tej ich przemiany może być tylko jeden. Stali się sprzedajnymi ku*wami. Zaproponowano im takie korzyści materialne i niematerialne, że uczciwość dziennikarska, etyka i przyzwoitość przestały się dla nich liczyć.

POLICJA. Nie ma sensu, bym w tym miejscu wymieniał przypadki łamania przez Policję prawa w celu obrony interesów partii rządzącej. Dla tysięcy funkcjonariuszy dobro i bezpieczeństwo obywateli oraz właśnie przestrzeganie prawa przestają się liczyć wtedy, gdy w grę wchodzą polityczne interesy ich PIS-owskich przełożonych. Nie miejsce tu teraz również, bym rozstrzygał, czy jest to „tylko” kwestia nadgorliwości i chęci przypodobania się „górze”, czy może dziś do służby przyjmowani są ludzie, którzy powinni się leczyć psychiatrycznie albo nawet siedzieć w więzieniach. Wszyscy wiemy, że Komendant Główny Szymczyk to kanalia, która dla kariery zrobi wszystko. Nie inaczej jest z całą „wierchuszką” Policji, starannie dobraną przez Nowogrodzką. Ale przecież oni wszyscy służą w Policji od 20-30 lat! Poza tym to nie Szymczyk pałował bezbronne kobiety, tylko zwyrodnialcy z antyterrorystycznego BOA. To funkcjonariusze oddziałów prewencji katują demonstrujące na ulicach dziewczyny i łamią im ręce, a ich koledzy na komisariatach poddają zatrzymane osoby wielogodzinnym, upokarzającym przesłuchaniom i zastraszaniu. Nie wspominam już o tych „policjantach”, którzy podczas swoich interwencji po prostu ludzi zabijają. To nie Szymczyk, tylko zwykli policjanci pluli w twarz Babci Kasi i pryskali jej w oczy gazem, choć nie mieli ku temu żadnego powodu. Część funkcjonariuszy Policji stała się po prostu przestępcami i oprawcami, wrogami prawa i społeczeństwa, a nie jego obrońcami. A już zdecydowana większość funkcjonariuszy Policji stała się wspólnikami przestępców w mundurach, tak jak niemal wszyscy księża katoliccy stali się wspólnikami swoich koleżków-pedofilów. Jeśli ktoś, pomimo posiadanej wiedzy o popełnianiu przestępstw, w imię jakiejś „solidarności zawodowej” przyzwala na ich popełnianie, staje się współwinnym… A jeśli jest to stróż prawa, to jego wina jest podwójna.

Osobnym rozdziałem jest kompromitujące dla Policji i całkowicie rujnujące jej autorytet pilnowanie przez setki funkcjonariuszy jakichś zasranych schodków na placu, pustej willi na Żoliborzu, biur poselskich PIS-u, ochranianie „miesiączek smoleńskich”, partyjnych pielgrzymek na Wawel i spotkań Kaczyńskiego ze swoimi fanatykami… I to w czasie, gdy Policja cierpi na chroniczny brak ludzi do patrolowania ulic i ścigania przestępców! Karanie mandatami (a nawet grzywnami!) staruszek, które w geście protestu przyszły pod gmach SN lub rekwirowanie kilkuletnim szkrabom szkolnej kredy tylko dlatego, bo rysowały coś na chodniku przed siedzibą PIS-u i stawianie z tego powodu zarzutów opiekującym się dziećmi przedszkolankom, to już nie jest tylko kompromitacja Policji. To jest hańba. To jest działanie, które podważa w ogóle sens istnienia u nas Policji, bo pokazuje wyraźnie, że aparat bezpieczeństwa stał się nie tylko „bijącym sercem partii”, ale także to, że zatrudniani są w nim ludzie kompletnie pierd*lnięci. Oszołomy, nieodpowiedzialni idioci i partyjne sługusy mają dbać o nasze bezpieczeństwo i przestrzeganie prawa?!

I żadne komunały o konieczności wykonywania rozkazów nie są tu usprawiedliwieniem. To nie są już czasy, gdy bezrobocie w Polsce sięgało 15-20% i znalezienie zatrudnienia było wyzwaniem nie lada. Nikt nikogo nie zmusza do pracy w Policji, CBA, ABW lub CBŚ. Jeśli ktoś nie ma w sobie wewnętrznego przyzwolenia na służbę razem z przestępcami, jeśli komuś nie odpowiada praca w skompromitowanym „bijącym sercu partii”, to zawsze może sobie znaleźć inne zajęcie. Funkcjonariusze przecież widzą degradację swojej służby i doskonale wiedzą, co sądzą o nich miliony Polaków. Jeszcze 8-10 lat temu Policja, wraz ze Strażą Pożarną oraz kościołem, była na samym szczycie listy instytucji cieszących się największym społecznym zaufaniem. Wtedy miała 65%, dziś ma 30%...

Policja ma komfortową sytuację, bo jest PIS-owi potrzebna jak powietrze. Żaden reżim nie utrzyma się bez swojego aparatu represji. PIS olewa lekarzy, nauczycieli, sferę budżetową, przedsiębiorców, młode kobiety, osoby niepełnosprawne, prawo i Konstytucję… Ale PIS nigdy nie odważy się ignorować Policji, która stanowi mur oddzielający go od gniewu społecznego. Policja jest gwarantem trwania tej władzy. Policja może więc stawiać rządowi warunki np. odpolitycznienia służby, wyrzucenia z jej szeregów przestępców i zaprzestania działań kompromitujących lub ośmieszających Policję, jak choćby wysyłania 700 funkcjonariuszy do ochrony jakiejś rudery z kotem w środku, której nikt nie zamierza atakować. A jednak nic nie słychać, by związki zawodowe policjantów były jakoś szczególnie oburzone tym, że Policja stała się de facto bojówką PIS-u, upolitycznioną do granic absurdu od stanowiska komendanta powiatowego wzwyż. Ich sporadyczne akcje protestacyjne dotyczą zawsze tylko podwyżek i spraw socjalnych. Pies drapał honor, godność i etos służby! Kasa jest ważna, Misiu, kasa to podstawa…

PROKURATORZY. W Polsce jest ok. 6 tysięcy prokuratorów. Sądzę, że „dobrej zmianie” sprzedało się nie więcej, niż 200-250. To niby niedużo, a jednak cholernie dużo. Bo te 2-3% ogółu, które okazały się kanaliami, to calutka „góra” prokuratury. Nie po to taka jedna gnida z drugą sprzedawała się Ziobrze, by nadal być szeregowymi prokuratorami w jakimś „rejonie”. Wszyscy oni w błyskawicznym tempie awansowali. Jest to poniekąd okoliczność korzystna, bo gdy PIS zostanie odsunięte od władzy, to nie trzeba będzie tych prokuratorskich kolaborantów długo szukać. Wystarczy przejrzeć listę awansów z lat 2015-2023 i tych, których kariera zawodowa nabrała podejrzanie dużego przyspieszenia trzeba będzie z prokuratury wyrzucić na zbity pysk, a dużą część z nich zaprosić na ławę oskarżonych. Ale w tym tekście nie chodzi mi o przydupasów Ziobry w prokuraturze. Tylko o setki ich podwładnych, funkcjonariuszy niższych szczebli, którzy niby się „dobrej zmianie” nie sprzedali, a jednak niejednokrotnie sprzeniewierzyli się swojemu powołaniu i prokuratorskiemu ślubowaniu. To nie PIS-owski prokurator okręgowy umarza postępowanie w sprawie śmiertelnego potrącenia przez działacza PIS pieszej na pasach. I to nie prokurator okręgowy odmawia wszczęcia postępowania przeciwko złodziejom z PIS-u, policjantom gazującym bezbronne kobiety lub jakiemuś pedofilowi w sutannie. PIS-owscy przełożeni stosują przeróżne naciski, ale decyzje podejmują szeregowi prokuratorzy, którzy przecież doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ulegając tym naciskom niejednokrotnie sami łamią prawo.

POLITYCY. Ślepe uwielbienie członków PIS dla Kaczyńskiego i ich lojalność wobec swojej partii to jedno. A świadome łamanie prawa i Konstytucji, destrukcja państwa i okradanie milionów Polaków to insza inszość. To pierwsze można zrozumieć, bo fanatyczna wiara w nieomylność guru, uwielbienie dla niego i bezwzględne posłuszeństwo to fundamenty istnienia każdej sekty. Natomiast w żadnym wypadku nie da się zrozumieć i nie można wybaczyć działania (w imię interesu partii i utrzymania się przy korycie) na szkodę własnego państwa, jego obywateli i porządku prawnego. Jest to zdrada, a w przypadku zdrady intencje i motywy schodzą na drugi plan. Tysiące polityków i działaczy PIS, którzy przed 2015r. byli „tylko” oszołomami, karierowiczami i kłamcami, dziś są pospolitymi przestępcami i zdrajcami. A już szczególnej, podwójnej zdrady dopuściły się kobiety zasiadające w ławach poselskich PIS. Głosując za całym szeregiem ustaw godzących w prawa kobiet, ich godność i bezpieczeństwo, te szmaty udowodniły, że choć może wyglądają jak kobiety, to kobietami już być przestały.

Długo można by tak wymieniać… Skupiłem się tylko na kolaborantach PIS-u sprawujących funkcje publiczne, a i tak zabrakło mi miejsca, by zająć się np. kilkuset „sędziami”. A przecież w tym lustrze „dobrej zmiany” widać dziesiątki tysięcy podobnych do nich. W szambie o nazwie „państwo PIS” na wierzch wypłynęły chyba wszystkie gówna, ujawniły się wszelkie patologie i moralne odpady… Nie trzeba dopuszczać się przestępstw, by zasłużyć na powszechne potępienie i całkowicie się skompromitować. Tak jak setki generałów i oficerów WP, którzy skwapliwie skorzystali z czystek politycznych przeprowadzonych w armii przez Macierewicza i Błaszczaka. I bardzo chętnie wskoczyli na zwolnione stanowiska. Podobnie jak tysiące prezesów, dyrektorów, kierowników lub menedżerów instytucji państwowych, którzy z miłą chęcią zajęli miejsca swoich kolegów zwolnionych z pracy z przyczyn politycznych (wystarczyło, że powołały ich poprzednie rządy). Przyjmując awanse oni nie popełnili żadnego przestępstwa. Ale mieli pełną świadomość, że skoro ich poprzedników zwolniono z powodów politycznych, to oni, obejmując wakujące intratne stanowiska, godzą się na pełną polityczną służalczość względem swoich mocodawców z Nowogrodzkiej… Partia im zaufała i oni nie mogą tego zaufania partii zawieść. Przestępstwa nie popełnił także dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego (i jednocześnie generał WP!) Gielerak, który w zębach przywiózł Prezesowi kule do jego domu na Żoliborzu. I jeszcze wziął ze sobą jako asystę pielęgniarkę. Widać z naszą służbą zdrowia nie jest tak źle, skoro dyrektor szpitala klinicznego MON i pielęgniarka wożą sprzęt medyczny pacjentom do domów. I Gielerak wykazał się tą kompromitującą służalczością akurat wtedy, gdy PIS i „kurwizja” prowadziły kampanię oczerniającą jego kolegów-lekarzy.

Na zakończenie jeszcze o jednym… Aż trudno policzyć tych, którzy totalnie skompromitowali się także brakiem odpowiedzialności za swoje decyzje oraz czyny i brakiem samokrytycyzmu. Gdyby ktoś mi zaproponował miejsce w zarządzie koncernu energetycznego lub posadę szefa katedry mikrobiologii na uczelni medycznej, to bym komuś takiemu dał pewnie w mordę. Bo uznałbym to za działanie na szkodę tego koncernu lub uczelni, a także próbę skompromitowanie mnie, humanisty z wykształcenia… Gdybym przyjął taką propozycję, wstydziłbym się potem spojrzeć w oczy swoim nowym podwładnym oraz ludziom, którzy na te stanowiska jak najbardziej zasługują, a jednak PIS im ich nigdy nie zaproponuje. To nie byłaby tylko kwestia łamania przepisów (czyli łamania obowiązującego prawa!), ale także elementarnej przyzwoitości oraz świadomości własnych predyspozycji, kwalifikacji i ograniczeń. Dziesiątki tysięcy beneficjentów „dobrej zmiany” nie mają tego typu dylematów i oporów. Bez skrupułów wykorzystują swoje znajomości w partii rządzącej, by załapać się na atrakcyjne posady, choć nie mają ku temu dosłownie żadnych kwalifikacji ani wymaganego doświadczenia. I dzięki lustru „dobrej zmiany” ich też zobaczyliśmy…

[CC] Jacek Nikodem
(640/12-12-2022)

Pobierz PDF Wydrukuj