Koncert
(Tytuł WK)

Na schodach stacji metra gra kwartet smyczkowy, w piwnicy ktoś na wiolonczeli wykonuje suity Bacha. Rozpoczął się festiwal muzyczny w Charkowie. Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak to prawda! Organizatorzy planowali wystartować z koncertami 26 marca i tak zrobili. Na widowni nie widać smokingów i zapachu paryskich perfum, w antraktach nie serwuje się szampana. Artyści grają w rytmie spadających bomb. Przerwa w nalotach jest równie ważna jak pauza na pięciolinii. Sztuka imituje życie i na odwrót. Trudno odmówić Ukraińcom odwagi, tak jak Rosjanom barbarzyństwa.

Muzyka towarzyszyła człowiekowi w najstraszniejszych momentach historii. Gdy ważyły się jego losy, często sięgał po instrument. Zazwyczaj na ochotnika, czasami z przymusu. W Auschwitz, wychodzących na roboty żegnała i witała orkiestra w pasiakach. Na zakrwawionych ulicach oblężonego Sarajewa też słychać było Bacha. Nam ulgę przynosiły w Warszawie zakazane piosenki i niezłomny Władysław Szpilman - to był dopiero pianista! I to pierwsze wykonanie pasji wg. Św. Mateusza w Berlinie zaraz po upadku miasta – istnieje nagranie. Słychać na nim jak Niemcy płaczą.

Od ponad miesiąca jesteśmy świadkami najgorszej odsłony człowieczeństwa. Najmocniejsza psychika w pewnym momencie siada. Nie kryjemy się w schronach, nie reagujemy nerwowo na syreny, ale wojna potrafi zmielić ludzi na odległość. Każdy radzi sobie z tym uczuciem jak może. Muzyka nie zawodzi – jest apteczką pierwszej pomocy i ostatnim namaszczeniem jakiego potrzebujemy. Można bez końca słuchać ukraińskiego hymnu czy melodii ludowych. Można powracać do pięknego koncertu jaki zrealizowano w Łodzi. Ukraina stała się muzyką. Gra i śpiewa w naszych umysłach i sercach.

Znany rosyjski tancerz i aktor Michaił Barysznikow, zwrócił się z apelem do Zachodu, by nie karał rosyjskich twórców za brak reakcji na zbrodnie Putina. Mieszkający w Stanach Zjednoczonych artysta założył też fundację na rzecz Ukrainy. Trudno pogodzić te dwie reakcje człowieka, który kiedyś uciekł ze Związku Radzieckiego. Po aneksji Krymu w 2014 pół tysiąca znanych rosyjskich nazwisk pojawiło się na liście poparcia dla Władimira Putina. Artyści niczego nie musieli robić ani podpisywać. Spontanicznie przyczynili się do kradzieży części suwerennego kraju. Czy Barysznikow o tym nie wie?

Pamiętam wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Trudno porównywać to do ataku Rosji na Ukrainę. Ale Polak wystąpił przeciwko Polakowi. Polski żołnierz przeciwko obywatelowi. Zacząłem właśnie studia w Krakowie, pamiętam więc doskonale tamte czasy. Jedynym honorowym zachowaniem dla polskich artystów było wówczas znikniecie ze scen i ekranu telewizora. Ludzie nie mieli wątpliwości - musieli zamienić sztukę na pracę fizyczną, nawet jeśli oznaczało to koniec kariery. Wspierali się nawzajem, ledwie wiązali koniec z końcem, ale nie współpracowali z Jaruzelskim.

Wyjątki na zawsze okryły się hańbą. Potem musiały żyć ze wstydliwymi wpisami w Wikipedii. Taka była cena braku przyzwoitości, był też kredyt zaufania dla tych, którzy zeszli do podziemia. W nadmiarze informacji wyłuskuję doniesienia o przyzwoitych Rosjanah, którzy nie godzą się z barbarzyństwem Putina. Nie ma ich wielu, ale każdy akt oporu osoby publicznej – artysty, aktora czy piosenkarza – ma swoją moc. Są też przypadki wyjątkowo tragiczne, bo obce Rosji i rozsądkowi. Nie wiem czy Emil Kusturica przyjął ofertę pracy w Moskwie? O Gerardzie Depardieu nie wspomnę.

Wojna rozgrywa się na wielu poziomach życia. To nie tylko czołgi i karabiny. Dlatego ze wzruszaniem przyjąłem wiadomość o rozpoczęciu festiwalu muzycznego w Charkowie. To może być pierwsza taka impreza w historii, kiedy artyści dosłownie zeszli pod ziemię. Taką zgotował im scenę upiór z Kremla, taki zaprowadza na świecie hades. Mam nadzieję, że przetrwają nagrania z tych niezwykłych występów, choć nie mam pewności, że wszyscy muzycy przeżyją. Kiedyś będą odtwarzane na największych scenach w Moskwie i St. Petersburgu. I będzie słychać, jak Rosjanie płaczą, jak proszą o wybaczanie.

[CC] Bogdan Frymorgen

Koncert
(Tytuł WK)

Na schodach stacji metra gra kwartet smyczkowy, w piwnicy ktoś na wiolonczeli wykonuje suity Bacha. Rozpoczął się festiwal muzyczny w Charkowie. Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak to prawda! Organizatorzy planowali wystartować z koncertami 26 marca i tak zrobili. Na widowni nie widać smokingów i zapachu paryskich perfum, w antraktach nie serwuje się szampana. Artyści grają w rytmie spadających bomb. Przerwa w nalotach jest równie ważna jak pauza na pięciolinii. Sztuka imituje życie i na odwrót. Trudno odmówić Ukraińcom odwagi, tak jak Rosjanom barbarzyństwa.

Muzyka towarzyszyła człowiekowi w najstraszniejszych momentach historii. Gdy ważyły się jego losy, często sięgał po instrument. Zazwyczaj na ochotnika, czasami z przymusu. W Auschwitz, wychodzących na roboty żegnała i witała orkiestra w pasiakach. Na zakrwawionych ulicach oblężonego Sarajewa też słychać było Bacha. Nam ulgę przynosiły w Warszawie zakazane piosenki i niezłomny Władysław Szpilman - to był dopiero pianista! I to pierwsze wykonanie pasji wg. Św. Mateusza w Berlinie zaraz po upadku miasta – istnieje nagranie. Słychać na nim jak Niemcy płaczą.

Od ponad miesiąca jesteśmy świadkami najgorszej odsłony człowieczeństwa. Najmocniejsza psychika w pewnym momencie siada. Nie kryjemy się w schronach, nie reagujemy nerwowo na syreny, ale wojna potrafi zmielić ludzi na odległość. Każdy radzi sobie z tym uczuciem jak może. Muzyka nie zawodzi – jest apteczką pierwszej pomocy i ostatnim namaszczeniem jakiego potrzebujemy. Można bez końca słuchać ukraińskiego hymnu czy melodii ludowych. Można powracać do pięknego koncertu jaki zrealizowano w Łodzi. Ukraina stała się muzyką. Gra i śpiewa w naszych umysłach i sercach.

Znany rosyjski tancerz i aktor Michaił Barysznikow, zwrócił się z apelem do Zachodu, by nie karał rosyjskich twórców za brak reakcji na zbrodnie Putina. Mieszkający w Stanach Zjednoczonych artysta założył też fundację na rzecz Ukrainy. Trudno pogodzić te dwie reakcje człowieka, który kiedyś uciekł ze Związku Radzieckiego. Po aneksji Krymu w 2014 pół tysiąca znanych rosyjskich nazwisk pojawiło się na liście poparcia dla Władimira Putina. Artyści niczego nie musieli robić ani podpisywać. Spontanicznie przyczynili się do kradzieży części suwerennego kraju. Czy Barysznikow o tym nie wie?

Pamiętam wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Trudno porównywać to do ataku Rosji na Ukrainę. Ale Polak wystąpił przeciwko Polakowi. Polski żołnierz przeciwko obywatelowi. Zacząłem właśnie studia w Krakowie, pamiętam więc doskonale tamte czasy. Jedynym honorowym zachowaniem dla polskich artystów było wówczas znikniecie ze scen i ekranu telewizora. Ludzie nie mieli wątpliwości - musieli zamienić sztukę na pracę fizyczną, nawet jeśli oznaczało to koniec kariery. Wspierali się nawzajem, ledwie wiązali koniec z końcem, ale nie współpracowali z Jaruzelskim.

Wyjątki na zawsze okryły się hańbą. Potem musiały żyć ze wstydliwymi wpisami w Wikipedii. Taka była cena braku przyzwoitości, był też kredyt zaufania dla tych, którzy zeszli do podziemia. W nadmiarze informacji wyłuskuję doniesienia o przyzwoitych Rosjanah, którzy nie godzą się z barbarzyństwem Putina. Nie ma ich wielu, ale każdy akt oporu osoby publicznej – artysty, aktora czy piosenkarza – ma swoją moc. Są też przypadki wyjątkowo tragiczne, bo obce Rosji i rozsądkowi. Nie wiem czy Emil Kusturica przyjął ofertę pracy w Moskwie? O Gerardzie Depardieu nie wspomnę.

Wojna rozgrywa się na wielu poziomach życia. To nie tylko czołgi i karabiny. Dlatego ze wzruszaniem przyjąłem wiadomość o rozpoczęciu festiwalu muzycznego w Charkowie. To może być pierwsza taka impreza w historii, kiedy artyści dosłownie zeszli pod ziemię. Taką zgotował im scenę upiór z Kremla, taki zaprowadza na świecie hades. Mam nadzieję, że przetrwają nagrania z tych niezwykłych występów, choć nie mam pewności, że wszyscy muzycy przeżyją. Kiedyś będą odtwarzane na największych scenach w Moskwie i St. Petersburgu. I będzie słychać, jak Rosjanie płaczą, jak proszą o wybaczanie.

[CC] Bogdan Frymorgen
(583/27-03-2022)

Pobierz PDF Wydrukuj