Claude Malhuret - przemówienie we francuskim senacie

Panie prezydencie, Panie premierze, drodzy koledzy,

Inwazja na Ukrainę może być pierwszym gwoździem do trumny dyktatury Putina, podobnie jak inwazja na Afganistan była pierwszym gwoździem do trumny Związku Radzieckiego. Putin jest tak obłąkany, jak krew jest czerwona. To nie jest zniewaga, tylko diagnoza. Przemówienie pogrzebowe z dwudziestego pierwszego września nie pozostawia żadnych wątpliwości: paranoik skrzyżowany z mitomanem. Im bardziej eliminuje wszelkie sprzeciwy, tym bardziej oddala się od rzeczywistości na rzecz swojej ponurej idée fixe: zemścić się za upadek ZSRR. Jak wielu dyktatorów ten Kaligula w buciorach cierpi na inną jeszcze przypadłość. Ci, którzy w osłupieniu odkryli groteskowe rozmiary stołu, przy którym przyjął naszego prezydenta, sądzili, że był to manewr, by go upokorzyć. Zebrania jak u króla Ubu, które odbywa ze swoimi ministrami, siedząc w odległości dwudziestu metrów od nich, pozwalają odkryć prawdę: Covid go napawa przerażeniem. Neron kazał się córkom golić ze strachu, że ktoś mu poderżnie gardło, Stalin kazał innym próbować swojego jedzenia, a on, przywódca drugiej potęgi nuklearnej świata, który każe się filmować na fałszywych polowaniach na niedźwiedzie, robi w gacie przed wirusem niczym wielki chwat umykający przed myszą. [oklaski]

Naprzeciw niego stoi wyprostowany człowiek – Zełenski. Kiedy ignorujemy rzeczywistość, ona się w końcu mści. Chciał podzielić Europę, a ją scementował. Ośmieszyć NATO, a je wzmocnił. Upokorzyć Stany Zjednoczone, a podniósł Bidena z martwych po Kabulu. Przyłączyć do siebie autorytarne reżimy – Chiny się niepokoją, Turcja szczerzy zęby, Kazachstan odmawia wysłania swoich żołnierzy. Sądził, że zdobędzie Ukrainę w trzy dni, a na długo ugrzązł w błocie. Zakopany w swoim bunkrze nie zauważył, że świat się zmienił. Wciąż sądzi, że żyje w świecie, w którym jego wspólnicy z KGB i Politbiura zgniatali pod gąsienicami swoich czołgów Węgry lub Czechosłowację, a on sam zamieniał Grozny w ruiny poza zasięgiem kamer. Nie zrozumiał, że zdjęcia ze smartfonów okrążają świat w sekundę, a w dwa tysiące dwudziestym drugim roku nikt, nawet Rosjanie, nie jest gotów zaakceptować bombardowania Kijowa i ofiar śmiertelnych.

Jeśli posunął się tak daleko, to częściowo na skutek naszego tchórzostwa. Inwazja na Gruzję, aneksja Krymu, Donbas, Naddniestrze, zbrodnie przeciwko ludzkości w Czeczenii i Syrii, setki morderstw, tysiące aresztowań w samej Rosji – na to wszystko mu pozwoliliśmy. Kilka przemówień w ONZ o prawach człowieka i prawie międzynarodowym, i tyle, nie ma o czym mówić. Nie tylko z powodu tchórzostwa niczego nie zrobiliśmy, ale również dlatego, że w demokracjach funkcjonuje piąta kolumna, najczęściej na żołdzie Kremla, która co do słowa cytuje w mediach antyspołecznościowych, przy pomocy tysięcy fałszywych kont, trolli i botów sterowanych z Moskwy, na falach radiowo-telewizyjnych RT [Russia Today], Sputnik i niestety wielu innych, putinowską propagandę: Ukraina nie istnieje, Ukraina leży w rosyjskiej strefie wpływów, jej przywódcy to naziści.

Wladimir Zemmour, Józef Wissarionowicz Mélenchon i Anastazja Le Pen są od dawna głównodowodzącymi tej piątej kolumny. [oklaski] Ale ich ostatnie deklaracje osiągają szczyty. Mélenchon osiemnastego stycznia: „Kto nie postąpiłby tak samo, mając takiego sąsiada, kraj powiązany ze światową potęgą, która nieustannie wam zagraża?”. Le Pen: „Mój punkt widzenia na Ukrainę jest zbieżny z punktem widzenia Rosji”. Zemmour: „Trzeba przestać robić z Putina agresora, to Putin jest przedmiotem agresji”. To Putin miałby być najbardziej wiarygodnym sprzymierzeńcem. Od czasu kiedy wszyscy zrozumieli ich kłamstwa, wymyślili na nowo „Tak, ale”. Potępiają, bo brak potępienia byłby wyborczym samobójstwem, ale zdania nie zmieniają: wszystko jest winą Zachodu, tylko nie sankcje i uwaga na trzecią wojnę światową. W ostatni czwartek Mélenchon kontynuuje swoje dyrdymały: „Nigdy nie popierałem Putina. Nigdy”. Najgorszy jest Zemmour. Trzykrotnie skazany za rasizm, teraz opluwa ukraińskich bojowników i uchodźców i daje lekcje patriotyzmu; on, który uchylił się od służby wojskowej, nie zawahał się, by w sobotę złożyć wizytę na równinie Glières [słynne miejsce, w którym podczas drugiej wojny światowej ukrywali się francuscy partyzanci]. Jego słowa kalają pamięć partyzantów. Te putinowskie wycieraczki do butów [oklaski] – po tym, jak kiedyś były jego pieskami – są kandydatami na stanowisko prezydenta Republiki. Półgębkiem potępiły dyktatora, ale zalewają media hymnami pochwalnymi na jego cześć, a ich eurodeputowani odmówili głosowania o pomocy dla Ukrainy.

Latami usiłowaliśmy wyjaśniać, kim jest Putin, ale byliśmy zbyt nieliczni wobec pożytecznych idiotów Europy. W Niemczech, które z własnej woli wpadły w pazury niedźwiedzia i jego gazu na skutek niewiarygodnego błędu poddania się Zielonym w sprawie energetyki atomowej; we Francji, gdzie panuje nastrój gaullizmu dla ubogich, który z gaullizmem nie ma niczego wspólnego, i antyamerykanizmu rodem ze starej prawicy anty-anglosaskiej i starej lewicy antykapitalistycznej, co niektórych skłania do głoszenia równego dystansu między Ameryką a Rosją, jutro między Ameryką a Chinami – bez zrozumienia, że z jednej strony mamy obóz demokracji, a z drugiej obóz dyktatur – byliśmy zbyt nieliczni, a tym samym zbyt słabi.

Dwudziesty czwarty lutego dwa tysiące dwudziestego drugiego roku zapisze się w historii jako niezwykły dzień wielkiej zmiany. Największym sukcesem Putina było otwarcie nam oczu. Obudziliśmy się późno, ale się obudziliśmy. Po raz pierwszy nasze sankcje są czymś więcej niż drapnięciem pazurkiem. Zablokowanie rezerw Banku Centralnego, wyłączenie Swiftu, zatrzymanie Nord Streamu 2, zajęcie aktywów ludzi skorumpowanych, zamknięcie przestrzeni powietrznych, szczęście, jakim są dostawy broni Ukraińcom przez Niemcy, które same z jagnięcia może nie stały się tygrysem, ale przynajmniej lwiątkiem, i wreszcie, na koniec, polowanie na agentów dezinformacji. Od pięciu lat domagam się zamknięcia RT, Sputnika i ich satelitów, od pięciu lat otrzymuję odpowiedź, że byłoby to zdeptanie wolności słowa. W końcu zrozumiano, że organa propagandy FSB nie mają niczego wspólnego z wolnością słowa.

Panie i Panowie przywódcy europejscy, pozwólcie, że do gratulacji za wprowadzone sankcje dodam prośbę: niech będą one precyzyjne, bez wyjątków, skuteczne, nie do obejścia i długotrwałe. A przede wszystkim niech będą szybkie i zwiększone, gdyż ukraińscy bojownicy, jakkolwiek bohaterscy, długo nie wytrzymają zdani na środki własne. I wreszcie niech im towarzyszy jasne przesłanie: zamordowanie Zełenskiego doprowadziłoby do riposty jeszcze bardziej zmasowanej.

Jeśli chodzi o piątą kolumnę, ona rozszaleje się po Europie, przekazując groźby tyrana i tłumacząc, że skoro jesteście odpowiedzialni za wojnę w Ukrainie, jutro będziecie odpowiedzialni za trzecią wojnę światową, której groźbą wymachuje Putin. Na razie, kolejny cud, nikt w to nie wierzy. Jak można przypuszczać, że hipochondryk, który całymi dniami się bada, jest gotów zginąć pod nalotami lub do końca życia tkwić w schronie przeciwatomowym jak Kain w swojej podziemnej pieczarze? Kiedy wprowadzimy sankcje i przygotujemy się na długi konflikt, gdyż ta wojna będzie się długo ciągnąć, będziemy musieli podjąć inne jeszcze wyzwanie, jeszcze bardziej straszliwe: odbudowy potęgi Europy. „Europa powstanie dopiero na skraju grobu”, powiedział Nietzsche. Prorocze słowa, gdyż Europa narodziła się na cmentarzysku drugiej wojny światowej, a dokonała postępów tylko pokonując swoje kryzysy.

Kryzys covidowy pozwolił na ogromny krok naprzód: uwspólnotowienie długów w ramach planu odbudowy. Krwawa inwazja na Ukrainę wszystkim, poczynając od Niemców, pozwoliła zrozumieć to, co prezydent Republiki tłumaczy od początku swojej kadencji: Europa nigdy nie będzie potęgą, jeśli należące do niej państwa nie zaczną się zbroić i jeśli nie pojawi się plan wspólnej obrony. [oklaski] Putin nie mógł nam zrobić lepszego prezentu. Na razie będziemy uczestniczyć w tej wojnie poprzez już podjęte działania, poprzez naszą jedność z europejskimi i amerykańskimi sprzymierzeńcami i poprzez naszą niezłomność wobec tyrana, który się wdał w awanturę bez wyjścia.

Lecz to nie my ją wygramy. Jedyni, którzy mogą ją wygrać, to dwa narody. Naród rosyjski, który po raz pierwszy, mimo bezlitosnych represji i oszalałej propagandy, zaczyna rozumieć, że Putin prowadzi go w kierunku przepaści. Czy wstrząs nadejdzie z ulicy, czy będzie dziełem jakichś Brutusów, którzy pojmą, że trzeba pilnie działać, zanim będzie za późno – tego nie wiem, ale rozwiązanie może nas zaskoczyć. Lecz przede wszystkim tym, kto wygra tę wojnę, kto już ją wygrywa niezależnie od jej ceny, dając nam wspaniałą lekcję odwagi pod kierunkiem prezydenta, który w ciągu kilku dni stał się bohaterem na miarę De Gaulle’a lub Churchilla, Wołodymyra Zełenskiego – tym, kto wygra tę wojnę, będzie naród ukraiński zjednoczony przeciw Putinowi i gotowy do poświęceń w obronie swojej wolności i naszej, swojej demokracji i wartości europejskich, które podziela. Obyśmy potrafili go podziwiać, wysławiać, wspierać i okazać się godnymi tego narodu. [oklaski na stojąco]

[CC] Claude Malhuret
Tłum. Beata Gepper

Claude Malhuret - przemówienie we francuskim senacie

Panie prezydencie, Panie premierze, drodzy koledzy,

Inwazja na Ukrainę może być pierwszym gwoździem do trumny dyktatury Putina, podobnie jak inwazja na Afganistan była pierwszym gwoździem do trumny Związku Radzieckiego. Putin jest tak obłąkany, jak krew jest czerwona. To nie jest zniewaga, tylko diagnoza. Przemówienie pogrzebowe z dwudziestego pierwszego września nie pozostawia żadnych wątpliwości: paranoik skrzyżowany z mitomanem. Im bardziej eliminuje wszelkie sprzeciwy, tym bardziej oddala się od rzeczywistości na rzecz swojej ponurej idée fixe: zemścić się za upadek ZSRR. Jak wielu dyktatorów ten Kaligula w buciorach cierpi na inną jeszcze przypadłość. Ci, którzy w osłupieniu odkryli groteskowe rozmiary stołu, przy którym przyjął naszego prezydenta, sądzili, że był to manewr, by go upokorzyć. Zebrania jak u króla Ubu, które odbywa ze swoimi ministrami, siedząc w odległości dwudziestu metrów od nich, pozwalają odkryć prawdę: Covid go napawa przerażeniem. Neron kazał się córkom golić ze strachu, że ktoś mu poderżnie gardło, Stalin kazał innym próbować swojego jedzenia, a on, przywódca drugiej potęgi nuklearnej świata, który każe się filmować na fałszywych polowaniach na niedźwiedzie, robi w gacie przed wirusem niczym wielki chwat umykający przed myszą. [oklaski]

Naprzeciw niego stoi wyprostowany człowiek – Zełenski. Kiedy ignorujemy rzeczywistość, ona się w końcu mści. Chciał podzielić Europę, a ją scementował. Ośmieszyć NATO, a je wzmocnił. Upokorzyć Stany Zjednoczone, a podniósł Bidena z martwych po Kabulu. Przyłączyć do siebie autorytarne reżimy – Chiny się niepokoją, Turcja szczerzy zęby, Kazachstan odmawia wysłania swoich żołnierzy. Sądził, że zdobędzie Ukrainę w trzy dni, a na długo ugrzązł w błocie. Zakopany w swoim bunkrze nie zauważył, że świat się zmienił. Wciąż sądzi, że żyje w świecie, w którym jego wspólnicy z KGB i Politbiura zgniatali pod gąsienicami swoich czołgów Węgry lub Czechosłowację, a on sam zamieniał Grozny w ruiny poza zasięgiem kamer. Nie zrozumiał, że zdjęcia ze smartfonów okrążają świat w sekundę, a w dwa tysiące dwudziestym drugim roku nikt, nawet Rosjanie, nie jest gotów zaakceptować bombardowania Kijowa i ofiar śmiertelnych.

Jeśli posunął się tak daleko, to częściowo na skutek naszego tchórzostwa. Inwazja na Gruzję, aneksja Krymu, Donbas, Naddniestrze, zbrodnie przeciwko ludzkości w Czeczenii i Syrii, setki morderstw, tysiące aresztowań w samej Rosji – na to wszystko mu pozwoliliśmy. Kilka przemówień w ONZ o prawach człowieka i prawie międzynarodowym, i tyle, nie ma o czym mówić. Nie tylko z powodu tchórzostwa niczego nie zrobiliśmy, ale również dlatego, że w demokracjach funkcjonuje piąta kolumna, najczęściej na żołdzie Kremla, która co do słowa cytuje w mediach antyspołecznościowych, przy pomocy tysięcy fałszywych kont, trolli i botów sterowanych z Moskwy, na falach radiowo-telewizyjnych RT [Russia Today], Sputnik i niestety wielu innych, putinowską propagandę: Ukraina nie istnieje, Ukraina leży w rosyjskiej strefie wpływów, jej przywódcy to naziści.

Wladimir Zemmour, Józef Wissarionowicz Mélenchon i Anastazja Le Pen są od dawna głównodowodzącymi tej piątej kolumny. [oklaski] Ale ich ostatnie deklaracje osiągają szczyty. Mélenchon osiemnastego stycznia: „Kto nie postąpiłby tak samo, mając takiego sąsiada, kraj powiązany ze światową potęgą, która nieustannie wam zagraża?”. Le Pen: „Mój punkt widzenia na Ukrainę jest zbieżny z punktem widzenia Rosji”. Zemmour: „Trzeba przestać robić z Putina agresora, to Putin jest przedmiotem agresji”. To Putin miałby być najbardziej wiarygodnym sprzymierzeńcem. Od czasu kiedy wszyscy zrozumieli ich kłamstwa, wymyślili na nowo „Tak, ale”. Potępiają, bo brak potępienia byłby wyborczym samobójstwem, ale zdania nie zmieniają: wszystko jest winą Zachodu, tylko nie sankcje i uwaga na trzecią wojnę światową. W ostatni czwartek Mélenchon kontynuuje swoje dyrdymały: „Nigdy nie popierałem Putina. Nigdy”. Najgorszy jest Zemmour. Trzykrotnie skazany za rasizm, teraz opluwa ukraińskich bojowników i uchodźców i daje lekcje patriotyzmu; on, który uchylił się od służby wojskowej, nie zawahał się, by w sobotę złożyć wizytę na równinie Glières [słynne miejsce, w którym podczas drugiej wojny światowej ukrywali się francuscy partyzanci]. Jego słowa kalają pamięć partyzantów. Te putinowskie wycieraczki do butów [oklaski] – po tym, jak kiedyś były jego pieskami – są kandydatami na stanowisko prezydenta Republiki. Półgębkiem potępiły dyktatora, ale zalewają media hymnami pochwalnymi na jego cześć, a ich eurodeputowani odmówili głosowania o pomocy dla Ukrainy.

Latami usiłowaliśmy wyjaśniać, kim jest Putin, ale byliśmy zbyt nieliczni wobec pożytecznych idiotów Europy. W Niemczech, które z własnej woli wpadły w pazury niedźwiedzia i jego gazu na skutek niewiarygodnego błędu poddania się Zielonym w sprawie energetyki atomowej; we Francji, gdzie panuje nastrój gaullizmu dla ubogich, który z gaullizmem nie ma niczego wspólnego, i antyamerykanizmu rodem ze starej prawicy anty-anglosaskiej i starej lewicy antykapitalistycznej, co niektórych skłania do głoszenia równego dystansu między Ameryką a Rosją, jutro między Ameryką a Chinami – bez zrozumienia, że z jednej strony mamy obóz demokracji, a z drugiej obóz dyktatur – byliśmy zbyt nieliczni, a tym samym zbyt słabi.

Dwudziesty czwarty lutego dwa tysiące dwudziestego drugiego roku zapisze się w historii jako niezwykły dzień wielkiej zmiany. Największym sukcesem Putina było otwarcie nam oczu. Obudziliśmy się późno, ale się obudziliśmy. Po raz pierwszy nasze sankcje są czymś więcej niż drapnięciem pazurkiem. Zablokowanie rezerw Banku Centralnego, wyłączenie Swiftu, zatrzymanie Nord Streamu 2, zajęcie aktywów ludzi skorumpowanych, zamknięcie przestrzeni powietrznych, szczęście, jakim są dostawy broni Ukraińcom przez Niemcy, które same z jagnięcia może nie stały się tygrysem, ale przynajmniej lwiątkiem, i wreszcie, na koniec, polowanie na agentów dezinformacji. Od pięciu lat domagam się zamknięcia RT, Sputnika i ich satelitów, od pięciu lat otrzymuję odpowiedź, że byłoby to zdeptanie wolności słowa. W końcu zrozumiano, że organa propagandy FSB nie mają niczego wspólnego z wolnością słowa.

Panie i Panowie przywódcy europejscy, pozwólcie, że do gratulacji za wprowadzone sankcje dodam prośbę: niech będą one precyzyjne, bez wyjątków, skuteczne, nie do obejścia i długotrwałe. A przede wszystkim niech będą szybkie i zwiększone, gdyż ukraińscy bojownicy, jakkolwiek bohaterscy, długo nie wytrzymają zdani na środki własne. I wreszcie niech im towarzyszy jasne przesłanie: zamordowanie Zełenskiego doprowadziłoby do riposty jeszcze bardziej zmasowanej.

Jeśli chodzi o piątą kolumnę, ona rozszaleje się po Europie, przekazując groźby tyrana i tłumacząc, że skoro jesteście odpowiedzialni za wojnę w Ukrainie, jutro będziecie odpowiedzialni za trzecią wojnę światową, której groźbą wymachuje Putin. Na razie, kolejny cud, nikt w to nie wierzy. Jak można przypuszczać, że hipochondryk, który całymi dniami się bada, jest gotów zginąć pod nalotami lub do końca życia tkwić w schronie przeciwatomowym jak Kain w swojej podziemnej pieczarze? Kiedy wprowadzimy sankcje i przygotujemy się na długi konflikt, gdyż ta wojna będzie się długo ciągnąć, będziemy musieli podjąć inne jeszcze wyzwanie, jeszcze bardziej straszliwe: odbudowy potęgi Europy. „Europa powstanie dopiero na skraju grobu”, powiedział Nietzsche. Prorocze słowa, gdyż Europa narodziła się na cmentarzysku drugiej wojny światowej, a dokonała postępów tylko pokonując swoje kryzysy.

Kryzys covidowy pozwolił na ogromny krok naprzód: uwspólnotowienie długów w ramach planu odbudowy. Krwawa inwazja na Ukrainę wszystkim, poczynając od Niemców, pozwoliła zrozumieć to, co prezydent Republiki tłumaczy od początku swojej kadencji: Europa nigdy nie będzie potęgą, jeśli należące do niej państwa nie zaczną się zbroić i jeśli nie pojawi się plan wspólnej obrony. [oklaski] Putin nie mógł nam zrobić lepszego prezentu. Na razie będziemy uczestniczyć w tej wojnie poprzez już podjęte działania, poprzez naszą jedność z europejskimi i amerykańskimi sprzymierzeńcami i poprzez naszą niezłomność wobec tyrana, który się wdał w awanturę bez wyjścia.

Lecz to nie my ją wygramy. Jedyni, którzy mogą ją wygrać, to dwa narody. Naród rosyjski, który po raz pierwszy, mimo bezlitosnych represji i oszalałej propagandy, zaczyna rozumieć, że Putin prowadzi go w kierunku przepaści. Czy wstrząs nadejdzie z ulicy, czy będzie dziełem jakichś Brutusów, którzy pojmą, że trzeba pilnie działać, zanim będzie za późno – tego nie wiem, ale rozwiązanie może nas zaskoczyć. Lecz przede wszystkim tym, kto wygra tę wojnę, kto już ją wygrywa niezależnie od jej ceny, dając nam wspaniałą lekcję odwagi pod kierunkiem prezydenta, który w ciągu kilku dni stał się bohaterem na miarę De Gaulle’a lub Churchilla, Wołodymyra Zełenskiego – tym, kto wygra tę wojnę, będzie naród ukraiński zjednoczony przeciw Putinowi i gotowy do poświęceń w obronie swojej wolności i naszej, swojej demokracji i wartości europejskich, które podziela. Obyśmy potrafili go podziwiać, wysławiać, wspierać i okazać się godnymi tego narodu. [oklaski na stojąco]

[CC] Claude Malhuret
Tłum. Beata Geppert
(12-03-2022 / 576)

Pobierz PDF Wydrukuj