Apophis - Demon Chaosu

Nastolatki chcą być youtuberkami, instagramerkami i tiktokerkami. To w zasadzie zupełnie odwrotnie niż ich przyszłość widzą matki. Dorośli postrzegają prestiż zawodowy raczej w praktyce prawniczej. Spora część młodych dziewczyn chce być kimś w rodzaju Julii Wieniawy. W przypadku młodych chłopaków kariera w szeroko pojętej przestrzeni internetu również wydaje się bardzo pociągająca, gdyż sprawia wrażenie łatwej i pełnej widocznych sukcesów.

Większość marzeń o instagramowej karierze raczej się nie spełni. Znani będą nieliczni, inni zostaną ze swoim rozczarowaniem. W szkole nie uczy się marzeń rozsądnych i generalnie nie uczy się marzyć. Rankingi profesji niekoniecznie zgadzają się z rzeczywistością. Jednym z przedmiotów w szkole powinien być obowiązkowy kurs widzenia siebie w przyszłości. W zasadzie należałoby zacząć bardzo szybko taką naukę, gdyż marzenia o łatwiej i szybkiej karierze zaczynają się już od momentu, gdy dziecko zaczyna siebie porównywać z odbiciem na jutubie. Nie każde wie, że to nie zawsze jest prawdziwa rzeczywistość.

Dorośli też nie do końca sobie rodzą z oceną sytuacji. Polacy znienawidzili nauczycieli akademickich, gdyż zostali zaszczepieni, a uczelnie będą nadal zamknięte. Jeden z profesorów ogłosił, że te szczepienia to w nagrodę za rolę, jaką akademicy pełnią w społeczeństwie, choć nie do końca określił, na czym ta rola polega, ale wyszło mu, że jest o wiele ważniejsza od roli ekspedientki w Żabce.

W perspektywie rozwoju społeczeństwa tak jest w rzeczywistości, ale ostatnio nie przepadamy za mądrością i żmudnym siedzeniem w książkach. W perspektywie bieżącej o wiele ważniejsza jest praca w sklepie. Być może więc wyrównuje się to wszystko, gdyż nie ma zawodów i ludzi ważniejszych, a każdy ma swoje własne miejsce w planie społecznym, gdyż, jak mówił Jumart, świat podobny jest do amatorskiego teatru, więc nieprzyzwoicie jest pchać się w nim do ról pierwszych, a odrzucać podrzędne. Wreszcie, każda rola jest dobra, byle grać ją z artyzmem i nie brać jej zbyt poważnie.

Profesor przeprosił, co nie zdarza się często, tym bardziej, że są różni profesorowie, również ci z uczelni, gdyż polityków z tymi tytułami trudno w ogóle traktować na poważnie. Gdy studenci nagrali rektorów trzech uczelni medycznych, okazało się, że brzmią jak drobni machlojkarze, którzy próbują oblać jak największą liczbę studentów. Trudno mieć takich ludzi za autorytety. A w świecie, w którym nawet kościół wali się pod własną śmiesznością i zgnilizną moralną, coraz trudniej wymagać od młodych ludzi, żeby szanowali dorosłych z automatu.

Jakiś czas temu jedna z moich uczennic, która akurat nie chce zostać Julią Wieniawą, powiedziała, że dla niej autorytetem jest starsza o dwa lata koleżanka, która musi ogarnąć maturę i bardzo dużo pomagać w domu, gdyż tak jej się ułożyły sytuacje życiowe. Być może to jest właśnie bardzo dobry autorytet rówieśniczy, dostępny na wyciągnięcie ręki, bez pomników, portretów i komicznych akademii ku czci.

A przecież i na tym Instagramie można znaleźć ważne treści. Nie wszyscy wrzucają tam tylko zdjęcia sojowego latte. Dorośli zawsze lubią demonizować to, czego nie rozumieją. Nie jest wcale pewne, kim tak naprawdę chcą być w internecie młodzi ludzie, gdyż pole działania mają bardzo szerokie. W Polsce w większości szkół od lat trwają udawane lekcje informatyki, a nie uczy się w zasadzie internetowego świata. Gdy nadeszła pandemia, runął mit cyfrowych tubylców. Nie wszyscy młodzi ludzie czują się w internecie doskonale. Często czują się jak ryby w sieci. Trochę dziwne jest, że gdy wszyscy przeszliśmy do internetu, to choć odkryliśmy, że wcale nie jest nam tam jakoś szczególnie dobrze, to jednocześnie nie zaczęliśmy się rzetelnie uczyć, jak korzystać z tego, co mamy w rękach. Umiejętność obsługi komunikatorów to nie jest umiejętność obsługi internetu.

Naukowcy przeprowadzą eksperyment we Francji. Piętnaście osób zostanie odciętych od świata na niemal półtora miesiąca. Czas ten spędzą w grocie w Pirenejach. Nie będą mieć z nikim kontaktu, nie będą też wiedzieć, która jest godzina. Posiadanie zegarków będzie zabronione, a więc czas przestanie istnieć. Dziwny to eksperyment w czasie pandemii, nawet jeśli dzięki niemu być może kiedyś polecimy na Marsa. Od początku pandemii siedzimy trochę jak w tej grocie w Pirenejach, choć mamy trochę więcej kontaktu, choć to często kontakt dwóch samotności.

Czas jednak płynie zupełnie inaczej, zegarom nie można ufać, a na dodatek nikt nie potrafi określić ram czasowych tego improwizowanego eksperymentu na żywej tkance społeczeństwa. Odcięci od kin i teatrów, od siłowni i kawiarni, od szkół, balów, koncertów, od spotkań bez nerwowych spojrzeń, od hałasu pubów, od widoku twarzy i spontaniczności, nie do końca wiemy, co z tego wszystkiego miałoby wynikać, poza tym, że na pewno większość z nas nie poleci na Marsa dzięki tym wszystkim wyrzeczeniom. Wszystko rozgrywa się w cieniu śmierci z powodu wirusa i innych okoliczności, śmierci zbierane są w tabele i publikowane jak notowania giełdowe. Raz rosną, a raz spadają, a niezależnie na jakim utrzymują się poziomie, nie można ich w nic zainwestować.

Gdy czytamy z uczniami wyjątkowo kiepski wiersz Czesława Miłosza, który generalnie ma mnóstwo kiepskich wierszy, ale jest noblistą, to w ramach przygotowań do rozszerzonej matury z języka polskiego, rozmawiamy o maturze ze snu. Młodzi ludzie są w tym bardzo dobrzy, niektórzy potrafili zasnąć nawet na głośnej przerwie lub lekcji, gdy jeszcze istniały głośne przerwy i lekcje. Teraz śpią częściej, gdyż w samotności ikonek na Teamsie, zasypia się łatwiej i bardziej bezgrzesznie. Senność towarzyszy w zasadzie wszystkim, nie tylko młodym ludziom. Matura ze snu byłaby całkiem dobrym sprawdzianem dla społeczeństwa, gdyż sen ludzi jest bardzo różny, a ostatnio przynosi coraz mniej odpoczynku. Raczej jest ucieczką przed mglistym przeczuciem, że wszystko zmierza w stronę jakiejś bliżej jeszcze nieznanej katastrofy.

Naukowcy z Japonii odkryli za to, że przedstawiciele dwóch gatunków ślimaków morskich nie tracą ogona, ale całe ciało, zostaje sama żywa głowa, po czym stopniowo się odtwarzają, włącznie ze wszystkimi organami wewnętrznymi. Głowy ślimaków Elysia cf. marginata pełzając wracają do jedzenia glonów i stopniowo rekonstruują całą swoję resztę. Gdy rozpływa się powoli, choć nieubłaganie, baśń o nieśmiertelności człowieka, taka metafizyka ślimaków przemawia do wyobraźni. W Polsce mało mówi się o śmierci, choć pozornie jest zupełnie na odwrót. Mówi się jednak o śmierciach powstańczych, wojennych, wyklętych, trochę pandemicznych, ale to jednak bardziej Excel, niż realne odczuwanie znikania. Nie uczy się śmierci i umierania, a przecież to jest podstawa dobrego życia. Elysia cf. marginata dają wgląd w potencjalne istnienie w momencie, gdy według wszelkiej logiki przestaje się istnieć. Ślimaki mają do tego głowy, żeby się odtworzyć, ludzie póki co mają tylko pamięć.

Co jakiś czas odżywają obawy związane z planetoidą Apophis. Już nazwa budzi niepokoje. Demon chaosu, symbol ciemności. 13 kwietnia 2029 znajdzie się najbliżej Ziemi, ale ją ominie. Istnieje jednak prawdopodobieństwo wynoszące w tej chwili 1 do 380 tysięcy, że demon chaosu uderzy w Ziemię 12 kwietnia 2068 roku. Wielu z czytający te słowa nie będzie już wtedy w ogóle żyło, więc ich sny mogą być w tym względzie spokojnie.

Gdy obserwuje się sytuację na świecie, można odnieść wrażenie, że Apophis, demon chaosu, już dawno wylądował na naszej planecie i bardzo wygodnie się tutaj rozgościł. A mimo to żyjemy, jakby nic się nie stało, czytamy wiadomości, odkładamy wszystko na później, zakładamy cieplejsze swetry i że wszystko będzie dobrze, gdyż przecież musi być, wszak mędrcy tego świata uczą nas, że trzeba być optymistami.

[CC] Paweł Lęcki

Apophis - Demon Chaosu

Nastolatki chcą być youtuberkami, instagramerkami i tiktokerkami. To w zasadzie zupełnie odwrotnie niż ich przyszłość widzą matki. Dorośli postrzegają prestiż zawodowy raczej w praktyce prawniczej. Spora część młodych dziewczyn chce być kimś w rodzaju Julii Wieniawy. W przypadku młodych chłopaków kariera w szeroko pojętej przestrzeni internetu również wydaje się bardzo pociągająca, gdyż sprawia wrażenie łatwej i pełnej widocznych sukcesów.

Większość marzeń o instagramowej karierze raczej się nie spełni. Znani będą nieliczni, inni zostaną ze swoim rozczarowaniem. W szkole nie uczy się marzeń rozsądnych i generalnie nie uczy się marzyć. Rankingi profesji niekoniecznie zgadzają się z rzeczywistością. Jednym z przedmiotów w szkole powinien być obowiązkowy kurs widzenia siebie w przyszłości. W zasadzie należałoby zacząć bardzo szybko taką naukę, gdyż marzenia o łatwiej i szybkiej karierze zaczynają się już od momentu, gdy dziecko zaczyna siebie porównywać z odbiciem na jutubie. Nie każde wie, że to nie zawsze jest prawdziwa rzeczywistość.

Dorośli też nie do końca sobie rodzą z oceną sytuacji. Polacy znienawidzili nauczycieli akademickich, gdyż zostali zaszczepieni, a uczelnie będą nadal zamknięte. Jeden z profesorów ogłosił, że te szczepienia to w nagrodę za rolę, jaką akademicy pełnią w społeczeństwie, choć nie do końca określił, na czym ta rola polega, ale wyszło mu, że jest o wiele ważniejsza od roli ekspedientki w Żabce.

W perspektywie rozwoju społeczeństwa tak jest w rzeczywistości, ale ostatnio nie przepadamy za mądrością i żmudnym siedzeniem w książkach. W perspektywie bieżącej o wiele ważniejsza jest praca w sklepie. Być może więc wyrównuje się to wszystko, gdyż nie ma zawodów i ludzi ważniejszych, a każdy ma swoje własne miejsce w planie społecznym, gdyż, jak mówił Jumart, świat podobny jest do amatorskiego teatru, więc nieprzyzwoicie jest pchać się w nim do ról pierwszych, a odrzucać podrzędne. Wreszcie, każda rola jest dobra, byle grać ją z artyzmem i nie brać jej zbyt poważnie.

Profesor przeprosił, co nie zdarza się często, tym bardziej, że są różni profesorowie, również ci z uczelni, gdyż polityków z tymi tytułami trudno w ogóle traktować na poważnie. Gdy studenci nagrali rektorów trzech uczelni medycznych, okazało się, że brzmią jak drobni machlojkarze, którzy próbują oblać jak największą liczbę studentów. Trudno mieć takich ludzi za autorytety. A w świecie, w którym nawet kościół wali się pod własną śmiesznością i zgnilizną moralną, coraz trudniej wymagać od młodych ludzi, żeby szanowali dorosłych z automatu.

Jakiś czas temu jedna z moich uczennic, która akurat nie chce zostać Julią Wieniawą, powiedziała, że dla niej autorytetem jest starsza o dwa lata koleżanka, która musi ogarnąć maturę i bardzo dużo pomagać w domu, gdyż tak jej się ułożyły sytuacje życiowe. Być może to jest właśnie bardzo dobry autorytet rówieśniczy, dostępny na wyciągnięcie ręki, bez pomników, portretów i komicznych akademii ku czci.

A przecież i na tym Instagramie można znaleźć ważne treści. Nie wszyscy wrzucają tam tylko zdjęcia sojowego latte. Dorośli zawsze lubią demonizować to, czego nie rozumieją. Nie jest wcale pewne, kim tak naprawdę chcą być w internecie młodzi ludzie, gdyż pole działania mają bardzo szerokie. W Polsce w większości szkół od lat trwają udawane lekcje informatyki, a nie uczy się w zasadzie internetowego świata. Gdy nadeszła pandemia, runął mit cyfrowych tubylców. Nie wszyscy młodzi ludzie czują się w internecie doskonale. Często czują się jak ryby w sieci. Trochę dziwne jest, że gdy wszyscy przeszliśmy do internetu, to choć odkryliśmy, że wcale nie jest nam tam jakoś szczególnie dobrze, to jednocześnie nie zaczęliśmy się rzetelnie uczyć, jak korzystać z tego, co mamy w rękach. Umiejętność obsługi komunikatorów to nie jest umiejętność obsługi internetu.

Naukowcy przeprowadzą eksperyment we Francji. Piętnaście osób zostanie odciętych od świata na niemal półtora miesiąca. Czas ten spędzą w grocie w Pirenejach. Nie będą mieć z nikim kontaktu, nie będą też wiedzieć, która jest godzina. Posiadanie zegarków będzie zabronione, a więc czas przestanie istnieć. Dziwny to eksperyment w czasie pandemii, nawet jeśli dzięki niemu być może kiedyś polecimy na Marsa. Od początku pandemii siedzimy trochę jak w tej grocie w Pirenejach, choć mamy trochę więcej kontaktu, choć to często kontakt dwóch samotności.

Czas jednak płynie zupełnie inaczej, zegarom nie można ufać, a na dodatek nikt nie potrafi określić ram czasowych tego improwizowanego eksperymentu na żywej tkance społeczeństwa. Odcięci od kin i teatrów, od siłowni i kawiarni, od szkół, balów, koncertów, od spotkań bez nerwowych spojrzeń, od hałasu pubów, od widoku twarzy i spontaniczności, nie do końca wiemy, co z tego wszystkiego miałoby wynikać, poza tym, że na pewno większość z nas nie poleci na Marsa dzięki tym wszystkim wyrzeczeniom. Wszystko rozgrywa się w cieniu śmierci z powodu wirusa i innych okoliczności, śmierci zbierane są w tabele i publikowane jak notowania giełdowe. Raz rosną, a raz spadają, a niezależnie na jakim utrzymują się poziomie, nie można ich w nic zainwestować.

Gdy czytamy z uczniami wyjątkowo kiepski wiersz Czesława Miłosza, który generalnie ma mnóstwo kiepskich wierszy, ale jest noblistą, to w ramach przygotowań do rozszerzonej matury z języka polskiego, rozmawiamy o maturze ze snu. Młodzi ludzie są w tym bardzo dobrzy, niektórzy potrafili zasnąć nawet na głośnej przerwie lub lekcji, gdy jeszcze istniały głośne przerwy i lekcje. Teraz śpią częściej, gdyż w samotności ikonek na Teamsie, zasypia się łatwiej i bardziej bezgrzesznie. Senność towarzyszy w zasadzie wszystkim, nie tylko młodym ludziom. Matura ze snu byłaby całkiem dobrym sprawdzianem dla społeczeństwa, gdyż sen ludzi jest bardzo różny, a ostatnio przynosi coraz mniej odpoczynku. Raczej jest ucieczką przed mglistym przeczuciem, że wszystko zmierza w stronę jakiejś bliżej jeszcze nieznanej katastrofy.

Naukowcy z Japonii odkryli za to, że przedstawiciele dwóch gatunków ślimaków morskich nie tracą ogona, ale całe ciało, zostaje sama żywa głowa, po czym stopniowo się odtwarzają, włącznie ze wszystkimi organami wewnętrznymi. Głowy ślimaków Elysia cf. marginata pełzając wracają do jedzenia glonów i stopniowo rekonstruują całą swoję resztę. Gdy rozpływa się powoli, choć nieubłaganie, baśń o nieśmiertelności człowieka, taka metafizyka ślimaków przemawia do wyobraźni. W Polsce mało mówi się o śmierci, choć pozornie jest zupełnie na odwrót. Mówi się jednak o śmierciach powstańczych, wojennych, wyklętych, trochę pandemicznych, ale to jednak bardziej Excel, niż realne odczuwanie znikania. Nie uczy się śmierci i umierania, a przecież to jest podstawa dobrego życia. Elysia cf. marginata dają wgląd w potencjalne istnienie w momencie, gdy według wszelkiej logiki przestaje się istnieć. Ślimaki mają do tego głowy, żeby się odtworzyć, ludzie póki co mają tylko pamięć.

Co jakiś czas odżywają obawy związane z planetoidą Apophis. Już nazwa budzi niepokoje. Demon chaosu, symbol ciemności. 13 kwietnia 2029 znajdzie się najbliżej Ziemi, ale ją ominie. Istnieje jednak prawdopodobieństwo wynoszące w tej chwili 1 do 380 tysięcy, że demon chaosu uderzy w Ziemię 12 kwietnia 2068 roku. Wielu z czytający te słowa nie będzie już wtedy w ogóle żyło, więc ich sny mogą być w tym względzie spokojnie.

Gdy obserwuje się sytuację na świecie, można odnieść wrażenie, że Apophis, demon chaosu, już dawno wylądował na naszej planecie i bardzo wygodnie się tutaj rozgościł. A mimo to żyjemy, jakby nic się nie stało, czytamy wiadomości, odkładamy wszystko na później, zakładamy cieplejsze swetry i że wszystko będzie dobrze, gdyż przecież musi być, wszak mędrcy tego świata uczą nas, że trzeba być optymistami.

[CC] Paweł Lęcki
(381)

Pobierz PDF Wydrukuj