To oni ocenią, który z Polaków jest Polakiem

Miało być o właśnie zakończonym szczycie UE i kolejnym wielkim „sukcesie” Cepa zwanego „morawiecki”. Ale przecież Prezes ma pierwszeńsx, bo to i „Polak Tysiąclecia”, i nasz wzorzec oraz drogowskaz moralny. Będzie więc o Kaczyńskim, tradycyjnych wartościach i moralności, a wszystko w oparciu o jego głośną już wypowiedź w radiowej „Jedynce”. Która to wypowiedź jest kolejnym dowodem na to, że Prezes wcale nie nienawidzi, nie dzieli, nie skłóca i nie segreguje Polaków, jak próbuje nam to wmówić ta wredna, totalna opozycja. Przeciwnie! „Ojciec Narodu” łączy nas, jedna i godzi ze sobą, szerzy wśród nas miłość bliźniego, tolerancję oraz miłosierdzie, nawet dla przeciwników politycznych. „Jeżeli ktoś uważa, że warto być Polakiem, to musi być po tej stronie, która broni tradycyjnych wartości, która chce przebudowywać rzeczywistość tak, żeby była ona bardziej sprawiedliwa. Żeby wszystko to, co się wokół nas dzieje i ma charakter publiczny, było prowadzone w sposób nie tylko sprawiedliwy, ale i sprawny”. Czyli mamy kilka kluczowych określeń, które są zarazem dla nas jak święte przykazania. „Tradycyjne wartości”, „przebudowa rzeczywistości” i „sprawiedliwy oraz sprawny”. Każde z tych określeń może być, niestety, interpretowane na zupełnie różne sposoby. Możesz postępować zgodnie z prawem, dobrze się prowadzić, być uczciwym, kochać swój kraj i działać dla jego dobra. Ale to nieistotne. Ważne będzie, czy działasz w zgodzie z „wartościami” Kaczyńskiego. I kto będzie ciebie oceniać.

Zdaniem Kaczyńskiego nie wystarczy już urodzić się w polskiej rodzinie, na polskiej ziemi i mieć polskie obywatelstwo, by być Polakiem. Trzeba jeszcze wyznawać i bronić „tradycyjnych wartości”… Prezes nie sprecyzował, kto będzie decydować, czy dany osobnik wyznaje te wartości i ich broni, czy też im się sprzeniewierza. Można się tylko domyślać, że dość szybko zostanie powołane albo jakieś ministerstwo lub służby weryfikujące naszą polskość, albo wspólna komisja przedstawicieli Sejmu i Episkopatu, które zajmować się będzie oceną stopnia polskości poszczególnych osób. A może nawet, hurtowo, całych grup społecznych lub zawodowych. Na przykład sędziów lub nauczycieli…

Od lat wciąż słyszymy, że tymi „wartościami tradycyjnymi” są przynależność do kościoła katolickiego, tradycyjna rodzina (chłop + baba + dzieci), wielodzietność, wychowywanie dzieci w zgodzie z naukami kościoła, ochrona życia poczętego itd. To znamienne, że politycy PIS nigdy nie wymieniają wśród „tradycyjnych wartości” tego, co na pierwszym miejscu wymieniali zawsze nasi przodkowie: patriotyzmu, niepodległości, wolności, równości, dobra Ojczyzny, godności, zdolności do poświęceń, odwagi… Nie mówią również ani słowa o miłości, szacunku lub tolerancji. Już sam fakt, że o tych dzisiejszych „tradycyjnych wartościach” i „polskości” gada akurat taka menda, jak Kaczyński, powoduje u mnie odruch wymiotny. Stary gej, bezdzietny kawaler, zwykły tchórz i kapuś. Wielki mi katolik, który ochrzcił się i przyjął katolicyzm raptem 30 lat temu, bo wcześniej bardziej opłacało mu się wyznawać wiarę żydowskich przodków. I od razu zaczął przedstawiać siebie jako obrońcę nowej wiary. Człowiek, który w ciągu ostatnich 30 lat nie zhańbił się żadną uczciwą pracą, zawsze pasożytował na społeczeństwie. I jeszcze w dodatku wykorzystywał każdą okazję, by okradać nas na potęgę. Mało było miliardowych afer z jego udziałem w 90 latach XX w. To nam jeszcze teraz zafundował SKOK-i i GetBack oraz próbował zafundować „dwie wieże” i zaciągnąć na nasz koszt miliardowy kredyt w państwowym banku.

Kaczyński mówiący więc o „tradycyjnych wartościach”, takich jak rodzina, wiara katolicka lub uczciwość, to parodia. Nie trzeba być szczególnie bystrym, aby domyślić się, że ciągłe gadanie o rodzinie i wychowywaniu dzieci jest w rzeczywistości wymierzone w środowiska LGBT. I że jest to ukłon w stronę Episkopatu oraz ultrakatolickiego, wielodzietnego elektoratu. Stary homoseksualista przymila się innym starym, purpurowym homoseksualistom, atakując jeszcze innych, głównie młodych homoseksualistów i kwestionując ich polskość. A to już szczyt zakłamania, obłudy, ohydy i hipokryzji. Tym bardziej, że dopiero co ten sam Kaczyński, jako gość honorowy, brał udział w ślubie „Kurwskiego”. I nie widzi żadnej sprzeczności z „tradycyjnymi wartościami” faktu, że „Kurwski” zostawił swoją pierwszą żonę i od lat nie płaci alimentów na dzieci. Widać jego była żona i dzieci to nie jest żadna rodzina. Tylko „wypadek przy pracy” lub błąd wynikający z młodego wieku. Sprzeczny z naukami i zasadami kościoła nie był oczywiście także drugi ślub kościelny „Kurwskiego”. Dopiero co inny prominentny PIS-dzielec, Adam Bielan, też powiedział swojej ślubnej czułe „spierd…!”, rozwiódł się i powtórnie ożenił z młodszą kobietą, którą bzykał przez niemal 2 lata, będąc jeszcze w związku małżeńskim. Nic nie wiadomo, aby Prezes mieli do niego jakieś pretensje o rozbicie rodziny. Skoro Bielanowi przestała się żona podobać, to znaczy, że to była wina żony i że to też nie była żadna rodzina. Zamiana przez członka PIS żony na „nowszy model” też jest więc zgodne z „wartościami”! Prezes miał natomiast pretensje o to, że świadkiem na drugim ślubie Bielana był… Michał Kamiński. Żonę i dzieci można zostawić na lodzie. Ale wybrać na świadka polityka opozycji?! W żadnym wypadku!

Takich wiernych „wartościom tradycyjnym” PIS-dzielców jest zresztą całe mnóstwo. Kuchciński, stały bywalec podkarpackich burdeli, gustujący w 14-latkach, do niedawna najwierniejszy pies Kaczyńskiego - druga żona. „Butapren” Terlecki - druga żona. Rysiu Czarnecki - druga żona. Wicepremier Gliński - druga żona. Mariusz Kamiński, najuczciwszy z uczciwych – druga żona. Mazurek - rozwiedziona, Zalewska - rozwiedziona. A to przykłady tylko z wierchuszki partii. O Marcie Kaczyńskiej to nawet nie ma co się rozwodzić, bo chyba już sama pogubiła się w liczbie swoich mężów i domysłach, którzy znajomi lub sąsiedzi są ojcami jej dzieci.

Może ktoś skomentować, że życie rodzinne, wierność małżeńska, wychowanie dzieci i życie w zgodzie z naukami kościoła to indywidualna sprawa każdego człowieka. Nikt nikomu nie powinien zaglądać do sypialni i podsłuchiwać, do kogo się modli. Ale to właśnie ci ludzie mają teraz zaglądać do sypialń Polaków i decydować, którzy z nas wyznają wartości rodzinne, a którzy nie! To oni mają gęby pełne „rodzinnych” frazesów, mają najwięcej do powiedzenia na temat moralności i życia w duchu chrześcijańskim, klęczą zawsze najbliżej ołtarza, występują w katolickich mediach (choćby u Rydzyka), przedstawiają siebie jako tych nieskazitelnych, przegłosowują ustawy zaostrzające kary za aborcję i chcą wypowiedzenia przez nasze państwo stambulskiej konwencji o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Aktorka Chorosińska, ultrakatoliczka, wielka przeciwniczka aborcji i stosowania prezerwatyw, propagatorka zalecanych przez kościół metod zapobiegania ciąży, już po ujawnieniu faktów zdradzania męża i urodzenia dziecka kochanka, została PIS-owska kandydatką w wyborach do PE, a potem posłanką! Obecnie jest zaś przymierzana do funkcji przewodniczącej sejmowej komisji do spraw… rodziny! Zupełnie nie zaszkodziły jej beztroskie usprawiedliwienia swoich zdrad, że „trzeba sobie uatrakcyjniać życie, bo trudno było przez tyle lat dochować wierności i nie uprawiać seksu na boku”. Ma zastąpić na tym stanowisku Magdalenę Biejat, matkę dwójki dzieci. Z własnym mężem, a nie mężem sąsiadki.

Totalną rozwiązłość, skalę seksu pozamałżeńskiego, zdrad i kochanek, rozwodów i powtórnych ślubów polityków PIS-u, skomentował kiedyś człowiek, który przez lata tkwił w ich środowisku i poznał je aż nadto dobrze. Michał Dubieniecki, jeden z iluś tam mężów Martusi Kaczyńskiej. Powiedział z przekąsem, że „jeśli policja zaczęłaby zamykać ludzi za łamanie przykazania "nie cudzołóż", to cały PiS trafi za kratki. Gdyby tak było, to obecna władza musiałaby zamknąć połowę swojej partii a druga połowa musiałaby poczekać, aż zwolnią się miejsca w aresztach”. Koniec cytatu. To samo zresztą, tylko nieco innymi słowami, mówiła była już żona Mariusza Kamińskiego (to wiceprezes partii!), też członkini PIS, którą mąż zdradzał z… posłanką PIS, Klejnowską (były „aniołek” Kaczyńskiego). Taki partyjny „trójkącik”. Kamińska otwarcie mówiła o rozwiązłości seksualnej, zdradach małżeńskich i cudzołóstwie „świątobliwych” czołowych polityków PIS. Takich jak słynny „jebaka z platfusem” czyli były poseł Pięta, wiceprzewodniczący poprzedniej sejmowej komisji ds. rodziny.

Lub były już senator PIS Bonkowski. Kobiety idące w „Czarnych Marszach” wyzywał od „złogów komunistycznych”, „starych upiorów bolszewickich” i „ubeckich wdów”. Emigrantów z Syrii charakteryzował krótko: „syf, kiła i mogiła, tych ludzi nie da się ucywilizować”. Cywilizator i moralista się znalazł… Który zdania w języku polskim sklecić nie potrafi. A potem okazało się, że po kolejnych „miesiączkach smoleńskich” regularnie rżnął w hotelu jedną ze stałych ich uczestniczek, akurat tę stojącą na ogół blisko krzyża i często nawet przemawiającą do tłumu PIS-dzielców. Która deklarowała się robić „masaże stóp” samemu Kaczyńskiemu. A swoją żonę, mającą pretensje o zdrady, Bonkowski po prostu lał. Podobnie jak również były już poseł PIS Zbonikowski, słynny towarzysz tego degenerata Karskiego podczas rajdu Melexami po polu golfowym na Cyprze. On też wolał jakąś młodą partyjną „działaczkę”, zamiast swojej ślubnej. A że ślubnej to się nie podobało, więc też ją lał…

I teraz takie gnidy, namaszczone przez starego geja i przy aprobacie „pochodni moralności katolickiej” czyli Episkopatu, będą dbać o naszą czystość etyczną, moralną oraz wierność „tradycyjnym wartościom”, głównie rodzinnym. Kto wie, może to oni będą decydować, czy jesteśmy Polakami… Jakimi metodami będą to robić i jakie kryteria stosować przy ocenie naszej „polskości” - nietrudno się domyślić. Wystarczy sobie przypomnieć, co wyprawiali po ujawnieniu romansu lidera Nowoczesnej Petru z jego koleżanką partyjną Schmidt. „Bezbożnicy”, „wiarołomni” i „rozpustnicy” to były najdelikatniejsze określenia. A przecież Schmidt była już wówczas od dawna rozwódką, a Petru od 2 lat w separacji małżeńskiej.

Gdy tak piszę o tych „wartościach rodzinnych” w wydaniu PIS-owskich jebaków, to mi się przypomniał pewien głośny incydent sprzed kilku lat w poznańskim ZOO. Jakaś szajbnięta poznańska PIS-da, Lidia Dudziak, zrobiła awanturę dyrekcji ogrodu, bo zobaczyła na wybiegu parę… kopulujących osiołków. Jezu, co się wtedy działo! Kopulujące zwierzęta! Jak mogą na coś takiego dzieci patrzeć?! Zrobiła się chryja na całą tę naszą syfiastą, kołtuńską i zaściankową krainę. No i osiołki rozdzielono do osobnych boksów, co by nie gorszyły dziecięcych oczu. Poziomem debilizmu Dudziak przebiła innego poznańskiego PIS-dzielca, Michała Grzesia, który nieco wcześniej też miał pretensje do dyrekcji tamtejszego ZOO. O co? A o to, że jego zdaniem jeden ze słoni był… gejem!

To są właśnie przykłady moralność Kaczyńskiego i PIS-dzielców oraz ich przywiązania do „wartości”. Widok kopulujących zwierząt, roznegliżowana aktorka na scenie teatru, gej idący z dzieckiem, reklama stringów lub tęcza wokół Matki Boskiej doprowadzają ich do furii. Bo rzekomo godzą w te ich zasrane „tradycyjne wartości”. Ale Kaczyńskiemu w przeszłości zupełnie nie przeszkadzało, że wiceprezesi jego własnej partii (i zarazem wicepremierzy!), Gosiewski i Dorn, po gorących romansach, rozwodach i ślubach z nowymi wybrankami, olali płacenie alimentów na dzieci z wcześniejszych małżeństw. Ten niedorozwój Gosiewski miał w sobie tyle bezczelności, obłudy i hipokryzji, że nawet zarzucił publicznie Dornowi niewywiązywanie się z obowiązków alimentacyjnych. A kilka dni później wyszło na jaw, że sam Gosiewski w ramionach Beatki też „zapomniał”, że ma z Małgosią synka, na którego nie daje ani grosza… Przez lata największy obrońca „wartości tradycyjnych” Jarosław Kaczyński udawał, że tego nie widzi. Ten sam Kaczyński, który rok temu wrzeszczał na całą Polskę hasła, potem powtarzane jak mantrę przez innych PIS-dzielców: „wara od naszych dzieci!” oraz „nie damy skrzywdzić naszych dzieci!”. I nie miał wcale na myśli dzieci gwałconych przez księży katolickich! Aż się prosi, żeby zapytać Kaczyńskiego… Jakich NASZYCH DZIECI, k… twoja mać?!

I teraz to tacy ludzie, pospołu z Rydzykiem oraz biskupami Jędraszewskim lub Gądeckim, będą orzekać, czy żyjemy w zgodzie z „wartościami tradycyjnymi” i czy ich z wystarczającą determinacją bronimy. Ta ich ocena stanie się z kolei podstawą do uznania naszej „polskości”. To Kamiński, „Kurwski” i Bielan ocenią, czy jesteśmy Polakami, czy też na miano „Polak” nie zasługujemy…

[CC] Jacek Nikodem

To oni ocenią, który z Polaków jest Polakiem

Miało być o właśnie zakończonym szczycie UE i kolejnym wielkim „sukcesie” Cepa zwanego „morawiecki”. Ale przecież Prezes ma pierwszeńsx, bo to i „Polak Tysiąclecia”, i nasz wzorzec oraz drogowskaz moralny. Będzie więc o Kaczyńskim, tradycyjnych wartościach i moralności, a wszystko w oparciu o jego głośną już wypowiedź w radiowej „Jedynce”. Która to wypowiedź jest kolejnym dowodem na to, że Prezes wcale nie nienawidzi, nie dzieli, nie skłóca i nie segreguje Polaków, jak próbuje nam to wmówić ta wredna, totalna opozycja. Przeciwnie! „Ojciec Narodu” łączy nas, jedna i godzi ze sobą, szerzy wśród nas miłość bliźniego, tolerancję oraz miłosierdzie, nawet dla przeciwników politycznych. „Jeżeli ktoś uważa, że warto być Polakiem, to musi być po tej stronie, która broni tradycyjnych wartości, która chce przebudowywać rzeczywistość tak, żeby była ona bardziej sprawiedliwa. Żeby wszystko to, co się wokół nas dzieje i ma charakter publiczny, było prowadzone w sposób nie tylko sprawiedliwy, ale i sprawny”. Czyli mamy kilka kluczowych określeń, które są zarazem dla nas jak święte przykazania. „Tradycyjne wartości”, „przebudowa rzeczywistości” i „sprawiedliwy oraz sprawny”. Każde z tych określeń może być, niestety, interpretowane na zupełnie różne sposoby. Możesz postępować zgodnie z prawem, dobrze się prowadzić, być uczciwym, kochać swój kraj i działać dla jego dobra. Ale to nieistotne. Ważne będzie, czy działasz w zgodzie z „wartościami” Kaczyńskiego. I kto będzie ciebie oceniać.

Zdaniem Kaczyńskiego nie wystarczy już urodzić się w polskiej rodzinie, na polskiej ziemi i mieć polskie obywatelstwo, by być Polakiem. Trzeba jeszcze wyznawać i bronić „tradycyjnych wartości”… Prezes nie sprecyzował, kto będzie decydować, czy dany osobnik wyznaje te wartości i ich broni, czy też im się sprzeniewierza. Można się tylko domyślać, że dość szybko zostanie powołane albo jakieś ministerstwo lub służby weryfikujące naszą polskość, albo wspólna komisja przedstawicieli Sejmu i Episkopatu, które zajmować się będzie oceną stopnia polskości poszczególnych osób. A może nawet, hurtowo, całych grup społecznych lub zawodowych. Na przykład sędziów lub nauczycieli…

Od lat wciąż słyszymy, że tymi „wartościami tradycyjnymi” są przynależność do kościoła katolickiego, tradycyjna rodzina (chłop + baba + dzieci), wielodzietność, wychowywanie dzieci w zgodzie z naukami kościoła, ochrona życia poczętego itd. To znamienne, że politycy PIS nigdy nie wymieniają wśród „tradycyjnych wartości” tego, co na pierwszym miejscu wymieniali zawsze nasi przodkowie: patriotyzmu, niepodległości, wolności, równości, dobra Ojczyzny, godności, zdolności do poświęceń, odwagi… Nie mówią również ani słowa o miłości, szacunku lub tolerancji. Już sam fakt, że o tych dzisiejszych „tradycyjnych wartościach” i „polskości” gada akurat taka menda, jak Kaczyński, powoduje u mnie odruch wymiotny. Stary gej, bezdzietny kawaler, zwykły tchórz i kapuś. Wielki mi katolik, który ochrzcił się i przyjął katolicyzm raptem 30 lat temu, bo wcześniej bardziej opłacało mu się wyznawać wiarę żydowskich przodków. I od razu zaczął przedstawiać siebie jako obrońcę nowej wiary. Człowiek, który w ciągu ostatnich 30 lat nie zhańbił się żadną uczciwą pracą, zawsze pasożytował na społeczeństwie. I jeszcze w dodatku wykorzystywał każdą okazję, by okradać nas na potęgę. Mało było miliardowych afer z jego udziałem w 90 latach XX w. To nam jeszcze teraz zafundował SKOK-i i GetBack oraz próbował zafundować „dwie wieże” i zaciągnąć na nasz koszt miliardowy kredyt w państwowym banku.

Kaczyński mówiący więc o „tradycyjnych wartościach”, takich jak rodzina, wiara katolicka lub uczciwość, to parodia. Nie trzeba być szczególnie bystrym, aby domyślić się, że ciągłe gadanie o rodzinie i wychowywaniu dzieci jest w rzeczywistości wymierzone w środowiska LGBT. I że jest to ukłon w stronę Episkopatu oraz ultrakatolickiego, wielodzietnego elektoratu. Stary homoseksualista przymila się innym starym, purpurowym homoseksualistom, atakując jeszcze innych, głównie młodych homoseksualistów i kwestionując ich polskość. A to już szczyt zakłamania, obłudy, ohydy i hipokryzji. Tym bardziej, że dopiero co ten sam Kaczyński, jako gość honorowy, brał udział w ślubie „Kurwskiego”. I nie widzi żadnej sprzeczności z „tradycyjnymi wartościami” faktu, że „Kurwski” zostawił swoją pierwszą żonę i od lat nie płaci alimentów na dzieci. Widać jego była żona i dzieci to nie jest żadna rodzina. Tylko „wypadek przy pracy” lub błąd wynikający z młodego wieku. Sprzeczny z naukami i zasadami kościoła nie był oczywiście także drugi ślub kościelny „Kurwskiego”. Dopiero co inny prominentny PIS-dzielec, Adam Bielan, też powiedział swojej ślubnej czułe „spierd…!”, rozwiódł się i powtórnie ożenił z młodszą kobietą, którą bzykał przez niemal 2 lata, będąc jeszcze w związku małżeńskim. Nic nie wiadomo, aby Prezes mieli do niego jakieś pretensje o rozbicie rodziny. Skoro Bielanowi przestała się żona podobać, to znaczy, że to była wina żony i że to też nie była żadna rodzina. Zamiana przez członka PIS żony na „nowszy model” też jest więc zgodne z „wartościami”! Prezes miał natomiast pretensje o to, że świadkiem na drugim ślubie Bielana był… Michał Kamiński. Żonę i dzieci można zostawić na lodzie. Ale wybrać na świadka polityka opozycji?! W żadnym wypadku!

Takich wiernych „wartościom tradycyjnym” PIS-dzielców jest zresztą całe mnóstwo. Kuchciński, stały bywalec podkarpackich burdeli, gustujący w 14-latkach, do niedawna najwierniejszy pies Kaczyńskiego - druga żona. „Butapren” Terlecki - druga żona. Rysiu Czarnecki - druga żona. Wicepremier Gliński - druga żona. Mariusz Kamiński, najuczciwszy z uczciwych – druga żona. Mazurek - rozwiedziona, Zalewska - rozwiedziona. A to przykłady tylko z wierchuszki partii. O Marcie Kaczyńskiej to nawet nie ma co się rozwodzić, bo chyba już sama pogubiła się w liczbie swoich mężów i domysłach, którzy znajomi lub sąsiedzi są ojcami jej dzieci.

Może ktoś skomentować, że życie rodzinne, wierność małżeńska, wychowanie dzieci i życie w zgodzie z naukami kościoła to indywidualna sprawa każdego człowieka. Nikt nikomu nie powinien zaglądać do sypialni i podsłuchiwać, do kogo się modli. Ale to właśnie ci ludzie mają teraz zaglądać do sypialń Polaków i decydować, którzy z nas wyznają wartości rodzinne, a którzy nie! To oni mają gęby pełne „rodzinnych” frazesów, mają najwięcej do powiedzenia na temat moralności i życia w duchu chrześcijańskim, klęczą zawsze najbliżej ołtarza, występują w katolickich mediach (choćby u Rydzyka), przedstawiają siebie jako tych nieskazitelnych, przegłosowują ustawy zaostrzające kary za aborcję i chcą wypowiedzenia przez nasze państwo stambulskiej konwencji o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Aktorka Chorosińska, ultrakatoliczka, wielka przeciwniczka aborcji i stosowania prezerwatyw, propagatorka zalecanych przez kościół metod zapobiegania ciąży, już po ujawnieniu faktów zdradzania męża i urodzenia dziecka kochanka, została PIS-owska kandydatką w wyborach do PE, a potem posłanką! Obecnie jest zaś przymierzana do funkcji przewodniczącej sejmowej komisji do spraw… rodziny! Zupełnie nie zaszkodziły jej beztroskie usprawiedliwienia swoich zdrad, że „trzeba sobie uatrakcyjniać życie, bo trudno było przez tyle lat dochować wierności i nie uprawiać seksu na boku”. Ma zastąpić na tym stanowisku Magdalenę Biejat, matkę dwójki dzieci. Z własnym mężem, a nie mężem sąsiadki.

Totalną rozwiązłość, skalę seksu pozamałżeńskiego, zdrad i kochanek, rozwodów i powtórnych ślubów polityków PIS-u, skomentował kiedyś człowiek, który przez lata tkwił w ich środowisku i poznał je aż nadto dobrze. Michał Dubieniecki, jeden z iluś tam mężów Martusi Kaczyńskiej. Powiedział z przekąsem, że „jeśli policja zaczęłaby zamykać ludzi za łamanie przykazania "nie cudzołóż", to cały PiS trafi za kratki. Gdyby tak było, to obecna władza musiałaby zamknąć połowę swojej partii a druga połowa musiałaby poczekać, aż zwolnią się miejsca w aresztach”. Koniec cytatu. To samo zresztą, tylko nieco innymi słowami, mówiła była już żona Mariusza Kamińskiego (to wiceprezes partii!), też członkini PIS, którą mąż zdradzał z… posłanką PIS, Klejnowską (były „aniołek” Kaczyńskiego). Taki partyjny „trójkącik”. Kamińska otwarcie mówiła o rozwiązłości seksualnej, zdradach małżeńskich i cudzołóstwie „świątobliwych” czołowych polityków PIS. Takich jak słynny „jebaka z platfusem” czyli były poseł Pięta, wiceprzewodniczący poprzedniej sejmowej komisji ds. rodziny.

Lub były już senator PIS Bonkowski. Kobiety idące w „Czarnych Marszach” wyzywał od „złogów komunistycznych”, „starych upiorów bolszewickich” i „ubeckich wdów”. Emigrantów z Syrii charakteryzował krótko: „syf, kiła i mogiła, tych ludzi nie da się ucywilizować”. Cywilizator i moralista się znalazł… Który zdania w języku polskim sklecić nie potrafi. A potem okazało się, że po kolejnych „miesiączkach smoleńskich” regularnie rżnął w hotelu jedną ze stałych ich uczestniczek, akurat tę stojącą na ogół blisko krzyża i często nawet przemawiającą do tłumu PIS-dzielców. Która deklarowała się robić „masaże stóp” samemu Kaczyńskiemu. A swoją żonę, mającą pretensje o zdrady, Bonkowski po prostu lał. Podobnie jak również były już poseł PIS Zbonikowski, słynny towarzysz tego degenerata Karskiego podczas rajdu Melexami po polu golfowym na Cyprze. On też wolał jakąś młodą partyjną „działaczkę”, zamiast swojej ślubnej. A że ślubnej to się nie podobało, więc też ją lał…

I teraz takie gnidy, namaszczone przez starego geja i przy aprobacie „pochodni moralności katolickiej” czyli Episkopatu, będą dbać o naszą czystość etyczną, moralną oraz wierność „tradycyjnym wartościom”, głównie rodzinnym. Kto wie, może to oni będą decydować, czy jesteśmy Polakami… Jakimi metodami będą to robić i jakie kryteria stosować przy ocenie naszej „polskości” - nietrudno się domyślić. Wystarczy sobie przypomnieć, co wyprawiali po ujawnieniu romansu lidera Nowoczesnej Petru z jego koleżanką partyjną Schmidt. „Bezbożnicy”, „wiarołomni” i „rozpustnicy” to były najdelikatniejsze określenia. A przecież Schmidt była już wówczas od dawna rozwódką, a Petru od 2 lat w separacji małżeńskiej.

Gdy tak piszę o tych „wartościach rodzinnych” w wydaniu PIS-owskich jebaków, to mi się przypomniał pewien głośny incydent sprzed kilku lat w poznańskim ZOO. Jakaś szajbnięta poznańska PIS-da, Lidia Dudziak, zrobiła awanturę dyrekcji ogrodu, bo zobaczyła na wybiegu parę… kopulujących osiołków. Jezu, co się wtedy działo! Kopulujące zwierzęta! Jak mogą na coś takiego dzieci patrzeć?! Zrobiła się chryja na całą tę naszą syfiastą, kołtuńską i zaściankową krainę. No i osiołki rozdzielono do osobnych boksów, co by nie gorszyły dziecięcych oczu. Poziomem debilizmu Dudziak przebiła innego poznańskiego PIS-dzielca, Michała Grzesia, który nieco wcześniej też miał pretensje do dyrekcji tamtejszego ZOO. O co? A o to, że jego zdaniem jeden ze słoni był… gejem!

To są właśnie przykłady moralność Kaczyńskiego i PIS-dzielców oraz ich przywiązania do „wartości”. Widok kopulujących zwierząt, roznegliżowana aktorka na scenie teatru, gej idący z dzieckiem, reklama stringów lub tęcza wokół Matki Boskiej doprowadzają ich do furii. Bo rzekomo godzą w te ich zasrane „tradycyjne wartości”. Ale Kaczyńskiemu w przeszłości zupełnie nie przeszkadzało, że wiceprezesi jego własnej partii (i zarazem wicepremierzy!), Gosiewski i Dorn, po gorących romansach, rozwodach i ślubach z nowymi wybrankami, olali płacenie alimentów na dzieci z wcześniejszych małżeństw. Ten niedorozwój Gosiewski miał w sobie tyle bezczelności, obłudy i hipokryzji, że nawet zarzucił publicznie Dornowi niewywiązywanie się z obowiązków alimentacyjnych. A kilka dni później wyszło na jaw, że sam Gosiewski w ramionach Beatki też „zapomniał”, że ma z Małgosią synka, na którego nie daje ani grosza… Przez lata największy obrońca „wartości tradycyjnych” Jarosław Kaczyński udawał, że tego nie widzi. Ten sam Kaczyński, który rok temu wrzeszczał na całą Polskę hasła, potem powtarzane jak mantrę przez innych PIS-dzielców: „wara od naszych dzieci!” oraz „nie damy skrzywdzić naszych dzieci!”. I nie miał wcale na myśli dzieci gwałconych przez księży katolickich! Aż się prosi, żeby zapytać Kaczyńskiego… Jakich NASZYCH DZIECI, k… twoja mać?!

I teraz to tacy ludzie, pospołu z Rydzykiem oraz biskupami Jędraszewskim lub Gądeckim, będą orzekać, czy żyjemy w zgodzie z „wartościami tradycyjnymi” i czy ich z wystarczającą determinacją bronimy. Ta ich ocena stanie się z kolei podstawą do uznania naszej „polskości”. To Kamiński, „Kurwski” i Bielan ocenią, czy jesteśmy Polakami, czy też na miano „Polak” nie zasługujemy…

[CC] Jacek Nikodem
(304)

Pobierz PDF Wydrukuj