Ja nie zauważyłem triumfu "Główki" (prącia)

Nie napisałem w niedzielę wieczorem tekstu nie dlatego, że byłem w jakimś powyborczym szoku. Tylko dlatego, że nie miałem czasu. A i ochoty na pisanie też nie miałem za wiele. Ale to wcale nie znaczy, że byłem załamany lub jakoś szczególnie rozczarowany wynikami poll exitu. Żebym ja się załamał, to „główka” musiałby zdobyć powyżej 70%. A tak się nie stało. Czasu zaś nie miałem, bo odpowiadałem na Mess. na dziesiątki pytań w rodzaju „i co my zrobimy teraz?!” albo „Jezu, czy to już koniec Polski?!”. Szczerze mówiąc, to byłem już w pewnym momencie rozzłoszczony tymi pytaniami, bo nie czuję się „pochodnią wiary” w walce z PIS-em, ani wyrocznią lub jednym z liderów opozycji na Facebooku. Wielokrotnie podkreślałem, że jestem tylko domorosłym komentatorem wydarzeń politycznych. Który, na szczęście, ma w ręku bat. Lub pałę, jak ktoś woli. Na co dzień walę tym batem tę PIS-owską swołocz. Ale dziś muszę chyba przywalić także niektórym z Was…

Co Was tak strasznie zaskoczyło w wynikach I tury, że aż tylu z Was stuliło uszy po sobie i straciło wolę dalszej walki??? Co było takiego załamującego w wynikach 4 głównych kandydatów?! Może ja coś, k… mać, przeoczyłem?! Bo jak dla mnie to był jeden z najnudniejszych i najbardziej przewidywalnych wieczorów wyborczych od wielu lat. W procentach poparcia dla poszczególnych „zawodników” zaskoczyły mnie nieco tylko 2 rzeczy! Pierwsza to taka, że trochę nie doceniłem „główki” i Hołowni. Dla tego pierwszego typowałem maksymalnie 40%, a dostał 3 punkty procentowe więcej. Drugi podobnie, miał zdobyć 11%, a zdobył 14%. Żeby było śmieszniej, to w pierwszej wersji poprzedniego posta „główce” przyznawałem szanse na 41-42%, a Hołowni 12-13%. I gdybym swoich typów odnośnie dwóch pierwszych kandydatów w ostatniej chwili nie zmienił (czytaj – obniżył), to mógłbym teraz wrzasnąć „bingo”. Bo wyniki Trzaskowskiego i Bosaka trafiłem idealnie. Ale to nie chodzi o moją omylność lub nieomylność, ani o moje umiejętności prognozowania przyszłych wyników. Tylko o to, że podstawowy warunek dalszej batalii i zachowania dużych szans na sukces, został spełniony! Trzaskowski i Hołownia razem zdobyli tyle samo, co „główka”! I to była wczoraj najważniejsza informacja, jaka popłynęła do nas z ekranów TV. Koniec, kropka, k… mać!

Drugim zaskoczeniem były tragicznie niskie wyniki Biedronia i Kosiniaka-Kamysza. Pewnie, że ładniej i bardziej optymistycznie by wyglądało, gdyby „główka” nie przebił pułapu 41%, zaś tych dwóch zdobyło po 4%, a nie po mizerne 2,3%. Ale byłaby to różnica głównie wizualna, a nie oddająca rzeczywiste preferencje polityczne Polaków. Bo wiadomo, że 10-15% wyborców decyzję o tym, na kogo głosować, podejmuje w ciągu 48 h przed wyborami. Wczoraj te 2-3% więcej, niż planowałem, oddało swoje głowy na „główkę”. Ale oni nie stali się przez to jego twardym, wiernym i bezkrytycznym elektoratem. Za 2 tygodnie mogą równie dobrze oddać głosy na Trzaskowskiego lub pozostać w domach. Wystarczy jedna niefortunna wypowiedź „główki” lub jakiś brudny, wyjątkowo bulwersujący atak w ”kurwzji” i zaczną się wręcz wstydzić tego, że wczoraj go poparli. Nie takie cuda się już u nas zdarzały. To nie są na pewno wyborcy, na których „główka” może w ciemno liczyć i jednocześnie nie są to wyborcy, na których RT powinien postawić krzyżyk jako na definitywnie straconych.

Tak więc w niedzielę nie wydarzyło się dosłownie nic, co by zmieniało polityczny status quo ukształtowany już w ostatnich tygodniach. Nadal 2 podstawowe pytania brzmią:

1. na ile zmotywowany do udziału w II turze będzie elektorat Hołowni?
2. jak zachowają się wyborcy Bosaka?

Dwa tygodnie temu też zadawaliśmy sobie te same pytania i jakoś wtedy paniki lub rezygnacji w nas nie było… Więc może teraz też weźmy się w garść i do roboty! Bo jeśli „planowane” przecież 43% dla „główki” potrafi nas załamać i pozbawić woli walki, to może my rzeczywiście nie zasługujemy na nic więcej, jak tylko na władzę absolutną bolszewików! Albo jesteśmy twardzi, zdeterminowani i walczymy do końca, albo zajmijmy się oglądaniem seriali w TV, rozwiązywaniem krzyżówek lub lepieniem pierogów. Jeśli niektórzy z Was nie są wystarczająco twardzi oraz zdeterminowani i mają teraz zamiar się poddać, to niech przynajmniej nie przeszkadzają tym, którzy poddawać się nie zamierzają… Powtarzam. WCZORAJ NIE WYDARZYŁO SIĘ NIC, CO BY W ISTOTNY SPOSÓB ZMNIEJSZYŁO NASZE SZANSE NA WYGRANĄ. Trudno nawet powiedzieć, aby wynik 43% jakoś szczególnie podbudował wyborców „główki”, choć PIS-owcy próbują to teraz przedstawić jako jego wielki sukces. A czy oni kiedykolwiek nie mówili o swoim „wielkim sukcesie”?! Nawet 10 lat temu, gdy dostawali łomot od Tuska, też przedstawiali to jako swój sukces! Przecież wszystkie bez wyjątku sondaże wskazywały ostatnio, że poparcie dla „główki” przekroczy owe 40%, a RT zdobędzie ok. 27-29%. Więc gdzie tu powód do PIS-owskiej euforii lub Waszego załamywania rąk?! Wielu z nich wierzyło zresztą święcie, że w niedzielę wszystko już się rozstrzygnie lub że „główka” otrze się o granicę 50%, choć było to praktycznie niemożliwe. Oni mają rzeczywiście powody do obaw i zmartwienia… Ale my?!

Właściwie we wszystkich wyborach, nie tylko w Polsce, udział w II turze dla zdecydowanej większości obywateli jest głosowaniem „PRZECIW”, a nie „ZA”… To reguła. I dlatego nikogo nie dziwi, że kandydat, który w I turze zdobył 20-25%, wygrywa II turę, gdy popierają go wyborcy większości rywali, którzy w I turze odpadli. Za 2 tygodnie u nas nie będzie żadnego odstępstwa od tej reguły „za” i „przeciw”. „Główce” brakuje 7%, a to wcale nie jest mało. Wszyscy wiedzą, że jego możliwości negocjowania poparcia ze strony innych kandydatów są bardzo nikłe. Ale kogoś musi zacząć teraz „uwodzić”, bo gdzieś musi znaleźć te brakujące 7%. Stoi przed podobnym dylematem, co sztab RT. Próbując przypodobać się jednej grupie wyborców niemal na pewno zrazi do siebie inną grupę wyborców. I konia z rzędem temu, kto w tej chwili potrafi powiedzieć, czy „główka” na tym zyska, czy straci. Znów pewnie zacznie atakować LGBT, by zjednać sobie wyborców Bosaka, ale może w ten sposób stracić część umiarkowanych wyborców, którzy dopiero co na niego zagłosowali. To dla „główki” swoista rosyjska ruletka. Już kiedyś wspomniałem, że znam 3 osoby, które głosują na Konfederację i stoją murem za Bosakiem. Ale nienawidzą PIS-u. Im atak na LGBT na pewno nie wystarczy, aby pójść zagłosować na „główkę”. A innych haseł dla pozyskania sympatii tych osób „główka” właściwie nie ma. Pytanie, czy uda się je namówić do głosowanie na RT?

Zakładam, może nieco zbyt optymistycznie, że wśród wyborców Hołowni przytłaczająca większość jest w zdecydowanej opozycji do PIS. A jeśli ktoś jest zdecydowanie przeciwko PIS-owi, to nie może za 2 tygodnie stwierdzić, że jest mu obojętne, kto wygra wybory. Pisałem w poprzednim poście, że nie możemy mieć pretensji do Hołowni lub Kosiniaka-Kamysza za to, że atakują RT. Bo taki atak był czymś naturalnym i koniecznym, jeśli chcieli prześcignąć najgroźniejszego rywala. Do niedzieli ich największym rywalem był bowiem właśnie RT, a nie „główka”, którego nie mieli szans dogonić. Ale dziś sytuacja jest już diametralnie różna. Dziś wyborca Hołowni lub K-K, który deklaruje, że nie weźmie udziału w II turze, przyczynia się do wygranej kandydata PIS-u. Stawia się w jednym szeregu ze zwolennikami rządów Sasina, Błaszczaka, Terleckiego i Ziobry. Więc niech za kilka miesięcy nie pierd…, że jest przeciw rządom bolszewików, skoro właśnie te ich rządy absolutne umożliwił. Dlatego m.in. dopiero teraz jestem wściekły na Hołownię. Gdy zaczyna pieprzyć jakieś androny, że przedstawi RT listę swoich postulatów, od których spełnienia uzależnia poparcie go w II turze! Może zabrzmi to zbyt patetycznie, ale nie negocjuje się swojego udziału w wojnie, gdy własnemu krajowi zagraża wróg śmiertelny. Albo broni się kraju do ostatka, albo jest się cichym sprzymierzeńcem tego wroga.

Hołownia chyba zresztą pływa jeszcze w oparach swojego niewątpliwego sukcesu. Opowiada bzdety, że jeszcze nikt spoza PO i PIS nie zanotował tak dobrego wyniku, nikt nie rozpalił takiej fali entuzjazmu i nie zgromadził tysięcy wolontariuszy. I przebąkuje coś o tworzeniu nowego ruchu lub nawet partii. Chyba najwyższy czas, aby zszedł na ziemię. No i przypomniał sobie nie tak znowu odległą historię. W 2015r. Kukiz w wyborach prezydenckich zdobył 21% poparcia, czyli znacznie więcej, niż teraz Hołownia. Też był „antysystemowy”, też nie miał pieniędzy ani struktur terenowych. Myślał już, że chwycił Pana Boga za nogi i droga na szczyty władzy stoi przed nim otworem. Minęło zaledwie 6 miesięcy(!) i w wyborach parlamentarnych nie zdobył nawet 50% tego, co w wyborach prezydenckich. Z 21% zrobiło się raptem 9%. A gdzie jest teraz ten śmieć? Ktoś go widział ostatnio? Więc niech Hołownia wybije sobie z głowy tworzenie jakiejś formacji politycznej, bo do wyborów parlamentarnych zostały ponad 3 lata (o ile nie będzie przedterminowych). A za 3 lata już nikt nie będzie pamiętać, kto to był Hołownia i że właśnie zdobył 14% poparcia. Chyba że… Chyba, że teraz Hołownia, poprzez swoją bierność, przyczyni się do reelekcji „główki”. Wtedy przejdzie do historii jako ten, który nie zrobił nic, aby powstrzymać wroga… I już na pewno nie stworzy żadnego opozycyjnego ruchu lub partii.

Wychodzę więc z założenia, że Hołownia wręcz musi poprzeć RT, choć wcale nie musi robić tego w jakiś spektakularny sposób. Podobnie jak większość jego wyborców musi przymknąć oko na to, co im się nie podoba w kandydacie PO i jednak na niego oddać swoje głosy. Tym bardziej, że spośród wszystkich kandydatów pod względem programowym właśnie Hołowni i RT było do siebie najbliżej. Tak samo jak wychodzę z założenia, że 90% elektoratu Biedronia oraz większość wyborców K-K także stanie po stronie RT. A to już powinno stworzyć pewną niewielką przewagę nad „główką”. No i znów wracamy do elektoratu Bosaka, którego pozyskanie jest kluczem do wygranej. Ale było to wiadomo już 2 tygodnie temu.

Moim zdaniem przewaga „główki” nad RT sprowadza się do trzech aspektów. I wcale nie różnicę 13% mam tu na myśli, bo tę różnicę wyborcy pozostałych 3 opozycyjnych kandydatów powinni zniwelować z nawiązką. Miejsce mi się już kończy, więc dziś tylko zasygnalizuję te trzy mocne punkty „główki”, a rozwinę ten temat w przyszłości. Pierwszy to finanse. Kandydat PIS od początku miał handicap w postaci 3 razy większego funduszu wyborczego. Sądzę, że nie szastali specjalnie pieniędzmi, bo wiedzieli, że musi ich wystarczyć na kampanię w II turze, a 1. miejsce i tak mieli w kieszeni. Zaś sztab RT musiał awans do tej II tury dopiero wywalczyć. Poza tym dla nikogo nie jest już tajemnicą, że „główka” ma finansowe wsparcie spółek SP, obsadzonych w 100% przez jego koleżków partyjnych. Więc jego przewaga wydaje się tu miażdżąca i będzie to widoczne. Druga sprawa to termin II tury, przypadający już w pełni sezonu urlopowego. Bardzo niekorzystny, szczególnie dla frekwencji wśród wyborców wielkomiejskich, stanowiących bazę elektoratu RT. Emeryci i mieszkańcy małych miasteczek oraz wsi, popierający głównie PIS, są znacznie mniej mobilni, za 2 tygodnie będą pewnie i tak siedzieć w miejscach swojego zamieszkania. Choć w tym aspekcie przewaga „główki” jest najmniej pewna. I wreszcie trzeci czynnik. RT musi zdobywać nowych wyborców i to na skalę masową. A „główce” może wystarczyć zniechęcanie do udziału w II turze wyborców popierających kandydatów opozycyjnych. Zniechęcać np. poprzez ciągły atak na RT, oczernianie go, wytykanie partyjnej przynależności i identyfikowanie z błędami rządów PO. Destrukcja, czyli w tym przypadku zniechęcanie, zawsze jest łatwiejsza, niż budowanie czegoś. Czyli zjednywanie sobie wyborców.

Dawno temu, chyba w połowie stycznia, gdy kandydatką PO była jeszcze Kidawa-Błońska, przepowiadałem, że o wyniku wyborów zadecyduje debata (lub debaty) w TV. Wyrażałem wtedy obawy, że nie wygra ona tego pojedynku z „główką”, choć będzie mieć w ręku całą górę dowodów na łamanie przez niego Konstytucji, a także na popełnienie zwykłych przestępstw. I oczywiście na wiernopoddańczą postawę wobec partii i Prezesa. Ale pani Małgorzata nie jest typem bezlitosnego fightera, bijącego celnie, mocno i w dodatku odpornego na ciosy. Wyrażałem wtedy żal, że w takiej debacie rywalem „główki” nie będzie Donald Tusk lub… właśnie Trzaskowski. Bo oni roznieśliby „główkę” na strzępy. No i się ziściło… RT może wygrać te wybory w ciągu jednej, trwającej nieco ponad godzinę debaty. Ale jest jeden warunek. Nie może to być „debata” przypominająca farsę, jaką zorganizowano ostatnio w „kurwizji”…

Spokojnie więc poczekajmy teraz na pierwszy sondaż, który pokaże nam poziom poparcia już tylko dla dwóch kandydatów… Bo może się okazać, że wyborców niezdecydowanych jest znacznie więcej, niż wynosi różnica pomiędzy „główką” i Trzaskowskim. Czyli, że wszystko jest nadal w pięściach Rafała…owym i nasze

[CC] Jacek Nikodem

Ja nie zauważyłem triumfu "Główki" (prącia)

Nie napisałem w niedzielę wieczorem tekstu nie dlatego, że byłem w jakimś powyborczym szoku. Tylko dlatego, że nie miałem czasu. A i ochoty na pisanie też nie miałem za wiele. Ale to wcale nie znaczy, że byłem załamany lub jakoś szczególnie rozczarowany wynikami poll exitu. Żebym ja się załamał, to „główka” musiałby zdobyć powyżej 70%. A tak się nie stało. Czasu zaś nie miałem, bo odpowiadałem na Mess. na dziesiątki pytań w rodzaju „i co my zrobimy teraz?!” albo „Jezu, czy to już koniec Polski?!”. Szczerze mówiąc, to byłem już w pewnym momencie rozzłoszczony tymi pytaniami, bo nie czuję się „pochodnią wiary” w walce z PIS-em, ani wyrocznią lub jednym z liderów opozycji na Facebooku. Wielokrotnie podkreślałem, że jestem tylko domorosłym komentatorem wydarzeń politycznych. Który, na szczęście, ma w ręku bat. Lub pałę, jak ktoś woli. Na co dzień walę tym batem tę PIS-owską swołocz. Ale dziś muszę chyba przywalić także niektórym z Was…

Co Was tak strasznie zaskoczyło w wynikach I tury, że aż tylu z Was stuliło uszy po sobie i straciło wolę dalszej walki??? Co było takiego załamującego w wynikach 4 głównych kandydatów?! Może ja coś, k… mać, przeoczyłem?! Bo jak dla mnie to był jeden z najnudniejszych i najbardziej przewidywalnych wieczorów wyborczych od wielu lat. W procentach poparcia dla poszczególnych „zawodników” zaskoczyły mnie nieco tylko 2 rzeczy! Pierwsza to taka, że trochę nie doceniłem „główki” i Hołowni. Dla tego pierwszego typowałem maksymalnie 40%, a dostał 3 punkty procentowe więcej. Drugi podobnie, miał zdobyć 11%, a zdobył 14%. Żeby było śmieszniej, to w pierwszej wersji poprzedniego posta „główce” przyznawałem szanse na 41-42%, a Hołowni 12-13%. I gdybym swoich typów odnośnie dwóch pierwszych kandydatów w ostatniej chwili nie zmienił (czytaj – obniżył), to mógłbym teraz wrzasnąć „bingo”. Bo wyniki Trzaskowskiego i Bosaka trafiłem idealnie. Ale to nie chodzi o moją omylność lub nieomylność, ani o moje umiejętności prognozowania przyszłych wyników. Tylko o to, że podstawowy warunek dalszej batalii i zachowania dużych szans na sukces, został spełniony! Trzaskowski i Hołownia razem zdobyli tyle samo, co „główka”! I to była wczoraj najważniejsza informacja, jaka popłynęła do nas z ekranów TV. Koniec, kropka, k… mać!

Drugim zaskoczeniem były tragicznie niskie wyniki Biedronia i Kosiniaka-Kamysza. Pewnie, że ładniej i bardziej optymistycznie by wyglądało, gdyby „główka” nie przebił pułapu 41%, zaś tych dwóch zdobyło po 4%, a nie po mizerne 2,3%. Ale byłaby to różnica głównie wizualna, a nie oddająca rzeczywiste preferencje polityczne Polaków. Bo wiadomo, że 10-15% wyborców decyzję o tym, na kogo głosować, podejmuje w ciągu 48 h przed wyborami. Wczoraj te 2-3% więcej, niż planowałem, oddało swoje głowy na „główkę”. Ale oni nie stali się przez to jego twardym, wiernym i bezkrytycznym elektoratem. Za 2 tygodnie mogą równie dobrze oddać głosy na Trzaskowskiego lub pozostać w domach. Wystarczy jedna niefortunna wypowiedź „główki” lub jakiś brudny, wyjątkowo bulwersujący atak w ”kurwzji” i zaczną się wręcz wstydzić tego, że wczoraj go poparli. Nie takie cuda się już u nas zdarzały. To nie są na pewno wyborcy, na których „główka” może w ciemno liczyć i jednocześnie nie są to wyborcy, na których RT powinien postawić krzyżyk jako na definitywnie straconych.

Tak więc w niedzielę nie wydarzyło się dosłownie nic, co by zmieniało polityczny status quo ukształtowany już w ostatnich tygodniach. Nadal 2 podstawowe pytania brzmią:

1. na ile zmotywowany do udziału w II turze będzie elektorat Hołowni?
2. jak zachowają się wyborcy Bosaka?

Dwa tygodnie temu też zadawaliśmy sobie te same pytania i jakoś wtedy paniki lub rezygnacji w nas nie było… Więc może teraz też weźmy się w garść i do roboty! Bo jeśli „planowane” przecież 43% dla „główki” potrafi nas załamać i pozbawić woli walki, to może my rzeczywiście nie zasługujemy na nic więcej, jak tylko na władzę absolutną bolszewików! Albo jesteśmy twardzi, zdeterminowani i walczymy do końca, albo zajmijmy się oglądaniem seriali w TV, rozwiązywaniem krzyżówek lub lepieniem pierogów. Jeśli niektórzy z Was nie są wystarczająco twardzi oraz zdeterminowani i mają teraz zamiar się poddać, to niech przynajmniej nie przeszkadzają tym, którzy poddawać się nie zamierzają… Powtarzam. WCZORAJ NIE WYDARZYŁO SIĘ NIC, CO BY W ISTOTNY SPOSÓB ZMNIEJSZYŁO NASZE SZANSE NA WYGRANĄ. Trudno nawet powiedzieć, aby wynik 43% jakoś szczególnie podbudował wyborców „główki”, choć PIS-owcy próbują to teraz przedstawić jako jego wielki sukces. A czy oni kiedykolwiek nie mówili o swoim „wielkim sukcesie”?! Nawet 10 lat temu, gdy dostawali łomot od Tuska, też przedstawiali to jako swój sukces! Przecież wszystkie bez wyjątku sondaże wskazywały ostatnio, że poparcie dla „główki” przekroczy owe 40%, a RT zdobędzie ok. 27-29%. Więc gdzie tu powód do PIS-owskiej euforii lub Waszego załamywania rąk?! Wielu z nich wierzyło zresztą święcie, że w niedzielę wszystko już się rozstrzygnie lub że „główka” otrze się o granicę 50%, choć było to praktycznie niemożliwe. Oni mają rzeczywiście powody do obaw i zmartwienia… Ale my?!

Właściwie we wszystkich wyborach, nie tylko w Polsce, udział w II turze dla zdecydowanej większości obywateli jest głosowaniem „PRZECIW”, a nie „ZA”… To reguła. I dlatego nikogo nie dziwi, że kandydat, który w I turze zdobył 20-25%, wygrywa II turę, gdy popierają go wyborcy większości rywali, którzy w I turze odpadli. Za 2 tygodnie u nas nie będzie żadnego odstępstwa od tej reguły „za” i „przeciw”. „Główce” brakuje 7%, a to wcale nie jest mało. Wszyscy wiedzą, że jego możliwości negocjowania poparcia ze strony innych kandydatów są bardzo nikłe. Ale kogoś musi zacząć teraz „uwodzić”, bo gdzieś musi znaleźć te brakujące 7%. Stoi przed podobnym dylematem, co sztab RT. Próbując przypodobać się jednej grupie wyborców niemal na pewno zrazi do siebie inną grupę wyborców. I konia z rzędem temu, kto w tej chwili potrafi powiedzieć, czy „główka” na tym zyska, czy straci. Znów pewnie zacznie atakować LGBT, by zjednać sobie wyborców Bosaka, ale może w ten sposób stracić część umiarkowanych wyborców, którzy dopiero co na niego zagłosowali. To dla „główki” swoista rosyjska ruletka. Już kiedyś wspomniałem, że znam 3 osoby, które głosują na Konfederację i stoją murem za Bosakiem. Ale nienawidzą PIS-u. Im atak na LGBT na pewno nie wystarczy, aby pójść zagłosować na „główkę”. A innych haseł dla pozyskania sympatii tych osób „główka” właściwie nie ma. Pytanie, czy uda się je namówić do głosowanie na RT?

Zakładam, może nieco zbyt optymistycznie, że wśród wyborców Hołowni przytłaczająca większość jest w zdecydowanej opozycji do PIS. A jeśli ktoś jest zdecydowanie przeciwko PIS-owi, to nie może za 2 tygodnie stwierdzić, że jest mu obojętne, kto wygra wybory. Pisałem w poprzednim poście, że nie możemy mieć pretensji do Hołowni lub Kosiniaka-Kamysza za to, że atakują RT. Bo taki atak był czymś naturalnym i koniecznym, jeśli chcieli prześcignąć najgroźniejszego rywala. Do niedzieli ich największym rywalem był bowiem właśnie RT, a nie „główka”, którego nie mieli szans dogonić. Ale dziś sytuacja jest już diametralnie różna. Dziś wyborca Hołowni lub K-K, który deklaruje, że nie weźmie udziału w II turze, przyczynia się do wygranej kandydata PIS-u. Stawia się w jednym szeregu ze zwolennikami rządów Sasina, Błaszczaka, Terleckiego i Ziobry. Więc niech za kilka miesięcy nie pierd…, że jest przeciw rządom bolszewików, skoro właśnie te ich rządy absolutne umożliwił. Dlatego m.in. dopiero teraz jestem wściekły na Hołownię. Gdy zaczyna pieprzyć jakieś androny, że przedstawi RT listę swoich postulatów, od których spełnienia uzależnia poparcie go w II turze! Może zabrzmi to zbyt patetycznie, ale nie negocjuje się swojego udziału w wojnie, gdy własnemu krajowi zagraża wróg śmiertelny. Albo broni się kraju do ostatka, albo jest się cichym sprzymierzeńcem tego wroga.

Hołownia chyba zresztą pływa jeszcze w oparach swojego niewątpliwego sukcesu. Opowiada bzdety, że jeszcze nikt spoza PO i PIS nie zanotował tak dobrego wyniku, nikt nie rozpalił takiej fali entuzjazmu i nie zgromadził tysięcy wolontariuszy. I przebąkuje coś o tworzeniu nowego ruchu lub nawet partii. Chyba najwyższy czas, aby zszedł na ziemię. No i przypomniał sobie nie tak znowu odległą historię. W 2015r. Kukiz w wyborach prezydenckich zdobył 21% poparcia, czyli znacznie więcej, niż teraz Hołownia. Też był „antysystemowy”, też nie miał pieniędzy ani struktur terenowych. Myślał już, że chwycił Pana Boga za nogi i droga na szczyty władzy stoi przed nim otworem. Minęło zaledwie 6 miesięcy(!) i w wyborach parlamentarnych nie zdobył nawet 50% tego, co w wyborach prezydenckich. Z 21% zrobiło się raptem 9%. A gdzie jest teraz ten śmieć? Ktoś go widział ostatnio? Więc niech Hołownia wybije sobie z głowy tworzenie jakiejś formacji politycznej, bo do wyborów parlamentarnych zostały ponad 3 lata (o ile nie będzie przedterminowych). A za 3 lata już nikt nie będzie pamiętać, kto to był Hołownia i że właśnie zdobył 14% poparcia. Chyba że… Chyba, że teraz Hołownia, poprzez swoją bierność, przyczyni się do reelekcji „główki”. Wtedy przejdzie do historii jako ten, który nie zrobił nic, aby powstrzymać wroga… I już na pewno nie stworzy żadnego opozycyjnego ruchu lub partii.

Wychodzę więc z założenia, że Hołownia wręcz musi poprzeć RT, choć wcale nie musi robić tego w jakiś spektakularny sposób. Podobnie jak większość jego wyborców musi przymknąć oko na to, co im się nie podoba w kandydacie PO i jednak na niego oddać swoje głosy. Tym bardziej, że spośród wszystkich kandydatów pod względem programowym właśnie Hołowni i RT było do siebie najbliżej. Tak samo jak wychodzę z założenia, że 90% elektoratu Biedronia oraz większość wyborców K-K także stanie po stronie RT. A to już powinno stworzyć pewną niewielką przewagę nad „główką”. No i znów wracamy do elektoratu Bosaka, którego pozyskanie jest kluczem do wygranej. Ale było to wiadomo już 2 tygodnie temu.

Moim zdaniem przewaga „główki” nad RT sprowadza się do trzech aspektów. I wcale nie różnicę 13% mam tu na myśli, bo tę różnicę wyborcy pozostałych 3 opozycyjnych kandydatów powinni zniwelować z nawiązką. Miejsce mi się już kończy, więc dziś tylko zasygnalizuję te trzy mocne punkty „główki”, a rozwinę ten temat w przyszłości. Pierwszy to finanse. Kandydat PIS od początku miał handicap w postaci 3 razy większego funduszu wyborczego. Sądzę, że nie szastali specjalnie pieniędzmi, bo wiedzieli, że musi ich wystarczyć na kampanię w II turze, a 1. miejsce i tak mieli w kieszeni. Zaś sztab RT musiał awans do tej II tury dopiero wywalczyć. Poza tym dla nikogo nie jest już tajemnicą, że „główka” ma finansowe wsparcie spółek SP, obsadzonych w 100% przez jego koleżków partyjnych. Więc jego przewaga wydaje się tu miażdżąca i będzie to widoczne. Druga sprawa to termin II tury, przypadający już w pełni sezonu urlopowego. Bardzo niekorzystny, szczególnie dla frekwencji wśród wyborców wielkomiejskich, stanowiących bazę elektoratu RT. Emeryci i mieszkańcy małych miasteczek oraz wsi, popierający głównie PIS, są znacznie mniej mobilni, za 2 tygodnie będą pewnie i tak siedzieć w miejscach swojego zamieszkania. Choć w tym aspekcie przewaga „główki” jest najmniej pewna. I wreszcie trzeci czynnik. RT musi zdobywać nowych wyborców i to na skalę masową. A „główce” może wystarczyć zniechęcanie do udziału w II turze wyborców popierających kandydatów opozycyjnych. Zniechęcać np. poprzez ciągły atak na RT, oczernianie go, wytykanie partyjnej przynależności i identyfikowanie z błędami rządów PO. Destrukcja, czyli w tym przypadku zniechęcanie, zawsze jest łatwiejsza, niż budowanie czegoś. Czyli zjednywanie sobie wyborców.

Dawno temu, chyba w połowie stycznia, gdy kandydatką PO była jeszcze Kidawa-Błońska, przepowiadałem, że o wyniku wyborów zadecyduje debata (lub debaty) w TV. Wyrażałem wtedy obawy, że nie wygra ona tego pojedynku z „główką”, choć będzie mieć w ręku całą górę dowodów na łamanie przez niego Konstytucji, a także na popełnienie zwykłych przestępstw. I oczywiście na wiernopoddańczą postawę wobec partii i Prezesa. Ale pani Małgorzata nie jest typem bezlitosnego fightera, bijącego celnie, mocno i w dodatku odpornego na ciosy. Wyrażałem wtedy żal, że w takiej debacie rywalem „główki” nie będzie Donald Tusk lub… właśnie Trzaskowski. Bo oni roznieśliby „główkę” na strzępy. No i się ziściło… RT może wygrać te wybory w ciągu jednej, trwającej nieco ponad godzinę debaty. Ale jest jeden warunek. Nie może to być „debata” przypominająca farsę, jaką zorganizowano ostatnio w „kurwizji”…

Spokojnie więc poczekajmy teraz na pierwszy sondaż, który pokaże nam poziom poparcia już tylko dla dwóch kandydatów… Bo może się okazać, że wyborców niezdecydowanych jest znacznie więcej, niż wynosi różnica pomiędzy „główką” i Trzaskowskim. Czyli, że wszystko jest nadal w pięściach Rafała…

[CC] Jacek Nikodem
(292)

Pobierz PDF Wydrukuj