Gdzie jest wrak?!
Wrakiem to jest dziś całe państwo

Właściwie to powinienem pisać na okrągło o „główce prącia”, „Azorku” Czarnku i „neo-bolszewickiej ideologii LGBT”, deprawującej nasze dzieci i stanowiącej śmiertelne zagrożenia dla szczęścia i normalności polskich rodzin. Dlaczego? Bo „główka”  „Azorek” wpierw rozpętali awanturę od Bałtyku po Tatry, a potem, przerażeni jej rozmiarami, podkulili ogony i zwiali. A to może oznaczać tylko jedno. Na Nowogrodzkiej w panice stwierdzono, że zaplanowane przez nich już dawno jako główne tematy kampanii kwestie światopoglądowe, są dla kandydata PIS-u samobójcze. Może Polacy mają już dość skakania sobie do gardeł z powodów zupełnie drugorzędnych, często po prostu wyimaginowanych, stworzonych na potrzeby bieżącej polityki. Może w końcu dotarła do tych „letnich”, doraźnych wyborców PIS-u prawda wydawałoby się oczywista. Że rząd i „główka” najzwyczajniej znów robią z nich idiotów i próbują sztucznymi konfliktami ideologicznymi przesłonić swoje kolejne porażki zarówno w walce z epidemią, jak i w zapobieganiu jej skutkom gospodarczym. Że nie mając społeczeństwu nic do zaoferowania poza znaną już nieudolnością, bezprawiem, chaosem i aferami, swoim sprawdzonym zwyczajem wskazali głównego wroga i chcieli na nim skupić nienawiść części społeczeństwa. Jak by nie wyglądała prawda, Kaczyński i sztab „główki” zdali sobie sprawę, że popełnili kardynalny błąd i zaczęli się ze swojego sztandarowego hasła „walki z ideologią LGBT” szybko wycofywać. Więc skoro im ten temat tak bardzo teraz nie leży i chcieliby, aby Polacy o ich błędzie szybko zapomnieli, to ja powinienem pisać wyłącznie na ten temat. Że dla PIS-u setki tysięcy Polaków to ludzie „nienormalni” albo po prostu „podludzie”, którym nie przysługują prawa obywatelskie. Tylko kto z Was by to wytrzymał?

Desperacka eskapada.

Żaden z komentatorów politycznych nie potrafi w racjonalny sposób wytłumaczyć, po jaka cholerę „główka”, na kilka dni przed I turą, leci za ocean na spotkanie z Trumpem… Pomysł wydaje się tak poroniony, że aż trudny do skomentowania. Wszyscy są właściwie zgodni, że świadczy o całkowitym chaosie panującym w sztabie „główki” i braku planu na odwrócenie trendu spadkowego w jego notowaniach. Pieniędzy w budżecie na jakieś niespodziewane ekstra „plus” nie ma, o czym świadczy choćby wycofywanie się przez „główkę” rakiem z obiecanej wysokości i powszechnej dostępności bonów turystycznych. Co miał „główka” w Polsce objechać, to już objechał, bo on, w przeciwieństwie do pozostałych kandydatów, jeździ od listopada. W kolejnej debacie w TV, nawet gdyby ją w przyszłym tygodniu zorganizowano, udziału na pewno nie weźmie, bo liże jeszcze rany po tej pierwszej. Więc ktoś wpadł na pomysł, aby próbować zbić kapitał polityczny na odwiedzinach u drugiego pajaca, amerykańskiego. „Główka” straci na podróż i pobyt w Stanach 4 cenne dni. A co może zyskać? Wydaje mi się, że cele ma tylko dwa, pytanie tylko, który jest dla niego ważniejszy.

Pierwszy to oczywiście uzyskanie obietnicy znacznego zwiększenia kontyngentu wojsk USA w Polsce. Znacznego tzn. o ponad 2-3 tysiące żołnierzy, których Biały Dom ma zamiar wycofać z Niemiec (obecnie jest ich u nas ok. 4,5 tysiąca). Cel drugi to łagodzenie skutków PIS-owskiej i swojej własnej, idiotycznej krucjaty przeciwko osobom LGBT. Pisałem we wczorajszym poście, że „główka” dowiedział się zapewne dopiero po fakcie, że atakując bezpardonowo gejów, atakuje również polityka „nr 2” w administracji Trumpa, Richarda Grenella. Za co szybko został przywołany do nogi przez ambasador Mosbacher. Oba cele są ze sobą powiązane, bo to właśnie Grenell rozdaje karty w operacji redukcji US Army w Niemczech i ewentualnego przerzucania ich do nas. Tak czy siak „główkę” czekają 2 dni klęczenia przed Trumpem, całowania go w dłoń, robienia maślanych oczu, durnych uśmiechów i prób zmieszczenia się tym razem na tym cholernym czerwonym dywanie. Jak będzie z krzesłem dla niego, nie wiadomo… Trump ma do zyskania jeszcze mniej. Po obrażeniu się Macrona i w obliczu bardzo napiętych stosunków z Berlinem nie miał specjalnie w czym wybierać. Premierzy Włoch i Hiszpanii zajęci są zwalczaniem skutków pandemii, więc nie mają czasu na pierdoły i spotkania z aroganckim, żałosnym kretynem, który z wirusem poradził sobie jeszcze gorzej, niż oni. Więc przystał na błagania „główki”, może kierując się względami swojej kampanii wyborczej i możliwością pozyskania głosów Polonusów.

Sporą naiwnością jest jednak sądzić, że przebłaganie geja Grenella i uzyskanie obietnicy nawet znacznego zwiększenia wojsk USA w naszym kraju przyniesie „główce” jakieś realne wyborcze korzyści. Przebieg wizyty będzie z pewnością aż do obrzydzenia nagłaśniany w „kurwizji” i prawicowych mediach. Tyle, że „kurwizję” i tak ogląda wyłącznie twardy elektorat PIS. Korzyści będą więc minimalne. Na wyborcach kandydatów opozycji widok mord Trumpa i „główki” raczej wrażenia nie zrobi, nawet gdyby się przed kamerami całowali z języczkiem. Na pozostałych Polakach również, bo kogo dziś w Polsce obchodzi to, czy stacjonują u nas 4 tysiące, czy 6 tysięcy US-manów? Dla strategii obronnej naszego państwa nie ma to większego znaczenia, bo to nie są nowe oddziały przerzucone zza oceanu, tylko stare, przywiezione na lawetach z Niemiec. Stacjonują w tym rejonie od 60 lat, ale do tej pory były na utrzymaniu Niemców, a teraz przejadą na nasz garnuszek. Więc z czego tu się cieszyć? A jeszcze „główka” po cichu obieca co nieco Trumpowi za ich wypożyczenie… Zresztą, jedna dywizja amerykańska i tak nie powstrzyma natarcia 5 dywizji wroga. Celem obecności wojsk USA w Polsce jest to, aby one tu w ogóle były, a nie żeby powstrzymały rosyjskie uderzenie i wygrywały wojnę. Chodzi o to, żeby Kreml, chcąc zająć nasz kraj, musiał uderzyć także na Jankesów. Koniec, kropka.

Tak więc efekt medialno-wyborczy wizyty niemal na pewno nie zrekompensuje straty 4 dni intensywnej kampanii. Choć można być pewnym, że w ciągu tych 4 dni ryje Beci Szydłowej, dzielnie zastępującej „główkę”, tego śmiecia Bielana (właśnie się rozwiódł i powtórnie ożenił), Joja Brudzińskiego, Cepa lub Sasina oglądać będziemy na okrągło. Jakimś przełomem w dziedzinie wymiany handlowej z USA „główka” też nie będzie się mógł pochwalić. Po pierwsze dlatego, że Trump i tak traktuje nas już jak swoją kolonię lub rynek zbytu. Po drugie dlatego, że na przygotowanie płaszczyzny do poważnych rozmów gospodarczych potrzebne są miesiące, setki analiz, wstępnych uzgodnień i sprawdzania realnych możliwości partnera. A tu wszystko zostało zorganizowane na chybcika, bez ładu, bez składu. Lub na chama, jak kto woli. Podobnie jak niedoszłe wybory 10 maja… Skoro jeszcze 10 dni temu otoczenie „główki” nie wiedziało nawet, czy do tego spotkania (czytaj - błazenady) na szczycie w ogóle dojdzie, to o czym tu się rozwodzić… Zgaduję, że „główka” po powrocie triumfalnie obwieści nam, że uzyskał od „najpotężniejszego prezydenta na świecie” zapewnienie o zainwestowaniu u nas np. 30 miliardów $ w ciągu 6 miesięcy. Nie wiadomo tylko jeszcze, w co zainwestowania… A tydzień po II turze wyborów okaże się, że nie 20 miliardów $, tylko 20 milionów. I nie w Polsce, tylko na Ukrainie…

Znów czarne marsze?

Tak jak prawie nikogo w Polsce nie interesuje wizyta jednego poj*ba u drugiego poj*ba, tak miliony polskich kobiet bardzo zainteresowała treść właśnie przyjętej przez Sejm ustawy „tarcza 4.0”. Nie chodzi oczywiście o zapisy o pomocy dla przedsiębiorstw, tylko o przemycone do ustawy zaostrzenie kar za aborcję, znieważenie głowy państwa oraz szereg przestępstw. Z takim skurwy**ństwem i bezczelnością to chyba nawet w stanie wojennym nie mieliśmy do czynienia. Pisałem niedawno, że PIS-owcy nie byliby sobą, gdyby w ostatniej chwili lub pod osłoną nocy nie wywinęli jakiegoś chamskiego szwindla ustawowego. No i się sprawdziło. Ta wiecznie spocona menda Michał Wójcik nazwał zamianę kary grzywny za aborcję na karę więzienia… „racjonalizacją kodeksu karnego”. Mam nadzieję, że Wójcikowi już wkrótce współwięźniowie w jakiejś celi „zracjonalizują” tylną część ciała. A od robienia im „loda” dostanie zajadów na tych ślicznych, zmysłowych usteczkach…

Zaostrzenie kar za aborcję i znieważenie prezydenta ma oczywiście ścisły związek ze zbliżającymi się wyborami. Tylko, że ja znów nie rozumiem intencji pomysłodawców. Zwracałem już uwagę, że atak na osoby LGBT miał zapewnić „główce” sympatię wyborców Konfederacji, episkopatu i katolickich radykałów. Podobnie jest w tym przypadku. Tylko że znów może się okazać, iż PIS wbija kolejny gwóźdź do trumny „główki” i swojej własnej. Czy oni naprawdę sądzili, że te nowe przepisy uda się ukryć przed pozostałymi Polakami?! Właśnie dali do ręki potężną broń propagandową wszystkim kandydatom opozycji, z wyjątkiem oczywiście Bosaka. Teraz kobiety głosujące na PIS będą musiały się dobrze zastanowić, czy bardziej są kobietami, czy zwolenniczkami Kaczyńskiego i jego bandy. Pomijając już wszystko inne, to takie zakamuflowane zaostrzenie prawa aborcyjnego stawia w trudnej sytuacji samego „główkę”. Ma on 21 dni na podpisanie ustawy od chwili ukazania się jej w Dzienniku Ustaw. Czyli termin upływa tuż przed II turą wyborów… Ale „główka” nie może zwlekać tak długo, bo na te właściwe, „gospodarcze” zapisy ustawy, czekają dziesiątki tysięcy polskich przedsiębiorców. Nie bardzo może więc ustawę zawetować lub odesłać do TK. Podpisując więc ustawę wywoła wściekłość większości kobiet i niechęć wyborców umiarkowanych, a sympatii elektoratu skrajnie prawicowego może wcale nie pozyskać.

Pomijając już sprawy aborcji to podpisanie przez „główkę” tej ustawy spowoduje dodatkowy chaos prawny i paraliż pracy sądów. Trik PIS-dzielców (a właściwie Ziobry) polega na tym, że zmieniony został jeden ogólny przepis kk art. 37a), ale ta zmiana zaostrza kary za wiele przestępstw, z zupełnie innych artykułów kk. Problem w tym, że w 2019r. „główka” identyczną nowelizację kk odesłał do TK i nie została ona jeszcze przez TK rozpatrzona. Więc teraz podpisanie ustawy spowoduje, że zaczną u nas obowiązywać przepisy, co do których TK jeszcze nie rozstrzygnął, czy są zgodne z Konstytucją, czy nie. W jednej sali sędzia będzie orzekał w oparciu o te nowe przepisy, a w sąsiedniej sali, w identycznej sprawie, inny sędzia będzie wydawał wyrok w oparciu o stare przepisy lub odraczał rozprawę w oczekiwaniu na wyrok TK. Tylko PIS-owcy potrafią coś takiego wymyślić…

Zakończenie.

Przeczytałem wczoraj tu, na Facebooku, apel jednego z użytkowników o wyjście kobiet na ulice w proteście przeciwko tej PIS-owskiej ukrytej antyaborcyjnej poprawce ustawy. I aż mną zatrzęsło ze złości. Intencje autora apelu były może dobre, ale zabrzmiało to jak prowokowanie kobiet do walki. Mam przez miesiąc blokadę, więc skomentować nie mogłem. Toteż tu skomentuję. Drogi kolego… To nie kobiety powinny wyjść w proteście na ulice! Tylko my… Mężczyźni! Właśnie w obronie naszych kobiet! Kobiety pójdą z nami i nie trzeba ich będzie do tego namawiać… Ale to jest obowiązek nas, facetów, do k… nędzy! Przez ostatnie 5 lat dawaliśmy plamę za plamą. Gdy miało nas być na protestach 500 tysięcy, to było 20 tysięcy. Gdy miało być 50 tysięcy, to było 8 tysięcy… To „dzięki” nam, naszemu egoizmowi, tchórzostwu i lenistwu, ta swołocz bolszewicka jeszcze jest u władzy. I to, że górnicy po raz kolejny okazują się być zwykłymi egoistami i sprzedawczykami, a stoczniowcy - kolaborantami reżimu, wcale nas z tego obowiązku nie zwalnia. Nasi przodkowie nie wysyłali swoich żon i matek, aby zdobywały barykady lub żeby przeprowadzały szarże kawaleryjskie! Gdy nasze kobiety wyjdą na ulice, to co my będziemy w tym czasie robić? Nastawiać pranie? Zmywać naczynia? Gdy trzeba rodzić dzieci, to kobiety nie mówią, że to my mamy je w tym zastąpić…

Nawet gdyby naszym przeciwnikiem był potężny, zewnętrzny wróg i tak nasza bierność oraz kunktatorstwo nie miałby żadnego usprawiedliwienia. A przecież naszym wrogiem nie jest żadna armia najeźdźcy, tylko jakieś „sasiny”, „wójciki”, „błaszczaki”, „czarnki” i „terleckie”. Intelektualne odpady, nieudacznicy, męty i moralni menele, no i zwykli złodzieje. Czyli dno szamba. Takie „coś” od 5 lat niszczy nasz kraj i demokrację, depcze nasze konstytucyjne prawa, pogardliwie pluje nam w twarze i rozwala naszą wspólnotę narodową… Jak mówił Franz Maurer w „Psach” Pasikowskiego „jeśli my nie powstrzymamy tych sukins*nów, to znaczy, że naprawdę jesteśmy materiałem odpadowym i nasze miejsce jest na wysypisku śmieci”…

[CC] Jacek Nikodem

Już czas na "Czarne marsze" mężczyzn..

Właściwie to powinienem pisać na okrągło o „główce prącia”, „Azorku” Czarnku i „neo-bolszewickiej ideologii LGBT”, deprawującej nasze dzieci i stanowiącej śmiertelne zagrożenia dla szczęścia i normalności polskich rodzin. Dlaczego? Bo „główka”  „Azorek” wpierw rozpętali awanturę od Bałtyku po Tatry, a potem, przerażeni jej rozmiarami, podkulili ogony i zwiali. A to może oznaczać tylko jedno. Na Nowogrodzkiej w panice stwierdzono, że zaplanowane przez nich już dawno jako główne tematy kampanii kwestie światopoglądowe, są dla kandydata PIS-u samobójcze. Może Polacy mają już dość skakania sobie do gardeł z powodów zupełnie drugorzędnych, często po prostu wyimaginowanych, stworzonych na potrzeby bieżącej polityki. Może w końcu dotarła do tych „letnich”, doraźnych wyborców PIS-u prawda wydawałoby się oczywista. Że rząd i „główka” najzwyczajniej znów robią z nich idiotów i próbują sztucznymi konfliktami ideologicznymi przesłonić swoje kolejne porażki zarówno w walce z epidemią, jak i w zapobieganiu jej skutkom gospodarczym. Że nie mając społeczeństwu nic do zaoferowania poza znaną już nieudolnością, bezprawiem, chaosem i aferami, swoim sprawdzonym zwyczajem wskazali głównego wroga i chcieli na nim skupić nienawiść części społeczeństwa. Jak by nie wyglądała prawda, Kaczyński i sztab „główki” zdali sobie sprawę, że popełnili kardynalny błąd i zaczęli się ze swojego sztandarowego hasła „walki z ideologią LGBT” szybko wycofywać. Więc skoro im ten temat tak bardzo teraz nie leży i chcieliby, aby Polacy o ich błędzie szybko zapomnieli, to ja powinienem pisać wyłącznie na ten temat. Że dla PIS-u setki tysięcy Polaków to ludzie „nienormalni” albo po prostu „podludzie”, którym nie przysługują prawa obywatelskie. Tylko kto z Was by to wytrzymał?

Desperacka eskapada.

Żaden z komentatorów politycznych nie potrafi w racjonalny sposób wytłumaczyć, po jaka cholerę „główka”, na kilka dni przed I turą, leci za ocean na spotkanie z Trumpem… Pomysł wydaje się tak poroniony, że aż trudny do skomentowania. Wszyscy są właściwie zgodni, że świadczy o całkowitym chaosie panującym w sztabie „główki” i braku planu na odwrócenie trendu spadkowego w jego notowaniach. Pieniędzy w budżecie na jakieś niespodziewane ekstra „plus” nie ma, o czym świadczy choćby wycofywanie się przez „główkę” rakiem z obiecanej wysokości i powszechnej dostępności bonów turystycznych. Co miał „główka” w Polsce objechać, to już objechał, bo on, w przeciwieństwie do pozostałych kandydatów, jeździ od listopada. W kolejnej debacie w TV, nawet gdyby ją w przyszłym tygodniu zorganizowano, udziału na pewno nie weźmie, bo liże jeszcze rany po tej pierwszej. Więc ktoś wpadł na pomysł, aby próbować zbić kapitał polityczny na odwiedzinach u drugiego pajaca, amerykańskiego. „Główka” straci na podróż i pobyt w Stanach 4 cenne dni. A co może zyskać? Wydaje mi się, że cele ma tylko dwa, pytanie tylko, który jest dla niego ważniejszy.

Pierwszy to oczywiście uzyskanie obietnicy znacznego zwiększenia kontyngentu wojsk USA w Polsce. Znacznego tzn. o ponad 2-3 tysiące żołnierzy, których Biały Dom ma zamiar wycofać z Niemiec (obecnie jest ich u nas ok. 4,5 tysiąca). Cel drugi to łagodzenie skutków PIS-owskiej i swojej własnej, idiotycznej krucjaty przeciwko osobom LGBT. Pisałem we wczorajszym poście, że „główka” dowiedział się zapewne dopiero po fakcie, że atakując bezpardonowo gejów, atakuje również polityka „nr 2” w administracji Trumpa, Richarda Grenella. Za co szybko został przywołany do nogi przez ambasador Mosbacher. Oba cele są ze sobą powiązane, bo to właśnie Grenell rozdaje karty w operacji redukcji US Army w Niemczech i ewentualnego przerzucania ich do nas. Tak czy siak „główkę” czekają 2 dni klęczenia przed Trumpem, całowania go w dłoń, robienia maślanych oczu, durnych uśmiechów i prób zmieszczenia się tym razem na tym cholernym czerwonym dywanie. Jak będzie z krzesłem dla niego, nie wiadomo… Trump ma do zyskania jeszcze mniej. Po obrażeniu się Macrona i w obliczu bardzo napiętych stosunków z Berlinem nie miał specjalnie w czym wybierać. Premierzy Włoch i Hiszpanii zajęci są zwalczaniem skutków pandemii, więc nie mają czasu na pierdoły i spotkania z aroganckim, żałosnym kretynem, który z wirusem poradził sobie jeszcze gorzej, niż oni. Więc przystał na błagania „główki”, może kierując się względami swojej kampanii wyborczej i możliwością pozyskania głosów Polonusów.

Sporą naiwnością jest jednak sądzić, że przebłaganie geja Grenella i uzyskanie obietnicy nawet znacznego zwiększenia wojsk USA w naszym kraju przyniesie „główce” jakieś realne wyborcze korzyści. Przebieg wizyty będzie z pewnością aż do obrzydzenia nagłaśniany w „kurwizji” i prawicowych mediach. Tyle, że „kurwizję” i tak ogląda wyłącznie twardy elektorat PIS. Korzyści będą więc minimalne. Na wyborcach kandydatów opozycji widok mord Trumpa i „główki” raczej wrażenia nie zrobi, nawet gdyby się przed kamerami całowali z języczkiem. Na pozostałych Polakach również, bo kogo dziś w Polsce obchodzi to, czy stacjonują u nas 4 tysiące, czy 6 tysięcy US-manów? Dla strategii obronnej naszego państwa nie ma to większego znaczenia, bo to nie są nowe oddziały przerzucone zza oceanu, tylko stare, przywiezione na lawetach z Niemiec. Stacjonują w tym rejonie od 60 lat, ale do tej pory były na utrzymaniu Niemców, a teraz przejadą na nasz garnuszek. Więc z czego tu się cieszyć? A jeszcze „główka” po cichu obieca co nieco Trumpowi za ich wypożyczenie… Zresztą, jedna dywizja amerykańska i tak nie powstrzyma natarcia 5 dywizji wroga. Celem obecności wojsk USA w Polsce jest to, aby one tu w ogóle były, a nie żeby powstrzymały rosyjskie uderzenie i wygrywały wojnę. Chodzi o to, żeby Kreml, chcąc zająć nasz kraj, musiał uderzyć także na Jankesów. Koniec, kropka.

Tak więc efekt medialno-wyborczy wizyty niemal na pewno nie zrekompensuje straty 4 dni intensywnej kampanii. Choć można być pewnym, że w ciągu tych 4 dni ryje Beci Szydłowej, dzielnie zastępującej „główkę”, tego śmiecia Bielana (właśnie się rozwiódł i powtórnie ożenił), Joja Brudzińskiego, Cepa lub Sasina oglądać będziemy na okrągło. Jakimś przełomem w dziedzinie wymiany handlowej z USA „główka” też nie będzie się mógł pochwalić. Po pierwsze dlatego, że Trump i tak traktuje nas już jak swoją kolonię lub rynek zbytu. Po drugie dlatego, że na przygotowanie płaszczyzny do poważnych rozmów gospodarczych potrzebne są miesiące, setki analiz, wstępnych uzgodnień i sprawdzania realnych możliwości partnera. A tu wszystko zostało zorganizowane na chybcika, bez ładu, bez składu. Lub na chama, jak kto woli. Podobnie jak niedoszłe wybory 10 maja… Skoro jeszcze 10 dni temu otoczenie „główki” nie wiedziało nawet, czy do tego spotkania (czytaj - błazenady) na szczycie w ogóle dojdzie, to o czym tu się rozwodzić… Zgaduję, że „główka” po powrocie triumfalnie obwieści nam, że uzyskał od „najpotężniejszego prezydenta na świecie” zapewnienie o zainwestowaniu u nas np. 30 miliardów $ w ciągu 6 miesięcy. Nie wiadomo tylko jeszcze, w co zainwestowania… A tydzień po II turze wyborów okaże się, że nie 20 miliardów $, tylko 20 milionów. I nie w Polsce, tylko na Ukrainie…

Znów czarne marsze?

Tak jak prawie nikogo w Polsce nie interesuje wizyta jednego poj*ba u drugiego poj*ba, tak miliony polskich kobiet bardzo zainteresowała treść właśnie przyjętej przez Sejm ustawy „tarcza 4.0”. Nie chodzi oczywiście o zapisy o pomocy dla przedsiębiorstw, tylko o przemycone do ustawy zaostrzenie kar za aborcję, znieważenie głowy państwa oraz szereg przestępstw. Z takim skurwy**ństwem i bezczelnością to chyba nawet w stanie wojennym nie mieliśmy do czynienia. Pisałem niedawno, że PIS-owcy nie byliby sobą, gdyby w ostatniej chwili lub pod osłoną nocy nie wywinęli jakiegoś chamskiego szwindla ustawowego. No i się sprawdziło. Ta wiecznie spocona menda Michał Wójcik nazwał zamianę kary grzywny za aborcję na karę więzienia… „racjonalizacją kodeksu karnego”. Mam nadzieję, że Wójcikowi już wkrótce współwięźniowie w jakiejś celi „zracjonalizują” tylną część ciała. A od robienia im „loda” dostanie zajadów na tych ślicznych, zmysłowych usteczkach…

Zaostrzenie kar za aborcję i znieważenie prezydenta ma oczywiście ścisły związek ze zbliżającymi się wyborami. Tylko, że ja znów nie rozumiem intencji pomysłodawców. Zwracałem już uwagę, że atak na osoby LGBT miał zapewnić „główce” sympatię wyborców Konfederacji, episkopatu i katolickich radykałów. Podobnie jest w tym przypadku. Tylko że znów może się okazać, iż PIS wbija kolejny gwóźdź do trumny „główki” i swojej własnej. Czy oni naprawdę sądzili, że te nowe przepisy uda się ukryć przed pozostałymi Polakami?! Właśnie dali do ręki potężną broń propagandową wszystkim kandydatom opozycji, z wyjątkiem oczywiście Bosaka. Teraz kobiety głosujące na PIS będą musiały się dobrze zastanowić, czy bardziej są kobietami, czy zwolenniczkami Kaczyńskiego i jego bandy. Pomijając już wszystko inne, to takie zakamuflowane zaostrzenie prawa aborcyjnego stawia w trudnej sytuacji samego „główkę”. Ma on 21 dni na podpisanie ustawy od chwili ukazania się jej w Dzienniku Ustaw. Czyli termin upływa tuż przed II turą wyborów… Ale „główka” nie może zwlekać tak długo, bo na te właściwe, „gospodarcze” zapisy ustawy, czekają dziesiątki tysięcy polskich przedsiębiorców. Nie bardzo może więc ustawę zawetować lub odesłać do TK. Podpisując więc ustawę wywoła wściekłość większości kobiet i niechęć wyborców umiarkowanych, a sympatii elektoratu skrajnie prawicowego może wcale nie pozyskać.

Pomijając już sprawy aborcji to podpisanie przez „główkę” tej ustawy spowoduje dodatkowy chaos prawny i paraliż pracy sądów. Trik PIS-dzielców (a właściwie Ziobry) polega na tym, że zmieniony został jeden ogólny przepis kk art. 37a), ale ta zmiana zaostrza kary za wiele przestępstw, z zupełnie innych artykułów kk. Problem w tym, że w 2019r. „główka” identyczną nowelizację kk odesłał do TK i nie została ona jeszcze przez TK rozpatrzona. Więc teraz podpisanie ustawy spowoduje, że zaczną u nas obowiązywać przepisy, co do których TK jeszcze nie rozstrzygnął, czy są zgodne z Konstytucją, czy nie. W jednej sali sędzia będzie orzekał w oparciu o te nowe przepisy, a w sąsiedniej sali, w identycznej sprawie, inny sędzia będzie wydawał wyrok w oparciu o stare przepisy lub odraczał rozprawę w oczekiwaniu na wyrok TK. Tylko PIS-owcy potrafią coś takiego wymyślić…

Zakończenie.

Przeczytałem wczoraj tu, na Facebooku, apel jednego z użytkowników o wyjście kobiet na ulice w proteście przeciwko tej PIS-owskiej ukrytej antyaborcyjnej poprawce ustawy. I aż mną zatrzęsło ze złości. Intencje autora apelu były może dobre, ale zabrzmiało to jak prowokowanie kobiet do walki. Mam przez miesiąc blokadę, więc skomentować nie mogłem. Toteż tu skomentuję. Drogi kolego… To nie kobiety powinny wyjść w proteście na ulice! Tylko my… Mężczyźni! Właśnie w obronie naszych kobiet! Kobiety pójdą z nami i nie trzeba ich będzie do tego namawiać… Ale to jest obowiązek nas, facetów, do k… nędzy! Przez ostatnie 5 lat dawaliśmy plamę za plamą. Gdy miało nas być na protestach 500 tysięcy, to było 20 tysięcy. Gdy miało być 50 tysięcy, to było 8 tysięcy… To „dzięki” nam, naszemu egoizmowi, tchórzostwu i lenistwu, ta swołocz bolszewicka jeszcze jest u władzy. I to, że górnicy po raz kolejny okazują się być zwykłymi egoistami i sprzedawczykami, a stoczniowcy - kolaborantami reżimu, wcale nas z tego obowiązku nie zwalnia. Nasi przodkowie nie wysyłali swoich żon i matek, aby zdobywały barykady lub żeby przeprowadzały szarże kawaleryjskie! Gdy nasze kobiety wyjdą na ulice, to co my będziemy w tym czasie robić? Nastawiać pranie? Zmywać naczynia? Gdy trzeba rodzić dzieci, to kobiety nie mówią, że to my mamy je w tym zastąpić…

Nawet gdyby naszym przeciwnikiem był potężny, zewnętrzny wróg i tak nasza bierność oraz kunktatorstwo nie miałby żadnego usprawiedliwienia. A przecież naszym wrogiem nie jest żadna armia najeźdźcy, tylko jakieś „sasiny”, „wójciki”, „błaszczaki”, „czarnki” i „terleckie”. Intelektualne odpady, nieudacznicy, męty i moralni menele, no i zwykli złodzieje. Czyli dno szamba. Takie „coś” od 5 lat niszczy nasz kraj i demokrację, depcze nasze konstytucyjne prawa, pogardliwie pluje nam w twarze i rozwala naszą wspólnotę narodową… Jak mówił Franz Maurer w „Psach” Pasikowskiego „jeśli my nie powstrzymamy tych sukins*nów, to znaczy, że naprawdę jesteśmy materiałem odpadowym i nasze miejsce jest na wysypisku śmieci”…

[CC] Jacek Nikodem
(287)

Pobierz PDF Wydrukuj