Gdzie jest wrak?!
Wrakiem to jest dziś całe państwo

„Pierwszą powinnością mężczyzny jest jednak pokonać strach…”

Można by się śmiać w kułak, gdyby nie to, że dzieje się to w naszym własnym kraju, który jeszcze kilka lat temu postrzegany był jako normalne europejskie państwo. Może nie za bogate i z dopiero umacniającą się demokracją, ale w wszystkim przewidywalne. Dziś co rusz pojawiają się w mediach informacje o wydarzeniach jakby żywcem wyjętych z Monty Pythona lub kart książek Franza Kafki. Przyzwyczailiśmy się, że do takich sytuacji dochodzi na Białorusi, w Rosji, na Węgrzech lub Kubie. Ale wydawało się, że my, Polacy, ten etap mamy już dawno za sobą. Otóż nie. Kaczyński udowodnił, że nie tylko potrafi zatrzymać czas, ale nawet cofnąć całe nasze państwo w czasie i to nie o kilka miesięcy, a o całe dziesięciolecia. Dawno temu nieco podobna sytuacja miała miejsce w Kambodży. W państwie, które niczym specjalnym nie wyróżniało się spośród innych państw regionu, aż doszedł tam do władzy taki „azjatycki Kaczyński” czyli Pol Pot, również zatrzymał czas, a potem cofnął własny naród w rozwoju o całe stulecia, by na końcu wymordować 3 miliony swoich rodaków. Udowodnił, że niemożliwe jest jednak możliwe. Pol Pot własnoręcznie też zapewne nikogo nie mordował. Miał na swoje usługi całą armię wiernych druhów, którzy całkowicie zawłaszczyli państwo, a następnie zniszczyli je wraz z fundamentami. Eksperyment kambodżański świat też obserwował początkowo z niedowierzaniem i wzruszaniem ramion, jako jakąś zabawną, groteskową fanaberię. A potem ta fanaberia zamieniła się w grozę z tysiącami masowych grobów.

Pan Sebastian z Gdańska okleił swój dostawczy samochód antypisowskimi hasłami i wizerunkiem „główki prącia” w czapce błazna. W napisach nie było nic obraźliwego, nie było mowy nienawiści lub nawoływania do „obalenia siłą jedynego słusznego ustroju”. Pan Sebastian stwierdził po prostu, że woli zanurkować w szambie, niż zagłosować na PIS lub „główkę”. Czyli powiedział to, co myśli ok. 10 milionów Polaków. I pewnie jego niecny postępek przeszedłby niemal niezauważony, gdyby nie zachowanie gdańskiej Policji, którą oczywiście dowodzi jakiś PIS-owski nominat. Winowajcę zatrzymano, wpakowano do aresztu, samochód służący do przestępstwa zarekwirowano. Na pytanie o powód interwencji pan Sebastian usłyszał od policjantów, że złamał "wrażliwe przepisy dotyczące prezydenta"(?!). Jak wrażliwe, już nie wyjaśniono… Czy trochę wrażliwe, czy bardziej niż trochę wrażliwe. Musiały być chyba jednak bardzo wrażliwe, bo oprócz „krawężników” w interwencji uczestniczyli także smutni panowie ze służb bezpieczeństwa. A gdy tak pan Sebastian, w wianuszku otaczających go funkcjonariuszy, stali jak gwizdki na środku ulicy, w komendzie gdańskiej Policji trwała gorączkowa narada PIS-dzielców, za co właściwie można pana Sebastiana zamknąć… No bo przecież chyba nie za czapkę błazna z czasów „EURO 2012” na głowie „główki prącia Prezesa”! Policjanci czekali na instrukcje od swojego komendanta, a komendant czekał na instrukcje od swojego Prezesa. Czyli wpierw bezprawnie zatrzymano człowieka, a potem szukano paragrafu, który by uzasadnił to zatrzymanie.

Można by wzruszyć ramionami i uznać całe to zdarzenie za odosobniony incydent, idiotyczny i żenujący, gdyby nie to, że takie „incydenty” z udziałem Policji stały się już w państwie PIS-u codziennością. To już w naszym kraju policyjna norma. Czterej mundurowi bez powodu zatrzymują rowerzystkę przejeżdżającą obok budynku radiowej „Trójki”, bo ma jakieś napisy na rowerze. A czego ci mundurowi tam tak pilnowali pod tym budynkiem? Trawnika? Policjanci zatrzymują lub legitymują osoby protestujące przeciwko „główce” podczas jego wieców wyborczych. Jest wprawdzie w Polsce wolność słowa i wyrażania przekonań, ale bez przesady! Przechodnie poruszający się chodnikiem przed willą pewnego psychopaty na Żoliborzu muszą się liczyć z możliwością wylegitymowania, a nawet rewizji osobistej lub wizyty na komisariacie. Trudno się tam prześlizgnąć niezauważonym, skoro domu tej kanalii pilnuje na zmianę 16 funkcjonariuszy.

Dwie kobiety, które uzbrojone w maseczki i rękawiczki, protestowały przed gmachem SN, wylegitymowano i przywalono im grzywny w wysokości… 10.000 zł! Dwuosobowa demonstracja stwarzała rzekomo zagrożenie… epidemiologiczne. Ale już żaden kundel w mundurze nie odważył się choćby podejść i wylegitymować uczestników spędu PIS-dzielców pod pomnikami, choć oni rękawiczek ani maseczek na ryjach nie mieli, a stali również w nieprzepisowej odległości od siebie. Sami takie przepisy społeczeństwo narzucili! Kilkunastu uczestników „tęczowego happeningu” przed pałacem „główki” chwilę po rozejściu się PIS-owska Policja wyłapywała na ulicy jak przestępców. I takich incydentów są setki, jeśli nie tysiące. Ale już kilku PIS-dzielców mogło sobie w Katowicach spokojnie powiesić na szubienicach zdjęcia europosłów i Policja nie tylko ich nie nękała, ale nawet im pamiątkowe filmy kręciła i gratulowała pomyślowści. Nie nękała, bo ci „powieszeni” europosłowie byli z PO, a nie z partii rządzącej.

Ksiądz pedofil siedzi sobie spokojnie na swojej parafii i masturbuje się, oglądając setki filmów z dziecięcą pornografią, której same posiadanie jest czynem karalnym. A te najbardziej pikantne przesyła swojemu biskupowi, który też przecież lubi dzieci… Ale już kobieta, która zawiesza na ogrodzeniu tego kościoła dziecięce buciki, ma zarzuty prokuratorskie za zakłócanie porządku. Dwaj wielcy winowajcy katastrofy smoleńskiej, odpowiedzialni za organizację wizyty w Katyniu, „główka” i Sasin, rządzą sobie i dzielą w naszym kraju, ale już mężczyzna, który na pomniku Lecha Kaczyńskiego zawiesił baner z napisem „Gdzie jest wrak?” został przez kilkunastu PIS-owskich kundli zdrutowany i odwieziony na komisariat. Na Kaczyńskim nie można nawet zawiesić napisu „Konstytucja”, bo tylko członkowie PIS-u mogą używać tego słowa… Chcesz wyjść na ulicę ubrany w koszulkę z tym napisem? To zapowiedz wcześniej swoim bliskim, że wrócisz dużo później do domu, może nawet pobity przez „nieznanych sprawców”.

Dla mnie symbolem, że staliśmy się już dawno państwem autorytarnym i policyjnym, a jednocześnie państwem głupim, absurdalnym i żałosnym, rządzonym przez często nadgorliwych debili, był incydent z 2018r. Podczas Marszu Równości w Częstochowie jakiś młody człowiek niósł flagę czy też transparent z białym orłem na tęczowym tle. Został zatrzymany, dowód przestępstwa zarekwirowano, a ówczesny szef MSW Brudziński złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia godła Polski. Miał pianę na ustach gdy informował media, jak to strasznie znieważono to nasze godło… Ale już narodowcy z białym orłem na czarnych koszulkach, wkomponowanym pomiędzy faszystowskie symbole, jakoś go nie irytowały. Otóż Brudziński, który reprezentował wtedy państwo polskie i który, jako minister MSW, przepisy kk powinien mieć w małym palcu, skompromitował się wtedy potrójnie…

Po pierwsze – symbole narodowe należą do wszystkich obywateli RP, a nie tylko do członków partii tego poj*ba Joja. Nikt nie może więc chłopakowi zabronić umieszczenia wizerunku orła na jakimkolwiek tle np. kraciastym lub z motylkami. Po drugie – jak na razie kolory tęczy nie są w Polsce oficjalnie uznane za obraźliwe, a ich eksponowanie nie jest czynem karalnym. I wreszcie, po trzecie, najbardziej kompromitujące dla tego debila Brudzińskiego – godłem Polski jest wprawdzie rzeczywiście Biały Orzeł, ale pod warunkiem, że jest umieszczony na czerwonym tle! Na każdym innym tle, także tęczowym lub z motylkami, przestaje być godłem naszego kraju, a staje się tylko zwykłym białym ptakiem. Wiedzieli o tym nawet ministrowie MBP w czasach stalinowskich, choć wielu z nich wychowało się w Rosji sowieckiej. Ale poj*b Jojo, wiceprezes partii eksponującej na prawo i lewo swój „prawdziwy patriotyzm”, o tym nie wie… A skoro nie wie nawet on, intelektualna elita Nowogrodzkiej, to można być pewnym, że nie wie również 40.000 „patriotów” posiadających legitymacje PIS…

Rozpisałem się o czymś, o czym wcale nie miałem zamiaru się rozpisywać. Chodziło mi bowiem tylko o to, by pokazać, jak żałosnym i zarazem bezsilnym państwem stała się Polska pod rządami PIS-u. Z jednej strony jesteśmy typowym państwem policyjnym, w którym aparat represji składa się już w większości z takich kanalii i karierowiczów, jak to miało miejsce w czasach komuny. I nic nie tłumaczy tych pachołków w mundurach, że ślepo wykonują polecenia PIS-owskich przełożonych, które w oczywisty sposób łamią nasze prawa zagwarantowane Konstytucją. W biały dzień, w majestacie państwa, łamią Konstytucję, a także dopuszczają się przestępstwa przekroczenia uprawnień. Z drugiej strony ten cały PIS-owski aparat represji jawi się jako banda żałosnych nieudaczników i ćwierćinteligentów. W czasach komuny zdecydowana większość Polaków nienawidziła ZOMO i SB. Ale także się ich obawiała. Bo te formacje wzbudzały nasz respekt swoją bezwzględnością, sprawnością i ślepym posłuszeństwem władzy. Brałem udział we wszystkich demonstracjach, jakie miały miejsce w czasach stanu wojennego we Wrocławiu, ale nigdy nie powiem, że nie bałem się pacyfikujących te protesty ZOMO-wców. Nienawidziłem, ale i bałem się ich. Potrafiłem jednak, podobnie jak tysiące innych protestujących, ten strach przezwyciężyć.

A dziś PIS-owskich bezpieczniackich kundli nie boi się już chyba nikt… PIS stworzyło potężny, bezwzględny aparat represji i inwigilacji społeczeństwa, który jest jednak jednocześnie tak żenujący, nieudolny i głupi, że nie boją się go ani nastolatkowie, ani sędziwe babcie. Więc jak mają się go obawiać przestępcy? Funkcjonariuszom tego aparatu nawet do głowy nie przyjdzie, że gdy gonią w czwórkę rowerzystę jadącego ulicą w czasie epidemii lub gdy w kilkunastu usiłują ściągnąć z pomnika Kaczyńskiego jakiegoś mężczyznę z plakatem „Gdzie jest wrak?”, kompromitują nie tylko swoją służbę, ale także całe to żałosne państwo. ZOMO składało się z wyjątkowych kanalii. Ale były to przynajmniej kanalie odważne. Nie raz dostawali od nas łomot, ale nie pękali. I choćby przez to wzbudzali w nas respekt. Bronili interesów słabego już wówczas komunistycznego reżimu, ale sami żadnej słabości nie okazywali. A gdy dziś kilkunastu mundurowych, uzbrojonych tak, jakby to były działania wojenne, otacza kordonem cztery bezbronne kobiety siedzące na chodniku z białymi kwiatami w rękach, to jest to, k… mać, uwłaczające. Gdyby dziś, jakimś cudem, do Warszawy zjechało protestować ze 2.000 górników, to nie musieliby nawet przywozić ze sobą łomów i łańcuchów. Bo dzień przed planowanym protestem cała stołeczna Policja i połowa służb Kamińskiego wzięliby urlopy i wyjechali tam, gdzie daleko i bezpiecznie. Na przykład do Świnoujścia.

Wiecie, po jaka cholerę napisałem ten tekst? Bo jestem pewny, że bez względu na to, jak zakończą się wybory prezydenckie, to za kilka miesięcy czeka nas wielka konfrontacja. Na ulicach naszych miast. Jak to zwykle u nas bywa, będzie to konfrontacja narodu z totalitarną władzą i jej aparatem bezpieczeństwa. Ci z Was, którzy odczuwają strach przed takim rozwojem wydarzeń, niech może łaskawie przestaną się bać i wezmą w garść. Niech nie łażą po znajomych i nie sieją paniki oraz katastroficznych wizji wojny domowej z tysiącami trupów. Bo choć aparat partyjny PIS-u niczym nie różni się od PZPR w czasach Gomułki, to jednak dzisiejszy aparat bezpieczeństwa nijak się ma do tego z 50. i 60 lat XX w. W dodatku armia, której kiedyś bez wahania używano do tłumienia zrywów wolnościowych, dziś nie tylko nie jest już żadną armią, ale w dodatku na Nowogrodzkiej nikt nie wie, w którą stronę mogłaby wymierzyć swoją broń… Więc, jak powtarza często Władek Frasyniuk;

„Jeb*ć PIS-iora, jebać, jebać i się nie bać!”.

I tym buńczucznym akcentem kończę ten bardzo przypadkowy, sobotni post…

[CC] Jacek Nikodem

Gdzie jest wrak?!
Wrakiem to jest dziś całe państwo

„Pierwszą powinnością mężczyzny jest jednak pokonać strach…”

Można by się śmiać w kułak, gdyby nie to, że dzieje się to w naszym własnym kraju, który jeszcze kilka lat temu postrzegany był jako normalne europejskie państwo. Może nie za bogate i z dopiero umacniającą się demokracją, ale w wszystkim przewidywalne. Dziś co rusz pojawiają się w mediach informacje o wydarzeniach jakby żywcem wyjętych z Monty Pythona lub kart książek Franza Kafki. Przyzwyczailiśmy się, że do takich sytuacji dochodzi na Białorusi, w Rosji, na Węgrzech lub Kubie. Ale wydawało się, że my, Polacy, ten etap mamy już dawno za sobą. Otóż nie. Kaczyński udowodnił, że nie tylko potrafi zatrzymać czas, ale nawet cofnąć całe nasze państwo w czasie i to nie o kilka miesięcy, a o całe dziesięciolecia. Dawno temu nieco podobna sytuacja miała miejsce w Kambodży. W państwie, które niczym specjalnym nie wyróżniało się spośród innych państw regionu, aż doszedł tam do władzy taki „azjatycki Kaczyński” czyli Pol Pot, również zatrzymał czas, a potem cofnął własny naród w rozwoju o całe stulecia, by na końcu wymordować 3 miliony swoich rodaków. Udowodnił, że niemożliwe jest jednak możliwe. Pol Pot własnoręcznie też zapewne nikogo nie mordował. Miał na swoje usługi całą armię wiernych druhów, którzy całkowicie zawłaszczyli państwo, a następnie zniszczyli je wraz z fundamentami. Eksperyment kambodżański świat też obserwował początkowo z niedowierzaniem i wzruszaniem ramion, jako jakąś zabawną, groteskową fanaberię. A potem ta fanaberia zamieniła się w grozę z tysiącami masowych grobów.

Pan Sebastian z Gdańska okleił swój dostawczy samochód antypisowskimi hasłami i wizerunkiem „główki prącia” w czapce błazna. W napisach nie było nic obraźliwego, nie było mowy nienawiści lub nawoływania do „obalenia siłą jedynego słusznego ustroju”. Pan Sebastian stwierdził po prostu, że woli zanurkować w szambie, niż zagłosować na PIS lub „główkę”. Czyli powiedział to, co myśli ok. 10 milionów Polaków. I pewnie jego niecny postępek przeszedłby niemal niezauważony, gdyby nie zachowanie gdańskiej Policji, którą oczywiście dowodzi jakiś PIS-owski nominat. Winowajcę zatrzymano, wpakowano do aresztu, samochód służący do przestępstwa zarekwirowano. Na pytanie o powód interwencji pan Sebastian usłyszał od policjantów, że złamał "wrażliwe przepisy dotyczące prezydenta"(?!). Jak wrażliwe, już nie wyjaśniono… Czy trochę wrażliwe, czy bardziej niż trochę wrażliwe. Musiały być chyba jednak bardzo wrażliwe, bo oprócz „krawężników” w interwencji uczestniczyli także smutni panowie ze służb bezpieczeństwa. A gdy tak pan Sebastian, w wianuszku otaczających go funkcjonariuszy, stali jak gwizdki na środku ulicy, w komendzie gdańskiej Policji trwała gorączkowa narada PIS-dzielców, za co właściwie można pana Sebastiana zamknąć… No bo przecież chyba nie za czapkę błazna z czasów „EURO 2012” na głowie „główki prącia Prezesa”! Policjanci czekali na instrukcje od swojego komendanta, a komendant czekał na instrukcje od swojego Prezesa. Czyli wpierw bezprawnie zatrzymano człowieka, a potem szukano paragrafu, który by uzasadnił to zatrzymanie.

Można by wzruszyć ramionami i uznać całe to zdarzenie za odosobniony incydent, idiotyczny i żenujący, gdyby nie to, że takie „incydenty” z udziałem Policji stały się już w państwie PIS-u codziennością. To już w naszym kraju policyjna norma. Czterej mundurowi bez powodu zatrzymują rowerzystkę przejeżdżającą obok budynku radiowej „Trójki”, bo ma jakieś napisy na rowerze. A czego ci mundurowi tam tak pilnowali pod tym budynkiem? Trawnika? Policjanci zatrzymują lub legitymują osoby protestujące przeciwko „główce” podczas jego wieców wyborczych. Jest wprawdzie w Polsce wolność słowa i wyrażania przekonań, ale bez przesady! Przechodnie poruszający się chodnikiem przed willą pewnego psychopaty na Żoliborzu muszą się liczyć z możliwością wylegitymowania, a nawet rewizji osobistej lub wizyty na komisariacie. Trudno się tam prześlizgnąć niezauważonym, skoro domu tej kanalii pilnuje na zmianę 16 funkcjonariuszy.

Dwie kobiety, które uzbrojone w maseczki i rękawiczki, protestowały przed gmachem SN, wylegitymowano i przywalono im grzywny w wysokości… 10.000 zł! Dwuosobowa demonstracja stwarzała rzekomo zagrożenie… epidemiologiczne. Ale już żaden kundel w mundurze nie odważył się choćby podejść i wylegitymować uczestników spędu PIS-dzielców pod pomnikami, choć oni rękawiczek ani maseczek na ryjach nie mieli, a stali również w nieprzepisowej odległości od siebie. Sami takie przepisy społeczeństwo narzucili! Kilkunastu uczestników „tęczowego happeningu” przed pałacem „główki” chwilę po rozejściu się PIS-owska Policja wyłapywała na ulicy jak przestępców. I takich incydentów są setki, jeśli nie tysiące. Ale już kilku PIS-dzielców mogło sobie w Katowicach spokojnie powiesić na szubienicach zdjęcia europosłów i Policja nie tylko ich nie nękała, ale nawet im pamiątkowe filmy kręciła i gratulowała pomyślowści. Nie nękała, bo ci „powieszeni” europosłowie byli z PO, a nie z partii rządzącej.

Ksiądz pedofil siedzi sobie spokojnie na swojej parafii i masturbuje się, oglądając setki filmów z dziecięcą pornografią, której same posiadanie jest czynem karalnym. A te najbardziej pikantne przesyła swojemu biskupowi, który też przecież lubi dzieci… Ale już kobieta, która zawiesza na ogrodzeniu tego kościoła dziecięce buciki, ma zarzuty prokuratorskie za zakłócanie porządku. Dwaj wielcy winowajcy katastrofy smoleńskiej, odpowiedzialni za organizację wizyty w Katyniu, „główka” i Sasin, rządzą sobie i dzielą w naszym kraju, ale już mężczyzna, który na pomniku Lecha Kaczyńskiego zawiesił baner z napisem „Gdzie jest wrak?” został przez kilkunastu PIS-owskich kundli zdrutowany i odwieziony na komisariat. Na Kaczyńskim nie można nawet zawiesić napisu „Konstytucja”, bo tylko członkowie PIS-u mogą używać tego słowa… Chcesz wyjść na ulicę ubrany w koszulkę z tym napisem? To zapowiedz wcześniej swoim bliskim, że wrócisz dużo później do domu, może nawet pobity przez „nieznanych sprawców”.

Dla mnie symbolem, że staliśmy się już dawno państwem autorytarnym i policyjnym, a jednocześnie państwem głupim, absurdalnym i żałosnym, rządzonym przez często nadgorliwych debili, był incydent z 2018r. Podczas Marszu Równości w Częstochowie jakiś młody człowiek niósł flagę czy też transparent z białym orłem na tęczowym tle. Został zatrzymany, dowód przestępstwa zarekwirowano, a ówczesny szef MSW Brudziński złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia godła Polski. Miał pianę na ustach gdy informował media, jak to strasznie znieważono to nasze godło… Ale już narodowcy z białym orłem na czarnych koszulkach, wkomponowanym pomiędzy faszystowskie symbole, jakoś go nie irytowały. Otóż Brudziński, który reprezentował wtedy państwo polskie i który, jako minister MSW, przepisy kk powinien mieć w małym palcu, skompromitował się wtedy potrójnie…

Po pierwsze – symbole narodowe należą do wszystkich obywateli RP, a nie tylko do członków partii tego poj*ba Joja. Nikt nie może więc chłopakowi zabronić umieszczenia wizerunku orła na jakimkolwiek tle np. kraciastym lub z motylkami. Po drugie – jak na razie kolory tęczy nie są w Polsce oficjalnie uznane za obraźliwe, a ich eksponowanie nie jest czynem karalnym. I wreszcie, po trzecie, najbardziej kompromitujące dla tego debila Brudzińskiego – godłem Polski jest wprawdzie rzeczywiście Biały Orzeł, ale pod warunkiem, że jest umieszczony na czerwonym tle! Na każdym innym tle, także tęczowym lub z motylkami, przestaje być godłem naszego kraju, a staje się tylko zwykłym białym ptakiem. Wiedzieli o tym nawet ministrowie MBP w czasach stalinowskich, choć wielu z nich wychowało się w Rosji sowieckiej. Ale poj*b Jojo, wiceprezes partii eksponującej na prawo i lewo swój „prawdziwy patriotyzm”, o tym nie wie… A skoro nie wie nawet on, intelektualna elita Nowogrodzkiej, to można być pewnym, że nie wie również 40.000 „patriotów” posiadających legitymacje PIS…

Rozpisałem się o czymś, o czym wcale nie miałem zamiaru się rozpisywać. Chodziło mi bowiem tylko o to, by pokazać, jak żałosnym i zarazem bezsilnym państwem stała się Polska pod rządami PIS-u. Z jednej strony jesteśmy typowym państwem policyjnym, w którym aparat represji składa się już w większości z takich kanalii i karierowiczów, jak to miało miejsce w czasach komuny. I nic nie tłumaczy tych pachołków w mundurach, że ślepo wykonują polecenia PIS-owskich przełożonych, które w oczywisty sposób łamią nasze prawa zagwarantowane Konstytucją. W biały dzień, w majestacie państwa, łamią Konstytucję, a także dopuszczają się przestępstwa przekroczenia uprawnień. Z drugiej strony ten cały PIS-owski aparat represji jawi się jako banda żałosnych nieudaczników i ćwierćinteligentów. W czasach komuny zdecydowana większość Polaków nienawidziła ZOMO i SB. Ale także się ich obawiała. Bo te formacje wzbudzały nasz respekt swoją bezwzględnością, sprawnością i ślepym posłuszeństwem władzy. Brałem udział we wszystkich demonstracjach, jakie miały miejsce w czasach stanu wojennego we Wrocławiu, ale nigdy nie powiem, że nie bałem się pacyfikujących te protesty ZOMO-wców. Nienawidziłem, ale i bałem się ich. Potrafiłem jednak, podobnie jak tysiące innych protestujących, ten strach przezwyciężyć.

A dziś PIS-owskich bezpieczniackich kundli nie boi się już chyba nikt… PIS stworzyło potężny, bezwzględny aparat represji i inwigilacji społeczeństwa, który jest jednak jednocześnie tak żenujący, nieudolny i głupi, że nie boją się go ani nastolatkowie, ani sędziwe babcie. Więc jak mają się go obawiać przestępcy? Funkcjonariuszom tego aparatu nawet do głowy nie przyjdzie, że gdy gonią w czwórkę rowerzystę jadącego ulicą w czasie epidemii lub gdy w kilkunastu usiłują ściągnąć z pomnika Kaczyńskiego jakiegoś mężczyznę z plakatem „Gdzie jest wrak?”, kompromitują nie tylko swoją służbę, ale także całe to żałosne państwo. ZOMO składało się z wyjątkowych kanalii. Ale były to przynajmniej kanalie odważne. Nie raz dostawali od nas łomot, ale nie pękali. I choćby przez to wzbudzali w nas respekt. Bronili interesów słabego już wówczas komunistycznego reżimu, ale sami żadnej słabości nie okazywali. A gdy dziś kilkunastu mundurowych, uzbrojonych tak, jakby to były działania wojenne, otacza kordonem cztery bezbronne kobiety siedzące na chodniku z białymi kwiatami w rękach, to jest to, k… mać, uwłaczające. Gdyby dziś, jakimś cudem, do Warszawy zjechało protestować ze 2.000 górników, to nie musieliby nawet przywozić ze sobą łomów i łańcuchów. Bo dzień przed planowanym protestem cała stołeczna Policja i połowa służb Kamińskiego wzięliby urlopy i wyjechali tam, gdzie daleko i bezpiecznie. Na przykład do Świnoujścia.

Wiecie, po jaka cholerę napisałem ten tekst? Bo jestem pewny, że bez względu na to, jak zakończą się wybory prezydenckie, to za kilka miesięcy czeka nas wielka konfrontacja. Na ulicach naszych miast. Jak to zwykle u nas bywa, będzie to konfrontacja narodu z totalitarną władzą i jej aparatem bezpieczeństwa. Ci z Was, którzy odczuwają strach przed takim rozwojem wydarzeń, niech może łaskawie przestaną się bać i wezmą w garść. Niech nie łażą po znajomych i nie sieją paniki oraz katastroficznych wizji wojny domowej z tysiącami trupów. Bo choć aparat partyjny PIS-u niczym nie różni się od PZPR w czasach Gomułki, to jednak dzisiejszy aparat bezpieczeństwa nijak się ma do tego z 50. i 60 lat XX w. W dodatku armia, której kiedyś bez wahania używano do tłumienia zrywów wolnościowych, dziś nie tylko nie jest już żadną armią, ale w dodatku na Nowogrodzkiej nikt nie wie, w którą stronę mogłaby wymierzyć swoją broń… Więc, jak powtarza często Władek Frasyniuk;

„Jeb*ć PIS-iora, jebać, jebać i się nie bać!”.

I tym buńczucznym akcentem kończę ten bardzo przypadkowy, sobotni post…

[CC] Jacek Nikodem
(286)

Pobierz PDF Wydrukuj