Sługusy

  „Gdzie zniknął Zbigniew Ziobro? Siedzi i czeka, aż trupy wrogów spłyną rzeką. Pierwsze już widać”.

Taki długi, wręcz taoistyczny, tytuł ma znakomity artykuł Dominiki Wielowieyskiej w ostatnim Magazynie Świątecznym GW. Czyta się to jak konspekt sensacyjnej powieści political non fiction. I wbrew pozorom można z niego wyciągnąć optymistyczne wnioski.

Pierwszy nasuwa zawarta w tytule zasada chińskich myślicieli, że zamiast wykonywać wyczerpujące, złe ruchy, lepiej poczekać aż wrogowie sami zaczną się wybijać. A drugi wynika z tego, że już zaczęli się wyrzynać i tylko patrzeć, jak rzeką popłyną pierwsze trupy.

*

Gdyby nie szacunek, jaki mam dla wilków, tekst pani Dominiki, łatwiej niż z filozofią mistrza Sunzi, kojarzyłby mi się z przyrodniczym reportażem z życia niedorżniętej watahy. Pod nieobecność wader, chwilowo przebywających w azylu brukselskim, toczą się krwawe zapasy między starszymi i młodszymi basiorami o schedę po słabnącym, lecz wciąż jeszcze dyszącym, wyliniałym basiorze alfa – Kaczyńskim. Jeszcze nie wiadomo, czy wciąż pretendujący do objęcia przywództwa stada, siwiejący już basior Ziobro, doczeka się spływających rzeką trupów konkurujących z nim basiorów, ale już widać, do czego prowadzi brak dyscypliny, jaką normalnie utrzymuje mocny samiec lub samice alfa, Nie tylko nie wiadomo, kto ma prowadzić pogoń za ofiarą, ale jest gorzej, bo co chwila któryś z ogłupiałych basiorów źle wybiera ofiary.

Na przykład otumaniony pozornie odzyskaną swobodą basior Duda, skłonił ostatnio resztę stada do pogoni za ofiarą niezrozumiale dla większości wilków nazywaną LGBT. Już wiadomo, że to żaden łup, bo tęczą można się nażreć, co najwyżej tak, jak ostrym cieniem mgły.

Wygląda jednak na to, że pobudzony basior Duda działa pod coraz większą presją, w strachu przed ostatecznym wykluczeniem ze stada i z coraz większą rozpaczą rzuca się na oślep na kolejne ofiary – po komuchach, sędziach, osobach LGBT, zapewne młode wilki i podstarzałe basiory ruszą za Dudą w kolejny wyczerpujący i przyśpieszający koniec watahy, pościg za mirażem łupu. Basiory o mniejszym znaczeniu, jak basior Żalek i basior Czarnek, już dostały mocno po nosach, bo za bardzo wysforowały się w pościgu za LGBT i teraz liżą rany i skowyczą gdzieś z żalu, że przyjdzie im pewnie przymusowo opuścić stado, bez którego będą i tak tym, kim są, czyli nikim.

Sytuacja w stadzie robi się naprawdę poważna, bo jest tak: stare basiory, które zawsze kręciły się w pobliżu samca alfa, jak Sasin, Suski i Terlecki, dawno już potraciły kły i pazury i pozostało im tylko pluć bezzębnym pyskami i szczuć młodszych na ofiary; basiory w średnim wieku, jak Ziobro i Morawiecki warczą, szczerzą kły i jeżą sierść, pilnując się nawzajem, żeby któryś nie przejął przywództwa, gdy alfa już całkiem padnie; a młode wilki, jeszcze nie basiory, jak Kanthak, Ozdoba, Bortniczuk czy Kaleta, choć bardzo się starają jeszcze są o wiele za słabe nawet na to, żeby głośniej w stadzie warknąć, więc się prześcigają, jeżdżąc po różnych studiach telewizyjnych i radiowych, w wymyślaniu głupich harców i podchlebianiu się starszym basiorom.

*

A teraz, opuszczając ten wilczy szaniec i widząc wyraźnie, jak wataha wyrzyna się sama, aż trudno nie nabrać nadziei, że panowanie złych wilków w naszym lesie dobiega końca.

Trzeba tylko przypilnować, żeby naszemu myśliweczkowi Rafałowi nie stała się jakaś krzywda, zanim ostatecznie – nie bójmy się tego powiedzieć - dorżniemy watahę.

GO RAFAŁ, GO!

[CC] Michal Osiecimski

Dorżnąć watahę

„Gdzie zniknął Zbigniew Ziobro? Siedzi i czeka, aż trupy wrogów spłyną rzeką. Pierwsze już widać”.

Taki długi, wręcz taoistyczny, tytuł ma znakomity artykuł Dominiki Wielowieyskiej w ostatnim Magazynie Świątecznym GW. Czyta się to jak konspekt sensacyjnej powieści political non fiction. I wbrew pozorom można z niego wyciągnąć optymistyczne wnioski.

Pierwszy nasuwa zawarta w tytule zasada chińskich myślicieli, że zamiast wykonywać wyczerpujące, złe ruchy, lepiej poczekać aż wrogowie sami zaczną się wybijać. A drugi wynika z tego, że już zaczęli się wyrzynać i tylko patrzeć, jak rzeką popłyną pierwsze trupy.

*

Gdyby nie szacunek, jaki mam dla wilków, tekst pani Dominiki, łatwiej niż z filozofią mistrza Sunzi, kojarzyłby mi się z przyrodniczym reportażem z życia niedorżniętej watahy. Pod nieobecność wader, chwilowo przebywających w azylu brukselskim, toczą się krwawe zapasy między starszymi i młodszymi basiorami o schedę po słabnącym, lecz wciąż jeszcze dyszącym, wyliniałym basiorze alfa – Kaczyńskim. Jeszcze nie wiadomo, czy wciąż pretendujący do objęcia przywództwa stada, siwiejący już basior Ziobro, doczeka się spływających rzeką trupów konkurujących z nim basiorów, ale już widać, do czego prowadzi brak dyscypliny, jaką normalnie utrzymuje mocny samiec lub samice alfa, Nie tylko nie wiadomo, kto ma prowadzić pogoń za ofiarą, ale jest gorzej, bo co chwila któryś z ogłupiałych basiorów źle wybiera ofiary.

Na przykład otumaniony pozornie odzyskaną swobodą basior Duda, skłonił ostatnio resztę stada do pogoni za ofiarą niezrozumiale dla większości wilków nazywaną LGBT. Już wiadomo, że to żaden łup, bo tęczą można się nażreć, co najwyżej tak, jak ostrym cieniem mgły.

Wygląda jednak na to, że pobudzony basior Duda działa pod coraz większą presją, w strachu przed ostatecznym wykluczeniem ze stada i z coraz większą rozpaczą rzuca się na oślep na kolejne ofiary – po komuchach, sędziach, osobach LGBT, zapewne młode wilki i podstarzałe basiory ruszą za Dudą w kolejny wyczerpujący i przyśpieszający koniec watahy, pościg za mirażem łupu. Basiory o mniejszym znaczeniu, jak basior Żalek i basior Czarnek, już dostały mocno po nosach, bo za bardzo wysforowały się w pościgu za LGBT i teraz liżą rany i skowyczą gdzieś z żalu, że przyjdzie im pewnie przymusowo opuścić stado, bez którego będą i tak tym, kim są, czyli nikim.

Sytuacja w stadzie robi się naprawdę poważna, bo jest tak: stare basiory, które zawsze kręciły się w pobliżu samca alfa, jak Sasin, Suski i Terlecki, dawno już potraciły kły i pazury i pozostało im tylko pluć bezzębnym pyskami i szczuć młodszych na ofiary; basiory w średnim wieku, jak Ziobro i Morawiecki warczą, szczerzą kły i jeżą sierść, pilnując się nawzajem, żeby któryś nie przejął przywództwa, gdy alfa już całkiem padnie; a młode wilki, jeszcze nie basiory, jak Kanthak, Ozdoba, Bortniczuk czy Kaleta, choć bardzo się starają jeszcze są o wiele za słabe nawet na to, żeby głośniej w stadzie warknąć, więc się prześcigają, jeżdżąc po różnych studiach telewizyjnych i radiowych, w wymyślaniu głupich harców i podchlebianiu się starszym basiorom.

*

A teraz, opuszczając ten wilczy szaniec i widząc wyraźnie, jak wataha wyrzyna się sama, aż trudno nie nabrać nadziei, że panowanie złych wilków w naszym lesie dobiega końca.

Trzeba tylko przypilnować, żeby naszemu myśliweczkowi Rafałowi nie stała się jakaś krzywda, zanim ostatecznie – nie bójmy się tego powiedzieć - dorżniemy watahę.

GO RAFAŁ, GO!

[CC] Michal Osiecimski
(281)

Pobierz PDF Wydrukuj