Państwo teoretyczne, czyli
Mrożek i Bareja pomieszany z Pierdasińską.

  - Idź wreszcie GDZIEŚ! - warknęła ONA w przerwie między jedną telekonferencją a drugą, podczas domowej „pracy zdalnej”.

Już samo określenie „praca zdalna” powinno być przedmiotem osobnych analiz, programów kabaretowych i filmów fabularnych nawet („czemu cię nie widzę na kamerze?- aaaa, bo lokówki właśnie sobie nakręciłam” - to pierwszy przykład z brzegu, warty dalszego pogłębienia psychologiczno-socjologiczno-kabaretowego).

Warknięcie żony wybudziło mnie z letargu, w którym pogrążyłem się porządkując tysiące zdjęć i rodzinnych papierów. Ja z kolei bowiem nawet nie marzę o pracy zdalnej, gdyż moja gałąź działalności biznesowej (turystyka) została 2 miesiące temu bardzo dokładnie zaminowana i malowniczo wysadzona w powietrze. Żeby nie słyszeć dalszego gderania mojej drugiej połowy wsiadłem na rower i udałem się do praktycznie wymarłego centrum miasta. W pewnym momencie aż przystanąłem z wrażenia - oooo, a co to za kolejka? ZUS dla dobra ludzkości otworzyli! Niebywałe!

Postanowiłem wykorzystać nadarzającą się okazję osobistej rozmowy z urzędnikiem tego ulubionego przez wszystkich Polaków Zakładu Utylizacji Społecznej i w te pędy udałem się do mojego pobliskiego biura, aby wziąć kopie papierów. 7 bowiem kwietnia, czyli ponad miesiąc temu, wrzuciłem do skrzynki podawczej tego molocha (osobiście się nie dało, bo wszystkie urzędy łącznie z ZUS zamknięte do odwołania) 2 pisma:

- pierwsze było wnioskiem o zwolnienie z płacenia obowiązkowych składek ZUS za marzec, kwiecień i maj,

- w drugim wnioskowałem o świadczenie postojowe w związku z COVID-19. Aby „załapać się” na wypłatę należało udowodnić w odpowiednich 2 rubrykach spadek przychodów w 2 miesiącach poprzedzających złożenie rzeczonego wniosku - czyli luty i marzec. Wszystko grało, ponieważ mój przychód w lutym był dość pokaźny, natomiast w marcu wyniósł równe, okrągłe ZERO ZŁOTYCH. Od tego momentu zapadła martwa cisza w kontaktach między nami, choć nie muszę chyba dodawać, że na piśmie do ZUS były moje dane wszelakie z telefonem i mailem do kontaktu włącznie.

Po odstaniu odpowiedniego czasu w kolejce na ulicy w odstępach 2-metrowych, udało mi się w końcu dostać do środka tej śmiesznej i tragicznej równocześnie instytucji.

- Do stanowiska numer 6! - warknęła ze zniecierpliwieniem jakaś zusowska dyżurna ruchu stojąca przy drzwiach wejściowych na Salę Obsługi Mięsa Armatniego.

Podszedłem więc do rzeczonego stanowiska, przy którym siedziała za szybą przypominającą pancerną, jakaś blond dziunia w masce spawacza na łbie. Już sam widok tej scenerii spowodował, że zamiast zwyczajowego „dzień dobry” parsknąłem śmiechem.

- Chciałbym się zorientować, co słychać w temacie mojego i wspólniczki (jesteśmy spółką tak zwaną s.c. czyli cywilną) zwolnienia z ZUSu i wypłaty ewentualnego postojowego - zagaiłem po opanowaniu krótkiego napadu śmiechozy.

- A co mi pan tu daje? - syknęła znudzona i zblazowana blond - dziunia.

- Daję pani OBA wnioski OBOJGA wspólników spółki, proszę o sprawdzenie o co kaman w tematach! - odparłem trochę zniecierpliwiony.

- A upoważnienie pan ma? - zripostowała prawie ziewając blondzia.

- Nie mam, kurwa (ta kurwa trochę ciszej. Jeszcze), tu ma pani mój dowód i proszę uprzejmie sprawdzić w systemie co się dzieje z naszą SPÓŁKĄ w temacie wypłaty postojowego i zawieszenia płatności ZUSu! - odpowiedziałem jeszcze w miarę grzecznie, ale wkurw zaczynał mnie już niebezpiecznie za włosy szarpać.

Dziunia leniwie zabrała się do pracy. Szukanie po internetach/systemach zusowskich danych spółki i statusu złożonych dawno temu wniosków trwało jakieś  minut, czyli dość długo raczej. W końcu blond maska wystękała z wysiłkiem:

- tak, widzę, są TE wnioski, ale są BŁĘDNIE WYPEŁNIONE. Musicie państwo złożyć je ponownie,

- co jest w nich źle wypełnione? - zapytałem lekko skonfundowany,

- podaliście NIP spółki we wnioskach, zamiast swoich osobistych - na to dziunia,

- no tak - odparłem - ale zaraz pod NIPem spółki macie przecież NASZE OSOBISTE NUMERY PESEL, poza tym przecież fizycznie te wnioski są, istnieją, macie podane numery naszych kont osobistych do przelewów!!!!- już prawie ryczałem do niej przez szybę,

- nie, tak nie może być, to błędnie wypełnione wnioski i nie będą rozpatrywane - maska szła w zaparte,

- no dobra, to dlaczego, do kurwy nędzy, OD MIESIĄCA nie dajecie znaku życia i nie zadzwonicie do nas albo nie napiszecie maila! Tak trudno wam napisać maila i poprosić o poprawienie tych pieprzonych wniosków?! Jak wam brakuje trzy pięćdzisiąt NIEDOPŁATY od naszych składek, to po 2 tygodniach piszecie do nas polecony list i straszycie, kurwa, na czerwono komornikiem!!! A poza tym, to chore jest, Niemcy wypłacają przedsiębiorcom pieniądze BEZ PYTANIA I BEZ ZADNYCH WNIOSKÓW!!! 14 tysięcy euro!! W dodatku - przecież skoro pani widzi wniosek w systemie, to jaki jest problem??? - zaraz go tu na miejscu poprawię i sprawa załatwiona!! - jechałem już tak głośno, że ludzie na sali odwrócili głowy i zaczęli się gapić w moim kierunku,

- ja nie wiem, ja tu tylko pracuję, przyjmuję dokumenty od klientów, w tych sprawach musi pan porozmawiać z panią Pierdasińską,

- gdzie ta Pierdasińska urzęduje? - zapytałem z pianą na ustach,

- na drugim piętrze,

- to idę,

- nigdzie pan nie pójdzie, bo nie wolno,

- dlaczego?,

- bo mamy stan epidemii, dam panu numer telefonu, zadzwoni pan,

- nie, to pani zadzwoni a ja się stąd nie ruszam.

Czas mija. Godzina 14.01. Stirlitz myśli..........

- No dobrze, zadzwonię - dziunia w pewnej chwili zrezygnowana sięgnęła po telefon.

- Cześć Halinka, jest Pierdasińska?

- nie ma chwilowo, gdzieś poszła - słyszę odpowiedź w słuchawce.

Maska do mnie:

- musi pan zadzwonić później do pani Pierdasińskiej, napiszę panu tutaj nr telefonu.

Dziunia pisze nr telefonu na kopii starego, niepoprawnego wniosku.

- Czy pani nie może mi wydrukować tych wniosków, ja w tym czasie szybko je wypełnię, zadzwonię do wspólniczki, przyjedzie, i jeszcze dziś TO złożymy? - pytam z nadzieją.

- Nie, nie mogę panu wydrukować,

- ale dlaczego?

- bo nie mogę, nie mam dostępu,

- do czego nie ma pani dostępu?,

- do systemu,

- do jakiego systemu?, przecież z INTERNETU, z googla, z waszej zafajdanej strony internetowej, z dupy!! może to pani wydrukować!! - drę ryja,

- nie, nie mogę..

Mam ochotę mordować. Jestem w stanie krytycznym, za chwilę chuj mnie strzeli w przednie łapki.

- No dobra, niech pani dzwoni do Pierdasińskiej jeszcze raz, może już wróciła z  wycieczki po piętrach - mówię wkurwiony,

- cześć Halinka, to ja, Mamoniowa, Pierdasińska wróciła już?,

- nie, nie ma - słyszę w słuchawce.

No cóż, podejrzewam, że rzeczona Pierdasińska już od godziny uwija się w galerii Focus Park i rąbie zakupy, bo przecież już 14.15 i piątunio, kto by się tam jakąś robotą przejmował. A koleżance z pokoju przy sąsiednim biurku przykazała, że ma odsyłać wszystkich na Berdyczów, bo „zaraz kurwa wracam”.

- No dobra, widzę że nic tu nie załatwię, ale może mi pani chociaż powie, co mam wpisać w tych nowych wnioskach, jakie miesiące ująć? Bo przecież mamy już maj, a we wniosku stoi jak wół, że mamy wpisać PRZYCHÓD Z 2 MIESIĘCY POPRZEDZAJĄCYCH ZŁOŻENIE WNIOSKU, czyli mam wpisać tym razem obroty z marca i kwietnia, zamiast z lutego i marca? - pytam z nadzieją na jakąś sensowną odpowiedź.

- Nie wiem, nie pomogę panu, musi pan rozmawiać z panią Pierdasińską - tradycyjnie miągwa wali lewym sierpowym na moją wkurwioną szczękę.

- Ok, w sumie to chyba bez znaczenia - odpowiadam zrezygnowany - przecież spadek dochodów w marcu w stosunku do lutego wyniósł 100%, czyli się „łapiemy” na pomoc, a teraz tym bardziej nic się nie zmieniło, bo w kwietniu również mamy przychód zero złotych - ciągnę temat głębiej i chyba niepotrzebnie, ponieważ...... SUDDENLY, czyli nagle akcja się zagęszcza i mam ochotę ponownie na morderstwo z premedytacją, bo blondzia w kasku strzela z żuchwy ogniem pojedynczym:

- no to ja nie wiem już, czy państwo dostaniecie to postojowe, bo w regulaminie jest, że musi być (he,he,he, uwaga, teraz wisienka na torcie głupoty i niekompetencji) SPADEK OBROTÓW FIRMY,

- jaki spadek? - ripostuję wrzeszcząc na całą salę - przecież KURWA MAĆ, mamy ZERO ZŁOTYCH OBROTU W MARCU I ZERO ZŁOTYCH OBROTÓW W KWIETNIU, czyli firma nasza padła, rozumie pani co ja do pani mówię? !!!!,

- ja nie wiem, nie wiem, to musi pan wyjasnić z panią Pierdasińską - odowiada już całkiem wystraszona i chyba nawet przerażona blond - kretynka.

W ZASADZIE KURTYNA

PS

Dalej już nie ciągnę opowieści. Ponieważ na koniec wyrzygałem z siebie jakiś jednominutowy MONOLOG na temat pierdolonego PiSu, państwa z dupy i z tektury, pojebanego Morawieckiego i głupich chujów wykonujących tylko rozkazy jeszcze głupszych od siebie skurwysynów. Wyszedłem z tej nory tak wkurwiony, że miałem ochotę tak przypierdolić drzwiami na odchodnym, żeby wyleciały z futryny. Niestety - drzwi się jedynie cichutko przede mną rozsunęły i natychmiast po wyjściu zasunęły. Dyżurna ruchu zawołała do kolejki stojącej na ulicy w piekącym słońcu:

- następna osoba z działalnością gospodarczą proszę!!!!

Ciąg dalszy nastąpi w poniedziałek. Jeśli przeczytacie krótką notatkę na pasku wiadomości TVN „morderstwo w zielonogórskim ZUS”- to będzie o mnie.

[CC] Maciej Stawiarski

Państwo teoretyczne, czyli
Mrożek i Bareja pomieszany z Pierdasińską.

- Idź wreszcie GDZIEŚ! - warknęła ONA w przerwie między jedną telekonferencją a drugą, podczas domowej „pracy zdalnej”.

Już samo określenie „praca zdalna” powinno być przedmiotem osobnych analiz, programów kabaretowych i filmów fabularnych nawet („czemu cię nie widzę na kamerze?- aaaa, bo lokówki właśnie sobie nakręciłam” - to pierwszy przykład z brzegu, warty dalszego pogłębienia psychologiczno-socjologiczno-kabaretowego).

Warknięcie żony wybudziło mnie z letargu, w którym pogrążyłem się porządkując tysiące zdjęć i rodzinnych papierów. Ja z kolei bowiem nawet nie marzę o pracy zdalnej, gdyż moja gałąź działalności biznesowej (turystyka) została 2 miesiące temu bardzo dokładnie zaminowana i malowniczo wysadzona w powietrze. Żeby nie słyszeć dalszego gderania mojej drugiej połowy wsiadłem na rower i udałem się do praktycznie wymarłego centrum miasta. W pewnym momencie aż przystanąłem z wrażenia - oooo, a co to za kolejka? ZUS dla dobra ludzkości otworzyli! Niebywałe!

Postanowiłem wykorzystać nadarzającą się okazję osobistej rozmowy z urzędnikiem tego ulubionego przez wszystkich Polaków Zakładu Utylizacji Społecznej i w te pędy udałem się do mojego pobliskiego biura, aby wziąć kopie papierów. 7 bowiem kwietnia, czyli ponad miesiąc temu, wrzuciłem do skrzynki podawczej tego molocha (osobiście się nie dało, bo wszystkie urzędy łącznie z ZUS zamknięte do odwołania) 2 pisma:

- pierwsze było wnioskiem o zwolnienie z płacenia obowiązkowych składek ZUS za marzec, kwiecień i maj,

- w drugim wnioskowałem o świadczenie postojowe w związku z COVID-19. Aby „załapać się” na wypłatę należało udowodnić w odpowiednich 2 rubrykach spadek przychodów w 2 miesiącach poprzedzających złożenie rzeczonego wniosku - czyli luty i marzec. Wszystko grało, ponieważ mój przychód w lutym był dość pokaźny, natomiast w marcu wyniósł równe, okrągłe ZERO ZŁOTYCH. Od tego momentu zapadła martwa cisza w kontaktach między nami, choć nie muszę chyba dodawać, że na piśmie do ZUS były moje dane wszelakie z telefonem i mailem do kontaktu włącznie.

Po odstaniu odpowiedniego czasu w kolejce na ulicy w odstępach 2-metrowych, udało mi się w końcu dostać do środka tej śmiesznej i tragicznej równocześnie instytucji.

- Do stanowiska numer 6! - warknęła ze zniecierpliwieniem jakaś zusowska dyżurna ruchu stojąca przy drzwiach wejściowych na Salę Obsługi Mięsa Armatniego.

Podszedłem więc do rzeczonego stanowiska, przy którym siedziała za szybą przypominającą pancerną, jakaś blond dziunia w masce spawacza na łbie. Już sam widok tej scenerii spowodował, że zamiast zwyczajowego „dzień dobry” parsknąłem śmiechem.

- Chciałbym się zorientować, co słychać w temacie mojego i wspólniczki (jesteśmy spółką tak zwaną s.c. czyli cywilną) zwolnienia z ZUSu i wypłaty ewentualnego postojowego - zagaiłem po opanowaniu krótkiego napadu śmiechozy.

- A co mi pan tu daje? - syknęła znudzona i zblazowana blond - dziunia.

- Daję pani OBA wnioski OBOJGA wspólników spółki, proszę o sprawdzenie o co kaman w tematach! - odparłem trochę zniecierpliwiony.

- A upoważnienie pan ma? - zripostowała prawie ziewając blondzia.

- Nie mam, kurwa (ta kurwa trochę ciszej. Jeszcze), tu ma pani mój dowód i proszę uprzejmie sprawdzić w systemie co się dzieje z naszą SPÓŁKĄ w temacie wypłaty postojowego i zawieszenia płatności ZUSu! - odpowiedziałem jeszcze w miarę grzecznie, ale wkurw zaczynał mnie już niebezpiecznie za włosy szarpać.

Dziunia leniwie zabrała się do pracy. Szukanie po internetach/systemach zusowskich danych spółki i statusu złożonych dawno temu wniosków trwało jakieś  minut, czyli dość długo raczej. W końcu blond maska wystękała z wysiłkiem:

- tak, widzę, są TE wnioski, ale są BŁĘDNIE WYPEŁNIONE. Musicie państwo złożyć je ponownie,

- co jest w nich źle wypełnione? - zapytałem lekko skonfundowany,

- podaliście NIP spółki we wnioskach, zamiast swoich osobistych - na to dziunia,

- no tak - odparłem - ale zaraz pod NIPem spółki macie przecież NASZE OSOBISTE NUMERY PESEL, poza tym przecież fizycznie te wnioski są, istnieją, macie podane numery naszych kont osobistych do przelewów!!!!- już prawie ryczałem do niej przez szybę,

- nie, tak nie może być, to błędnie wypełnione wnioski i nie będą rozpatrywane - maska szła w zaparte,

- no dobra, to dlaczego, do kurwy nędzy, OD MIESIĄCA nie dajecie znaku życia i nie zadzwonicie do nas albo nie napiszecie maila! Tak trudno wam napisać maila i poprosić o poprawienie tych pieprzonych wniosków?! Jak wam brakuje trzy pięćdzisiąt NIEDOPŁATY od naszych składek, to po 2 tygodniach piszecie do nas polecony list i straszycie, kurwa, na czerwono komornikiem!!! A poza tym, to chore jest, Niemcy wypłacają przedsiębiorcom pieniądze BEZ PYTANIA I BEZ ZADNYCH WNIOSKÓW!!! 14 tysięcy euro!! W dodatku - przecież skoro pani widzi wniosek w systemie, to jaki jest problem??? - zaraz go tu na miejscu poprawię i sprawa załatwiona!! - jechałem już tak głośno, że ludzie na sali odwrócili głowy i zaczęli się gapić w moim kierunku,

- ja nie wiem, ja tu tylko pracuję, przyjmuję dokumenty od klientów, w tych sprawach musi pan porozmawiać z panią Pierdasińską,

- gdzie ta Pierdasińska urzęduje? - zapytałem z pianą na ustach,

- na drugim piętrze,

- to idę,

- nigdzie pan nie pójdzie, bo nie wolno,

- dlaczego?,

- bo mamy stan epidemii, dam panu numer telefonu, zadzwoni pan,

- nie, to pani zadzwoni a ja się stąd nie ruszam.

Czas mija. Godzina 14.01. Stirlitz myśli..........

- No dobrze, zadzwonię - dziunia w pewnej chwili zrezygnowana sięgnęła po telefon.

- Cześć Halinka, jest Pierdasińska?

- nie ma chwilowo, gdzieś poszła - słyszę odpowiedź w słuchawce.

Maska do mnie:

- musi pan zadzwonić później do pani Pierdasińskiej, napiszę panu tutaj nr telefonu.

Dziunia pisze nr telefonu na kopii starego, niepoprawnego wniosku.

- Czy pani nie może mi wydrukować tych wniosków, ja w tym czasie szybko je wypełnię, zadzwonię do wspólniczki, przyjedzie, i jeszcze dziś TO złożymy? - pytam z nadzieją.

- Nie, nie mogę panu wydrukować,

- ale dlaczego?

- bo nie mogę, nie mam dostępu,

- do czego nie ma pani dostępu?,

- do systemu,

- do jakiego systemu?, przecież z INTERNETU, z googla, z waszej zafajdanej strony internetowej, z dupy!! może to pani wydrukować!! - drę ryja,

- nie, nie mogę..

Mam ochotę mordować. Jestem w stanie krytycznym, za chwilę chuj mnie strzeli w przednie łapki.

- No dobra, niech pani dzwoni do Pierdasińskiej jeszcze raz, może już wróciła z  wycieczki po piętrach - mówię wkurwiony,

- cześć Halinka, to ja, Mamoniowa, Pierdasińska wróciła już?,

- nie, nie ma - słyszę w słuchawce.

No cóż, podejrzewam, że rzeczona Pierdasińska już od godziny uwija się w galerii Focus Park i rąbie zakupy, bo przecież już 14.15 i piątunio, kto by się tam jakąś robotą przejmował. A koleżance z pokoju przy sąsiednim biurku przykazała, że ma odsyłać wszystkich na Berdyczów, bo „zaraz kurwa wracam”.

- No dobra, widzę że nic tu nie załatwię, ale może mi pani chociaż powie, co mam wpisać w tych nowych wnioskach, jakie miesiące ująć? Bo przecież mamy już maj, a we wniosku stoi jak wół, że mamy wpisać PRZYCHÓD Z 2 MIESIĘCY POPRZEDZAJĄCYCH ZŁOŻENIE WNIOSKU, czyli mam wpisać tym razem obroty z marca i kwietnia, zamiast z lutego i marca? - pytam z nadzieją na jakąś sensowną odpowiedź.

- Nie wiem, nie pomogę panu, musi pan rozmawiać z panią Pierdasińską - tradycyjnie miągwa wali lewym sierpowym na moją wkurwioną szczękę.

- Ok, w sumie to chyba bez znaczenia - odpowiadam zrezygnowany - przecież spadek dochodów w marcu w stosunku do lutego wyniósł 100%, czyli się „łapiemy” na pomoc, a teraz tym bardziej nic się nie zmieniło, bo w kwietniu również mamy przychód zero złotych - ciągnę temat głębiej i chyba niepotrzebnie, ponieważ...... SUDDENLY, czyli nagle akcja się zagęszcza i mam ochotę ponownie na morderstwo z premedytacją, bo blondzia w kasku strzela z żuchwy ogniem pojedynczym:

- no to ja nie wiem już, czy państwo dostaniecie to postojowe, bo w regulaminie jest, że musi być (he,he,he, uwaga, teraz wisienka na torcie głupoty i niekompetencji) SPADEK OBROTÓW FIRMY,

- jaki spadek? - ripostuję wrzeszcząc na całą salę - przecież KURWA MAĆ, mamy ZERO ZŁOTYCH OBROTU W MARCU I ZERO ZŁOTYCH OBROTÓW W KWIETNIU, czyli firma nasza padła, rozumie pani co ja do pani mówię? !!!!,

- ja nie wiem, nie wiem, to musi pan wyjasnić z panią Pierdasińską - odowiada już całkiem wystraszona i chyba nawet przerażona blond - kretynka.

W ZASADZIE KURTYNA

PS

Dalej już nie ciągnę opowieści. Ponieważ na koniec wyrzygałem z siebie jakiś jednominutowy MONOLOG na temat pierdolonego PiSu, państwa z dupy i z tektury, pojebanego Morawieckiego i głupich chujów wykonujących tylko rozkazy jeszcze głupszych od siebie skurwysynów. Wyszedłem z tej nory tak wkurwiony, że miałem ochotę tak przypierdolić drzwiami na odchodnym, żeby wyleciały z futryny. Niestety - drzwi się jedynie cichutko przede mną rozsunęły i natychmiast po wyjściu zasunęły. Dyżurna ruchu zawołała do kolejki stojącej na ulicy w piekącym słońcu:

- następna osoba z działalnością gospodarczą proszę!!!!

Ciąg dalszy nastąpi w poniedziałek. Jeśli przeczytacie krótką notatkę na pasku wiadomości TVN „morderstwo w zielonogórskim ZUS”- to będzie o mnie.

[CC] Maciej Stawiarski
(272)

Pobierz PDF Wydrukuj