To chyba mój najczarniejszy post...

Za rok Polska może przypominać pustynię, po której grasują bandy wygłodniałych rzezimieszków i rabusiów, polujących na tych z nas, którzy mają jeszcze jakiś dobytek lub choćby coś do jedzenia. Nasuwa mi się, pozornie niedorzeczne, porównanie z filmami typu „Noc żywych trupów” lub „Zombie”. Nawet te ostrożne prognozy ekonomistów wieszczą nam liczbę 3-4 milionów bezrobotnych już w czerwcu-lipcu. Ci ludzie przecież z kraju nie wyjadą, bo niby dokąd? Wszędzie dookoła będzie bezrobocie i zaciskanie pasa. A coś się z tym naszymi obywatelami pozbawionymi pracy musi dziać… Nie wyżyją i nie wykarmią swoich rodzin z głodowych zasiłków, zresztą pieniądze na zasiłki bardzo szybko się wyczerpią. I co wtedy? A bezrobocie będzie przecież tylko jeden z olbrzymich naszych problemów w nadchodzącym czasie. Wielokrotnie w swoich tekstach przedstawiałem czarne wizje przyszłości, przepowiadałem upadek „państwa PIS-u”. Ale zdaje się, że może nas spotkać coś gorszego. Nawet upadek Polski. Czyli organizmu narodowościowego, politycznego, terytorialnego i gospodarczego istniejącego od ponad 1000 lat, z przerwą na rozbiory. „Państwo PIS-u” upadnie wraz z odsunięciem bolszewików od władzy. Ale zmiana rządów jeszcze przez długie miesiące nie spowoduje istotnej poprawy warunków życia Polaków. Rany będą zbyt głębokie. Będziemy w znacznie gorszej sytuacji, niż w 1989 r. Pytanie - jak my to wytrzymamy?

Straszne jest to, że w następstwie tej katastrofy staniemy się nie tylko bankrutem, ale w dodatku bankrutem wewnętrznie skłóconym oraz całkowicie osamotnionym. PIS, tocząc wojnę ze wszystkimi instytucjami unijnymi, spaliło bowiem wszelkie mosty dla dużej, zewnętrznej pomocy dla naszego państwa. Łatwo przewidzieć, że Unia będzie w pierwszej kolejności wspierać te kraje, które zostały dotknięte pandemią najbardziej. Dotknięte w każdym aspekcie. I epidemiologicznym, i gospodarczym. My się na pewno do tej grupy zaliczać nie będziemy. Liczba zachorowań i zgonów spowodowanych wirusem będzie u nas zapewne dużo niższa, niż we Włoszech, Hiszpanii lub choćby maleńkiej Belgii. Chyba, że załamie się nasz system służby zdrowia.

Rząd PIS-u nie będzie mieć również żadnych argumentów w staraniach o duże unijne wsparcie dla naszej gospodarki. Bo u nas wiele z tych strat będzie efektem katastrofalnych błędów i zaniedbań rządu. Unia nie będzie ponosić konsekwencji tego, że jakiś naród wybrał sobie do rządzenia przestępców, debili i nieudaczników. Poza tym Hiszpania, Francja lub Niemcy rzucają swoim gospodarkom koła ratunkowe w postaci 300-500 miliardów EURO każde. A Włosi 750 miliardów EURO! Zaś rząd PIS-u rzuca naszym firmom 30-40 miliardów… złotych. Dla Brukseli to będzie pewnie koronny argument.

„Polski rząd sam nie chce ratować swojej gospodarki, a my to mamy robić za nich?!”

Dlaczego Niemcy lub Francuzi mają się przejmować tym, że gdy oni tworzyli rezerwy finansowe, PIS przez 4 lata wyłącznie rozdawało pieniądze? Fatalne będą także dla nas konsekwencje tego, że nie jesteśmy w strefie EURO. Również dzięki PIS-owi. I nie chodzi tylko o lecący na pysk kurs złotówki oraz znacznie mniejszą wiarygodność państw nie należących do strefy. Ale o wzajemne pomaganie sobie państw wchodzących w jej skład. Bliższa ciału koszula. Albo „najważniejsza jest rodzina”…

My albo nigdy nie byliśmy członkiem rodziny (strefa EURO), albo byliśmy nim, ale ostatnio co rusz udowadnialiśmy, że do niej najzwyczajniej nie pasujemy (UE i jej priorytety). Staliśmy się, wraz z Węgrami, dwoma wrzodami na ciele Wspólnoty. A wrzody się wycina, a nie reanimuje. Po co Unia miałaby pomagać w odbudowie czegoś, z czym od 4 lat ma wyłącznie problemy? Dwóm państwom, które skutecznie destabilizują jej jedność i pozycję. Czyli ją notorycznie osłabiają. W obliczu kataklizmu i perspektywy wieloletniego usuwania jego skutków dla Unii korzystne będzie pozbycie się albo izolowanie jej najsłabszych (wrogich?) ogniw, bycie mniej liczną, ale bardziej zwartą, solidarną i jednomyślną. Polska, poza roszczeniową polityką PIS-owskiego rządu, łamaniem zapisów traktatów i unijnego prawa oraz groźbami weta, nie ma Unii kompletnie nic do zaoferowania! Nikt nie będzie za nami płakać. I rząd żadnego państwa nie będzie się narażać swoim podatnikom przekonywaniem ich, że PIS-owskiej Polsce należy pomagać w sytuacji, gdy same będą się borykać z usuwaniem skutków pandemią. USA również nam nie pomogą. Mają całą górę własnych problemów na głowie. Zostaniemy sami. Chyba, że rząd PIS-u zwróci się o pomoc do… Kremla.

Summa summarum wizja najbliższych kilku lat jest po prostu czarna. Jeśli wybory majowe jednak się odbędą, to będzie jeszcze czarniejsza. Bo albo rozpoczną one drugą falę zachorowań, albo skutecznie przedłużą falę pierwszą. Jeśli okaże się, że 2 tygodnie po wyborach wskaźnik liczby zachorowań i zgonów wystrzelił nagle w niebo, wówczas rządowi PIS-u pozostanie już tylko kilka miesięcy życia. Miarka się raczej przebierze. Tym bardziej, że będzie to już ostateczny cios w dogorywającą gospodarkę. Wściekłość ludzi, zmęczonych strachem, kwarantannami, siedzeniem w domach, niepewnością utrzymania pracy i powszechnymi zakazami, osiągnie punkt kulminacyjny. Wszystko może się wówczas zdarzyć. I żadne wojsko na ulicach już wtedy PIS-owi nie pomoże. Armia może się nawet dla PIS-u okazać najgroźniejszym wrogiem. Bo ma broń…

Po ostatnich wydarzeniach w Sejmie już chyba nikt nie ma złudzeń, że właśnie ogłoszono nam oficjalny wynik majowych wyborów. PIS nie będzie musiało zapewne fałszować rzeczywistego wyniku, ale gdyby musiało, to zrobi to bez chwili wahania. Za dużo wysiłku wkładają w reelekcję „główki” i zbyt duże straty sondażowe ryzykują, aby moc sobie pozwolić na przegraną. Tym bardziej, że warunki do fałszerstw mają wręcz wymarzone. Ewentualne oszustwo będzie dziecinnie proste, gdyż właściwie wszystkie zabezpieczenia i mechanizmy, gwarantujące wolne i demokratyczne wybory, zostały przez PIS unicestwione lub zamrożone. Wygląda na to, że to oni będą teraz otwierać koperty, liczyć głosy i sporządzać protokoły. Jeśli nie wszystkie, to większość. Na pewno na szczeblu okręgowym i centralnym.

Już wiadomo, że nie zgłosi się nawet 30% ludzi koniecznych do obsadzenia komisji obwodowych. Albo więc PIS dokooptuje do niepełnych składów żołnierzy WOT lub policjantów, albo w ostatniej chwili przeforsuje możliwość działania komisji w składzie np. 2-osobowym. Zresztą, nie będą fałszować setek protokołów komisji obwodowych. Jeśli sfałszują, to na szczeblu okręgów. Nawet, gdyby „główka” w I turze dostał 43%, to mu „podciągną” do 51%, byleby tylko uniknąć II tury. Niewykluczone, że zawyżą frekwencję, aby pokazać światu i Polakom słuszność decyzji o przeprowadzeniu wyborów i wzmocnić mandat starego-nowego „prezydenta”.

Mało mi zostało miejsca, więc nie ma sensu, żebym zaczynał teraz rozbieranie na czynniki pierwsze wtorkowych wydarzeń w Sejmie. Więc tylko parę uwag. Gowin zachowuje się tak, jak przewidywałem. Jeśli nie zmusi swoich posłów do posłuszeństwa, to można będzie o nim jako o polityku mówić w czasie przeszłym. Ale jeśli ich zmusi, to „jeszcze o nim usłyszymy…”. W sensie oczywiście pejoratywnym.

Nie przewidziałem volty PIS-u z dwukrotnym głosowaniem tego samego, własnego projektu głosowania korespondencyjnego. Trudno coś takiego przewidzieć. Już samo to było haniebne. O tym, jakie totalne bezprawie i wszechobecne kłamstwo oraz oszustwa, a także zdziczenie obyczajów, dominują obecnie w Sejmie świadczy fakt, że pod tym drugim, przegłosowanym wieczorem projektem wcześniej „podpisało” się 3 posłów PIS-u, których we wtorek w Sejmie w ogóle nie było! Głosowanie jest elektroniczne, ale podpisywanie zgłaszanych projektów ustaw - własnoręczne. W normalnych warunkach temu szwindlowi towarzyszyłaby wielka awantura. Ale w „państwie PIS-u” to już norma. Dziś większa kultura prawna panuje w ZK Wronki lub wśród podkarpackich alfonsów, niż na Wiejskiej lub Nowogrodzkiej.

Wczoraj przeczytałem bardzo trafne podsumowanie sposobu myślenia i metod działania polityków PIS-u w dobie pandemii.

„Mamy problem, bo to, co robimy, niestety nie działa. Rozwiązanie? Róbmy to samo, tylko bardziej”.- Klasyka irracjonalności…

PIS wkrótce zacznie przypominać dzikie zwierzę miotające się w klatce. Szczerzące kły, robiące dużo hałasu, warczące i złowrogo na nas spoglądające. I nie robiące nic poza tym. Ono wcale nie będzie chciało wydostać się z tej klatki! Przeciwnie, ono będzie czuć się w niej bezpiecznie. Bo już tylko te kraty „klatki” PIS-owskiego aparatu bezpieczeństwa chronić je będą przed naszym gniewem. To nie PIS-owcy będą chcieli wyjść z klatki. To my będziemy chcieli do niej wejść...

[CC] Olga Mazur

To chyba mój najczarniejszy post...

Za rok Polska może przypominać pustynię, po której grasują bandy wygłodniałych rzezimieszków i rabusiów, polujących na tych z nas, którzy mają jeszcze jakiś dobytek lub choćby coś do jedzenia. Nasuwa mi się, pozornie niedorzeczne, porównanie z filmami typu „Noc żywych trupów” lub „Zombie”. Nawet te ostrożne prognozy ekonomistów wieszczą nam liczbę 3-4 milionów bezrobotnych już w czerwcu-lipcu. Ci ludzie przecież z kraju nie wyjadą, bo niby dokąd? Wszędzie dookoła będzie bezrobocie i zaciskanie pasa. A coś się z tym naszymi obywatelami pozbawionymi pracy musi dziać… Nie wyżyją i nie wykarmią swoich rodzin z głodowych zasiłków, zresztą pieniądze na zasiłki bardzo szybko się wyczerpią. I co wtedy? A bezrobocie będzie przecież tylko jeden z olbrzymich naszych problemów w nadchodzącym czasie. Wielokrotnie w swoich tekstach przedstawiałem czarne wizje przyszłości, przepowiadałem upadek „państwa PIS-u”. Ale zdaje się, że może nas spotkać coś gorszego. Nawet upadek Polski. Czyli organizmu narodowościowego, politycznego, terytorialnego i gospodarczego istniejącego od ponad 1000 lat, z przerwą na rozbiory. „Państwo PIS-u” upadnie wraz z odsunięciem bolszewików od władzy. Ale zmiana rządów jeszcze przez długie miesiące nie spowoduje istotnej poprawy warunków życia Polaków. Rany będą zbyt głębokie. Będziemy w znacznie gorszej sytuacji, niż w 1989 r. Pytanie - jak my to wytrzymamy?

Straszne jest to, że w następstwie tej katastrofy staniemy się nie tylko bankrutem, ale w dodatku bankrutem wewnętrznie skłóconym oraz całkowicie osamotnionym. PIS, tocząc wojnę ze wszystkimi instytucjami unijnymi, spaliło bowiem wszelkie mosty dla dużej, zewnętrznej pomocy dla naszego państwa. Łatwo przewidzieć, że Unia będzie w pierwszej kolejności wspierać te kraje, które zostały dotknięte pandemią najbardziej. Dotknięte w każdym aspekcie. I epidemiologicznym, i gospodarczym. My się na pewno do tej grupy zaliczać nie będziemy. Liczba zachorowań i zgonów spowodowanych wirusem będzie u nas zapewne dużo niższa, niż we Włoszech, Hiszpanii lub choćby maleńkiej Belgii. Chyba, że załamie się nasz system służby zdrowia.

Rząd PIS-u nie będzie mieć również żadnych argumentów w staraniach o duże unijne wsparcie dla naszej gospodarki. Bo u nas wiele z tych strat będzie efektem katastrofalnych błędów i zaniedbań rządu. Unia nie będzie ponosić konsekwencji tego, że jakiś naród wybrał sobie do rządzenia przestępców, debili i nieudaczników. Poza tym Hiszpania, Francja lub Niemcy rzucają swoim gospodarkom koła ratunkowe w postaci 300-500 miliardów EURO każde. A Włosi 750 miliardów EURO! Zaś rząd PIS-u rzuca naszym firmom 30-40 miliardów… złotych. Dla Brukseli to będzie pewnie koronny argument.

„Polski rząd sam nie chce ratować swojej gospodarki, a my to mamy robić za nich?!”

Dlaczego Niemcy lub Francuzi mają się przejmować tym, że gdy oni tworzyli rezerwy finansowe, PIS przez 4 lata wyłącznie rozdawało pieniądze? Fatalne będą także dla nas konsekwencje tego, że nie jesteśmy w strefie EURO. Również dzięki PIS-owi. I nie chodzi tylko o lecący na pysk kurs złotówki oraz znacznie mniejszą wiarygodność państw nie należących do strefy. Ale o wzajemne pomaganie sobie państw wchodzących w jej skład. Bliższa ciału koszula. Albo „najważniejsza jest rodzina”…

My albo nigdy nie byliśmy członkiem rodziny (strefa EURO), albo byliśmy nim, ale ostatnio co rusz udowadnialiśmy, że do niej najzwyczajniej nie pasujemy (UE i jej priorytety). Staliśmy się, wraz z Węgrami, dwoma wrzodami na ciele Wspólnoty. A wrzody się wycina, a nie reanimuje. Po co Unia miałaby pomagać w odbudowie czegoś, z czym od 4 lat ma wyłącznie problemy? Dwóm państwom, które skutecznie destabilizują jej jedność i pozycję. Czyli ją notorycznie osłabiają. W obliczu kataklizmu i perspektywy wieloletniego usuwania jego skutków dla Unii korzystne będzie pozbycie się albo izolowanie jej najsłabszych (wrogich?) ogniw, bycie mniej liczną, ale bardziej zwartą, solidarną i jednomyślną. Polska, poza roszczeniową polityką PIS-owskiego rządu, łamaniem zapisów traktatów i unijnego prawa oraz groźbami weta, nie ma Unii kompletnie nic do zaoferowania! Nikt nie będzie za nami płakać. I rząd żadnego państwa nie będzie się narażać swoim podatnikom przekonywaniem ich, że PIS-owskiej Polsce należy pomagać w sytuacji, gdy same będą się borykać z usuwaniem skutków pandemią. USA również nam nie pomogą. Mają całą górę własnych problemów na głowie. Zostaniemy sami. Chyba, że rząd PIS-u zwróci się o pomoc do… Kremla.

Summa summarum wizja najbliższych kilku lat jest po prostu czarna. Jeśli wybory majowe jednak się odbędą, to będzie jeszcze czarniejsza. Bo albo rozpoczną one drugą falę zachorowań, albo skutecznie przedłużą falę pierwszą. Jeśli okaże się, że 2 tygodnie po wyborach wskaźnik liczby zachorowań i zgonów wystrzelił nagle w niebo, wówczas rządowi PIS-u pozostanie już tylko kilka miesięcy życia. Miarka się raczej przebierze. Tym bardziej, że będzie to już ostateczny cios w dogorywającą gospodarkę. Wściekłość ludzi, zmęczonych strachem, kwarantannami, siedzeniem w domach, niepewnością utrzymania pracy i powszechnymi zakazami, osiągnie punkt kulminacyjny. Wszystko może się wówczas zdarzyć. I żadne wojsko na ulicach już wtedy PIS-owi nie pomoże. Armia może się nawet dla PIS-u okazać najgroźniejszym wrogiem. Bo ma broń…

Po ostatnich wydarzeniach w Sejmie już chyba nikt nie ma złudzeń, że właśnie ogłoszono nam oficjalny wynik majowych wyborów. PIS nie będzie musiało zapewne fałszować rzeczywistego wyniku, ale gdyby musiało, to zrobi to bez chwili wahania. Za dużo wysiłku wkładają w reelekcję „główki” i zbyt duże straty sondażowe ryzykują, aby moc sobie pozwolić na przegraną. Tym bardziej, że warunki do fałszerstw mają wręcz wymarzone. Ewentualne oszustwo będzie dziecinnie proste, gdyż właściwie wszystkie zabezpieczenia i mechanizmy, gwarantujące wolne i demokratyczne wybory, zostały przez PIS unicestwione lub zamrożone. Wygląda na to, że to oni będą teraz otwierać koperty, liczyć głosy i sporządzać protokoły. Jeśli nie wszystkie, to większość. Na pewno na szczeblu okręgowym i centralnym.

Już wiadomo, że nie zgłosi się nawet 30% ludzi koniecznych do obsadzenia komisji obwodowych. Albo więc PIS dokooptuje do niepełnych składów żołnierzy WOT lub policjantów, albo w ostatniej chwili przeforsuje możliwość działania komisji w składzie np. 2-osobowym. Zresztą, nie będą fałszować setek protokołów komisji obwodowych. Jeśli sfałszują, to na szczeblu okręgów. Nawet, gdyby „główka” w I turze dostał 43%, to mu „podciągną” do 51%, byleby tylko uniknąć II tury. Niewykluczone, że zawyżą frekwencję, aby pokazać światu i Polakom słuszność decyzji o przeprowadzeniu wyborów i wzmocnić mandat starego-nowego „prezydenta”.

Mało mi zostało miejsca, więc nie ma sensu, żebym zaczynał teraz rozbieranie na czynniki pierwsze wtorkowych wydarzeń w Sejmie. Więc tylko parę uwag. Gowin zachowuje się tak, jak przewidywałem. Jeśli nie zmusi swoich posłów do posłuszeństwa, to można będzie o nim jako o polityku mówić w czasie przeszłym. Ale jeśli ich zmusi, to „jeszcze o nim usłyszymy…”. W sensie oczywiście pejoratywnym.

Nie przewidziałem volty PIS-u z dwukrotnym głosowaniem tego samego, własnego projektu głosowania korespondencyjnego. Trudno coś takiego przewidzieć. Już samo to było haniebne. O tym, jakie totalne bezprawie i wszechobecne kłamstwo oraz oszustwa, a także zdziczenie obyczajów, dominują obecnie w Sejmie świadczy fakt, że pod tym drugim, przegłosowanym wieczorem projektem wcześniej „podpisało” się 3 posłów PIS-u, których we wtorek w Sejmie w ogóle nie było! Głosowanie jest elektroniczne, ale podpisywanie zgłaszanych projektów ustaw - własnoręczne. W normalnych warunkach temu szwindlowi towarzyszyłaby wielka awantura. Ale w „państwie PIS-u” to już norma. Dziś większa kultura prawna panuje w ZK Wronki lub wśród podkarpackich alfonsów, niż na Wiejskiej lub Nowogrodzkiej.

Wczoraj przeczytałem bardzo trafne podsumowanie sposobu myślenia i metod działania polityków PIS-u w dobie pandemii.

„Mamy problem, bo to, co robimy, niestety nie działa. Rozwiązanie? Róbmy to samo, tylko bardziej”.- Klasyka irracjonalności…

PIS wkrótce zacznie przypominać dzikie zwierzę miotające się w klatce. Szczerzące kły, robiące dużo hałasu, warczące i złowrogo na nas spoglądające. I nie robiące nic poza tym. Ono wcale nie będzie chciało wydostać się z tej klatki! Przeciwnie, ono będzie czuć się w niej bezpiecznie. Bo już tylko te kraty „klatki” PIS-owskiego aparatu bezpieczeństwa chronić je będą przed naszym gniewem. To nie PIS-owcy będą chcieli wyjść z klatki. To my będziemy chcieli do niej wejść...

[CC] Olga Mazur
(268)

Pobierz PDF Wydrukuj