Gdy w skroniach wali młot nienawiści...

W grudniu ‘81, gdy junta wprowadziła stan wojenny, moja nienawiść do nich osiągnęła apogeum. Bo wtedy, na tę dotychczasową nienawiść, nawarstwiły się szok, zawód, poczucie beznadziei i rozpacz, że oto po 1,5 roku wspaniałego zrywu, ludzkiej solidarności, nadziei i jaskółki zmian, wracamy z powrotem w otchłań totalitaryzmu, wszechobecnego kłamstwa i zniewolenia. Tak jak napisałem wczoraj do jednej znajomej, myślałem wtedy, że to, co czuję, to Himalaje nienawiści. Furia… Myliłem się. Dziś wiem, że to był zaledwie jakiś płaskowyż nienawiści. Teraz wydaje mi się, że tamta moja nienawiść do komuny była dziecinna, płytka i ulotna. Byłem młody, byłem zapalczywy. Dopiero obecnie czuję prawdziwą nienawiść. Taką, jaką czuje się do zabójców własnego dziecka lub matki… Nienawiść dorosłego, w pełni ukształtowanego, doświadczonego, silnego i wściekłego mężczyzny. Wykształconego i inteligentnego, ale w tej swojej nienawiści kierującego się atawistycznymi, „dzikimi” instynktami i chęcią zemsty za wszelką cenę…

Brak mi słów, choć ochłonąłem już trochę po wydarzeniach piątkowej nocy. No, nie da się zacząć tego tekstu od czegoś innego, niż od kolejnej zagrywki tej bolszewickiej swołoczy, tym razem zmieniającej kodeks wyborczy. Ale co ja mogę na ten temat napisać, czego jeszcze nie napisano? Właściwie, to trudno mi nawet powiedzieć, abym był jakość specjalnie zaskoczony. Nie kolejne świństwo i bezprawie Kaczyńskiego mnie tak bardzo zaskoczyło. Tylko to, że do jego zrobienia był zdolny w momencie tak strasznym dla państwa i dla nas wszystkich. Mało mu było epidemii i śmierci, mało katastrofy ekonomicznej i biedy, której przecież nie unikniemy. Mało koszmaru, strachu, płaczu, zwątpienia, niepewności jutra. To dorzucił jeszcze swój polityczny „interesik” z piekła rodem, zaspokajanie swoich chorych, zbrodniczych ambicji. Bo on jest zwykłym zbrodniarzem, a wkrótce może się okazać także ludobójcą.

A już na pewno jest w tej chwili zabójcą naszego państwa. Ktoś wczoraj porównał wydarzenia piątkowej noc z wjechaniem na płonącą wojnę polsko-polską cysterną wypełnioną benzyną. Dziś już tylko pandemia i związane z nią ograniczenia zapobiegają wielkiemu wybuchowi. Ale pandemia kiedyś się skończy i ta wojna polsko-polska przeniesie się na ulice. Gwałtowna, brutalna, nieprzewidywalna i niemal na pewno krwawa. Podsycana dodatkowo poszerzającą się biedą. A wszystko z powodu jednego chorego psychicznie człowieka, paranoika i schizofrenika. Niemal na pewno działającego w porozumieniu ze śmiertelnymi wrogami naszego państwa lub na ich zlecenie.

Nienawidzę Kaczyńskiego. Nienawidzę go, od kiedy pamiętam… Nienawidzę go, bo uosabia całe zło, z jakim miałem styczność w swoim życiu. Jest zaprzeczeniem wszystkich wartości, które wpajano mi w moim domu rodzinnym i które ja potem wpajałem swoim dzieciom. Wszystkich bez wyjątku. Od wielu, wielu lat życzę mu wszystkiego, co najgorsze. Wszystkich możliwych osobistych plag, choroby, bólu, cierpienia, zdychania w samotności. Życzę mu, aby w chwili śmierci miał przed oczyma twarz swojego brata mówiącego mu słowo „morderca!”. Życzę mu, aby prześladowały go upiory tych 96 osób. I innych, tych przez niego skrzywdzonych, okłamanych, zdradzonych i poniżonych. Jeśli rzeczywiście tak wierzy w życie pozagrobowe, to życzę mu w tym następnym życiu wielkiego, płonącego stosu i aby mu tę jego „władzę”, roztopioną jak ołów, wlewano do gardła. Potem reanimowano. A potem powtarzano rytuał. Bez końca.

Ale w partii dziś rządzącej Polską być może wcale nie jej wódz jest najgorszy. W naszej 1000-letniej historii zdarzały się wyjątkowe kanalie i zbrodniarze. Jak większość narodów mieliśmy wielkich zdrajców. Mieliśmy sprzedawczyków, którzy dla osobistych korzyści, bez chwili wahania, poświęcali dobro ogółu i narażali państwo na śmiertelne niebezpieczeństwa. Mieliśmy głupców, niefrasobliwych błaznów, karierowiczów za wszelką cenę, żałosnych nieudaczników i notorycznych kłamców. Ale nie przypominam sobie w naszej historii, aby w jednej zbiorowości, w dodatku rządzącej niepodzielnie całym państwem, wszystkie te najgorsze cechy występowały jednocześnie! W tym także cechy, które nigdy nie były naszą „narodową domeną”! Choćby całkowita bezwolność, ślepe poddaństwo woli jednego człowieka oraz zwykłe tchórzostwo. Polacy nigdy nie byli tchórzami! A wszyscy PIS-owcy nimi są.

I to oni są być może większym naszym przekleństwem, niż ich wódz i guru. Niewiele mniejszą wściekłość, niż na widok Kaczyńskiego, czuję, gdy widzę te wszystkie PIS-owskie gnidy. Które często potrafią w zakłamaniu, obłudzie i hipokryzji prześcignąć swojego wodza, choćby przywołując co rusz Boga lub Matkę Boską, oddając nas pod ich opiekę, wzywając do jakichś debilnych modłów i poświęceń … To taki Czarnecki, Terlecki, Sasin, Błaszczak, Szydłowa, Mazurek, Fogiel lub Sobolewski są najgorsi! Bo bez nich Kaczyński byłby nikim… To oni wpierw wynieśli go na piedestał w swojej partii, a potem na piedestał całego narodu. Są takimi samymi zbrodniarzami, tchórzami i kłamcami jak ich przywódca. Tylko od niego dużo mniej znaczą. Kaczyński przynajmniej nie jest niczyim rabem. A oni są. Kaczyński nikomu d… nie wylizuje i mlaszcze przy tym z udawanego ukontentowania. A oni tak. I choćby dlatego, gdy już szlag trafi tyrana, który zapewne kary żadnej nie poniesie, bo jest na to za stary, tę całą swołocz kanalii, kłamców i sługusów trzeba będzie unicestwić. Dosłownie. Wszelkimi dostępnymi środkami. Zgodnymi z prawem, ale i pozostającymi z prawem w sprzeczności.

‼️WYBORY. Nadal twierdzę, że wybory zostaną przesunięte. Ale gdyby jednak nie, to czekają nas kolejne działania mające na celu utorowanie za wszelką cenę „główce” drogi do reelekcji. Nietrudno przewidzieć, jakie jeszcze zmiany będzie próbować wprowadzić PIS. Wiadomo przecież, że nie zdołają skompletować składów 27 tysięcy komisji obwodowych. A już przeprowadzenie szkoleń takich komisji to czysta abstrakcja. Więc znów, w środku nocy oczywiście, bo to już PIS-owska tradycja, wrzucą do jakiegoś pakietu ustaw „ekonomicznych” punkt o zmniejszeniu składu komisji wyborczych do np. 2 osób. Jeden cywil + jeden funkcjonariusz Policji albo WOT… I znów opozycja będzie postawiona pod ścianą. Zawetują? To znaczy, że nie chce ratować gospodarki! A potem czekają nas kolejne „specustawowe perełki”. Nie będzie już chodzić o to, aby „główka” wygrał, bo i tak jego zwycięstwo będzie przesądzone, ale o to, aby do urn poszło więcej niż 10-15% Polaków. Żeby zachować jakieś pozory masowości i wolności tego wyboru. Flaszka gorzałki przy wejściu do lokalu? Może 1 kg kiełbasy? A może bezpłatny test na obecność wirusa? Na „Prawdziwych Polaków” wystarczy aż nadto. Na Podkarpaciu, Podlasiu lub w Świętokrzyskim potworzą się kolejki do lokali wyborczych…

ZMNIEJSZAJĄCA SIĘ EPIDEMIA. Tak „Miłościwie Nam Panujący” stwierdził wczoraj w jakimś wywiadzie, chyba w „kurwizji”. „Szeroko rozwijająca się epidemia to wzrost o 40% dzień do dnia. Polska jest od tego daleko, daleko, daleko… Mam nadzieję, że to wolne tempo wzrostu liczby zachorowań się utrzyma i że będzie spadało i że tych zachorowań będzie coraz mniej, bo procentowo to się zmniejsza”. Powiedział to w dniu, w którym nie tylko zaliczyliśmy rekord zarażeń, ale w dodatku tych zarażeń (249 osób) było niemal 100% więcej, niż dzień wcześniej! Z poziomu 130 wskoczyliśmy na poziom 250…

Zapowiadałem 2 dni temu, że w ślad za kneblowaniem ust lekarzom, pójdzie zatajanie przez rząd rzeczywistej liczny osób zarażonych oraz ofiar śmiertelnych. I już to mamy. W jednym tylko obiekcie pomocy społecznej zarażonych jest ponad 60 osób. Ale w oficjalnych danych ministerstwa zdrowia nie zostają ujęte, bo trwa proces… „weryfikacji”. „Weryfikują” ich już drugą dobę. Może władze czekają na jakiś spokojniejszy dzień, bez olbrzymiej liczby zachorowań i wtedy wrzucą tych 60 osób do oficjalnych statystyk. Inny przykład. Umiera stosunkowo młody człowiek, bodaj 45-letni. Objawy klasyczne dla koronawirusa. Ale nie zostaje zaliczony do ofiar epidemii, bo nie zdążono mu zrobić testu na obecność… Więc oficjalnie umarł z jakiegoś innego powodu. Starości?

ŁAMANIE KONSTYTUCJI. PIS-owcy wpadają we własne sidła. Na własne życzenie łamią konstytucję. Moja córka zaobserwowała wczoraj z okna taką scenę. Na zupełnie pusty plac zabaw w małym parku w centrum miasta przyszedł mężczyzna z dzieckiem. Minęło kilka minut i pod plac zajechał czarny Lexus z przyciemnionymi szybami. Po co naszym służbom Lexusy na wyposażeniu?! Z auta wyskoczył „zamaskowany” facet i wdał się w gwałtowną pyskówkę z ojcem dziecka. Po chwili wysiadła również „zamaskowana” kobieta, złapała dziecko wpół i wsiadła z nim do auta. A jej kolega skuł kajdankami ojca i też zapakował go do limuzyny. I odjechali. W ciągu kilku minut państwowi funkcjonariusze złamali 2 artykuły naszej Konstytucji! Art. 30 mówiący o wolności oraz art. 52 mówiący o  wolności poruszania się po terytorium RP. Złamali, bo „specustawa” tych praw wcale nas nie pozbawiła! A na wprowadzenie stanu wyjątkowego PIS się nie godzi.

[CC] Olga Mazur

Gdy w skroniach wali młot nienawiści...

W grudniu ‘81, gdy junta wprowadziła stan wojenny, moja nienawiść do nich osiągnęła apogeum. Bo wtedy, na tę dotychczasową nienawiść, nawarstwiły się szok, zawód, poczucie beznadziei i rozpacz, że oto po 1,5 roku wspaniałego zrywu, ludzkiej solidarności, nadziei i jaskółki zmian, wracamy z powrotem w otchłań totalitaryzmu, wszechobecnego kłamstwa i zniewolenia. Tak jak napisałem wczoraj do jednej znajomej, myślałem wtedy, że to, co czuję, to Himalaje nienawiści. Furia… Myliłem się. Dziś wiem, że to był zaledwie jakiś płaskowyż nienawiści. Teraz wydaje mi się, że tamta moja nienawiść do komuny była dziecinna, płytka i ulotna. Byłem młody, byłem zapalczywy. Dopiero obecnie czuję prawdziwą nienawiść. Taką, jaką czuje się do zabójców własnego dziecka lub matki… Nienawiść dorosłego, w pełni ukształtowanego, doświadczonego, silnego i wściekłego mężczyzny. Wykształconego i inteligentnego, ale w tej swojej nienawiści kierującego się atawistycznymi, „dzikimi” instynktami i chęcią zemsty za wszelką cenę…

Brak mi słów, choć ochłonąłem już trochę po wydarzeniach piątkowej nocy. No, nie da się zacząć tego tekstu od czegoś innego, niż od kolejnej zagrywki tej bolszewickiej swołoczy, tym razem zmieniającej kodeks wyborczy. Ale co ja mogę na ten temat napisać, czego jeszcze nie napisano? Właściwie, to trudno mi nawet powiedzieć, abym był jakość specjalnie zaskoczony. Nie kolejne świństwo i bezprawie Kaczyńskiego mnie tak bardzo zaskoczyło. Tylko to, że do jego zrobienia był zdolny w momencie tak strasznym dla państwa i dla nas wszystkich. Mało mu było epidemii i śmierci, mało katastrofy ekonomicznej i biedy, której przecież nie unikniemy. Mało koszmaru, strachu, płaczu, zwątpienia, niepewności jutra. To dorzucił jeszcze swój polityczny „interesik” z piekła rodem, zaspokajanie swoich chorych, zbrodniczych ambicji. Bo on jest zwykłym zbrodniarzem, a wkrótce może się okazać także ludobójcą.

A już na pewno jest w tej chwili zabójcą naszego państwa. Ktoś wczoraj porównał wydarzenia piątkowej noc z wjechaniem na płonącą wojnę polsko-polską cysterną wypełnioną benzyną. Dziś już tylko pandemia i związane z nią ograniczenia zapobiegają wielkiemu wybuchowi. Ale pandemia kiedyś się skończy i ta wojna polsko-polska przeniesie się na ulice. Gwałtowna, brutalna, nieprzewidywalna i niemal na pewno krwawa. Podsycana dodatkowo poszerzającą się biedą. A wszystko z powodu jednego chorego psychicznie człowieka, paranoika i schizofrenika. Niemal na pewno działającego w porozumieniu ze śmiertelnymi wrogami naszego państwa lub na ich zlecenie.

Nienawidzę Kaczyńskiego. Nienawidzę go, od kiedy pamiętam… Nienawidzę go, bo uosabia całe zło, z jakim miałem styczność w swoim życiu. Jest zaprzeczeniem wszystkich wartości, które wpajano mi w moim domu rodzinnym i które ja potem wpajałem swoim dzieciom. Wszystkich bez wyjątku. Od wielu, wielu lat życzę mu wszystkiego, co najgorsze. Wszystkich możliwych osobistych plag, choroby, bólu, cierpienia, zdychania w samotności. Życzę mu, aby w chwili śmierci miał przed oczyma twarz swojego brata mówiącego mu słowo „morderca!”. Życzę mu, aby prześladowały go upiory tych 96 osób. I innych, tych przez niego skrzywdzonych, okłamanych, zdradzonych i poniżonych. Jeśli rzeczywiście tak wierzy w życie pozagrobowe, to życzę mu w tym następnym życiu wielkiego, płonącego stosu i aby mu tę jego „władzę”, roztopioną jak ołów, wlewano do gardła. Potem reanimowano. A potem powtarzano rytuał. Bez końca.

Ale w partii dziś rządzącej Polską być może wcale nie jej wódz jest najgorszy. W naszej 1000-letniej historii zdarzały się wyjątkowe kanalie i zbrodniarze. Jak większość narodów mieliśmy wielkich zdrajców. Mieliśmy sprzedawczyków, którzy dla osobistych korzyści, bez chwili wahania, poświęcali dobro ogółu i narażali państwo na śmiertelne niebezpieczeństwa. Mieliśmy głupców, niefrasobliwych błaznów, karierowiczów za wszelką cenę, żałosnych nieudaczników i notorycznych kłamców. Ale nie przypominam sobie w naszej historii, aby w jednej zbiorowości, w dodatku rządzącej niepodzielnie całym państwem, wszystkie te najgorsze cechy występowały jednocześnie! W tym także cechy, które nigdy nie były naszą „narodową domeną”! Choćby całkowita bezwolność, ślepe poddaństwo woli jednego człowieka oraz zwykłe tchórzostwo. Polacy nigdy nie byli tchórzami! A wszyscy PIS-owcy nimi są.

I to oni są być może większym naszym przekleństwem, niż ich wódz i guru. Niewiele mniejszą wściekłość, niż na widok Kaczyńskiego, czuję, gdy widzę te wszystkie PIS-owskie gnidy. Które często potrafią w zakłamaniu, obłudzie i hipokryzji prześcignąć swojego wodza, choćby przywołując co rusz Boga lub Matkę Boską, oddając nas pod ich opiekę, wzywając do jakichś debilnych modłów i poświęceń … To taki Czarnecki, Terlecki, Sasin, Błaszczak, Szydłowa, Mazurek, Fogiel lub Sobolewski są najgorsi! Bo bez nich Kaczyński byłby nikim… To oni wpierw wynieśli go na piedestał w swojej partii, a potem na piedestał całego narodu. Są takimi samymi zbrodniarzami, tchórzami i kłamcami jak ich przywódca. Tylko od niego dużo mniej znaczą. Kaczyński przynajmniej nie jest niczyim rabem. A oni są. Kaczyński nikomu d… nie wylizuje i mlaszcze przy tym z udawanego ukontentowania. A oni tak. I choćby dlatego, gdy już szlag trafi tyrana, który zapewne kary żadnej nie poniesie, bo jest na to za stary, tę całą swołocz kanalii, kłamców i sługusów trzeba będzie unicestwić. Dosłownie. Wszelkimi dostępnymi środkami. Zgodnymi z prawem, ale i pozostającymi z prawem w sprzeczności.

‼️WYBORY. Nadal twierdzę, że wybory zostaną przesunięte. Ale gdyby jednak nie, to czekają nas kolejne działania mające na celu utorowanie za wszelką cenę „główce” drogi do reelekcji. Nietrudno przewidzieć, jakie jeszcze zmiany będzie próbować wprowadzić PIS. Wiadomo przecież, że nie zdołają skompletować składów 27 tysięcy komisji obwodowych. A już przeprowadzenie szkoleń takich komisji to czysta abstrakcja. Więc znów, w środku nocy oczywiście, bo to już PIS-owska tradycja, wrzucą do jakiegoś pakietu ustaw „ekonomicznych” punkt o zmniejszeniu składu komisji wyborczych do np. 2 osób. Jeden cywil + jeden funkcjonariusz Policji albo WOT… I znów opozycja będzie postawiona pod ścianą. Zawetują? To znaczy, że nie chce ratować gospodarki! A potem czekają nas kolejne „specustawowe perełki”. Nie będzie już chodzić o to, aby „główka” wygrał, bo i tak jego zwycięstwo będzie przesądzone, ale o to, aby do urn poszło więcej niż 10-15% Polaków. Żeby zachować jakieś pozory masowości i wolności tego wyboru. Flaszka gorzałki przy wejściu do lokalu? Może 1 kg kiełbasy? A może bezpłatny test na obecność wirusa? Na „Prawdziwych Polaków” wystarczy aż nadto. Na Podkarpaciu, Podlasiu lub w Świętokrzyskim potworzą się kolejki do lokali wyborczych…

ZMNIEJSZAJĄCA SIĘ EPIDEMIA. Tak „Miłościwie Nam Panujący” stwierdził wczoraj w jakimś wywiadzie, chyba w „kurwizji”. „Szeroko rozwijająca się epidemia to wzrost o 40% dzień do dnia. Polska jest od tego daleko, daleko, daleko… Mam nadzieję, że to wolne tempo wzrostu liczby zachorowań się utrzyma i że będzie spadało i że tych zachorowań będzie coraz mniej, bo procentowo to się zmniejsza”. Powiedział to w dniu, w którym nie tylko zaliczyliśmy rekord zarażeń, ale w dodatku tych zarażeń (249 osób) było niemal 100% więcej, niż dzień wcześniej! Z poziomu 130 wskoczyliśmy na poziom 250…

Zapowiadałem 2 dni temu, że w ślad za kneblowaniem ust lekarzom, pójdzie zatajanie przez rząd rzeczywistej liczny osób zarażonych oraz ofiar śmiertelnych. I już to mamy. W jednym tylko obiekcie pomocy społecznej zarażonych jest ponad 60 osób. Ale w oficjalnych danych ministerstwa zdrowia nie zostają ujęte, bo trwa proces… „weryfikacji”. „Weryfikują” ich już drugą dobę. Może władze czekają na jakiś spokojniejszy dzień, bez olbrzymiej liczby zachorowań i wtedy wrzucą tych 60 osób do oficjalnych statystyk. Inny przykład. Umiera stosunkowo młody człowiek, bodaj 45-letni. Objawy klasyczne dla koronawirusa. Ale nie zostaje zaliczony do ofiar epidemii, bo nie zdążono mu zrobić testu na obecność… Więc oficjalnie umarł z jakiegoś innego powodu. Starości?

ŁAMANIE KONSTYTUCJI. PIS-owcy wpadają we własne sidła. Na własne życzenie łamią konstytucję. Moja córka zaobserwowała wczoraj z okna taką scenę. Na zupełnie pusty plac zabaw w małym parku w centrum miasta przyszedł mężczyzna z dzieckiem. Minęło kilka minut i pod plac zajechał czarny Lexus z przyciemnionymi szybami. Po co naszym służbom Lexusy na wyposażeniu?! Z auta wyskoczył „zamaskowany” facet i wdał się w gwałtowną pyskówkę z ojcem dziecka. Po chwili wysiadła również „zamaskowana” kobieta, złapała dziecko wpół i wsiadła z nim do auta. A jej kolega skuł kajdankami ojca i też zapakował go do limuzyny. I odjechali. W ciągu kilku minut państwowi funkcjonariusze złamali 2 artykuły naszej Konstytucji! Art. 30 mówiący o wolności oraz art. 52 mówiący o  wolności poruszania się po terytorium RP. Złamali, bo „specustawa” tych praw wcale nas nie pozbawiła! A na wprowadzenie stanu wyjątkowego PIS się nie godzi.

[CC] Olga Mazur
(265)

Pobierz PDF Wydrukuj