Sztywne normy prawa

"DLA PIS ZDROWIE I ŻYCIE POLAKÓW JEST WAŻNIEJSZE NIŻ SZTYWNE NORMY PRAWA…”

Słowa te wypowiedział 3 dni temu „Neandertalczyk” Krzysztof Sobolewski, nowy podkarpacki baron PIS-u. Wskoczył na miejsce zwolnione przez Kuchcińskiego. Jest także szefem Komitetu Wykonawczego PIS, więc można go nazywać „partyjną szychą”. Już od kilku miesięcy, gdy widzimy w mediach przemieszczającego się po Sejmie Kaczyńskiego (z jego nieodłączną świtą), niemal zawsze tuż za nim drepcze właśnie Sobolewski. A to już o czymś świadczy. Durny jak jego poprzednik, a na dodatek wygląda jeszcze gorzej, niż „lotnik”. Właściwie, to Neandertalczyk nie zasługuje na więcej, niż moją krótką wzmiankę lub splunięcie, a jednak już chyba czwarty raz zajmuję się tym tłukiem. Nie tylko dlatego, że jak on już coś chlapnie, to trudno to puścić bez komentarza. Ale także dlatego, że jest czołowym przedstawicielem PIS-owskiej „nowej fali”. I coś mi intuicja podpowiada, że już wkrótce te młode wilki (Horała, Fogiel-Mogiel, „Azorek” Czarnek, Pęk) będą na Nowogrodzkiej znaczyć dużo więcej, niż dzisiejsi pretorianie Prezesa czyli Błaszczak, Suski lub Terlecki. Nie wiadomo tylko, w jakich okolicznościach do tej zmiany warty dojdzie. Młodzi zastąpią starych, o ile oczywiście w ogóle dożyją odejścia Kaczyńskiego…

Tytułowe zdanie Neandertalczyk wypowiedział z mównicy sejmowej w kierunku opozycji. Mówił bełkotliwie, ale chyba dobrze zanotowałem. Zawsze, gdy słyszę takie PIS-owskie „prawdy objawione”, myślę sobie, że oto jest kolejny, namacalny dowód na to, że żadnego Boga nie ma… Bo gdyby rzeczywiście istniał, to tak by przypie… w Sobolewskiego piorunem, że zostałaby tylko dziura w podłodze i kupka popiołu. O wyższości zdrowia i życia Polaków nad sztywnymi normami prawa mówi prominentny polityk partii, która dla osiągnięcia sukcesu politycznego i przedłużenia swojej politycznej hegemonii nie chce nawet słyszeć o zmianie terminu majowych wyborów! Wbrew oczywistym faktom, ostrzeżeniom, protestom, fatalnym doświadczeniom z francuskimi wyborami, a także logice i zdrowemu rozsądkowi. I to w sytuacji, gdy dosłownie wszystkie państwa, które miały zaplanowane na najbliższy czas wybory lub referenda, bez chwili namysłu zmieniły ich terminy.

Decyzję w sprawie majowych wyborów w ogóle powinni podejmować teraz nie żadni politycy, tylko lekarze! A już na pewno nie tacy bolszewicy jak PIS-owcy, którzy głęboko w dupie mają i zdrowie oraz życie Polaków, i normy prawa. Przecież nawet 10-letnie dziecko wie, że masowe wyjście ludzi do urn na pewno nie przyczyni się do spadku zachorowań… NIE MOŻE POMÓC W WALCE Z EPIDEMIĄ! Może (czytaj – musi) spowodować wyłącznie wzrost ich liczby. Nawet do dramatycznych rozmiarów… To już nie jest podejmowanie ryzyka ani rzucanie monetą. Gdzie szanse są "fifty fifty". Tu efekt jest znany z góry.

I ten koszmarny efekt, czyli spowodowanie rozszerzenia zarazy lub jej nawrotu, choć jest pomysłem jednego psychicznie chorego człowieka, jest aprobowany przez całą partię rządzącą 38-milionowym narodem. Nie słychać jakoś nic o masowym rzucaniu legitymacji partyjnych przez członków PIS-u. Nie słychać nic o głośnych protestach przeciwko pomysłom partyjnej „góry”! Więc można domniemywać, że 40.000 członków tej partii w pełni popiera decyzję o przeprowadzeniu wyborów. Można również domniemywać, że większość z nich milczy po prostu ze strachu. Z obawy, że głośny protest lub choćby wyrażenie wątpliwości pozbawią ich dotychczasowych profitów ze sprawowania władzy. Ale czy przez to, że są zwykłymi kanaliami, tchórzami, bezwolnymi kukłami lub karierowiczami, są mniej winni?! 40.000 członków PIS-u nie potrafi powstrzymać jednego szaleńca, bo im się to… nie opłaca!

Robią sobie zimną kalkulację… Władza, stanowisko, służbowy samochód, lewe dochody, fucha dla żony w spółce SP, fucha dla brata lub kochanki w radzie nadzorczej spółki komunalnej… To z jednej strony, to są ich wymierne korzyści. A ewentualne starty? Zarażenie się jakichś anonimowych ludzi. Może ich śmierć. No i kolejny cios w ekonomiczne fundamenty państwa. Robią taki rachunek zysków oraz strat i... milczą. Wiedzą, że decyzja ich partyjnych szefów jest szalona i samobójcza, a jednak ją aprobują. I potem wychodzi taka menda na mównicę sejmową i wciska nam brednie o tym, jak wysoko jego partia ceni nasze życie i zdrowie.

Gdy usłyszałem wypowiedź Sobolewskiego od razu przypomniały mi się podobne słowa wygłoszone w listopadzie 2015r., z tej samej zresztą mównicy sejmowej. Słowa Kornela Morawieckiego.

„Nad prawem jest dobro narodu. Jeżeli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać tego za coś, czego nie możemy naruszyć. (…) Prawo, które nie służy narodowi, to jest bezprawie”.

Tyle się u nas wydarzyło w ciągu ostatnich ponad 4 lat, że choć większość z Was pamięta te porażające słowa, wypowiedziane przecież nie przez jakiegoś zwykłego posła, ale ówczesnego Marszałka-seniora, to mało kto już dziś kojarzy, jakiemu wydarzeniu one towarzyszyły… Otóż towarzyszyły one jednemu z pierwszych ciosów w naszą Konstytucję. Anulowaniu(?!) przez ówczesny Sejm, już zdominowany przez PIS, wyboru 5 sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez poprzedni Sejm. Był to jeden z kamieni węgielnych koszmaru, z jakim mamy dziś do czynienia w naszym kraju. A z argumentu o wyższości dobra narodu nad prawem PIS-owcy zrobili dewizę swoich „rządów”. Wszystkie przypadki łamania Konstytucji lub prawa usprawiedliwiali działaniem dla dobra nas wszystkich…

Co jest takiego w treści pojęcia „prawo”, że każde stawianie ponad nim treści pojęć „dobro narodu” lub „zdrowie narodu” jest niedopuszczalne? Dlaczego takie deprecjonowanie prawa jest nie tylko herezją, ale także bramą wjazdową dla wszelkiego zła, katastrofy, bezprawia i totalitaryzmu? Dlaczego w normalnych państwach społeczeństwa przywiązują do przestrzegania prawa tak duże znaczenie? Dlaczego konstytucja i prawo są przez nie traktowane jak świętość, a ich złamanie przez rządzących traktowane niemal jak zbrodnia? Odpowiedź brzmi - BO KONSTYTUCJA I NORMY PRAWNE SĄ ZAPISANE. Ich przepisy są ujęte w regulaminach, kodeksach, artykułach i paragrafach. Które kiedyś opracowały setki mądrych ludzi, polityków o różnych poglądach, konstytucjonalistów i prawników, czerpiących wzory z doświadczeń minionych wieków i różnych cywilizacji. Treść tych zapisów dokładnie analizowano i w końcu zaaprobowano, często po zażartych dyskusjach, ale także po osiągnięciu jakiegoś konsensusu. Poza tym zapisy prawa są jednoznaczne, no i dotyczą wszystkich. Choć i te zapisy można czasami różnie interpretować lub znaleźć w nich luki. Ale to są wyjątki.

A pojęcia „dobro narodu” lub „zdrowie narodu” to pojęcia względne. Możliwości interpretacji lub nadawania im kompletnie różnych znaczeń są praktycznie nieograniczone. Dla normalnych, uczciwych obywateli „dobro narodu” to równe prawa i praworządność, wolność osobista i wolne, demokratyczne wybory, swoboda wyrażania poglądów, dobrobyt, bezpieczeństwo, stabilizacja, uczciwość rządzących i ich dbałość o naród. A także nieuchronność kary i potępienie za działanie wbrew dobru narodu. Dla nas przestrzeganie zapisów Konstytucji to gwarancja przestrzegania naszych praw. To dlatego na całym świecie przywódcy państwowi ślubują wierność właśnie konstytucji i to na konstytucji kładą w czasie ślubowania dłoń. A nie na książce kucharskiej.

Ale miażdżąca większość członków PIS-u to nie są uczciwi, przyzwoici i prawomyślni obywatele. Dla nich wszystkich dobro ich partii zawsze stoi ponad dobrem narodu. Dla nich „dobro narodu” jest zapewne równoznaczne z rządami ich partii przez następne 100 lat, kultem Kaczyńskiego, zawłaszczeniem państwa, jego ingerencją w każdą dziedzinę życia obywateli, upolitycznieniem wszystkich instytucji, systemem zakazów i nakazów, wszechmocnym i stojący właśnie ponad prawem kościołem katolickim… To oni, rzekomo dla dobra nas wszystkich, kilkadziesiąt razy złamali Konstytucję. To PIS, argumentując to działaniem dla dobra narodu, bolszewizuje nasze sądy i toczy wojnę z instytucjami unijnymi. To PIS twierdzi, że dobro narodu wymaga przeprowadzenia w terminie majowych wyborów. To PIS teraz, rzekomo dla dobra narodu oraz zdrowia i życia Polaków, kneblują usta lekarzom, którzy nam to życie i zdrowie ratują.

Sobolewski trzy dni temu może i nawet nie skłamał. Powiedział po prostu zdanie, które akurat w ustach PIS-owców, po 4 latach ich rządów, nie ma żadnego znaczenia. Takie „masło maślane”, które miało wyłącznie usprawiedliwić kolejne złamanie przez nich norm prawa. Tak jakby wiarygodność tego usprawiedliwienia odgrywała jakąś rolę. Nie odgrywa żadnej roli. PIS setki razy udowodniło już, że nie szanuje ani prawa, ani naszego zdrowia. Przywiązują do nich wagę tylko wtedy, gdy jest im to na rękę. Dziś chcą złamać prawo, więc używają argumentu o wyższości naszego zdrowia i życia nad tym prawem. Jutro nie będzie im się opłacało chronić naszego zdrowia i życia, więc rozłożą bezradnie ręce i powiedzą „chcielibyśmy was ratować, ale prawo na to nie pozwala”. I tak w kółko.

[CC] Olga Mazur

Sztywne normy prawa

"DLA PIS ZDROWIE I ŻYCIE POLAKÓW JEST WAŻNIEJSZE NIŻ SZTYWNE NORMY PRAWA…”

Słowa te wypowiedział 3 dni temu „Neandertalczyk” Krzysztof Sobolewski, nowy podkarpacki baron PIS-u. Wskoczył na miejsce zwolnione przez Kuchcińskiego. Jest także szefem Komitetu Wykonawczego PIS, więc można go nazywać „partyjną szychą”. Już od kilku miesięcy, gdy widzimy w mediach przemieszczającego się po Sejmie Kaczyńskiego (z jego nieodłączną świtą), niemal zawsze tuż za nim drepcze właśnie Sobolewski. A to już o czymś świadczy. Durny jak jego poprzednik, a na dodatek wygląda jeszcze gorzej, niż „lotnik”. Właściwie, to Neandertalczyk nie zasługuje na więcej, niż moją krótką wzmiankę lub splunięcie, a jednak już chyba czwarty raz zajmuję się tym tłukiem. Nie tylko dlatego, że jak on już coś chlapnie, to trudno to puścić bez komentarza. Ale także dlatego, że jest czołowym przedstawicielem PIS-owskiej „nowej fali”. I coś mi intuicja podpowiada, że już wkrótce te młode wilki (Horała, Fogiel-Mogiel, „Azorek” Czarnek, Pęk) będą na Nowogrodzkiej znaczyć dużo więcej, niż dzisiejsi pretorianie Prezesa czyli Błaszczak, Suski lub Terlecki. Nie wiadomo tylko, w jakich okolicznościach do tej zmiany warty dojdzie. Młodzi zastąpią starych, o ile oczywiście w ogóle dożyją odejścia Kaczyńskiego…

Tytułowe zdanie Neandertalczyk wypowiedział z mównicy sejmowej w kierunku opozycji. Mówił bełkotliwie, ale chyba dobrze zanotowałem. Zawsze, gdy słyszę takie PIS-owskie „prawdy objawione”, myślę sobie, że oto jest kolejny, namacalny dowód na to, że żadnego Boga nie ma… Bo gdyby rzeczywiście istniał, to tak by przypie… w Sobolewskiego piorunem, że zostałaby tylko dziura w podłodze i kupka popiołu. O wyższości zdrowia i życia Polaków nad sztywnymi normami prawa mówi prominentny polityk partii, która dla osiągnięcia sukcesu politycznego i przedłużenia swojej politycznej hegemonii nie chce nawet słyszeć o zmianie terminu majowych wyborów! Wbrew oczywistym faktom, ostrzeżeniom, protestom, fatalnym doświadczeniom z francuskimi wyborami, a także logice i zdrowemu rozsądkowi. I to w sytuacji, gdy dosłownie wszystkie państwa, które miały zaplanowane na najbliższy czas wybory lub referenda, bez chwili namysłu zmieniły ich terminy.

Decyzję w sprawie majowych wyborów w ogóle powinni podejmować teraz nie żadni politycy, tylko lekarze! A już na pewno nie tacy bolszewicy jak PIS-owcy, którzy głęboko w dupie mają i zdrowie oraz życie Polaków, i normy prawa. Przecież nawet 10-letnie dziecko wie, że masowe wyjście ludzi do urn na pewno nie przyczyni się do spadku zachorowań… NIE MOŻE POMÓC W WALCE Z EPIDEMIĄ! Może (czytaj – musi) spowodować wyłącznie wzrost ich liczby. Nawet do dramatycznych rozmiarów… To już nie jest podejmowanie ryzyka ani rzucanie monetą. Gdzie szanse są "fifty fifty". Tu efekt jest znany z góry.

I ten koszmarny efekt, czyli spowodowanie rozszerzenia zarazy lub jej nawrotu, choć jest pomysłem jednego psychicznie chorego człowieka, jest aprobowany przez całą partię rządzącą 38-milionowym narodem. Nie słychać jakoś nic o masowym rzucaniu legitymacji partyjnych przez członków PIS-u. Nie słychać nic o głośnych protestach przeciwko pomysłom partyjnej „góry”! Więc można domniemywać, że 40.000 członków tej partii w pełni popiera decyzję o przeprowadzeniu wyborów. Można również domniemywać, że większość z nich milczy po prostu ze strachu. Z obawy, że głośny protest lub choćby wyrażenie wątpliwości pozbawią ich dotychczasowych profitów ze sprawowania władzy. Ale czy przez to, że są zwykłymi kanaliami, tchórzami, bezwolnymi kukłami lub karierowiczami, są mniej winni?! 40.000 członków PIS-u nie potrafi powstrzymać jednego szaleńca, bo im się to… nie opłaca!

Robią sobie zimną kalkulację… Władza, stanowisko, służbowy samochód, lewe dochody, fucha dla żony w spółce SP, fucha dla brata lub kochanki w radzie nadzorczej spółki komunalnej… To z jednej strony, to są ich wymierne korzyści. A ewentualne starty? Zarażenie się jakichś anonimowych ludzi. Może ich śmierć. No i kolejny cios w ekonomiczne fundamenty państwa. Robią taki rachunek zysków oraz strat i... milczą. Wiedzą, że decyzja ich partyjnych szefów jest szalona i samobójcza, a jednak ją aprobują. I potem wychodzi taka menda na mównicę sejmową i wciska nam brednie o tym, jak wysoko jego partia ceni nasze życie i zdrowie.

Gdy usłyszałem wypowiedź Sobolewskiego od razu przypomniały mi się podobne słowa wygłoszone w listopadzie 2015r., z tej samej zresztą mównicy sejmowej. Słowa Kornela Morawieckiego.

„Nad prawem jest dobro narodu. Jeżeli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać tego za coś, czego nie możemy naruszyć. (…) Prawo, które nie służy narodowi, to jest bezprawie”.

Tyle się u nas wydarzyło w ciągu ostatnich ponad 4 lat, że choć większość z Was pamięta te porażające słowa, wypowiedziane przecież nie przez jakiegoś zwykłego posła, ale ówczesnego Marszałka-seniora, to mało kto już dziś kojarzy, jakiemu wydarzeniu one towarzyszyły… Otóż towarzyszyły one jednemu z pierwszych ciosów w naszą Konstytucję. Anulowaniu(?!) przez ówczesny Sejm, już zdominowany przez PIS, wyboru 5 sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez poprzedni Sejm. Był to jeden z kamieni węgielnych koszmaru, z jakim mamy dziś do czynienia w naszym kraju. A z argumentu o wyższości dobra narodu nad prawem PIS-owcy zrobili dewizę swoich „rządów”. Wszystkie przypadki łamania Konstytucji lub prawa usprawiedliwiali działaniem dla dobra nas wszystkich…

Co jest takiego w treści pojęcia „prawo”, że każde stawianie ponad nim treści pojęć „dobro narodu” lub „zdrowie narodu” jest niedopuszczalne? Dlaczego takie deprecjonowanie prawa jest nie tylko herezją, ale także bramą wjazdową dla wszelkiego zła, katastrofy, bezprawia i totalitaryzmu? Dlaczego w normalnych państwach społeczeństwa przywiązują do przestrzegania prawa tak duże znaczenie? Dlaczego konstytucja i prawo są przez nie traktowane jak świętość, a ich złamanie przez rządzących traktowane niemal jak zbrodnia? Odpowiedź brzmi - BO KONSTYTUCJA I NORMY PRAWNE SĄ ZAPISANE. Ich przepisy są ujęte w regulaminach, kodeksach, artykułach i paragrafach. Które kiedyś opracowały setki mądrych ludzi, polityków o różnych poglądach, konstytucjonalistów i prawników, czerpiących wzory z doświadczeń minionych wieków i różnych cywilizacji. Treść tych zapisów dokładnie analizowano i w końcu zaaprobowano, często po zażartych dyskusjach, ale także po osiągnięciu jakiegoś konsensusu. Poza tym zapisy prawa są jednoznaczne, no i dotyczą wszystkich. Choć i te zapisy można czasami różnie interpretować lub znaleźć w nich luki. Ale to są wyjątki.

A pojęcia „dobro narodu” lub „zdrowie narodu” to pojęcia względne. Możliwości interpretacji lub nadawania im kompletnie różnych znaczeń są praktycznie nieograniczone. Dla normalnych, uczciwych obywateli „dobro narodu” to równe prawa i praworządność, wolność osobista i wolne, demokratyczne wybory, swoboda wyrażania poglądów, dobrobyt, bezpieczeństwo, stabilizacja, uczciwość rządzących i ich dbałość o naród. A także nieuchronność kary i potępienie za działanie wbrew dobru narodu. Dla nas przestrzeganie zapisów Konstytucji to gwarancja przestrzegania naszych praw. To dlatego na całym świecie przywódcy państwowi ślubują wierność właśnie konstytucji i to na konstytucji kładą w czasie ślubowania dłoń. A nie na książce kucharskiej.

Ale miażdżąca większość członków PIS-u to nie są uczciwi, przyzwoici i prawomyślni obywatele. Dla nich wszystkich dobro ich partii zawsze stoi ponad dobrem narodu. Dla nich „dobro narodu” jest zapewne równoznaczne z rządami ich partii przez następne 100 lat, kultem Kaczyńskiego, zawłaszczeniem państwa, jego ingerencją w każdą dziedzinę życia obywateli, upolitycznieniem wszystkich instytucji, systemem zakazów i nakazów, wszechmocnym i stojący właśnie ponad prawem kościołem katolickim… To oni, rzekomo dla dobra nas wszystkich, kilkadziesiąt razy złamali Konstytucję. To PIS, argumentując to działaniem dla dobra narodu, bolszewizuje nasze sądy i toczy wojnę z instytucjami unijnymi. To PIS twierdzi, że dobro narodu wymaga przeprowadzenia w terminie majowych wyborów. To PIS teraz, rzekomo dla dobra narodu oraz zdrowia i życia Polaków, kneblują usta lekarzom, którzy nam to życie i zdrowie ratują.

Sobolewski trzy dni temu może i nawet nie skłamał. Powiedział po prostu zdanie, które akurat w ustach PIS-owców, po 4 latach ich rządów, nie ma żadnego znaczenia. Takie „masło maślane”, które miało wyłącznie usprawiedliwić kolejne złamanie przez nich norm prawa. Tak jakby wiarygodność tego usprawiedliwienia odgrywała jakąś rolę. Nie odgrywa żadnej roli. PIS setki razy udowodniło już, że nie szanuje ani prawa, ani naszego zdrowia. Przywiązują do nich wagę tylko wtedy, gdy jest im to na rękę. Dziś chcą złamać prawo, więc używają argumentu o wyższości naszego zdrowia i życia nad tym prawem. Jutro nie będzie im się opłacało chronić naszego zdrowia i życia, więc rozłożą bezradnie ręce i powiedzą „chcielibyśmy was ratować, ale prawo na to nie pozwala”. I tak w kółko.

[CC] Olga Mazur
(262)

Pobierz PDF Wydrukuj