Realizm magiczny

Literatura zawsze jest trochę nierzeczywista, choć zbudowana z elementów rzeczywistości, tak jak domek z kart: karty są realne, domek wygląda jak pałac, ale nie można tam wejść… Pisarz do tej realnej nierzeczywistości wprowadza jeszcze magię: rozmaite cuda, czynione przez niewiarę i beznadzieję są oczywistością każdego Macondo, które istnieje w nas.

Rząd, który już od pięciu lat nas kocha (no, może nie wszystkich, bo nie wszyscy jesteśmy Chrystusami odpowiedniego sortu) i sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, bogatsi i bardziej prawicowi, stanął przed problemem, którego dotąd unikał: trzeba jeszcze uczynić nas zdrowymi. W następnej kadencji pana Dudy staniemy się też młodzi i piękni.

Jeśli przeżyjemy.

Nasza służba zdrowia ma doskonałych lekarzy, ofiarnych ratowników, świetnie wyszkolone pielęgniarki i kompetentną administrację oraz sprzęt medyczny najwyższej jakości (dzięki, Jurek!) i tylko jedną wadę: wszystkiego jest za mało, więc nie może nadążyć za wirusem. Rada na to jest jedna: nie chorujmy. Żeby nie chorować – nie zarażajmy się. Żeby się nie zarażać – nie wychodźmy z domu.

Więc nie wychodzimy.

Bez szkół jest lepiej niż ze szkołami, zresztą wiemy o tym, że najlepszymi miejscami pracy są szkoły bez uczniów, pociągi bez pasażerów, sklepy bez klientów i szpitale bez pacjentów, bez lekarzy, bez testów i bez respiratorów. My, staruchy, zdziecinnieliśmy i jesteśmy jak Kevin: sami w domu. Zakupy zrobią nam harcerze, którzy są w zdalnej szkole, albo krewni, którzy wyszli i nie wrócili, w sklepach, gdzie niedługo nie będzie pracowników i towarów, bo wszyscy zostaną w domu. Ale i tak jest Wielki Post. Możemy sobie jedzenie zamówić przez internet, z dostawą na koniec kwietnia. Zjemy psy, których nie będzie można wyprowadzać i koty, którym zabraknie żwirku i whiskas. Nietoperzy i łuskowców nie zjemy. Wszyscy będziemy szyli maseczki dla szpitali, produkowali żele antybakteryjne (wirus nie jest bakterią, ale może też się wyżeluje), skręcali w garażach respiratory. Prezydent po sezonie narciarskim odda swoje gogle. A co z tymi, co zachorują na żółtaczkę, dostaną zawału czy wylewu, albo złamią nogę? Wyleczymy się kwarantanną…

W szkołach nauczanie zdalne - a jeśli ktoś nie ma komputera? Albo jego rodzice już się kłócą o dostęp do sieci, bo pracują zdalnie? Albo prąd mu wyłączą? Albo zaatakuje go wirus komputerowy? Zamknęliśmy granice, ale nie całkiem. Niewykluczone, że wykopiemy fosę i postawimy częstokoły, być może reaktywowana zostanie akcja otoczenia granic różańcem, ale trzeba wyprodukować takie duże, co najmniej półtorametrowe. Wiara czyni cuda – przy braku szczepionki i respiratorów tylko to się sprawdzi w naszym Macondo. Trzeba dzień święty święcić – stwierdził prezes i dał się sfotografować pod kościołem. Dlaczego nie umiem uwierzyć w szczerość tej deklaracji? Ani w zapewnienia, że nic nam nie grozi i po 10 maja nie trafimy do urny? I że obecny prezydent nie prowadzi kampanii, tylko okazuje miłość do ludu, poddanego kwarantannie, która potrwa pewno do wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta? Potem - choćby potop.

Marquez twierdził, że mądrość przychodzi wtedy, kiedy nie jest już nam do niczego przydatna… Czyli, po polsku mówiąc – po szkodzie.

I tak udało nam się połączyć dwie koncepcje realizmu magicznego: sto lat samotności z miłością w czasach zarazy.

[CC] Maciej Pinkwart

Realizm magiczny

Literatura zawsze jest trochę nierzeczywista, choć zbudowana z elementów rzeczywistości, tak jak domek z kart: karty są realne, domek wygląda jak pałac, ale nie można tam wejść… Pisarz do tej realnej nierzeczywistości wprowadza jeszcze magię: rozmaite cuda, czynione przez niewiarę i beznadzieję są oczywistością każdego Macondo, które istnieje w nas.

Rząd, który już od pięciu lat nas kocha (no, może nie wszystkich, bo nie wszyscy jesteśmy Chrystusami odpowiedniego sortu) i sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, bogatsi i bardziej prawicowi, stanął przed problemem, którego dotąd unikał: trzeba jeszcze uczynić nas zdrowymi. W następnej kadencji pana Dudy staniemy się też młodzi i piękni.

Jeśli przeżyjemy.

Nasza służba zdrowia ma doskonałych lekarzy, ofiarnych ratowników, świetnie wyszkolone pielęgniarki i kompetentną administrację oraz sprzęt medyczny najwyższej jakości (dzięki, Jurek!) i tylko jedną wadę: wszystkiego jest za mało, więc nie może nadążyć za wirusem. Rada na to jest jedna: nie chorujmy. Żeby nie chorować – nie zarażajmy się. Żeby się nie zarażać – nie wychodźmy z domu.

Więc nie wychodzimy.

Bez szkół jest lepiej niż ze szkołami, zresztą wiemy o tym, że najlepszymi miejscami pracy są szkoły bez uczniów, pociągi bez pasażerów, sklepy bez klientów i szpitale bez pacjentów, bez lekarzy, bez testów i bez respiratorów. My, staruchy, zdziecinnieliśmy i jesteśmy jak Kevin: sami w domu. Zakupy zrobią nam harcerze, którzy są w zdalnej szkole, albo krewni, którzy wyszli i nie wrócili, w sklepach, gdzie niedługo nie będzie pracowników i towarów, bo wszyscy zostaną w domu. Ale i tak jest Wielki Post. Możemy sobie jedzenie zamówić przez internet, z dostawą na koniec kwietnia. Zjemy psy, których nie będzie można wyprowadzać i koty, którym zabraknie żwirku i whiskas. Nietoperzy i łuskowców nie zjemy. Wszyscy będziemy szyli maseczki dla szpitali, produkowali żele antybakteryjne (wirus nie jest bakterią, ale może też się wyżeluje), skręcali w garażach respiratory. Prezydent po sezonie narciarskim odda swoje gogle. A co z tymi, co zachorują na żółtaczkę, dostaną zawału czy wylewu, albo złamią nogę? Wyleczymy się kwarantanną…

W szkołach nauczanie zdalne - a jeśli ktoś nie ma komputera? Albo jego rodzice już się kłócą o dostęp do sieci, bo pracują zdalnie? Albo prąd mu wyłączą? Albo zaatakuje go wirus komputerowy? Zamknęliśmy granice, ale nie całkiem. Niewykluczone, że wykopiemy fosę i postawimy częstokoły, być może reaktywowana zostanie akcja otoczenia granic różańcem, ale trzeba wyprodukować takie duże, co najmniej półtorametrowe. Wiara czyni cuda – przy braku szczepionki i respiratorów tylko to się sprawdzi w naszym Macondo. Trzeba dzień święty święcić – stwierdził prezes i dał się sfotografować pod kościołem. Dlaczego nie umiem uwierzyć w szczerość tej deklaracji? Ani w zapewnienia, że nic nam nie grozi i po 10 maja nie trafimy do urny? I że obecny prezydent nie prowadzi kampanii, tylko okazuje miłość do ludu, poddanego kwarantannie, która potrwa pewno do wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta? Potem - choćby potop.

Marquez twierdził, że mądrość przychodzi wtedy, kiedy nie jest już nam do niczego przydatna… Czyli, po polsku mówiąc – po szkodzie.

I tak udało nam się połączyć dwie koncepcje realizmu magicznego: sto lat samotności z miłością w czasach zarazy.

Maciej Pinkwart - strona WWW

[CC] Maciej Pinkwart
(261)

Pobierz PDF Wydrukuj