O takiej władzy PIS marzyło od 19 lat

  Nie da się uciec od tematu koronawirusa. Gdy piszę te słowa, liczba osób zarażonych przekroczyła 96. Czyli nadal jesteśmy na etapie wstępnym. Gdy przekroczy granicę 100, zacznie się lawinowy wzrost liczby chorych. Nawet po 100 osób dziennie. Skąd to wiem? Bo tak było dotychczas wszędzie.

Nie licząc poziomu służby zdrowia oraz środków przeznaczanych na zwalczanie klęski epidemiologicznej, o sukcesie w walce z taką klęską, z jaką mamy do czynienia obecnie, decydują głównie dwa czynniki. 1. Trafność podejmowanych przez rządzących decyzji i skuteczność ich wprowadzania w życie.
2. Mobilizacja i karność społeczeństwa, którego te rządowe decyzje dotyczą.
Aby to posłuszeństwo obywateli wobec rządu było możliwe, konieczne jest jednak jeszcze coś. Obywatele muszą swoim przywódcom politycznym ufać… Muszą mieć pełne przekonanie, że władza wie, co robi, że rzeczywiście chce powstrzymać kataklizm i że nie będzie się starała wykorzystać go do własnych, doraźnych celów politycznych. Przez 4 lata swoich rządów PIS przekonało nas tylko do jednego. Że jest zdolne do każdego świństwa i każdego złamania prawa.

Nie wierzę więc ani w ich zdolność znacznego zminimalizowania skutków tego koszmaru, ani nawet w ich dobre chęci. A już to, że nie zamierzają zbić na epidemii kapitału politycznego, mogę traktować wyłącznie w kategoriach żartu. Gdy minie u nich pierwszy szok spowodowany rozmiarami tragedii, zacznie się typowa, chłodna kalkulacja. Jak by epidemię wykorzystać do wzmocnienia swojej władzy. Lub jak nie ponieść konsekwencji tego, że się do niej dopuściło. I w tej kalkulacji liczba zarażonych i ofiar śmiertelnych będzie miała dla PIS-u tylko znaczenie drugorzędne, statystyczne.

Celem nadrzędnym będzie oczywiście reelekcja „główki”. Ale może się pojawić chęć wyciągnięcie dodatkowych profitów np. utrzymania części rygorystycznych przepisów wprowadzonej ostatnio „specustawy”. Bo rząd wyposażył sam siebie w potężny oręż, z którego wcale nie musi potem chcieć zrezygnować. W normalnych krajach taka zwiększona władza i kompetencje nie wzbudzają zaniepokojenia u obywateli. Ale PIS już setki razy udowodniło, że nie jest normalnym rządem, a ich wizja Polski nie ma nic wspólnego z normalnym, demokratycznym państwem. Więc wcale się nie zdziwię, jeśli po przeminięciu kulminacji epidemii przynajmniej część obecnych przepisów nie zostanie wcale zniesiona. PIS o takiej władzy marzyło od chwili swojego powstania w 2001 r. Mamy w tej chwili wprowadzony właściwie stan wyjątkowy, choć formalnie go nie wprowadzono. A nie wprowadzono go prawdopodobnie tylko z jednego powodu. Właśnie politycznego.

1. Konstytucja przewiduje, że w szczególnych przypadkach nasze wolności mogą być ograniczane, ale może to nastąpić jedynie w drodze ustawy uchwalonej przez Sejm, a nie w drodze rozporządzenia Rady Ministrów.

2. Konstytucja przewiduje możliwość wprowadzenia stanu nadzwyczajnego/wyjątkowego także przez Prezydenta.

3. Skutkiem wprowadzenia stanu wyjątkowego jest czasowe ograniczenie niektórych naszych wolności obywatelskich, a zakres tych ograniczeń przewiduje specjalna ustawa o takich stanach. O tym, które z przewidzianych ustawą ograniczeń wprowadza się decyduje Rada Ministrów. W ustawie o stanach wyjątkowych są w zasadzie wszystkie ograniczenia, które właśnie zostały wprowadzone przez PIS.

4. Jednakże jeden skutek stanu wyjątkowego jest szczególnie ważny. Podczas trwania stanu wyjątkowego oraz 90 dni po jego zakończeniu nie mogą odbyć się wybory. Tak mówi Konstytucja. Nie można więc tego zapisu zmienić ani ustawą sejmową, ani decyzją rządu.

5. Rozporządzenia rządu PIS-u nie mają swojej podstawy prawnej w ustawie o stanach wyjątkowych, lecz w specustawie dotyczącej koronawirusa.

6. Po co została uchwalona skoro analogiczne rozwiązania istniały w ustawie o stanie wyjątkowym? Czy nie po to, by obejść przepisy o stanie wyjątkowym poprzez wprowadzenie ograniczeń p raw obywatelskich właściwych dla stanu wyjątkowego, ale bez konieczności przesunięcia terminu wyborów.

A więc podsumowując. „Specustawa” jest sprzeczna z Konstytucją. Nie było zresztą konieczności jej uchwalania. Wystarczyło skorzystać z zapisów już istniejącej ustawy o stanie wyjątkowym. Ale wówczas trzeba by było znacznie przesunąć termin wyborów, może nawet o 6 miesięcy. A tego PIS boi się jak ognia. Teraz nawet w przypadku, gdyby epidemia przybrała u nas rozmiary kataklizmu z tysiącami ofiar śmiertelnych, ta PIS-owska swołocz każde wezwanie do wprowadzenia stanu wyjątkowego będzie kwitować słowami: „po co wprowadzać przepisy, które wprowadziliśmy już specustawą?!”. Wprowadzili. Wszystkie z wyjątkiem jednego. Tego, który im akurat bardzo nie pasował. „Główka” będzie sobie spokojnie jeździć po kraju, w asyście 30 dziennikarzy i fotoreporterów odwiedzać szpitale, nawet na własnych barkach wnosić do nich respiratory zakupione za unijne pieniądze (tej UE, której tak nienawidzi!), rozdawać paczki z żywnością lub śpiwory. I będzie mieć głęboko w swojej prezydenckiej d… to, że każda taka wizyta dezorganizuje pracę szpitala na pół dnia. A Kidawie-Blońskiej, Biedroniowi lub Hołowni bolszewicy będą teoretycznie mogli nawet wprowadzić zakaz opuszczania miejsca zamieszkania. Ale, zdaniem oczywiście PIS-owców, epidemia koronawirusa w niczym nie faworyzuje „główki”…

W tym kataklizmie i chaosie, jaki ogarnia Europę, rząd PIS-u miał od początku duży handicap w porównaniu z rządami Włoch, Hiszpanii lub Niemiec. PIS-u miał dużo czasu, aby przygotować się na nadejście najgorszego. Tamci tego czasu nie mieli. No i PIS miało z kogo brać przykład. Rząd ten bezcenny czas całkowicie zmarnował. A teraz kłamie, że go wykorzystał. Nie było możliwe niewpuszczenie wirusa na nasze terytorium, ale można było radykalnie zmniejszać ryzyko jego przedostania się. Ile to nasłuchaliśmy się o trwających rzekomo od 2 tygodni kontrolach na granicach. A tak naprawdę autokary pełne turystów wracających z Włoch wjeżdżały do kraju jak „w masło” tydzień po ogłoszeniu przez Włochów epidemii! Ale to jeszcze nic! Trzy dni temu(!) na lotnisku Okęcie wylądował samolot z Wiednia. Pasażerów nie poddano jakiejkolwiek kontroli. Dwie godziny później na Okęciu wylądował samolot z Amsterdamu. Na jego pokładzie znajdowały się m.in. 2 grupy turystów z Japonii. Wysiedli, przeszli kontrolę, tyle, że celną i poszli w miasto… W ogóle do dnia wprowadzenia w życie „specustawy” kontrole na granicach były jedną wielką fikcją.

PIS-owcy przyzwyczaili już nas do tego, że na wszystkim znają się najlepiej. Kiedyś dwie kompletne debilki, Szydłowa i Kempa, przekonywały nas, że świetnie znają się na zapisach naszej Konstytucji, a nie zna się na nich 15 sędziów Trybunału Konstytucyjnego, z których 80% było profesorami prawa. Od miesięcy Ziobro i te niedorozwoje Wójcik, Kanthak oraz Kaleta kwestionują orzeczenia Sądu Najwyższego. Tym razem to Ziobro i jego niedorozwoje lepiej znają się na prawie, niż sędziowie SN. Niedorozwoje znają się również doskonale na traktatach i prawie Unii Europejskiej, a nie znają się na nich ani TSUE, ani Komisja Wenecka, ani prawnicy Komisji Europejskiej. Można wysnuć wniosek, że im głupszy PIS-dzielec i im większa niedojda, tym ma lepsze wykształcenie, większą wiedzę i wyższy IQ.

Teraz mamy kolejne potwierdzenie tej teorii. Cep i PIS-owscy ministrowie lepiej znają się na epidemiach, niż lekarze od chorób zakaźnych, epidemiolodzy i wirusolodzy… Ci ostatni alarmują, że nakaz hospitalizowania wszystkich zarażonych skończy się tragedią. Większość chorych powinno się leczyć w warunkach domowych. Bo szpitale szybko zapełnią się chorymi po sufity i trzeba je będzie po prostu zamknąć, z pacjentami i personelem medycznym w środku. Ci, którzy zarażą się po zamknięciu szpitali, a więc tysiące Polaków, nie będą już mogli liczyć na żadną pomoc medyczną. Ale PIS-owcy wiedzą swoje i nie chcą odwołać samobójczego (zabójczego?) rozporządzenia.

Dziś możliwości niesienia w Polsce pomocy osobom zarażonym są mniej więcej takie, jak we Włoszech. Czyli powoli zaczyna brakować wszystkiego. Tyle, że Włosi walczą z epidemią od 3 tygodni, mają pełne szpitale, niemal 18.000 zarażonych i 1300 ofiar śmiertelnych. Są zmęczeni, załamani, a swoje zapasy już wyczerpali. My zaś ich nigdy nie mieliśmy. A u nas epidemia jeszcze się nie zaczęła! Zacznie się dopiero w przyszłym tygodniu…

Dzisiejszy tekst nie napawa Was zapewne optymizmem. Ale pamiętajcie, że sporo z tego, co napisałem, to są tylko prognozy lub marzenia PIS-owców. Wariant dla nich optymalny to epidemia o ograniczonym zasięgu, która zakończy się w drugiej połowie kwietnia. Za późno, by kontrkandydaci ”główki” zdążyli nadrobić zaległości kampanijne. Ale jeśli ta epidemia przybierze duże rozmiary, to może nie tylko zakończyć się majową klęską „główki”, ale nawet zakończyć rządy PIS-u.

[CC] Olga Mazur

O takiej władzy PIS marzyło od 19 lat

Nie da się uciec od tematu koronawirusa. Gdy piszę te słowa, liczba osób zarażonych przekroczyła 96. Czyli nadal jesteśmy na etapie wstępnym. Gdy przekroczy granicę 100, zacznie się lawinowy wzrost liczby chorych. Nawet po 100 osób dziennie. Skąd to wiem? Bo tak było dotychczas wszędzie.

Nie licząc poziomu służby zdrowia oraz środków przeznaczanych na zwalczanie klęski epidemiologicznej, o sukcesie w walce z taką klęską, z jaką mamy do czynienia obecnie, decydują głównie dwa czynniki. 1. Trafność podejmowanych przez rządzących decyzji i skuteczność ich wprowadzania w życie.
2. Mobilizacja i karność społeczeństwa, którego te rządowe decyzje dotyczą.
Aby to posłuszeństwo obywateli wobec rządu było możliwe, konieczne jest jednak jeszcze coś. Obywatele muszą swoim przywódcom politycznym ufać… Muszą mieć pełne przekonanie, że władza wie, co robi, że rzeczywiście chce powstrzymać kataklizm i że nie będzie się starała wykorzystać go do własnych, doraźnych celów politycznych. Przez 4 lata swoich rządów PIS przekonało nas tylko do jednego. Że jest zdolne do każdego świństwa i każdego złamania prawa.

Nie wierzę więc ani w ich zdolność znacznego zminimalizowania skutków tego koszmaru, ani nawet w ich dobre chęci. A już to, że nie zamierzają zbić na epidemii kapitału politycznego, mogę traktować wyłącznie w kategoriach żartu. Gdy minie u nich pierwszy szok spowodowany rozmiarami tragedii, zacznie się typowa, chłodna kalkulacja. Jak by epidemię wykorzystać do wzmocnienia swojej władzy. Lub jak nie ponieść konsekwencji tego, że się do niej dopuściło. I w tej kalkulacji liczba zarażonych i ofiar śmiertelnych będzie miała dla PIS-u tylko znaczenie drugorzędne, statystyczne.

Celem nadrzędnym będzie oczywiście reelekcja „główki”. Ale może się pojawić chęć wyciągnięcie dodatkowych profitów np. utrzymania części rygorystycznych przepisów wprowadzonej ostatnio „specustawy”. Bo rząd wyposażył sam siebie w potężny oręż, z którego wcale nie musi potem chcieć zrezygnować. W normalnych krajach taka zwiększona władza i kompetencje nie wzbudzają zaniepokojenia u obywateli. Ale PIS już setki razy udowodniło, że nie jest normalnym rządem, a ich wizja Polski nie ma nic wspólnego z normalnym, demokratycznym państwem. Więc wcale się nie zdziwię, jeśli po przeminięciu kulminacji epidemii przynajmniej część obecnych przepisów nie zostanie wcale zniesiona. PIS o takiej władzy marzyło od chwili swojego powstania w 2001 r. Mamy w tej chwili wprowadzony właściwie stan wyjątkowy, choć formalnie go nie wprowadzono. A nie wprowadzono go prawdopodobnie tylko z jednego powodu. Właśnie politycznego.

1. Konstytucja przewiduje, że w szczególnych przypadkach nasze wolności mogą być ograniczane, ale może to nastąpić jedynie w drodze ustawy uchwalonej przez Sejm, a nie w drodze rozporządzenia Rady Ministrów.

2. Konstytucja przewiduje możliwość wprowadzenia stanu nadzwyczajnego/wyjątkowego także przez Prezydenta.

3. Skutkiem wprowadzenia stanu wyjątkowego jest czasowe ograniczenie niektórych naszych wolności obywatelskich, a zakres tych ograniczeń przewiduje specjalna ustawa o takich stanach. O tym, które z przewidzianych ustawą ograniczeń wprowadza się decyduje Rada Ministrów. W ustawie o stanach wyjątkowych są w zasadzie wszystkie ograniczenia, które właśnie zostały wprowadzone przez PIS.

4. Jednakże jeden skutek stanu wyjątkowego jest szczególnie ważny. Podczas trwania stanu wyjątkowego oraz 90 dni po jego zakończeniu nie mogą odbyć się wybory. Tak mówi Konstytucja. Nie można więc tego zapisu zmienić ani ustawą sejmową, ani decyzją rządu.

5. Rozporządzenia rządu PIS-u nie mają swojej podstawy prawnej w ustawie o stanach wyjątkowych, lecz w specustawie dotyczącej koronawirusa.

6. Po co została uchwalona skoro analogiczne rozwiązania istniały w ustawie o stanie wyjątkowym? Czy nie po to, by obejść przepisy o stanie wyjątkowym poprzez wprowadzenie ograniczeń p raw obywatelskich właściwych dla stanu wyjątkowego, ale bez konieczności przesunięcia terminu wyborów.

A więc podsumowując. „Specustawa” jest sprzeczna z Konstytucją. Nie było zresztą konieczności jej uchwalania. Wystarczyło skorzystać z zapisów już istniejącej ustawy o stanie wyjątkowym. Ale wówczas trzeba by było znacznie przesunąć termin wyborów, może nawet o 6 miesięcy. A tego PIS boi się jak ognia. Teraz nawet w przypadku, gdyby epidemia przybrała u nas rozmiary kataklizmu z tysiącami ofiar śmiertelnych, ta PIS-owska swołocz każde wezwanie do wprowadzenia stanu wyjątkowego będzie kwitować słowami: „po co wprowadzać przepisy, które wprowadziliśmy już specustawą?!”. Wprowadzili. Wszystkie z wyjątkiem jednego. Tego, który im akurat bardzo nie pasował. „Główka” będzie sobie spokojnie jeździć po kraju, w asyście 30 dziennikarzy i fotoreporterów odwiedzać szpitale, nawet na własnych barkach wnosić do nich respiratory zakupione za unijne pieniądze (tej UE, której tak nienawidzi!), rozdawać paczki z żywnością lub śpiwory. I będzie mieć głęboko w swojej prezydenckiej d… to, że każda taka wizyta dezorganizuje pracę szpitala na pół dnia. A Kidawie-Blońskiej, Biedroniowi lub Hołowni bolszewicy będą teoretycznie mogli nawet wprowadzić zakaz opuszczania miejsca zamieszkania. Ale, zdaniem oczywiście PIS-owców, epidemia koronawirusa w niczym nie faworyzuje „główki”…

W tym kataklizmie i chaosie, jaki ogarnia Europę, rząd PIS-u miał od początku duży handicap w porównaniu z rządami Włoch, Hiszpanii lub Niemiec. PIS-u miał dużo czasu, aby przygotować się na nadejście najgorszego. Tamci tego czasu nie mieli. No i PIS miało z kogo brać przykład. Rząd ten bezcenny czas całkowicie zmarnował. A teraz kłamie, że go wykorzystał. Nie było możliwe niewpuszczenie wirusa na nasze terytorium, ale można było radykalnie zmniejszać ryzyko jego przedostania się. Ile to nasłuchaliśmy się o trwających rzekomo od 2 tygodni kontrolach na granicach. A tak naprawdę autokary pełne turystów wracających z Włoch wjeżdżały do kraju jak „w masło” tydzień po ogłoszeniu przez Włochów epidemii! Ale to jeszcze nic! Trzy dni temu(!) na lotnisku Okęcie wylądował samolot z Wiednia. Pasażerów nie poddano jakiejkolwiek kontroli. Dwie godziny później na Okęciu wylądował samolot z Amsterdamu. Na jego pokładzie znajdowały się m.in. 2 grupy turystów z Japonii. Wysiedli, przeszli kontrolę, tyle, że celną i poszli w miasto… W ogóle do dnia wprowadzenia w życie „specustawy” kontrole na granicach były jedną wielką fikcją.

PIS-owcy przyzwyczaili już nas do tego, że na wszystkim znają się najlepiej. Kiedyś dwie kompletne debilki, Szydłowa i Kempa, przekonywały nas, że świetnie znają się na zapisach naszej Konstytucji, a nie zna się na nich 15 sędziów Trybunału Konstytucyjnego, z których 80% było profesorami prawa. Od miesięcy Ziobro i te niedorozwoje Wójcik, Kanthak oraz Kaleta kwestionują orzeczenia Sądu Najwyższego. Tym razem to Ziobro i jego niedorozwoje lepiej znają się na prawie, niż sędziowie SN. Niedorozwoje znają się również doskonale na traktatach i prawie Unii Europejskiej, a nie znają się na nich ani TSUE, ani Komisja Wenecka, ani prawnicy Komisji Europejskiej. Można wysnuć wniosek, że im głupszy PIS-dzielec i im większa niedojda, tym ma lepsze wykształcenie, większą wiedzę i wyższy IQ.

Teraz mamy kolejne potwierdzenie tej teorii. Cep i PIS-owscy ministrowie lepiej znają się na epidemiach, niż lekarze od chorób zakaźnych, epidemiolodzy i wirusolodzy… Ci ostatni alarmują, że nakaz hospitalizowania wszystkich zarażonych skończy się tragedią. Większość chorych powinno się leczyć w warunkach domowych. Bo szpitale szybko zapełnią się chorymi po sufity i trzeba je będzie po prostu zamknąć, z pacjentami i personelem medycznym w środku. Ci, którzy zarażą się po zamknięciu szpitali, a więc tysiące Polaków, nie będą już mogli liczyć na żadną pomoc medyczną. Ale PIS-owcy wiedzą swoje i nie chcą odwołać samobójczego (zabójczego?) rozporządzenia.

Dziś możliwości niesienia w Polsce pomocy osobom zarażonym są mniej więcej takie, jak we Włoszech. Czyli powoli zaczyna brakować wszystkiego. Tyle, że Włosi walczą z epidemią od 3 tygodni, mają pełne szpitale, niemal 18.000 zarażonych i 1300 ofiar śmiertelnych. Są zmęczeni, załamani, a swoje zapasy już wyczerpali. My zaś ich nigdy nie mieliśmy. A u nas epidemia jeszcze się nie zaczęła! Zacznie się dopiero w przyszłym tygodniu…

Dzisiejszy tekst nie napawa Was zapewne optymizmem. Ale pamiętajcie, że sporo z tego, co napisałem, to są tylko prognozy lub marzenia PIS-owców. Wariant dla nich optymalny to epidemia o ograniczonym zasięgu, która zakończy się w drugiej połowie kwietnia. Za późno, by kontrkandydaci ”główki” zdążyli nadrobić zaległości kampanijne. Ale jeśli ta epidemia przybierze duże rozmiary, to może nie tylko zakończyć się majową klęską „główki”, ale nawet zakończyć rządy PIS-u.

[CC] Olga Mazur
(255)

Pobierz PDF Wydrukuj