To są właśnie chwile próby

  Zacznę nietypowo. Opowiem Wam krótką historyjkę. Dawno, dawno temu pewien mój znajomy wrócił do kraju po wieloletnim pobycie w UK. I w naszej rozmowie na temat „jak tam było i co tam było” opisał mi pewną awarię wodociągów w małym angielskim miasteczku, w którym mieszkał. Usuwanie awarii miało trwać kilka dni, władze zapewniły więc codzienny dowóz wody cysternami. Burmistrz miasteczka poprosił mieszkańców, aby zaopatrywali się w wodę z tych cystern tylko w takich ilościach, jakie były im naprawdę konieczne. Cysterny przyjeżdżały o określonej porze, a mieszkańcy przychodzili po wodę. Z kanistrami, wiaderkami, miedniczkami, garnkami, a nawet czajnikami i termosami.

Wiecie, z czym po wodę przyszliby Polacy, gdyby ta awaria wydarzyła się u nas? Z 200-litrowymi beczkami lub wannami. Albo zajeżdżaliby autami wypełnionymi po dachy 20-litrowymi kanistrami. I, być może, jeszcze dodatkowo, po kilku godzinach, odsprzedawaliby tę wodę tym, dla których jej zabrakło.

Tak mi się ta historia przypomniała, gdy wczoraj o 13.00 poszedłem do pobliskiego ”Herta”. Żeby kupić sobie kilka bułek. W sklepie, choć był to środek dnia, nie było już ani jednego bochenka chleba. Tylko nieco bułek i jakieś ciasta. Potem dowiedziałem się, że z kolei w również pobliskiej „Biedronce” nie było już o tej porze ani grama mięsa i ani jednej margaryny. A już wieczorem dowiedziałem się, że w sieci pojawiły się dziesiątki ogłoszeń z ofertami sprzedaży maseczek antywirusowych. Ot, widać sporo „przewidujących” zaopatrzyło się już dawno w setki lub tysiące maseczek. Bo po prostu lubią mieć setki takich maseczek schowane w szafie lub tapczanie. Tak jak inni lubią mieć setki litrów wody w beczkach w piwnicy lub 4 bochenki chleba w zamrażarce.

Anglicy, jacy są, tacy są… Niemcy też. Ale i jedni, i drudzy rozumieją pojęcie „wspólnota”. Narodowa, terytorialna, zawodowa, sąsiedzka. I rozumieją pojęcie ”interes publiczny”. Wiedzą, że jak przyjadą po deficytową wodę beczkowozem lub kupią na zapas 4 bochenki chleba, to tej wody lub chleba zabraknie dla innych członków ich wspólnoty. Może dla ich sąsiada. I jak później takim ludziom spojrzeć w twarze?

Kiedyś Polacy zadziwiali świat swoją brawurą, odwagą, zdolnością do poświęceń, honorem, rycerskością, fantazją, patriotyzmem, lojalnością i wolą walki, nawet za cenę życia. Na Polakach można było polegać. Nie zawodzili. Ilu naszych przodków zginęło walcząc już nawet nie o Polskę, wolność i niepodległość, ale o ocalenie swoich przyjaciół, kolegów, towarzyszy broni? Ale także w obronie ludzi, których w ogóle nie znali. Choćby w Powstaniu Warszawskim?

Dziś nasza główna, narodowa cecha składa się z 3 elementów. Zawiści, zazdrości i egoizmu. To, niestety, tylko częściowo jest wina PIS-u. Jeżeli dziś zachowujemy się tak, jakby nas nic poza nami samymi nie interesowało, to co się będzie dziać, jak przyjdą naprawdę ciężkie dni? A one przyjdą, bo wszystko, co najgorsze, jest dopiero przed nami. Skoro nie możemy liczyć na rząd i błazna, który uważa się za głowę państwa, to dobrze by było, żebyśmy mogli liczyć przynajmniej na siebie. Liczyć i wierzyć, że choć raz w ostatnim ćwierćwieczu zachowamy się jak społeczeństwo mądre, odpowiedzialne, empatyczne i wrażliwe na dobro także naszych rodaków.

[CC] Olga Mazur

To są właśnie chwile próby

Zacznę nietypowo. Opowiem Wam krótką historyjkę. Dawno, dawno temu pewien mój znajomy wrócił do kraju po wieloletnim pobycie w UK. I w naszej rozmowie na temat „jak tam było i co tam było” opisał mi pewną awarię wodociągów w małym angielskim miasteczku, w którym mieszkał. Usuwanie awarii miało trwać kilka dni, władze zapewniły więc codzienny dowóz wody cysternami. Burmistrz miasteczka poprosił mieszkańców, aby zaopatrywali się w wodę z tych cystern tylko w takich ilościach, jakie były im naprawdę konieczne. Cysterny przyjeżdżały o określonej porze, a mieszkańcy przychodzili po wodę. Z kanistrami, wiaderkami, miedniczkami, garnkami, a nawet czajnikami i termosami.

Wiecie, z czym po wodę przyszliby Polacy, gdyby ta awaria wydarzyła się u nas? Z 200-litrowymi beczkami lub wannami. Albo zajeżdżaliby autami wypełnionymi po dachy 20-litrowymi kanistrami. I, być może, jeszcze dodatkowo, po kilku godzinach, odsprzedawaliby tę wodę tym, dla których jej zabrakło.

Tak mi się ta historia przypomniała, gdy wczoraj o 13.00 poszedłem do pobliskiego ”Herta”. Żeby kupić sobie kilka bułek. W sklepie, choć był to środek dnia, nie było już ani jednego bochenka chleba. Tylko nieco bułek i jakieś ciasta. Potem dowiedziałem się, że z kolei w również pobliskiej „Biedronce” nie było już o tej porze ani grama mięsa i ani jednej margaryny. A już wieczorem dowiedziałem się, że w sieci pojawiły się dziesiątki ogłoszeń z ofertami sprzedaży maseczek antywirusowych. Ot, widać sporo „przewidujących” zaopatrzyło się już dawno w setki lub tysiące maseczek. Bo po prostu lubią mieć setki takich maseczek schowane w szafie lub tapczanie. Tak jak inni lubią mieć setki litrów wody w beczkach w piwnicy lub 4 bochenki chleba w zamrażarce.

Anglicy, jacy są, tacy są… Niemcy też. Ale i jedni, i drudzy rozumieją pojęcie „wspólnota”. Narodowa, terytorialna, zawodowa, sąsiedzka. I rozumieją pojęcie ”interes publiczny”. Wiedzą, że jak przyjadą po deficytową wodę beczkowozem lub kupią na zapas 4 bochenki chleba, to tej wody lub chleba zabraknie dla innych członków ich wspólnoty. Może dla ich sąsiada. I jak później takim ludziom spojrzeć w twarze?

Kiedyś Polacy zadziwiali świat swoją brawurą, odwagą, zdolnością do poświęceń, honorem, rycerskością, fantazją, patriotyzmem, lojalnością i wolą walki, nawet za cenę życia. Na Polakach można było polegać. Nie zawodzili. Ilu naszych przodków zginęło walcząc już nawet nie o Polskę, wolność i niepodległość, ale o ocalenie swoich przyjaciół, kolegów, towarzyszy broni? Ale także w obronie ludzi, których w ogóle nie znali. Choćby w Powstaniu Warszawskim?

Dziś nasza główna, narodowa cecha składa się z 3 elementów. Zawiści, zazdrości i egoizmu. To, niestety, tylko częściowo jest wina PIS-u. Jeżeli dziś zachowujemy się tak, jakby nas nic poza nami samymi nie interesowało, to co się będzie dziać, jak przyjdą naprawdę ciężkie dni? A one przyjdą, bo wszystko, co najgorsze, jest dopiero przed nami. Skoro nie możemy liczyć na rząd i błazna, który uważa się za głowę państwa, to dobrze by było, żebyśmy mogli liczyć przynajmniej na siebie. Liczyć i wierzyć, że choć raz w ostatnim ćwierćwieczu zachowamy się jak społeczeństwo mądre, odpowiedzialne, empatyczne i wrażliwe na dobro także naszych rodaków.

[CC] Olga Mazur
(254)

Pobierz PDF Wydrukuj