"Olać to ja mogę twoją matkę..."

  Dominik Tarczyński. I wszystko jasne…

Co można sądzić o 38-letnim agresywnym byczku, który do 74-letniego byłego Prezydenta RP publicznie zwraca się słowami:

„zapraszam cię na solo bydlaku!”?

Co można sądzić o osobniku, który przypadkowo napotkanego w pociągu innego, wyjątkowo zasłużonego dla naszego kraju, 73-letniego człowieka obarcza winami z zbrodnie jego brata sprzed 60 lat? Oto, jak Tarczyński odpowiedział internaucie, którego oburzył ostatni atak na Adama Michnika.

"Savoir Vivre proszę zachować na kolację z przyjaciółmi. Ja tu walczę o honor mojego dziadka i wszystkich Żołnierzy Wyklętych. O godność Polski. Naszym obowiązkiem jest pogarda i potępienie dla ich czynów. Także, a może przede wszystkim publicznie. Nie możemy się wstydzić!".

Nie słyszałem, by PIS-dzielec Tarczyński, tak wyczulony na punkcie godności naszego kraju i krzywd wyrządzonych przez komunistów, zaatakował kiedykolwiek swojego kolegę partyjnego Piotrowicza. Który przecież sam był kanalią komunistyczną, a nie jego brat, ojciec, wujek lub dziadek. Nie słyszałem, by domagał się przeprosin od innego prominentnego PIS-dzielca, dawnego etatowego funkcjonariusza PZPR (funkcjonariusza, a nie tylko członka!) Wojciecha Jasińskiego. Lub od dzisiejszej ikony PIS-u Katarzyny Łaniewskiej, w czasach stalinowskich aktywistki ZMP i donosicielki UB oraz NKWD.

A skoro Tarczyński stosuje „odpowiedzialność rozszerzą” i domaga się piętnowania lub obarczania ludzi winą także za czyny ich bliskich, to pretensje powinien zgłaszać pewnie do połowy członków swojej partii. W PE zasiada obecnie ramię w ramię z Beatą Kempą (z domu - Płonka). Czy jej też każe kajać się za grzechy ojczulka, prominentnego komucha?! A grzechów tych nie było mało…

Pisałem już kiedyś o tej mendzie. Dziś jednak rozszerzę katalog jego zasług i bohaterskich czynów, które jednoznacznie wskazują, że mamy do czynieni z prawdziwym bojownikiem o honor i godność Polaków…

RODZICE. Czerwiec 2019.

Na ulicy w Bełżycach (lubelskie) został opluty i wyzwany od „pisiorów” ojciec Tarczyńskiego. Sprawcą okazał się kryminalista, wcześniej wielokrotnie karny za handel narkotykami. Wezwano Policję, sprawa trafiła do lubelskiej prokuratury i to od razu do okręgowej. Komentarz Tarczyńskiego:

„Mogą pluć na mnie i na moją pracę, ale nie na moich rodziców (…) Nie zapomnę!”.

Ale widać zapomniał o czymś innym…

Sierpień 2018. Słowami:

„Olać to mogę twoją matkę”

Tarczyński skomentował wypowiedź dziennikarza TVN Marcina Mellera. Mama Mellera od dawna już wówczas nie żyła, ale posłowi PIS-u to nie przeszkadzało. Szybko okazało się, że zamieszczone na TT jedno zdanie z wypowiedzi Mellera, które spowodowało taką reakcję Tarczyńskiego, było całkowicie wyrwane z kontekstu. Ale dla posła nie miało to znaczenia…

"Za ubeckie tortury, wyrywanie paznokci i zębów, przelaną krew i odwagę należy im się pokłon na kolanach (…) za to jak wymordowali Wyklętych siekierami należy się wam tylko wieczna pogarda. Zadbam o to" - tak uzasadnił wpis o mamie Mellera.

Jak łatwo przewidzieć, rozpętała się burza. I to ponad podziałami politycznymi…

"Koszmarnie świadczy o Jarosławie Kaczyńskim fakt, że trzyma u siebie w klubie postać zdolną do pisania tak obrzydliwych słów"(J. Szwertner z Onetu).

„Patrząc na zachowanie Dominika Tarczyńskiego wobec Marcina Mellera myślę, że nie może być bardziej przeraźliwego i ohydnego przykładu, jak niektórzy ludzie Prawa i Sprawiedliwości przestali się liczyć z jakimikolwiek normami przyzwoitości. I jak traktują tych Polaków, którzy nie zgadzają się na bezgraniczny dyktat tej partii" (A. Saramonowicz).

„Wypowiedź Dominika Tarczyńskiego jest skandaliczna i nie do usprawiedliwienia" (P. Semka z „Do Rzeczy”).

„Atak na matkę za opinię syna? Z całym szacunkiem, ale po takim tekście poseł Dominik Tarczyński dostałby ode mnie z liścia” (warszawski radny P. Guział).

PIENIĄDZE I KŁAMSTWO. Kwiecień 2018.

Doszło wówczas do ostrej wymianie zdań pomiędzy Tarczyńskim i dziennikarzem Bartoszem Wielińskim. "Jenot" miał pretensje do „pismaka” o zbyt duże zainteresowanie swoją osobą. A konkretnie swoimi zarobkami… Wieliński stwierdził, że jako płacący podatki ma prawo wiedzieć, na co są one wydawane. Tarczyński odparował, iż wielokrotnie deklarował, że zrzekł się poselskiej pensji. Oto dwa jego wpisy (pisownia oryginalna).

"Wybrałem tak jak mój dziadek Honor i Godność Polaka. Nie jestem posłem zawodowym. Nie pobieram pieniędzy publicznych. Zatkao kakao?!".

Oraz drugi wpis.

„NIE JESTEM POSŁEM ZAWODOWYM! Newet tego nie wiesz szechterowy sługusie. Taki z ciebie dziennikarzyna. Na jakiej służbie ty jesteś wszyscy wiedzą. Ja nie muszę pytać – taka miedzy nami różnica. Dno. Powtarzam pytanie: Kiedy Michnik przeprosi za mordercę brata?”.

Wkrótce serwis Konkret24 odnalazł jednak w sieci oświadczenie majątkowe Tarczyńskiego. Z jego treści wynikało jak wół, że poseł kłamał twierdząc, że nie pobiera wynagrodzenia i nie jest posłem zawodowym. Sam bowiem wpisał w nim, iż w 2018r. zarobił: 129,4 tys. zł uposażenia poselskiego i ponad 31 tys. zł poselskiej diety. A oto oświadczenie Kancelarii Sejmu z 2019r.:

"poseł od 21 listopada 2015r. do dnia dzisiejszego otrzymuje pełne uposażenie poselskie w związku z zawieszeniem działalności gospodarczej. Natomiast od 12 listopada 2015r. do 20 listopada 2015r. poseł otrzymywał niepełne uposażenie poselskie, bowiem pomniejszone było o dochody z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej".

Czyli w ciągu ponad 3 lat Tarczyński pobierał niepełne uposażenie zaledwie przez… tydzień!!! Przez pozostałe 180 tygodni pobierał już pełne. Jak to było?

„Honor i Godność Polaka”?

Czy może honor i godność Dominika Tarczyńskiego? Bo to nie to samo… A właściwie to nawet jedno wyklucza drugie.

BAKU. Sierpień 2017r.

Tarczyński słynie nie tylko z agresji i chamstwa, ale także z zamiłowania do luksusu. No i lubi obnosić się ze swoim bogactwem. Pełno w sieci jego fotek robionych w ekskluzywnych knajpach, podczas kąpieli w basenach, w egzotycznej scenerii np. na tle palm. Czyli wizerunek milionera… Tymczasem w 2019r. miał na koncie raptem 150 tys. zł. A więc roczne zarobki posła. W sierpniu 2017r. pochwalił się na TT, że leci do Miami „naładować baterie do codziennej walki”. Do wpisu załączył zdjęcia paszportu i biletów lotniczych. Pech chciał, że zdjęcie tych samych biletów opublikowała na Fb jego partnerka i towarzyszka w tej rzekomej eskapadzie za ocean. A już na tych zdjęciach każdy mógł odczytać cel podróży. Baku… To Baku w Azerbejdżanie. Z biletów można było też odczytać, że poseł z partnerką lecą niemiecką Lufthansą. Internauci zapytali go więc, czemu nie polskimi liniami LOT. Tarczyński odpowiedział w swoim stylu:

„...lecę odwiedzić przyjaciół, których matka umiera. Zamknąć gęby pozerzy”.

LOTNISKO. Grudzień 2017r.

"Jenot" leciał z tą samą partnerką na Sylwestra do Meksyku. O dziwo, tym razem bilety kupił rzeczywiście do Meksyku… Tyle, że bilety w klasie ekonomicznej (4.000 zł), a nie business (15.000 zł). Ale na lotnisku żądał, aby traktowano go jak VIP-a. No bo przecież on, poseł na Sejm i wnuk "Wyklętego", nie będzie pospolitować się z dziczą i stać w jakiejś kolejce do bramki. Następna awantura. I ze współpasażerami, i z obsługą lotniska. Pan poseł wezwał nawet Policję. Gliniarze przyjechali, wysłuchali relacji obu stron, spojrzeli dziwnym wzrokiem na posła i pojechali. Zdaniem Tarczyńskiego ludzie na lotnisku byli agresywni (?), wielu nietrzeźwych, wulgarnie wyzywali go i obrażali z powodu jego przynależności partyjnej. Nie wiadomo, czy obsługa lotniska też była nachlana…

A tak mniej więcej brzmiały relacje innych pasażerów. Gdy członek parlamentu, w samym środku zimy, wkracza na lotnisko ubrany tylko w hawajską koszulę, spodnie plażowe i słomkowy kapelusz, to chyba naturalne jest, że wzbudza zainteresowanie, ogólną wesołość i ironiczne komentarze. I to ta wesołość oraz kpiny doprowadziły "Jenota" do szału. Ludzie, zamiast na jego widok przyklękać, prosić o autograf lub możliwość zrobienia selfie, śmiali się, pokazywali palcami i pukli w czoła. Nooooo… To jest powód do napadu szału, zwyzywania 2 pracownic obsługi pasażerskiej terminalu oraz wezwania Policji.

Już na pokładzie samolotu Tarczyński spotkał swoją znajomą. Ta zdziwiła się, że taki bogacz leci klasą ekonomiczną. „Bogacz” tłumaczył się, że bilety w klasie business zostały już wykupione. Tymczasem połowa miejsc była tam wolna… Ta kobieta chyba nie lubi "Jenota", skoro z ironią od razu opisała to na TT.

Następny post też chyba rozpocznę od wątku tej gnidy. Choć, szczerze mówiąc, mam wątpliwości, czy gnida w ogóle zasługuje na jakąkolwiek uwagę. No, ale skoro Adam Michnik postanowił nie zniżać się do jego poziomu, to ja się zniżę… Wiecie dlaczego? Bo morda Tarczyńskiego nie jest tylko mordą Tarczyńskiego. Jest mordą całego PIS-u…

[CC] Olga Mazur

"Olać to ja mogę twoją matkę..."

Dominik Tarczyński. I wszystko jasne…

Co można sądzić o 38-letnim agresywnym byczku, który do 74-letniego byłego Prezydenta RP publicznie zwraca się słowami:

„zapraszam cię na solo bydlaku!”?

Co można sądzić o osobniku, który przypadkowo napotkanego w pociągu innego, wyjątkowo zasłużonego dla naszego kraju, 73-letniego człowieka obarcza winami z zbrodnie jego brata sprzed 60 lat? Oto, jak Tarczyński odpowiedział internaucie, którego oburzył ostatni atak na Adama Michnika.

"Savoir Vivre proszę zachować na kolację z przyjaciółmi. Ja tu walczę o honor mojego dziadka i wszystkich Żołnierzy Wyklętych. O godność Polski. Naszym obowiązkiem jest pogarda i potępienie dla ich czynów. Także, a może przede wszystkim publicznie. Nie możemy się wstydzić!".

Nie słyszałem, by PIS-dzielec Tarczyński, tak wyczulony na punkcie godności naszego kraju i krzywd wyrządzonych przez komunistów, zaatakował kiedykolwiek swojego kolegę partyjnego Piotrowicza. Który przecież sam był kanalią komunistyczną, a nie jego brat, ojciec, wujek lub dziadek. Nie słyszałem, by domagał się przeprosin od innego prominentnego PIS-dzielca, dawnego etatowego funkcjonariusza PZPR (funkcjonariusza, a nie tylko członka!) Wojciecha Jasińskiego. Lub od dzisiejszej ikony PIS-u Katarzyny Łaniewskiej, w czasach stalinowskich aktywistki ZMP i donosicielki UB oraz NKWD.

A skoro Tarczyński stosuje „odpowiedzialność rozszerzą” i domaga się piętnowania lub obarczania ludzi winą także za czyny ich bliskich, to pretensje powinien zgłaszać pewnie do połowy członków swojej partii. W PE zasiada obecnie ramię w ramię z Beatą Kempą (z domu - Płonka). Czy jej też każe kajać się za grzechy ojczulka, prominentnego komucha?! A grzechów tych nie było mało…

Pisałem już kiedyś o tej mendzie. Dziś jednak rozszerzę katalog jego zasług i bohaterskich czynów, które jednoznacznie wskazują, że mamy do czynieni z prawdziwym bojownikiem o honor i godność Polaków…

RODZICE. Czerwiec 2019.

Na ulicy w Bełżycach (lubelskie) został opluty i wyzwany od „pisiorów” ojciec Tarczyńskiego. Sprawcą okazał się kryminalista, wcześniej wielokrotnie karny za handel narkotykami. Wezwano Policję, sprawa trafiła do lubelskiej prokuratury i to od razu do okręgowej. Komentarz Tarczyńskiego:

„Mogą pluć na mnie i na moją pracę, ale nie na moich rodziców (…) Nie zapomnę!”.

Ale widać zapomniał o czymś innym…

Sierpień 2018. Słowami:

„Olać to mogę twoją matkę”

Tarczyński skomentował wypowiedź dziennikarza TVN Marcina Mellera. Mama Mellera od dawna już wówczas nie żyła, ale posłowi PIS-u to nie przeszkadzało. Szybko okazało się, że zamieszczone na TT jedno zdanie z wypowiedzi Mellera, które spowodowało taką reakcję Tarczyńskiego, było całkowicie wyrwane z kontekstu. Ale dla posła nie miało to znaczenia…

"Za ubeckie tortury, wyrywanie paznokci i zębów, przelaną krew i odwagę należy im się pokłon na kolanach (…) za to jak wymordowali Wyklętych siekierami należy się wam tylko wieczna pogarda. Zadbam o to" - tak uzasadnił wpis o mamie Mellera.

Jak łatwo przewidzieć, rozpętała się burza. I to ponad podziałami politycznymi…

"Koszmarnie świadczy o Jarosławie Kaczyńskim fakt, że trzyma u siebie w klubie postać zdolną do pisania tak obrzydliwych słów"(J. Szwertner z Onetu).

„Patrząc na zachowanie Dominika Tarczyńskiego wobec Marcina Mellera myślę, że nie może być bardziej przeraźliwego i ohydnego przykładu, jak niektórzy ludzie Prawa i Sprawiedliwości przestali się liczyć z jakimikolwiek normami przyzwoitości. I jak traktują tych Polaków, którzy nie zgadzają się na bezgraniczny dyktat tej partii" (A. Saramonowicz).

„Wypowiedź Dominika Tarczyńskiego jest skandaliczna i nie do usprawiedliwienia" (P. Semka z „Do Rzeczy”).

„Atak na matkę za opinię syna? Z całym szacunkiem, ale po takim tekście poseł Dominik Tarczyński dostałby ode mnie z liścia” (warszawski radny P. Guział).

PIENIĄDZE I KŁAMSTWO. Kwiecień 2018.

Doszło wówczas do ostrej wymianie zdań pomiędzy Tarczyńskim i dziennikarzem Bartoszem Wielińskim. "Jenot" miał pretensje do „pismaka” o zbyt duże zainteresowanie swoją osobą. A konkretnie swoimi zarobkami… Wieliński stwierdził, że jako płacący podatki ma prawo wiedzieć, na co są one wydawane. Tarczyński odparował, iż wielokrotnie deklarował, że zrzekł się poselskiej pensji. Oto dwa jego wpisy (pisownia oryginalna).

"Wybrałem tak jak mój dziadek Honor i Godność Polaka. Nie jestem posłem zawodowym. Nie pobieram pieniędzy publicznych. Zatkao kakao?!".

Oraz drugi wpis.

„NIE JESTEM POSŁEM ZAWODOWYM! Newet tego nie wiesz szechterowy sługusie. Taki z ciebie dziennikarzyna. Na jakiej służbie ty jesteś wszyscy wiedzą. Ja nie muszę pytać – taka miedzy nami różnica. Dno. Powtarzam pytanie: Kiedy Michnik przeprosi za mordercę brata?”.

Wkrótce serwis Konkret24 odnalazł jednak w sieci oświadczenie majątkowe Tarczyńskiego. Z jego treści wynikało jak wół, że poseł kłamał twierdząc, że nie pobiera wynagrodzenia i nie jest posłem zawodowym. Sam bowiem wpisał w nim, iż w 2018r. zarobił: 129,4 tys. zł uposażenia poselskiego i ponad 31 tys. zł poselskiej diety. A oto oświadczenie Kancelarii Sejmu z 2019r.:

"poseł od 21 listopada 2015r. do dnia dzisiejszego otrzymuje pełne uposażenie poselskie w związku z zawieszeniem działalności gospodarczej. Natomiast od 12 listopada 2015r. do 20 listopada 2015r. poseł otrzymywał niepełne uposażenie poselskie, bowiem pomniejszone było o dochody z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej".

Czyli w ciągu ponad 3 lat Tarczyński pobierał niepełne uposażenie zaledwie przez… tydzień!!! Przez pozostałe 180 tygodni pobierał już pełne. Jak to było?

„Honor i Godność Polaka”?

Czy może honor i godność Dominika Tarczyńskiego? Bo to nie to samo… A właściwie to nawet jedno wyklucza drugie.

BAKU. Sierpień 2017r.

Tarczyński słynie nie tylko z agresji i chamstwa, ale także z zamiłowania do luksusu. No i lubi obnosić się ze swoim bogactwem. Pełno w sieci jego fotek robionych w ekskluzywnych knajpach, podczas kąpieli w basenach, w egzotycznej scenerii np. na tle palm. Czyli wizerunek milionera… Tymczasem w 2019r. miał na koncie raptem 150 tys. zł. A więc roczne zarobki posła. W sierpniu 2017r. pochwalił się na TT, że leci do Miami „naładować baterie do codziennej walki”. Do wpisu załączył zdjęcia paszportu i biletów lotniczych. Pech chciał, że zdjęcie tych samych biletów opublikowała na Fb jego partnerka i towarzyszka w tej rzekomej eskapadzie za ocean. A już na tych zdjęciach każdy mógł odczytać cel podróży. Baku… To Baku w Azerbejdżanie. Z biletów można było też odczytać, że poseł z partnerką lecą niemiecką Lufthansą. Internauci zapytali go więc, czemu nie polskimi liniami LOT. Tarczyński odpowiedział w swoim stylu:

„...lecę odwiedzić przyjaciół, których matka umiera. Zamknąć gęby pozerzy”.

LOTNISKO. Grudzień 2017r.

"Jenot" leciał z tą samą partnerką na Sylwestra do Meksyku. O dziwo, tym razem bilety kupił rzeczywiście do Meksyku… Tyle, że bilety w klasie ekonomicznej (4.000 zł), a nie business (15.000 zł). Ale na lotnisku żądał, aby traktowano go jak VIP-a. No bo przecież on, poseł na Sejm i wnuk "Wyklętego", nie będzie pospolitować się z dziczą i stać w jakiejś kolejce do bramki. Następna awantura. I ze współpasażerami, i z obsługą lotniska. Pan poseł wezwał nawet Policję. Gliniarze przyjechali, wysłuchali relacji obu stron, spojrzeli dziwnym wzrokiem na posła i pojechali. Zdaniem Tarczyńskiego ludzie na lotnisku byli agresywni (?), wielu nietrzeźwych, wulgarnie wyzywali go i obrażali z powodu jego przynależności partyjnej. Nie wiadomo, czy obsługa lotniska też była nachlana…

A tak mniej więcej brzmiały relacje innych pasażerów. Gdy członek parlamentu, w samym środku zimy, wkracza na lotnisko ubrany tylko w hawajską koszulę, spodnie plażowe i słomkowy kapelusz, to chyba naturalne jest, że wzbudza zainteresowanie, ogólną wesołość i ironiczne komentarze. I to ta wesołość oraz kpiny doprowadziły "Jenota" do szału. Ludzie, zamiast na jego widok przyklękać, prosić o autograf lub możliwość zrobienia selfie, śmiali się, pokazywali palcami i pukli w czoła. Nooooo… To jest powód do napadu szału, zwyzywania 2 pracownic obsługi pasażerskiej terminalu oraz wezwania Policji.

Już na pokładzie samolotu Tarczyński spotkał swoją znajomą. Ta zdziwiła się, że taki bogacz leci klasą ekonomiczną. „Bogacz” tłumaczył się, że bilety w klasie business zostały już wykupione. Tymczasem połowa miejsc była tam wolna… Ta kobieta chyba nie lubi "Jenota", skoro z ironią od razu opisała to na TT.

Następny post też chyba rozpocznę od wątku tej gnidy. Choć, szczerze mówiąc, mam wątpliwości, czy gnida w ogóle zasługuje na jakąkolwiek uwagę. No, ale skoro Adam Michnik postanowił nie zniżać się do jego poziomu, to ja się zniżę… Wiecie dlaczego? Bo morda Tarczyńskiego nie jest tylko mordą Tarczyńskiego. Jest mordą całego PIS-u…

[CC] Olga Mazur
(250)

Pobierz PDF Wydrukuj