Co szafa to jakiś trup…

  Jak już się wpakowałem w tę „wojnę gangów”, to postaram się chociaż wyczyścić ten temat tak dokładnie, jak potrafię. Jest to więc kontynuacja poprzedniego tekstu „W TEJ WOJNIE NIKT NIE BIERZE JEŃCÓW…”. O ile w tamtym tekście starałem się trzymać ściśle faktów, o tyle teraz momentami popuszczę nieco wodze wyobraźni i domysłów. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku.

I Banaś, i Ziobro (Ziobrę i Kamińskiego traktuję łącznie) mają jakieś słabe punkty. O jednej takiej słabej stronie Banasia pisałem dziś rano. Kontrola i raport NIK to nie to samo, co akt oskarżenia. Mogą znaleźć finał w sądzie, ale raport może także wylądować na samym dnie czyjejś szuflady. Lub przez prokuraturę zostać uznanym za mało wiarygodny, nierzetelny, tendencyjny itp. Jak na razie o dalszych losach tych krytycznych raportów NIK-u decyduje właśnie Ziobro. W ciemno można obstawiać, że miażdżące ustalenia upublicznionego ostatnio raportu NIK o gigantycznych przekrętach i nieprawidłowościach w służbie więziennej, nadzorowanej do niedawna przez „doktora” Jakiego, nieprędko zamienią się w zarzuty prokuratorskie. Ziobro już o to zadba. A Banaś będzie bezradny, bo pozostanie mu co najwyżej krytykowanie w mediach swojego wroga za opieszałość, przekraczanie uprawnień lub niedopełnianie obowiązków służbowych.

Drugim słabym punktem Banasia, a bardzo mocnym Ziobry (i chyba także Kamińskiego), są kadry instytucji, którymi kierują. Bez swoich wiernych żołnierzy „generałowie” są bezsilni. Ziobro miał ponad 4 lata na znalezienie i zatrudnienie w ministerstwie oraz prokuraturze kanalii ślepo wykonujących jego polecenia. Skompletował zespoły, które już wielokrotnie sprawdziły się w boju. Czyli na ogół w łamaniu prawa. Te wszystkie „wójciki”, ”kanthaki”, „warchoły”, „kalety” lub „piebiaki”. Oni stoją za nim murem, podobnie jak jego nominaci w KRS i Izbie Dyscyplinarnej SN. Podobnie ma się sytuacja w służbach podległych Kamińskiemu. On też miał wystarczająco dużo czasu, by pozbyć się „elementów niepewnych”. U Banasia zaś jest dokładnie na odwrót. Nawet dwóch wiceprezesów narzuciła mu Nowogrodzka. To dlatego szybko ograniczył ich kompetencje, a swoim zastępcą zrobił człowieka od PIS niezależnego. Nie miał również kiedy dokonać kadrowej rewolucji w NIK i ściągnąć do niej swoich ludzi, choćby z KAS-u. Na pewno ma również w swoim najbliższym otoczeniu jakieś „krety” Ziobry lub Kamińskiego. Więc i pod tym względem pozycja Banasia jest dużo słabsza, niż jego wrogów.

Ale i jego przeciwnicy mają swoje problemy, kto wie, czy nie dużo większe. Ziobro ma wprawdzie na swoje usługi potężny aparat polityczno-urzędniczy swojego ministerstwa i prokuratury, ale ma również „konia trojańskiego”. 10.000 polskich sędziów. Z których co najmniej kilkuset to też zahartowani „w bojach” wojownicy, nienawidzący Ziobrę może nawet bardziej, niż ja. Część z nich od dawna prowadzi z nim otwartą wojnę. Większość kolegów ich jednoznacznie popiera. Są tacy, którzy udają posłusznych i niby stosują się do poleceń ministerstwa, ale mogą wkrótce Ziobrze wywinąć niezły numer. Jeśli ktoś myśli, że ustawa kagańcowa spacyfikuje środowisko sędziowskie i zmusi je do poddaństwa oraz milczenia, to znaczy, że kompletnie nie zna tych ludzi. Oni się nie poddadzą. Ja to wiem. Pora, aby ci z Was, którzy w to wątpią, jednak uwierzyli w ich niezłomność i determinację. A są jeszcze ich koledzy po fachu na Zachodzie. Stowarzyszenia sędziowskie to jedne z gremiów cieszących się w Europie największym prestiżem. Tam nikomu nawet nie zaświta w głowie, żeby z powodu kradzieży kawałka kiełbasy lub elementu wiertarki oskarżać tysiące sędziów o złodziejstwo. Dopiero co przedstawiciele 3 największych stowarzyszeń sędziowskich spotkali się z komisarz ds. praworządności Verą Jourovą. A wkrótce dojdzie do ich spotkania z samą Ursulą von der Leyen. Temat tych spotkań? A jak myślicie?

Drugim sojusznikiem Banasia, choć zapewne nie zdającym sobie w ogóle sprawy ze swojego zaangażowania w ten konflikt, jest… Bruksela i TSUE. Komisja Europejska, TSUE i PE nie są oczywiście żadnymi przyjaciółmi Banasia. Ale są wrogami Ziobry. I dla Banasia ta otwarta wojna najważniejszych instytucji unijnych z Ziobrą jest błogosławieństwem. Bo nie dość, że Ziobro musi walczyć na dwóch frontach, to jeszcze w dodatku na tym „froncie zachodnim” może wyłącznie ponosić porażki. Wystarczy, że w końcu TSUE orzeknie kosmiczne kary za wprowadzenie ustawy represyjnej (a wiewiórki doniosły mi, że to kwestia najwyżej 2 tygodni), a cała złość Nowogrodzkiej wyleje się na łeb Ziobry. No i oczywiście na samą Brukselę. Nie można zapominać, że Ziobro jest „ciałem obcym” zarówno dla Nowogrodzkiej, jaki dla twardego elektoratu PIS-u. W dodatku już raz zdradził Kaczyńskiego i jego partię. Nie zapomniano mu tego do dziś. Łatwiej będzie obarczyć winą za sankcje TSUE samego autora bolszewickiej ustawy, w dodatku z innej partii, niż własnych prominentnych działaczy. Poza tym zdecydowana większość PIS-owskiego aparatu partyjnego wolałaby, aby następcą Kaczyńskiego był ktoś ze starych członków partii, jeszcze z „zakonu” PC. Choćby Brudziński. A jak nie on, to np. Szydłowa lub nawet Suski. Działacze nie są więc zainteresowani zbytnim umacnianiem się pozycji Ziobry.

No i jest jeszcze Morawiecki, największy rywal Ziobry do przejęcia władzy na prawicy. Pozycja Cepa w tym wyścigu do fotela prezesa jest jak na razie słabiutka. Ale tam jest teraz taki kocioł, tyle różnych frakcyjek i grup interesu próbuje wygrać coś dla siebie, że sytuacja może się diametralnie zmienić w ciągu kilku miesięcy. PIS niby bardzo chce się pozbyć Banasia. Ale jakoś podejrzanie mało robią, aby ten cel osiągnąć… Właściwie, to nic nie robią. A przecież wystarczyłaby zmiana ustawy o NIK i Banaś byłby załatwiony. Naloty CBA na „banasiowe” lokale to nie był pomysł Nowogrodzkiej. To prywatna inicjatywa Ziobry. Banaś właściwie w żadnym aspekcie nie jest rywalem Cepa. Obaj mają natomiast wspólnych śmiertelnych wrogów. Byłoby aż dziwne, gdyby zaczęli sobie teraz nawzajem szkodzić. Więc, moim zdaniem, Nowogrodzka co jakiś czas rzucać będzie hasło konieczności usunięcia Banasia, ale nadal na tym haśle będą się kończyć ich starania w tym kierunku. Natomiast Cep udzieli po cichu (lub już udziela!) wsparcia prezesowi NIK, bo ten odwala dla Cepa czarną robotę. Osłabia pozycję Ziobry. Jak daleko idące będzie to poparcie i akie przybierze formy? To już pytanie nie do mnie…

Pozostał jeszcze Prezes. Nie mam pojęcia, co się dzieje we łbie tego psychola. Fakt, że do wybuchu „wojny gangów” w ogóle doszło, świadczy o tym, że albo Kaczyński z jakichś powodów nie był już w stanie jej zapobiec, albo jest ona elementem jego planów. W pierwszym przypadku mielibyśmy do czynienia z jego utratą kontroli (a więc i władzy) nad własnym, prawicowym środowiskiem. Podobno ostatnio, po 3 godzinach negocjacji z Cepem, a potem z Ziobrą, wyglądał jak z krzyża zdjęty. Coś tej kanalii dolega i raczej nie chodzi tu tylko o kolana. Nie mniej zastanawiający jest także drugi wariant… Jeśli do konfrontacji Ziobry i Banasia doszło za jego zgodą, to po co na nią zezwolił, skoro ta awantura wręcz musi zaszkodzić jego kandydatowi w majowych wyborach??? Czyżby Kaczyński nie wierzył już w wygraną szmaty?! Albo nie jest zainteresowany jego reelekcją? Pozornie to absurd. Ale od dawna powtarzam, że choć Kaczyński jest niewątpliwie bardzo inteligentnym człowiekiem, to trudno go nazwać człowiekiem zdrowym umysłowo. W dodatku stoi już dziś nad grobem. Jeden Diabeł wie, co on szykuje nam jeszcze na pożegnanie…

Sporo powinno się wyjaśnić w ciągu najbliższych miesięcy. Banaś może wziąć pod lupę choćby fundusz pomocy ofiarom przestępstw, z którego kupiono program do masowej inwigilacji Pegasus. Tu to dopiero rozpętałaby się burza… Może także sprawdzić skuteczność pomocy międzynarodowej, którą nieść mieli ziobryści klempa-krempa i Michał Woś. Zresztą, której szafy w resorcie Ziobry kontrolerzy NIK nie otworzą, z każdej wypadnie co najmniej jeden trup.

Reasumując. Gdyby rozpatrywać tylko obecny potencjał obu armii i realną władzę „wykonawczą”, to przewaga Ziobry i Kamińskiego nad szefem NIK byłaby bardzo duża. Ale jak się weźmie pod uwagę także siły sojuszników obu stron, i tych jawnych, i tych pozostających w cieniu, to szanse się wyrównują. Bo Ziobro i Kamiński raczej nie mają żadnych sojuszników. Prawie wszyscy się ich boją, ale to wcale nie znaczy, że ich lubią lub że życzą im zwycięstwa…

[CC] Olga Mazur

Co szafa to jakiś trup…

Jak już się wpakowałem w tę „wojnę gangów”, to postaram się chociaż wyczyścić ten temat tak dokładnie, jak potrafię. Jest to więc kontynuacja porannego tekstu „W TEJ WOJNIE NIKT NIE BIERZE JEŃCÓW…”. O ile w tamtym tekście starałem się trzymać ściśle faktów, o tyle teraz momentami popuszczę nieco wodze wyobraźni i domysłów. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku.

I Banaś, i Ziobro (Ziobrę i Kamińskiego traktuję łącznie) mają jakieś słabe punkty. O jednej takiej słabej stronie Banasia pisałem dziś rano. Kontrola i raport NIK to nie to samo, co akt oskarżenia. Mogą znaleźć finał w sądzie, ale raport może także wylądować na samym dnie czyjejś szuflady. Lub przez prokuraturę zostać uznanym za mało wiarygodny, nierzetelny, tendencyjny itp. Jak na razie o dalszych losach tych krytycznych raportów NIK-u decyduje właśnie Ziobro. W ciemno można obstawiać, że miażdżące ustalenia upublicznionego ostatnio raportu NIK o gigantycznych przekrętach i nieprawidłowościach w służbie więziennej, nadzorowanej do niedawna przez „doktora” Jakiego, nieprędko zamienią się w zarzuty prokuratorskie. Ziobro już o to zadba. A Banaś będzie bezradny, bo pozostanie mu co najwyżej krytykowanie w mediach swojego wroga za opieszałość, przekraczanie uprawnień lub niedopełnianie obowiązków służbowych.

Drugim słabym punktem Banasia, a bardzo mocnym Ziobry (i chyba także Kamińskiego), są kadry instytucji, którymi kierują. Bez swoich wiernych żołnierzy „generałowie” są bezsilni. Ziobro miał ponad 4 lata na znalezienie i zatrudnienie w ministerstwie oraz prokuraturze kanalii ślepo wykonujących jego polecenia. Skompletował zespoły, które już wielokrotnie sprawdziły się w boju. Czyli na ogół w łamaniu prawa. Te wszystkie „wójciki”, ”kanthaki”, „warchoły”, „kalety” lub „piebiaki”. Oni stoją za nim murem, podobnie jak jego nominaci w KRS i Izbie Dyscyplinarnej SN. Podobnie ma się sytuacja w służbach podległych Kamińskiemu. On też miał wystarczająco dużo czasu, by pozbyć się „elementów niepewnych”. U Banasia zaś jest dokładnie na odwrót. Nawet dwóch wiceprezesów narzuciła mu Nowogrodzka. To dlatego szybko ograniczył ich kompetencje, a swoim zastępcą zrobił człowieka od PIS niezależnego. Nie miał również kiedy dokonać kadrowej rewolucji w NIK i ściągnąć do niej swoich ludzi, choćby z KAS-u. Na pewno ma również w swoim najbliższym otoczeniu jakieś „krety” Ziobry lub Kamińskiego. Więc i pod tym względem pozycja Banasia jest dużo słabsza, niż jego wrogów.

Ale i jego przeciwnicy mają swoje problemy, kto wie, czy nie dużo większe. Ziobro ma wprawdzie na swoje usługi potężny aparat polityczno-urzędniczy swojego ministerstwa i prokuratury, ale ma również „konia trojańskiego”. 10.000 polskich sędziów. Z których co najmniej kilkuset to też zahartowani „w bojach” wojownicy, nienawidzący Ziobrę może nawet bardziej, niż ja. Część z nich od dawna prowadzi z nim otwartą wojnę. Większość kolegów ich jednoznacznie popiera. Są tacy, którzy udają posłusznych i niby stosują się do poleceń ministerstwa, ale mogą wkrótce Ziobrze wywinąć niezły numer. Jeśli ktoś myśli, że ustawa kagańcowa spacyfikuje środowisko sędziowskie i zmusi je do poddaństwa oraz milczenia, to znaczy, że kompletnie nie zna tych ludzi. Oni się nie poddadzą. Ja to wiem. Pora, aby ci z Was, którzy w to wątpią, jednak uwierzyli w ich niezłomność i determinację. A są jeszcze ich koledzy po fachu na Zachodzie. Stowarzyszenia sędziowskie to jedne z gremiów cieszących się w Europie największym prestiżem. Tam nikomu nawet nie zaświta w głowie, żeby z powodu kradzieży kawałka kiełbasy lub elementu wiertarki oskarżać tysiące sędziów o złodziejstwo. Dopiero co przedstawiciele 3 największych stowarzyszeń sędziowskich spotkali się z komisarz ds. praworządności Verą Jourovą. A wkrótce dojdzie do ich spotkania z samą Ursulą von der Leyen. Temat tych spotkań? A jak myślicie?

Drugim sojusznikiem Banasia, choć zapewne nie zdającym sobie w ogóle sprawy ze swojego zaangażowania w ten konflikt, jest… Bruksela i TSUE. Komisja Europejska, TSUE i PE nie są oczywiście żadnymi przyjaciółmi Banasia. Ale są wrogami Ziobry. I dla Banasia ta otwarta wojna najważniejszych instytucji unijnych z Ziobrą jest błogosławieństwem. Bo nie dość, że Ziobro musi walczyć na dwóch frontach, to jeszcze w dodatku na tym „froncie zachodnim” może wyłącznie ponosić porażki. Wystarczy, że w końcu TSUE orzeknie kosmiczne kary za wprowadzenie ustawy represyjnej (a wiewiórki doniosły mi, że to kwestia najwyżej 2 tygodni), a cała złość Nowogrodzkiej wyleje się na łeb Ziobry. No i oczywiście na samą Brukselę. Nie można zapominać, że Ziobro jest „ciałem obcym” zarówno dla Nowogrodzkiej, jaki dla twardego elektoratu PIS-u. W dodatku już raz zdradził Kaczyńskiego i jego partię. Nie zapomniano mu tego do dziś. Łatwiej będzie obarczyć winą za sankcje TSUE samego autora bolszewickiej ustawy, w dodatku z innej partii, niż własnych prominentnych działaczy. Poza tym zdecydowana większość PIS-owskiego aparatu partyjnego wolałaby, aby następcą Kaczyńskiego był ktoś ze starych członków partii, jeszcze z „zakonu” PC. Choćby Brudziński. A jak nie on, to np. Szydłowa lub nawet Suski. Działacze nie są więc zainteresowani zbytnim umacnianiem się pozycji Ziobry.

No i jest jeszcze Morawiecki, największy rywal Ziobry do przejęcia władzy na prawicy. Pozycja Cepa w tym wyścigu do fotela prezesa jest jak na razie słabiutka. Ale tam jest teraz taki kocioł, tyle różnych frakcyjek i grup interesu próbuje wygrać coś dla siebie, że sytuacja może się diametralnie zmienić w ciągu kilku miesięcy. PIS niby bardzo chce się pozbyć Banasia. Ale jakoś podejrzanie mało robią, aby ten cel osiągnąć… Właściwie, to nic nie robią. A przecież wystarczyłaby zmiana ustawy o NIK i Banaś byłby załatwiony. Naloty CBA na „banasiowe” lokale to nie był pomysł Nowogrodzkiej. To prywatna inicjatywa Ziobry. Banaś właściwie w żadnym aspekcie nie jest rywalem Cepa. Obaj mają natomiast wspólnych śmiertelnych wrogów. Byłoby aż dziwne, gdyby zaczęli sobie teraz nawzajem szkodzić. Więc, moim zdaniem, Nowogrodzka co jakiś czas rzucać będzie hasło konieczności usunięcia Banasia, ale nadal na tym haśle będą się kończyć ich starania w tym kierunku. Natomiast Cep udzieli po cichu (lub już udziela!) wsparcia prezesowi NIK, bo ten odwala dla Cepa czarną robotę. Osłabia pozycję Ziobry. Jak daleko idące będzie to poparcie i akie przybierze formy? To już pytanie nie do mnie…

Pozostał jeszcze Prezes. Nie mam pojęcia, co się dzieje we łbie tego psychola. Fakt, że do wybuchu „wojny gangów” w ogóle doszło, świadczy o tym, że albo Kaczyński z jakichś powodów nie był już w stanie jej zapobiec, albo jest ona elementem jego planów. W pierwszym przypadku mielibyśmy do czynienia z jego utratą kontroli (a więc i władzy) nad własnym, prawicowym środowiskiem. Podobno ostatnio, po 3 godzinach negocjacji z Cepem, a potem z Ziobrą, wyglądał jak z krzyża zdjęty. Coś tej kanalii dolega i raczej nie chodzi tu tylko o kolana. Nie mniej zastanawiający jest także drugi wariant… Jeśli do konfrontacji Ziobry i Banasia doszło za jego zgodą, to po co na nią zezwolił, skoro ta awantura wręcz musi zaszkodzić jego kandydatowi w majowych wyborach??? Czyżby Kaczyński nie wierzył już w wygraną szmaty?! Albo nie jest zainteresowany jego reelekcją? Pozornie to absurd. Ale od dawna powtarzam, że choć Kaczyński jest niewątpliwie bardzo inteligentnym człowiekiem, to trudno go nazwać człowiekiem zdrowym umysłowo. W dodatku stoi już dziś nad grobem. Jeden Diabeł wie, co on szykuje nam jeszcze na pożegnanie…

Sporo powinno się wyjaśnić w ciągu najbliższych miesięcy. Banaś może wziąć pod lupę choćby fundusz pomocy ofiarom przestępstw, z którego kupiono program do masowej inwigilacji Pegasus. Tu to dopiero rozpętałaby się burza… Może także sprawdzić skuteczność pomocy międzynarodowej, którą nieść mieli ziobryści klempa-krempa i Michał Woś. Zresztą, której szafy w resorcie Ziobry kontrolerzy NIK nie otworzą, z każdej wypadnie co najmniej jeden trup.

Reasumując. Gdyby rozpatrywać tylko obecny potencjał obu armii i realną władzę „wykonawczą”, to przewaga Ziobry i Kamińskiego nad szefem NIK byłaby bardzo duża. Ale jak się weźmie pod uwagę także siły sojuszników obu stron, i tych jawnych, i tych pozostających w cieniu, to szanse się wyrównują. Bo Ziobro i Kamiński raczej nie mają żadnych sojuszników. Prawie wszyscy się ich boją, ale to wcale nie znaczy, że ich lubią lub że życzą im zwycięstwa…

[CC] Olga Mazur
(245)

Pobierz PDF Wydrukuj