Jak jeden magister dwóch doktorów topi

SIATKÓWKA JEST PIĘKNA, czyli:
NIGDY NIE WIESZ, JAK SKOŃCZYSZ

- nie skoczysz pod sufit , dopóki trzech setów nie wygrasz,
- możesz przegrać 2 sety pod rząd, ale mecz wygrać,
-możesz mieć 4 (cztery) piłki w górze nad siatką na skończenie meczu przy wyniku 2:1 w setach i meczu nie wygrać (dotyczy Polek z Turczynkami dziś niestety...)
- możesz potem walczyć w secie piątym, ale wszyscy wiedzą, że przegrasz.
Psychologia.
Mentalność.

Nie potrzeba nam trenerów, którzy mówią w  decydującym momencie: „pokryj strefę piątą, zagraj do A, bo B jest słabsza, ble,ble,ble”. Potrzebujemy trenera, który powie w decydujących momentach:

„ spoko, jesteście lepsze, zobaczcie jak tym Turczynkom łapy latają ze zdenerwowania, zagrajcie prostą piłkę - dobre przyjęcie, rozegrać do skrzydła i przypierdolić w piąty metr!!
To one się boją, nie my, do kurwy nędzy!!!”

Właśnie Jacek Nawrocki przepierdolił Igrzyska Olimpijskie dla najlepszych dziewczyn, jakie mamy od czasów trenera Niemczyka. Zamiast mówić naszym Laskom, że są zdecydowanie lepsze od Turczynek, sprzedawał im teksty z mchu i paproci o tym, czego nie robią najlepiej i co powinny zrobić. Owszem - Nawrocki potrafił te dziewuchy znaleźć - wynaleźć, gdzieś w polskiej pierwszej i drugiej lidze. Ale za ch..ja nie umie ich PROWADZIĆ..

Szkoda, bo była szansa na awans. Trzeba nam trenera z jajami. I psychologa kobiecego, do kurwy nędzy!

[CC] Maciej Stawiarski

AD VOCEM, czyli;
NAPRAWDĘ NIGDY NIE WIESZ, JAK SKOŃCZYSZ

Powyższy text przeczytałem już jakiś czas temu. (Jak łatwo się domyślić powstał wkrótce po przegranych przez Polki w półfinale eliminacjach do Igrzysk Olimpijskich.) Od samego początku wzbudzał we mnie rodzaj buntu i miałem szczerą chęć napisać coś w odpowiedzi, ale brakowało mi jakiegoś spektakularnego punktu odniesienia. Nie chciało mi się, a i nie miałem za bardzo czasu grzebać w zakurzonych annałach, a na szybko nic mi nie przychodziło do głowy. Do wczoraj. Wczoraj t.j. 18-01-2020 roku odbył się zaległy mecz siatkarskiej ligi mistrzów pomiędzy Jastrzębskim Węglem, a Zenitem Kazań - siatkarską potęgą, drużyną, która w klubowej siatkówce zdobyła już chyba wszystko. Naszpikowanej gwiazdami jak keks bakaliami.

No to pojechał nasz Jastrzębski Węgiel do Kazania, zaraz po tym jak w rodzimym Pucharze Polski przegrał w ćwierćfinale, na własnym boisku, z Treflem Gdańsk 2:3, prowadząc 2:0 w setach. Wszyscy mędrcy świata pobąkiwali pod nosami coś na temat ambitnej gry, która miała być sukcesem polskiej drużyny, co bardziej odważni, wywołując tym uśmiech na twarzy pozostałych życzyli JW sprawienia niespodzianki w postaci urwania punktu hegemonowi, ustawiając wynik 3:2 dla Zenitu jako szczyt marzeń.

Kiedy dzień przed meczem w rozmowie ze znajomym sprzedawcą w sklepiku pod blokiem – również zapalonym kibicem siatkówki - wspomniałem, że Zenit (zwłaszcza grając u siebie) ma trochę syndrom polskich drużyn, albowiem zdarzyło mu się przegrać i ze Skrą Bełchatów i ze wspomnianym Treflem Gdańsk to Pan Rysio tylko uśmiechnął się pod nosem. Chyba nie wypadało mu powiedzieć o bądź co bądź kliencie, co o nim w tej chwili pomyślał.

A potem zaczęli grać.

Od razu w pierwszym secie Zenit ustawił sobie Jastrzębski do pionu. 25 : 18 bez historii. Zanosiło się na mecz z gatunku

„Godzinka dwadzieścia z prysznicem i wracamy do domu”

Tylko, że drugiego seta dla odmiany do 16-stu wygrał JW. Trzeciego znowu Zenit. Czwartego JW. I tu dochodzimy do clou. Tie-brek. Zenit szybko załatwia sprawę jest 14: 9 dla Kazania. Jastrzębski odbiera atakuje zdobywa punkt. Jest 14:10 dla Zenitu. Kibice powoli wstają z miejsc. Teraz jedna z najlepszych drużyn w klubowej siatkówce męskiej będzie miała w górze 4 piłki meczowe.

Teraz proponuję zerknąć jeszcze raz na powyższy artykuł Pana Macieja. Cztery piłki meczowe w górze - deja vu. Tyle, że odwrotnie.

Mecz kończy się wynikiem 3:2 dla Jastrzębskiego Węgla. W tie-breku 16:14. Jedna z najlepszych klubowych drużyn świata nie była w stanie skończyć czterech piłek meczowych.

Dlatego Panie Macieju, tak jak sam Pan napisał:

„- nie skoczysz pod sufit, dopóki trzech setów nie wygrasz.”

Dlatego siatkówka jest taka piękna i dlatego powstrzymałbym się od wylewania pomyj na głowę trenera naszej kobiecej kadry.

On naprawdę zrobił świetną robotę z tymi dziewczynami i nawet jeśli popełnił gdzieś w tym meczowym szaleństwie błąd to pamiętajmy, że psychologia różne posiada oblicza.

Ś.P. Trener Andrzej Niemczyk, którego wspomina Pan w tekście, w swojej autobiografii wspomina co zrobił przed meczem naszych złotek z Rosjankami. Kazał im zrobić sobie kompletny makijaż. Nasze wyszły na boisko umalowane z pomalowanymi paznokciami i zrobionymi fryzurami, pachnąc najlepszymi perfumami. Naprzeciwko stanęły Rosjanki, które wyglądały przy nich jak ubogie krewne. Od razu przegrały ten mecz w głowach, zanim jeszcze wyszły i zaczęły grać. Nie zawsze rzucanie kur…mi jest psychologicznie najlepszym rozwiązaniem. Zwłaszcza w stosunku do kobiet.

[CC] Jacek Wojciechowski
(230)

Nie tylko polityką człowiek żyje

SIATKÓWKA JEST PIĘKNA, czyli:
NIGDY NIE WIESZ, JAK SKOŃCZYSZ

- nie skoczysz pod sufit , dopóki trzech setów nie wygrasz,
- możesz przegrać 2 sety pod rząd, ale mecz wygrać,
-możesz mieć 4 (cztery) piłki w górze nad siatką na skończenie meczu przy wyniku 2:1 w setach i meczu nie wygrać (dotyczy Polek z Turczynkami dziś niestety...)
- możesz potem walczyć w secie piątym, ale wszyscy wiedzą, że przegrasz.
Psychologia.
Mentalność.

Nie potrzeba nam trenerów, którzy mówią w  decydującym momencie: „pokryj strefę piątą, zagraj do A, bo B jest słabsza, ble,ble,ble”. Potrzebujemy trenera, który powie w decydujących momentach:

„ spoko, jesteście lepsze, zobaczcie jak tym Turczynkom łapy latają ze zdenerwowania, zagrajcie prostą piłkę - dobre przyjęcie, rozegrać do skrzydła i przypierdolić w piąty metr!!
To one się boją, nie my, do kurwy nędzy!!!”

Właśnie Jacek Nawrocki przepierdolił Igrzyska Olimpijskie dla najlepszych dziewczyn, jakie mamy od czasów trenera Niemczyka. Zamiast mówić naszym Laskom, że są zdecydowanie lepsze od Turczynek, sprzedawał im teksty z mchu i paproci o tym, czego nie robią najlepiej i co powinny zrobić. Owszem - Nawrocki potrafił te dziewuchy znaleźć - wynaleźć, gdzieś w polskiej pierwszej i drugiej lidze. Ale za ch..ja nie umie ich PROWADZIĆ..

Szkoda, bo była szansa na awans. Trzeba nam trenera z jajami. I psychologa kobiecego, do kurwy nędzy!

[CC] Maciej Stawiarski

AD VOCEM, czyli;
NAPRAWDĘ NIGDY NIE WIESZ, JAK SKOŃCZYSZ

Powyższy text przeczytałem już jakiś czas temu. (Jak łatwo się domyślić powstał wkrótce po przegranych przez Polki w półfinale eliminacjach do Igrzysk Olimpijskich.) Od samego początku wzbudzał we mnie rodzaj buntu i miałem szczerą chęć napisać coś w odpowiedzi, ale brakowało mi jakiegoś spektakularnego punktu odniesienia. Nie chciało mi się, a i nie miałem za bardzo czasu grzebać w zakurzonych annałach, a na szybko nic mi nie przychodziło do głowy. Do wczoraj. Wczoraj t.j. 18-01-2020 roku odbył się zaległy mecz siatkarskiej ligi mistrzów pomiędzy Jastrzębskim Węglem, a Zenitem Kazań - siatkarską potęgą, drużyną, która w klubowej siatkówce zdobyła już chyba wszystko. Naszpikowanej gwiazdami jak keks bakaliami.

No to pojechał nasz Jastrzębski Węgiel do Kazania, zaraz po tym jak w rodzimym Pucharze Polski przegrał w ćwierćfinale, na własnym boisku, z Treflem Gdańsk 2:3, prowadząc 2:0 w setach. Wszyscy mędrcy świata pobąkiwali pod nosami coś na temat ambitnej gry, która miała być sukcesem polskiej drużyny, co bardziej odważni, wywołując tym uśmiech na twarzy pozostałych życzyli JW sprawienia niespodzianki w postaci urwania punktu hegemonowi, ustawiając wynik 3:2 dla Zenitu jako szczyt marzeń.

Kiedy dzień przed meczem w rozmowie ze znajomym sprzedawcą w sklepiku pod blokiem – również zapalonym kibicem siatkówki - wspomniałem, że Zenit (zwłaszcza grając u siebie) ma trochę syndrom polskich drużyn, albowiem zdarzyło mu się przegrać i ze Skrą Bełchatów i ze wspomnianym Treflem Gdańsk to Pan Rysio tylko uśmiechnął się pod nosem. Chyba nie wypadało mu powiedzieć o bądź co bądź kliencie, co o nim w tej chwili pomyślał.

A potem zaczęli grać.

Od razu w pierwszym secie Zenit ustawił sobie Jastrzębski do pionu. 25 : 18 bez historii. Zanosiło się na mecz z gatunku

„Godzinka dwadzieścia z prysznicem i wracamy do domu”

Tylko, że drugiego seta dla odmiany do 16-stu wygrał JW. Trzeciego znowu Zenit. Czwartego JW. I tu dochodzimy do clou. Tie-brek. Zenit szybko załatwia sprawę jest 14: 9 dla Kazania. Jastrzębski odbiera atakuje zdobywa punkt. Jest 14:10 dla Zenitu. Kibice powoli wstają z miejsc. Teraz jedna z najlepszych drużyn w klubowej siatkówce męskiej będzie miała w górze 4 piłki meczowe.

Teraz proponuję zerknąć jeszcze raz na powyższy artykuł Pana Macieja. Cztery piłki meczowe w górze - deja vu. Tyle, że odwrotnie.

Mecz kończy się wynikiem 3:2 dla Jastrzębskiego Węgla. W tie-breku 16:14. Jedna z najlepszych klubowych drużyn świata nie była w stanie skończyć czterech piłek meczowych.

Dlatego Panie Macieju, tak jak sam Pan napisał:

„- nie skoczysz pod sufit, dopóki trzech setów nie wygrasz.”

Dlatego siatkówka jest taka piękna i dlatego powstrzymałbym się od wylewania pomyj na głowę trenera naszej kobiecej kadry.

On naprawdę zrobił świetną robotę z tymi dziewczynami i nawet jeśli popełnił gdzieś w tym meczowym szaleństwie błąd to pamiętajmy, że psychologia różne posiada oblicza.

Ś.P. Trener Andrzej Niemczyk, którego wspomina Pan w tekście, w swojej autobiografii wspomina co zrobił przed meczem naszych złotek z Rosjankami. Kazał im zrobić sobie kompletny makijaż. Nasze wyszły na boisko umalowane z pomalowanymi paznokciami i zrobionymi fryzurami, pachnąc najlepszymi perfumami. Naprzeciwko stanęły Rosjanki, które wyglądały przy nich jak ubogie krewne. Od razu przegrały ten mecz w głowach, zanim jeszcze wyszły i zaczęły grać. Nie zawsze rzucanie kur…mi jest psychologicznie najlepszym rozwiązaniem. Zwłaszcza w stosunku do kobiet.

[CC] Jacek Wojciechowski
(230)

Pobierz PDF Wydrukuj