Poszukując polskiego DNA

  Wtorek 7.01.2020r. „Głowa państwa” na zwołanej konferencji prasowej zapewniła nas solennie i przekonująco, że polskim żołnierzom przebywającym na terenie baz w Iraku nic nie zagraża. Są całkowicie bezpieczni, a sytuacja jest pod całkowitą kontrolą… W tych zapewnieniach sekundował mu stojący obok Cep: "nie ma żadnych sygnałów o tym, żeby miało być zagrożenie skierowane do polskich żołnierzy". Kilka godzin później na bazy wojskowe, w których rozlokowani są nasi żołnierze, spadło ponad 20 irańskich rakiet taktycznych. Nie zabiły żadnego z naszych żołnierzy nie dlatego, że pełne bezpieczeństwo zapewnił im rząd PIS-u, który niby "całkowicie kontrolował sytuację". Nie dlatego, że szmata zadzwonił do Teheranu i wybił Irańczykom z głowy zabijanie polskich żołnierzy. Rakiety nie zabiły nikogo tylko dlatego, że nikogo zabić nie miały. Nie miały nawet nikogo ranić...

To, co się ostatnio dzieje na Bliskim Wschodzie i w ogóle cały kryzys międzynarodowy narosły wokół tych wydarzeń, pokazują jak w soczewce, że trwająca od 4 lat PIS-owska polityka niszczenia Polski nie ograniczyła się tylko i wyłącznie do spraw krajowych oraz relacji z Unią Europejską. Kto wie, czy w jeszcze głębszej czarnej d... nie znaleźliśmy jeśli chodzi o całą naszą dyplomację i politykę międzynarodową.

Kilka godzin po zamachu na irańskiego dygnitarza Prezydent Trump obdzwania stolice wszystkich najważniejszych sojuszników USA w Europie. Potem obdzwania stolice tych mniej ważnych. Na końcu dzwoni do stolic państw, które nie są ani bliskimi, ani sojusznikami USA. Nie dzwoni tylko do rzekomo swojego najlepszego sojusznika czyli do Warszawy... Więc albo zgubił gdzieś numer telefonu, albo ma w głębokim poważaniu stanowisko rządu PIS-u. Można go zrozumieć. To tak, jakby o wyrażenie zdania na temat sytuacji międzynarodowej prosił swojego psa albo świnkę morską...

Z trzech głównych uczestników tego konfliktu jeden traktuje nas więc jak małego, sympatycznego zwierzaka domowego, a z dwoma pozostałymi, Iranem i Izraelem, od dawna toczymy wojnę dyplomatyczną... Dziś ci dwaj, swoi od zawsze śmiertelni wrogowie, mają już przynajmniej jedną cechę ich łączącą. Nienawidzą rządu PIS-u. Dokładnie tak, jak my... W dodatku nienawidzą nie z powodu jakichś niezależnych od Warszawy czynników geopolitycznych. Nienawidzą na nasze własne życzenie.

Ktoś może skomentować: "a co nas obchodzi jakiś Izrael i Iran, państwa leżące daleko i nie mające realnego wpływu na to, co Kowalski wrzuci do gara i jak długo potrwa agonia polskiej służby zdrowia?". Otóż błąd. Nieprzypadkowo wszystkie dosłownie państwa chcą z tym niby maleńkim Izraelem utrzymywać jak najlepsze stosunki. Bo Izrael, choć mały, jest potęgą, nie tylko militarną, ale i polityczną oraz dyplomatyczną. A to dzięki setkom milionów Żydów rozsianych po całym świecie. Nieprzypadkowo również rok temu, gdy rząd PIS podjął straszną, wręcz samobójczą dla całej naszej polityki bliskowschodniej decyzję o zorganizowaniu w Polsce konferencji antyirańskiej, Unia Europejska ostro tę decyzję skrytykowała. Bruksela wiedziała przecież doskonale, że Polska jest tylko "świnką morską", a prawdziwy autor tego pomysłu zasiada w Białym Domu. Tak więc UE zaryzykowała pogorszenie stosunków z największą potęgą współczesnego świata, byle tylko temu pozornie nic nie znaczącemu, odległemu od Europy Iranowi powiedzieć wyraźnie: "my nie mamy z tym nic wspólnego, nam też się to nie podoba, my przeciwko wam nie spiskujemy!".

Na to wszystko nakłada się totalna kompromitacja naszej dyplomacji i Kancelarii szmaty w sprawie jego udziału w Forum Holokaustu w Izraelu. Jak to ktoś z ironią zauważył, przemawiać tam będzie i prezydent kraju, który holokaust wymyślił oraz wprowadził w życie, i prezydent kraju, którego rząd kolaborował z Niemcami i w holokauście im pomagał, i wreszcie prezydent kraju, który przyczynił się do wybuchu II w.ś. Nie będzie w Izraelu tylko przedstawiciela kraju, który stracił w wyniku holokaustu najwięcej swoich obywateli i na terenie którego leżał obóz Auschwitz. Można by się oburzać na decyzję organizatorów, którzy nie przewidzieli możliwości zabrania głosu przez przedstawiciela Polski, gdyby nie to, że nasza strona w ogóle zapomniała wystąpić o to z prośbą! Przypomnieli sobie dopiero ostatnio, po słynnych już antypolskich wystąpieniach Putina. W Izraelu będzie on więc mógł powiedzieć każdą, największą nawet bzdurę i kłamstwo na temat winy Polski za holokaust, a z naszej strony nie będzie nawet nikogo, kto mógłby wówczas wstać i ostentacyjnie opuścić salę obrad...

Ale czy to kogoś dziwi??? Nie tak dawno szczyt Grupy Wyszehradzkiej miał się odbyć właśnie w... Izraelu! I Polskę miał na tym szczycie zastąpić Izrael! Gdzie Tel Awiw, a gdzie Europa środkowa?! Można by się śmiać ze znaczenia GW, bo tworzące ją kraje dziś już mają bardzo niewiele wspólnych interesów. Ale nie należy zapominać, że po rozpoczęciu konfliktu z UE rząd PIS-u właśnie w odbudowie znaczenia GW widział jedyną szansę na zachowanie przez Polskę jakiegoś znaczenia na arenie europejskiej.

Dzisiejszy obraz lub stan polskiej dyplomacji można porównać do zjawiska pt. "modernizacja i unowocześnienie polskiej armii". I jedno, i drugie nie istnieją. I tu, i tu do władzy dorwali się, namaszczeni wg PIS-owskiego klucza partyjnego, kompletni ignoranci, idioci i nieudacznicy. Ambasadorem w jednym z największych państw europejskich zostaje przygłup z wykształceniem... gastronomicznym (!), a naborem ochotników do jednostek WOT zajmuje się podpułkownik WP, który jeszcze 1,5 roku temu by starszym kapralem... W dodatku karany sądownie za kradzieże. Więc o czym my mamy rozmawiać?!

Polska kupuje od USA koszmarnie drogie samoloty, które nie są nam właściwie do niczego potrzebne. Bez równie drogiego systemu naprowadzania, w dodatku zintegrowanego z NATO-wskim, samoloty te są w stanie wykorzystać raptem 10% swoich rzeczywistych możliwości bojowych. Czyli mogą wystartować i bezpiecznie wylądować. Nic poza tym. To tak, jakby kupić bolid F1 i kazać mu jeździć po torze gokartowym.

Gdyby USA, w uznaniu naszych sojuszniczych zasług, przesunęły nas z ogona na łeb długiej kolejki oczekujących na zakup F-35, można by się tylko cieszyć. Ale takiej kolejki w ogóle nie ma! Bo wszyscy potencjalni chętni na zakup mają kalkulatory, zrobili więc rachunek kosztów samolotów, szkolenia pilotów, systemu naprowadzania, serwisu, wysokiej awaryjności maszyn F-35 itd. A rząd PIS-u na swoim, wyłącznie politycznym kalkulatorze wyliczył, ze warto ponieść te wszystkie koszty, czyli dać zarobić firmom amerykańskim, byle tylko zdobyć uznanie Trumpa i dzięki temu wyżebrać jego przyjazd na jakieś uroczyści w Polsce. Bo to podniesie w durnym polskim społeczeństwie przekonanie o wielkim znaczeniu "państwa PIS-u" w świecie. A jeszcze jak w górze przemknie z rykiem silników kilka nowoczesnych maszyn... Czysty zysk.

Tak jak nasza dyplomacja leżą marynarka i siły lądowe. Czego nie zniszczył Macierewicz, to załatwił na amen ten niedorozwój Błaszczak. Admirał, który ośmielił się to publicznie powiedzieć, kilka dni później został zdymisjonowany. Marynarki wojennej praktycznie już nie ma, ale Błaszczak nadal wciska Polakom kity o jakichś ambitnych planach jej rozwoju... Tak jak Cep wciska nam banialuki, że Polska może odegrać w bliskowschodnim konflikcie "ogromnie pozytywną rolę, ponieważ jesteśmy bardzo proeuropejscy, cieszymy się z naszego sojuszu z NATO i USA, a jednocześnie mamy również dobre kontakty dyplomatyczne na Bliskim Wschodzie".

Tak jak kłamstwami o "dobrych kontaktach", tak samo jesteśmy karmieni łgarstwami na temat modernizacji naszej armii. Choćby sił pancernych. Rząd PIS-u nie dość, że wybił "kły" Czarnej Dywizji, jedynej budzącej u Rosjan respekt, to jeszcze zawalił wszystko, co zawalić się dało w dziedzinie modernizacji tych sił. Koniec końców Niemcy i Francuzi wspólnie pracują nad budową nowego czołgu, ale nie chcą nawet słyszeć o dopuszczeniu Polski do tego projektu. Żeby więc stworzyć wrażenie, że coś się dzieje w tej dziedzinie, durny Błaszczak z triumfem obwieszcza, że będziemy na potęgę modernizować wysłużone, sowieckie T-72. Eksperci od uzbrojenia pukają się w czoła. W czołgach T-72 do wymiany jest wszystko z wyjątkiem białych numerów taktycznych wymalowanych na ich pancerzach. Co w nich można modernizować? W dodatku za kosmiczną kwotę 3 miliardów zł!

Nasze pieniądze trafią w błoto, czyli do PGZ, a potem do zakładów zbrojeniowych. Oglądaliście film "Poszukiwany, poszukiwana". Tam dyrektor zmienił plan urbanistyczny i "postawił" wieżowce na środku jeziora. I dostał za ten "innowacyjny pomysł" nagrodę pieniężną. Sam ją sobie przyznał. Tu będzie identycznie. Jakiś PIS-owski "konstruktor" wymyśli, aby T-72 wyposażyć w drugą armatę. Z tyłu. Żeby mogło strzelać w dwie strony. Potem inny "konstruktor" doda do projektu skrzydła. I obaj za te rewolucyjne pomysły wezmą miliony. Modernizacja czołgu będzie więc wyglądać jak promowanie Polski w świecie przez PFN... Niby było, ale nikt go nie widział. I jak "dobre kontakty dyplomatyczne" rządu PIS-u na Bliskim Wschodzie.

[CC] Olga Mazur

Tygrys czy świnka morska?

Wtorek 7.01.2020r. „Głowa państwa” na zwołanej konferencji prasowej zapewniła nas solennie i przekonująco, że polskim żołnierzom przebywającym na terenie baz w Iraku nic nie zagraża. Są całkowicie bezpieczni, a sytuacja jest pod całkowitą kontrolą… W tych zapewnieniach sekundował mu stojący obok Cep: "nie ma żadnych sygnałów o tym, żeby miało być zagrożenie skierowane do polskich żołnierzy". Kilka godzin później na bazy wojskowe, w których rozlokowani są nasi żołnierze, spadło ponad 20 irańskich rakiet taktycznych. Nie zabiły żadnego z naszych żołnierzy nie dlatego, że pełne bezpieczeństwo zapewnił im rząd PIS-u, który niby "całkowicie kontrolował sytuację". Nie dlatego, że szmata zadzwonił do Teheranu i wybił Irańczykom z głowy zabijanie polskich żołnierzy. Rakiety nie zabiły nikogo tylko dlatego, że nikogo zabić nie miały. Nie miały nawet nikogo ranić...

To, co się ostatnio dzieje na Bliskim Wschodzie i w ogóle cały kryzys międzynarodowy narosły wokół tych wydarzeń, pokazują jak w soczewce, że trwająca od 4 lat PIS-owska polityka niszczenia Polski nie ograniczyła się tylko i wyłącznie do spraw krajowych oraz relacji z Unią Europejską. Kto wie, czy w jeszcze głębszej czarnej d... nie znaleźliśmy jeśli chodzi o całą naszą dyplomację i politykę międzynarodową.

Kilka godzin po zamachu na irańskiego dygnitarza Prezydent Trump obdzwania stolice wszystkich najważniejszych sojuszników USA w Europie. Potem obdzwania stolice tych mniej ważnych. Na końcu dzwoni do stolic państw, które nie są ani bliskimi, ani sojusznikami USA. Nie dzwoni tylko do rzekomo swojego najlepszego sojusznika czyli do Warszawy... Więc albo zgubił gdzieś numer telefonu, albo ma w głębokim poważaniu stanowisko rządu PIS-u. Można go zrozumieć. To tak, jakby o wyrażenie zdania na temat sytuacji międzynarodowej prosił swojego psa albo świnkę morską...

Z trzech głównych uczestników tego konfliktu jeden traktuje nas więc jak małego, sympatycznego zwierzaka domowego, a z dwoma pozostałymi, Iranem i Izraelem, od dawna toczymy wojnę dyplomatyczną... Dziś ci dwaj, swoi od zawsze śmiertelni wrogowie, mają już przynajmniej jedną cechę ich łączącą. Nienawidzą rządu PIS-u. Dokładnie tak, jak my... W dodatku nienawidzą nie z powodu jakichś niezależnych od Warszawy czynników geopolitycznych. Nienawidzą na nasze własne życzenie.

Ktoś może skomentować: "a co nas obchodzi jakiś Izrael i Iran, państwa leżące daleko i nie mające realnego wpływu na to, co Kowalski wrzuci do gara i jak długo potrwa agonia polskiej służby zdrowia?". Otóż błąd. Nieprzypadkowo wszystkie dosłownie państwa chcą z tym niby maleńkim Izraelem utrzymywać jak najlepsze stosunki. Bo Izrael, choć mały, jest potęgą, nie tylko militarną, ale i polityczną oraz dyplomatyczną. A to dzięki setkom milionów Żydów rozsianych po całym świecie. Nieprzypadkowo również rok temu, gdy rząd PIS podjął straszną, wręcz samobójczą dla całej naszej polityki bliskowschodniej decyzję o zorganizowaniu w Polsce konferencji antyirańskiej, Unia Europejska ostro tę decyzję skrytykowała. Bruksela wiedziała przecież doskonale, że Polska jest tylko "świnką morską", a prawdziwy autor tego pomysłu zasiada w Białym Domu. Tak więc UE zaryzykowała pogorszenie stosunków z największą potęgą współczesnego świata, byle tylko temu pozornie nic nie znaczącemu, odległemu od Europy Iranowi powiedzieć wyraźnie: "my nie mamy z tym nic wspólnego, nam też się to nie podoba, my przeciwko wam nie spiskujemy!".

Na to wszystko nakłada się totalna kompromitacja naszej dyplomacji i Kancelarii szmaty w sprawie jego udziału w Forum Holokaustu w Izraelu. Jak to ktoś z ironią zauważył, przemawiać tam będzie i prezydent kraju, który holokaust wymyślił oraz wprowadził w życie, i prezydent kraju, którego rząd kolaborował z Niemcami i w holokauście im pomagał, i wreszcie prezydent kraju, który przyczynił się do wybuchu II w.ś. Nie będzie w Izraelu tylko przedstawiciela kraju, który stracił w wyniku holokaustu najwięcej swoich obywateli i na terenie którego leżał obóz Auschwitz. Można by się oburzać na decyzję organizatorów, którzy nie przewidzieli możliwości zabrania głosu przez przedstawiciela Polski, gdyby nie to, że nasza strona w ogóle zapomniała wystąpić o to z prośbą! Przypomnieli sobie dopiero ostatnio, po słynnych już antypolskich wystąpieniach Putina. W Izraelu będzie on więc mógł powiedzieć każdą, największą nawet bzdurę i kłamstwo na temat winy Polski za holokaust, a z naszej strony nie będzie nawet nikogo, kto mógłby wówczas wstać i ostentacyjnie opuścić salę obrad...

Ale czy to kogoś dziwi??? Nie tak dawno szczyt Grupy Wyszehradzkiej miał się odbyć właśnie w... Izraelu! I Polskę miał na tym szczycie zastąpić Izrael! Gdzie Tel Awiw, a gdzie Europa środkowa?! Można by się śmiać ze znaczenia GW, bo tworzące ją kraje dziś już mają bardzo niewiele wspólnych interesów. Ale nie należy zapominać, że po rozpoczęciu konfliktu z UE rząd PIS-u właśnie w odbudowie znaczenia GW widział jedyną szansę na zachowanie przez Polskę jakiegoś znaczenia na arenie europejskiej.

Dzisiejszy obraz lub stan polskiej dyplomacji można porównać do zjawiska pt. "modernizacja i unowocześnienie polskiej armii". I jedno, i drugie nie istnieją. I tu, i tu do władzy dorwali się, namaszczeni wg PIS-owskiego klucza partyjnego, kompletni ignoranci, idioci i nieudacznicy. Ambasadorem w jednym z największych państw europejskich zostaje przygłup z wykształceniem... gastronomicznym (!), a naborem ochotników do jednostek WOT zajmuje się podpułkownik WP, który jeszcze 1,5 roku temu by starszym kapralem... W dodatku karany sądownie za kradzieże. Więc o czym my mamy rozmawiać?!

Polska kupuje od USA koszmarnie drogie samoloty, które nie są nam właściwie do niczego potrzebne. Bez równie drogiego systemu naprowadzania, w dodatku zintegrowanego z NATO-wskim, samoloty te są w stanie wykorzystać raptem 10% swoich rzeczywistych możliwości bojowych. Czyli mogą wystartować i bezpiecznie wylądować. Nic poza tym. To tak, jakby kupić bolid F1 i kazać mu jeździć po torze gokartowym.

Gdyby USA, w uznaniu naszych sojuszniczych zasług, przesunęły nas z ogona na łeb długiej kolejki oczekujących na zakup F-35, można by się tylko cieszyć. Ale takiej kolejki w ogóle nie ma! Bo wszyscy potencjalni chętni na zakup mają kalkulatory, zrobili więc rachunek kosztów samolotów, szkolenia pilotów, systemu naprowadzania, serwisu, wysokiej awaryjności maszyn F-35 itd. A rząd PIS-u na swoim, wyłącznie politycznym kalkulatorze wyliczył, ze warto ponieść te wszystkie koszty, czyli dać zarobić firmom amerykańskim, byle tylko zdobyć uznanie Trumpa i dzięki temu wyżebrać jego przyjazd na jakieś uroczyści w Polsce. Bo to podniesie w durnym polskim społeczeństwie przekonanie o wielkim znaczeniu "państwa PIS-u" w świecie. A jeszcze jak w górze przemknie z rykiem silników kilka nowoczesnych maszyn... Czysty zysk.

Tak jak nasza dyplomacja leżą marynarka i siły lądowe. Czego nie zniszczył Macierewicz, to załatwił na amen ten niedorozwój Błaszczak. Admirał, który ośmielił się to publicznie powiedzieć, kilka dni później został zdymisjonowany. Marynarki wojennej praktycznie już nie ma, ale Błaszczak nadal wciska Polakom kity o jakichś ambitnych planach jej rozwoju... Tak jak Cep wciska nam banialuki, że Polska może odegrać w bliskowschodnim konflikcie "ogromnie pozytywną rolę, ponieważ jesteśmy bardzo proeuropejscy, cieszymy się z naszego sojuszu z NATO i USA, a jednocześnie mamy również dobre kontakty dyplomatyczne na Bliskim Wschodzie".

Tak jak kłamstwami o "dobrych kontaktach", tak samo jesteśmy karmieni łgarstwami na temat modernizacji naszej armii. Choćby sił pancernych. Rząd PIS-u nie dość, że wybił "kły" Czarnej Dywizji, jedynej budzącej u Rosjan respekt, to jeszcze zawalił wszystko, co zawalić się dało w dziedzinie modernizacji tych sił. Koniec końców Niemcy i Francuzi wspólnie pracują nad budową nowego czołgu, ale nie chcą nawet słyszeć o dopuszczeniu Polski do tego projektu. Żeby więc stworzyć wrażenie, że coś się dzieje w tej dziedzinie, durny Błaszczak z triumfem obwieszcza, że będziemy na potęgę modernizować wysłużone, sowieckie T-72. Eksperci od uzbrojenia pukają się w czoła. W czołgach T-72 do wymiany jest wszystko z wyjątkiem białych numerów taktycznych wymalowanych na ich pancerzach. Co w nich można modernizować? W dodatku za kosmiczną kwotę 3 miliardów zł!

Nasze pieniądze trafią w błoto, czyli do PGZ, a potem do zakładów zbrojeniowych. Oglądaliście film "Poszukiwany, poszukiwana". Tam dyrektor zmienił plan urbanistyczny i "postawił" wieżowce na środku jeziora. I dostał za ten "innowacyjny pomysł" nagrodę pieniężną. Sam ją sobie przyznał. Tu będzie identycznie. Jakiś PIS-owski "konstruktor" wymyśli, aby T-72 wyposażyć w drugą armatę. Z tyłu. Żeby mogło strzelać w dwie strony. Potem inny "konstruktor" doda do projektu skrzydła. I obaj za te rewolucyjne pomysły wezmą miliony. Modernizacja czołgu będzie więc wyglądać jak promowanie Polski w świecie przez PFN... Niby było, ale nikt go nie widział. I jak "dobre kontakty dyplomatyczne" rządu PIS-u na Bliskim Wschodzie.

[CC] Olga Mazur
(221)

Pobierz PDF Wydrukuj