Poszukując polskiego DNA

  Wspomnienia potrafią wywoływać refluks przez długi czas. Pomyślmy, dlaczego pokaz sylwestrowego stukania w elektroniczny sekwenser (co niektórzy nazywają muzyką) połączonego z prezentacjami tekstowego i kostiumowego kiczu TVP organizuje w Zakopanem, które jest do tego najmniej odpowiednim miejscem: ciasno, problemy ekologiczne i logistyczne, katorga komunikacyjna… Przecież nie dla pięknych oczu i zarąbistych wąsów władcy Zakopanego, ani dla dość iluzorycznego zarobku jego poddanych sprzedających kwatery, oscypki i góralski honor za sylwestrowe srebrniki? O ileż prościej byłoby zrobić Sylwestra w miejscu przyszłego centralnego portu komunikacyjnego pod Łodzią, czy na pustynnych terenach lotniska w Radomiu! Dojechałby tam bez trudu milion widzów, na polach okolicznych rolników powstałaby sieć płatnych parkingów, otoczonych setkami sklepów, które sprzedawałyby figurki idoli discopolowych w strojach góralskich, kaszubskich i łowickich, a także piedestałami, pozwalającymi na zrobienie sobie selfie z nadmuchanym Jackiem Kurskim. Można by w ramach zorganizowanego systemu odreagowywania agresji, która nie mogłaby wyładować się na wystawach sklepów przy Krupówkach, otoczyć scenę strzelnicami i siłowniami, gdzie można by poćwiczyć celność oka i siłę mięśni na figurach Donalda Tuska, Tomasza Grodzkiego, Olgi Tokarczuk, Róży Thun i Grety Thunberg. Specjalne stoisko Telewizja powierzyłaby narodowcom, inscenizującym szubieniczną rekonstrukcję obrazu Norblina. Ekstra opłatę pobierano by za możliwość uściskania figurek radnych zakopiańskich, od lat odrzucających uchwałę przeciwko przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Budowa sylwedromu zajęłaby sporo czasu, bo wcześniej władze musiałyby wydzierżawić okoliczny teren kilku parafialnym kołom łowieckim, by zlikwidować problemy z ekoaktywistami oraz miejscową ludnością. Tak, że – spokojnie! - do końca kadencji burmistrza Zakopanego byt Sylwestra Marzeń pod Giewontem byłby i tak zapewniony.

Tego typu inwestycja opłaciłaby się Polsce, a byłaby jeszcze większym sukcesem niż impreza zakopiańska, bo można by ją podziwiać nawet z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, w której załogę ma już w najbliższym czasie stanowić zięć Donalda Trumpa, oficer służb specjalnych z Moskwy i kapelan z Polski. Jest tylko jedno „ale”: każda inna lokalizacja niż zakopiańska nie zapewniłaby narodowej telewizji sprawy absolutnie podstawowej: pokazania dna na najwyższym poziomie. To jest możliwe tylko w mieście położonym najwyżej w Polsce, od wieków stanowiącym specyficzną soczewkę, przez którą Polska może być oglądana jak w laboratorium, gdzie najszlachetniejsze elementy kultury najwyższej spotykały się z dennym chamstwem, które usiłowały oswoić poprzez nadanie mu statusu osobniczej lub zbiorowej oryginalności. To, że w tym związku wysoka kultura musiała ponieść klęskę było oczywiste, ale stylem prawdziwie zakopiańskim jest to, że klęskę tę od półtora stulecia uważa się za sukces.

A zatem, choć zarówno port komunikacyjny w Baranowie, jak i lotnisko radomskie są wysoko punktowane w rankingu polskiego dna, to jednak nic w tej dziedzinie nie przebije Zakopanego: tutejsze dno zawsze będzie najwyższe w Polsce.

[CC] Maciej Pinkwart

Poszukując polskiego DNA

Wspomnienia potrafią wywoływać refluks przez długi czas. Pomyślmy, dlaczego pokaz sylwestrowego stukania w elektroniczny sekwenser (co niektórzy nazywają muzyką) połączonego z prezentacjami tekstowego i kostiumowego kiczu TVP organizuje w Zakopanem, które jest do tego najmniej odpowiednim miejscem: ciasno, problemy ekologiczne i logistyczne, katorga komunikacyjna… Przecież nie dla pięknych oczu i zarąbistych wąsów władcy Zakopanego, ani dla dość iluzorycznego zarobku jego poddanych sprzedających kwatery, oscypki i góralski honor za sylwestrowe srebrniki? O ileż prościej byłoby zrobić Sylwestra w miejscu przyszłego centralnego portu komunikacyjnego pod Łodzią, czy na pustynnych terenach lotniska w Radomiu! Dojechałby tam bez trudu milion widzów, na polach okolicznych rolników powstałaby sieć płatnych parkingów, otoczonych setkami sklepów, które sprzedawałyby figurki idoli discopolowych w strojach góralskich, kaszubskich i łowickich, a także piedestałami, pozwalającymi na zrobienie sobie selfie z nadmuchanym Jackiem Kurskim. Można by w ramach zorganizowanego systemu odreagowywania agresji, która nie mogłaby wyładować się na wystawach sklepów przy Krupówkach, otoczyć scenę strzelnicami i siłowniami, gdzie można by poćwiczyć celność oka i siłę mięśni na figurach Donalda Tuska, Tomasza Grodzkiego, Olgi Tokarczuk, Róży Thun i Grety Thunberg. Specjalne stoisko Telewizja powierzyłaby narodowcom, inscenizującym szubieniczną rekonstrukcję obrazu Norblina. Ekstra opłatę pobierano by za możliwość uściskania figurek radnych zakopiańskich, od lat odrzucających uchwałę przeciwko przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Budowa sylwedromu zajęłaby sporo czasu, bo wcześniej władze musiałyby wydzierżawić okoliczny teren kilku parafialnym kołom łowieckim, by zlikwidować problemy z ekoaktywistami oraz miejscową ludnością. Tak, że – spokojnie! - do końca kadencji burmistrza Zakopanego byt Sylwestra Marzeń pod Giewontem byłby i tak zapewniony.

Tego typu inwestycja opłaciłaby się Polsce, a byłaby jeszcze większym sukcesem niż impreza zakopiańska, bo można by ją podziwiać nawet z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, w której załogę ma już w najbliższym czasie stanowić zięć Donalda Trumpa, oficer służb specjalnych z Moskwy i kapelan z Polski. Jest tylko jedno „ale”: każda inna lokalizacja niż zakopiańska nie zapewniłaby narodowej telewizji sprawy absolutnie podstawowej: pokazania dna na najwyższym poziomie. To jest możliwe tylko w mieście położonym najwyżej w Polsce, od wieków stanowiącym specyficzną soczewkę, przez którą Polska może być oglądana jak w laboratorium, gdzie najszlachetniejsze elementy kultury najwyższej spotykały się z dennym chamstwem, które usiłowały oswoić poprzez nadanie mu statusu osobniczej lub zbiorowej oryginalności. To, że w tym związku wysoka kultura musiała ponieść klęskę było oczywiste, ale stylem prawdziwie zakopiańskim jest to, że klęskę tę od półtora stulecia uważa się za sukces.

A zatem, choć zarówno port komunikacyjny w Baranowie, jak i lotnisko radomskie są wysoko punktowane w rankingu polskiego dna, to jednak nic w tej dziedzinie nie przebije Zakopanego: tutejsze dno zawsze będzie najwyższe w Polsce.

Maciej Pinkwart - strona WWW

[CC] Maciej Pinkwart
(220)

Pobierz PDF Wydrukuj