Społeczeństwo konsumpcyjne czy obywatelskie

  Społeczeństwo konsumpcyjne czy obywatelskie Niemcy, Rosja i Austria, cieszyły się stabilizacją w czasach, gdy nam przypadła w udziale walka o niepodległość. Przerwa na radość trwała 20 lat. Już w jej trakcie byliśmy nękani przez byłego zaborcę ze wschodu, a po II Wojnie Światowej nastąpił przeszło półwiekowy dalszy ciąg okupacji; państwo nazwane ZSRR, rozległe i ciągle głodne podboju nowych terytoriów, za wszelką cenę dążyło do przywrócenia swojej wielkomocarstwowej roli. Nie pogodziło się wtedy, gdy po latach zaborów powróciliśmy na mapy świata i nie godzi się teraz, gdy uzyskaliśmy niepodległość.

*

Mimo że przerobienie komunistycznego systemu w kolejny system niesprawiedliwości - nastąpiło wiele lat temu, to wciąż nie potrafimy przełożyć tej transformacji na język codzienności.

Uporczywie nie umiemy pracować na rzecz pełnego jej wykorzystania, a przeszkadza nam w tym rozgdakane młócenie słomy i dzielenie włosa na czworo. Po zdobyciu niepodległości, nastąpił krótki moment na wytchnienie, lecz miast zastąpić szablę na ogólnokrajową pomyślność, poświęciliśmy energię na partyjne kłótnie.

Już nie w trakcie tajnych spotkań członków różnych ugrupowań, pod strachem aresztowania, zsyłek i utraty życia, lecz w sposób jawny, w parlamencie, przy hucznym udziale sponiewieranej demokracji. Demokracji pojmowanej jako szerzenie wzajemnych nieufności czy swoboda hucpiarskich pyskówek.

*

Do teraz znaczna część narodu nie ma pojęcia na temat budowy społeczeństwa obywatelskiego. Już nie mówię o ludziach w średnim wieku, bo te pokolenia należy traktować jako edukacyjnie stracone. A także zaliczyć do nich trzeba pokolenia ich dzieci wychowane na kolonizatorskiej odżywce. Jak też obecnych milusińskich zadurzonych wyłącznie w sobie, otaczających Internet większą czułością i szacunkiem, aniżeli ojca i matkę. Zobojętniałych na realny świat. Traktujących każdy jego rzeczywisty syndrom jako element komputerowej gry.

*

Poprzednie, wyhodowane w narzuconym duchu powojennej indoktrynacji, nauczone lawirowania pomiędzy prawdą a fałszem, są niezdolne do porzucenia myśli roztrwonionych przez partyjną wyżymaczkę. Przystosowane do cyklicznej skruchy władzy, do pragmatycznego manipulowania społeczeństwem podatnym na kłótnie, przesiąknięte koniunkturalizmem i doraźnymi poglądami, nie miały możliwości nauczenia się pracy na rzecz wspólnego dobra.

Lecz nie tylko o zdeprawowanych przez poprzedni ustój tu mówię, bo także o pokoleniach wyrosłych już po wojennym stanie, o przedwcześnie zramolałych pociechach wiodących markotne, zblazowane i skwaśniałe życie na niby, o wierzących bardziej w pozagrobowe lub wirtualne, niż w prawdziwe istnienie: o zagrożonych obecnym wychowaniem, o najmłodszych, przedszkolakach dopiero co wchodzących okres poznawania świata. O dzieciarni poddawanej ideologicznym musztrom i dewocyjnym tresurom. Zmuszanej do wyznawania nieprawdziwych prawd.

Dopiero ich generacja ma szansę wyrwać się z ordynarnego zaścianka. Pod warunkiem, że PiS zostanie odsunięty od jakiejkolwiek władzy.

[CC] Marek Jastrząb

Społeczeństwo konsumpcyjne czy obywatelskie

Społeczeństwo konsumpcyjne czy obywatelskie Niemcy, Rosja i Austria, cieszyły się stabilizacją w czasach, gdy nam przypadła w udziale walka o niepodległość. Przerwa na radość trwała 20 lat. Już w jej trakcie byliśmy nękani przez byłego zaborcę ze wschodu, a po II Wojnie Światowej nastąpił przeszło półwiekowy dalszy ciąg okupacji; państwo nazwane ZSRR, rozległe i ciągle głodne podboju nowych terytoriów, za wszelką cenę dążyło do przywrócenia swojej wielkomocarstwowej roli. Nie pogodziło się wtedy, gdy po latach zaborów powróciliśmy na mapy świata i nie godzi się teraz, gdy uzyskaliśmy niepodległość.

*

Mimo że przerobienie komunistycznego systemu w kolejny system niesprawiedliwości - nastąpiło wiele lat temu, to wciąż nie potrafimy przełożyć tej transformacji na język codzienności.

Uporczywie nie umiemy pracować na rzecz pełnego jej wykorzystania, a przeszkadza nam w tym rozgdakane młócenie słomy i dzielenie włosa na czworo. Po zdobyciu niepodległości, nastąpił krótki moment na wytchnienie, lecz miast zastąpić szablę na ogólnokrajową pomyślność, poświęciliśmy energię na partyjne kłótnie.

Już nie w trakcie tajnych spotkań członków różnych ugrupowań, pod strachem aresztowania, zsyłek i utraty życia, lecz w sposób jawny, w parlamencie, przy hucznym udziale sponiewieranej demokracji. Demokracji pojmowanej jako szerzenie wzajemnych nieufności czy swoboda hucpiarskich pyskówek.

*

Do teraz znaczna część narodu nie ma pojęcia na temat budowy społeczeństwa obywatelskiego. Już nie mówię o ludziach w średnim wieku, bo te pokolenia należy traktować jako edukacyjnie stracone. A także zaliczyć do nich trzeba pokolenia ich dzieci wychowane na kolonizatorskiej odżywce. Jak też obecnych milusińskich zadurzonych wyłącznie w sobie, otaczających Internet większą czułością i szacunkiem, aniżeli ojca i matkę. Zobojętniałych na realny świat. Traktujących każdy jego rzeczywisty syndrom jako element komputerowej gry.

*

Poprzednie, wyhodowane w narzuconym duchu powojennej indoktrynacji, nauczone lawirowania pomiędzy prawdą a fałszem, są niezdolne do porzucenia myśli roztrwonionych przez partyjną wyżymaczkę. Przystosowane do cyklicznej skruchy władzy, do pragmatycznego manipulowania społeczeństwem podatnym na kłótnie, przesiąknięte koniunkturalizmem i doraźnymi poglądami, nie miały możliwości nauczenia się pracy na rzecz wspólnego dobra.

Lecz nie tylko o zdeprawowanych przez poprzedni ustój tu mówię, bo także o pokoleniach wyrosłych już po wojennym stanie, o przedwcześnie zramolałych pociechach wiodących markotne, zblazowane i skwaśniałe życie na niby, o wierzących bardziej w pozagrobowe lub wirtualne, niż w prawdziwe istnienie: o zagrożonych obecnym wychowaniem, o najmłodszych, przedszkolakach dopiero co wchodzących okres poznawania świata. O dzieciarni poddawanej ideologicznym musztrom i dewocyjnym tresurom. Zmuszanej do wyznawania nieprawdziwych prawd.

Dopiero ich generacja ma szansę wyrwać się z ordynarnego zaścianka. Pod warunkiem, że PiS zostanie odsunięty od jakiejkolwiek władzy.

[CC] Marek Jastrząb
(209)

Pobierz PDF Wydrukuj