K+K+K, czyli Kasa, Kłamstwo, Kościół

  Kaczyński wychowany na siermiężnym marksizmie lat 60-tych użył religii jako opium aby otumanić ludzi, sprzedając im złudzenia i złe emocje: 1. Złudzenie dobrobytu dzięki 500+, 2. Złudzenie sprawiedliwości społecznej, 3. Przyzwolenie na ujawnienie złych instynktów, tzw. Schadenfreunde- „złej radości”, gniewu wręcz - opartych na mechanizmie, zgodnie z którym adresat takiego impulsu wie, że wiele nie osiągnął, że niewiele znaczy i że nie zostanie dostatecznie gratyfikowany, ale za to może patrzeć i cieszyć się, jak „dowala się” znienawidzonym elitom – sędziom, uczonym, lekarzom, artystom, politykom i opozycyjnym publicystom, ludziom z wielkich miast.

Te ciekawe tezy wyartykułował w jednym ze swoich ostatnich wywiadów profesor Mikołejko (filozof, pedagog, historyk religii, eseista).

Schadenfreunde okazują często ludzie mający się całkiem nieźle, nawet znakomicie, ludzie, dla których ten gniew jest „solą” ich działania. Do budzenia tego gniewu świetnie nadaje się polski, narodowy Kościół katolicki. Tacy organizatorzy zbiorowej nienawiści jak biskupi: Jędraszewski, Mehring czy Depo nieustannie wskazują wroga, czyli jakąś „zarazę” (gender, LGBT, uchodźcy, feministki-aborcjonistki). Na tym tle dokonuje się ścisła współpraca PiS z Kościołem:
„Mówimy Kościół, a myślimy Partia, mówimy Partia, a myślimy Kościół”.

Jesteśmy w przestrzeni mentalności polskiej lat sześćdziesiątych. Może nawet po trosze lat stalinizmu – tam są korzenie obecnej mentalności Polaków. Przetrwała ona demontaż dawnego systemu i jest dziedziczona - po rodzicach i dziadkach. Polską mentalnością rządzą dwa inne jeszcze wzorce:
- katechizm i tandeta.

Jak mówi Mikołejko:

„Dziś figurą społeczną jest „rwacz” z powieści Erenburga, człowiek przychodzący znikąd i bezwzględnie garnący do siebie, człowiek o szczególnym poczuciu estetycznym – wyznawca plastikowej rzeczywistości rodem z reklam (plus grill i piwo)”

Co dalej?
Mikołejko mówi, że musi nastąpić implozja tego systemu- jego załamanie od wewnątrz. Wiele będzie zależało też od postaw elit lewicowych i liberalnych. Odbicie Senatu z rąk pisowców daje sporą nadzieję na zmiany. Majowe wybory prezydenckie 2020 będą momentem zwrotnym kierunku w jakim pójdziemy w następnych latach: - czy w kierunku dyktatury podobnej do ustroju II RP okresu po zamachu majowym 1926, - czy w stronę dzisiejszych, zachodnich demokracji typu holenderskiego lub niemieckiego.

Wygrana kandydata opozycyjnego może zakończyć rządy Kaczyńskiego i dominację pisowskiej narracji (czarne jest białe a białe jest czarne) w ciągu jednego roku od wyborów. Jak na razie - jesteśmy narodem zniewolonym, żyjącym w oparach absurdów propagandy polityczno - historyczno - gospodarczej, na własną prośbę łykającym tę propagandę niczym pelikan, bo zaczadzonych wykrzywioną rzeczywistością jest obecnie około 8 milionów obywateli.

Dużo będzie zależeć od sytuacji naszej gospodarki. Kryzys mamy u bram, więc i sytuacja polityczna Kaczyńskiego i jego żołnierzy stanie się trudniejsza. Ciekawe czasy. Politycznie i społecznie. Przed nami nowe wyzwania. Musimy w przyspieszonym tempie nadrabiać stracone wieki: - brak Reformacji,
- brak Oświecenia,

- brak demokracji,
- brak edukacji,
- brak kultury,
- brak ciągłości naszej państwowości,
- brak szacunku urzędnika do obywatela,
- brak uznania obywatela za PODMIOT przez Państwo.
I wiele innych braków musimy nadrobić, które każdy z Was może tu swobodnie dopisać. Jesteśmy bardzo młodym narodem, który swoją świadomość wykuł na dobrą sprawę dopiero 100 lat temu, a w zasadzie do dziś ją wykuwa w bólach i znojach, gdyż to nie jest proces dokończony. Bo jak pokazują obrazki ostatnich dni, szczególnie te z 11 listopada - my tak do końca nie rozumiemy podstawowego pojęcia, od którego biorą się te wszystkie braki, mianowicie: czym jest patriotyzm w XXI wieku. Paradoksalnie - czasy rządów Kaczyńskiego służą Narodowi dość pozytywnie:
- powiększa się świadomość obywatelska,
- interesujemy się coraz bardziej tym, co się w kraju dzieje,
- zwiększa się frekwencja wyborcza,
- powstają ruchy miejskie, ruchy feministyczne, stowarzyszenia obrony klimatu, przyrody,
- zwiększa się świadomość ekologiczna,
- reanimowały się kluby dyskusyjne, podobne do Klubów Inteligencji Katolickiej z lat 70-tych,
- 80% Polaków dobrze czuje się w Unii Europejskiej i zdecydowanie popiera członkostwo w niej.

Jest akcja. Jest reakcja. Coś bulgoce pod tą zimną z pozoru skorupą nieangażowania się. Bo jak pisał Wieszcz:

„Nasz naród jest jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi...".

Dobrze będzie, choć chwilowo jeszcze gorzej. A może gorzej już było i implozja systemu właśnie rozpoczęła się z dniem inauguracji nowego Senatu? Pięknie przemawiał nowy Marszałek Izby Wyższej - profesor Tomasz Grodzki. Jakże inaczej brzmią jego słowa w kontrze do poprzednika - marszałka Karczewskiego. To jak porównanie dnia do nocy - wszystko jest inne: język, idee, plany, rozmowa.

Być może obecny Senat odegra tę samą rolę, co Senat w roku 1989. I to z niego wyjdą nowe projekty ustaw, które w przyszłości zreformują kraj. Oczywiście - nie jest powiedziane, że stanie się to już w tej kadencji- raczej nie. Ale od czegoś trzeba zacząć. Potrzebujemy prawdziwej rewolucji, na miarę kopernikańskiej. Potrzebujemy rewolucji zmiany myślenia:
- o państwie,
- o podmiotowości obywatela,
- o kształceniu młodego pokolenia,
- o klimacie,
- o ekologii,
- o Kościele i miejscu religii w życiu publicznym.

Czas wydorośleć, moja Polsko. A pan Kaczyński niech już idzie na emeryturę i nie zawraca Wisły kijem. Bo widać już dość wyraźnie, że ludzie nie chcą powrotu do komuny.

Your time is over, herr Kaczynski.

[CC] Maciej Stawiarski

K+K+K, czyli Kasa, Kłamstwo, Kościół

Kaczyński wychowany na siermiężnym marksizmie lat 60-tych użył religii jako opium aby otumanić ludzi, sprzedając im złudzenia i złe emocje: 1. Złudzenie dobrobytu dzięki 500+, 2. Złudzenie sprawiedliwości społecznej, 3. Przyzwolenie na ujawnienie złych instynktów, tzw. Schadenfreunde- „złej radości”, gniewu wręcz - opartych na mechanizmie, zgodnie z którym adresat takiego impulsu wie, że wiele nie osiągnął, że niewiele znaczy i że nie zostanie dostatecznie gratyfikowany, ale za to może patrzeć i cieszyć się, jak „dowala się” znienawidzonym elitom – sędziom, uczonym, lekarzom, artystom, politykom i opozycyjnym publicystom, ludziom z wielkich miast.

Te ciekawe tezy wyartykułował w jednym ze swoich ostatnich wywiadów profesor Mikołejko (filozof, pedagog, historyk religii, eseista).

Schadenfreunde okazują często ludzie mający się całkiem nieźle, nawet znakomicie, ludzie, dla których ten gniew jest „solą” ich działania. Do budzenia tego gniewu świetnie nadaje się polski, narodowy Kościół katolicki. Tacy organizatorzy zbiorowej nienawiści jak biskupi: Jędraszewski, Mehring czy Depo nieustannie wskazują wroga, czyli jakąś „zarazę” (gender, LGBT, uchodźcy, feministki-aborcjonistki). Na tym tle dokonuje się ścisła współpraca PiS z Kościołem:
„Mówimy Kościół, a myślimy Partia, mówimy Partia, a myślimy Kościół”.

Jesteśmy w przestrzeni mentalności polskiej lat sześćdziesiątych. Może nawet po trosze lat stalinizmu – tam są korzenie obecnej mentalności Polaków. Przetrwała ona demontaż dawnego systemu i jest dziedziczona - po rodzicach i dziadkach. Polską mentalnością rządzą dwa inne jeszcze wzorce:
- katechizm i tandeta.

Jak mówi Mikołejko:

„Dziś figurą społeczną jest „rwacz” z powieści Erenburga, człowiek przychodzący znikąd i bezwzględnie garnący do siebie, człowiek o szczególnym poczuciu estetycznym – wyznawca plastikowej rzeczywistości rodem z reklam (plus grill i piwo)”

Co dalej?
Mikołejko mówi, że musi nastąpić implozja tego systemu- jego załamanie od wewnątrz. Wiele będzie zależało też od postaw elit lewicowych i liberalnych. Odbicie Senatu z rąk pisowców daje sporą nadzieję na zmiany. Majowe wybory prezydenckie 2020 będą momentem zwrotnym kierunku w jakim pójdziemy w następnych latach: - czy w kierunku dyktatury podobnej do ustroju II RP okresu po zamachu majowym 1926, - czy w stronę dzisiejszych, zachodnich demokracji typu holenderskiego lub niemieckiego.

Wygrana kandydata opozycyjnego może zakończyć rządy Kaczyńskiego i dominację pisowskiej narracji (czarne jest białe a białe jest czarne) w ciągu jednego roku od wyborów. Jak na razie - jesteśmy narodem zniewolonym, żyjącym w oparach absurdów propagandy polityczno - historyczno - gospodarczej, na własną prośbę łykającym tę propagandę niczym pelikan, bo zaczadzonych wykrzywioną rzeczywistością jest obecnie około 8 milionów obywateli.

Dużo będzie zależeć od sytuacji naszej gospodarki. Kryzys mamy u bram, więc i sytuacja polityczna Kaczyńskiego i jego żołnierzy stanie się trudniejsza. Ciekawe czasy. Politycznie i społecznie. Przed nami nowe wyzwania. Musimy w przyspieszonym tempie nadrabiać stracone wieki: - brak Reformacji,
- brak Oświecenia,

- brak demokracji,
- brak edukacji,
- brak kultury,
- brak ciągłości naszej państwowości,
- brak szacunku urzędnika do obywatela,
- brak uznania obywatela za PODMIOT przez Państwo.
I wiele innych braków musimy nadrobić, które każdy z Was może tu swobodnie dopisać. Jesteśmy bardzo młodym narodem, który swoją świadomość wykuł na dobrą sprawę dopiero 100 lat temu, a w zasadzie do dziś ją wykuwa w bólach i znojach, gdyż to nie jest proces dokończony. Bo jak pokazują obrazki ostatnich dni, szczególnie te z 11 listopada - my tak do końca nie rozumiemy podstawowego pojęcia, od którego biorą się te wszystkie braki, mianowicie: czym jest patriotyzm w XXI wieku. Paradoksalnie - czasy rządów Kaczyńskiego służą Narodowi dość pozytywnie:
- powiększa się świadomość obywatelska,
- interesujemy się coraz bardziej tym, co się w kraju dzieje,
- zwiększa się frekwencja wyborcza,
- powstają ruchy miejskie, ruchy feministyczne, stowarzyszenia obrony klimatu, przyrody,
- zwiększa się świadomość ekologiczna,
- reanimowały się kluby dyskusyjne, podobne do Klubów Inteligencji Katolickiej z lat 70-tych,
- 80% Polaków dobrze czuje się w Unii Europejskiej i zdecydowanie popiera członkostwo w niej.

Jest akcja. Jest reakcja. Coś bulgoce pod tą zimną z pozoru skorupą nieangażowania się. Bo jak pisał Wieszcz:

„Nasz naród jest jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi...".

Dobrze będzie, choć chwilowo jeszcze gorzej. A może gorzej już było i implozja systemu właśnie rozpoczęła się z dniem inauguracji nowego Senatu? Pięknie przemawiał nowy Marszałek Izby Wyższej - profesor Tomasz Grodzki. Jakże inaczej brzmią jego słowa w kontrze do poprzednika - marszałka Karczewskiego. To jak porównanie dnia do nocy - wszystko jest inne: język, idee, plany, rozmowa.

Być może obecny Senat odegra tę samą rolę, co Senat w roku 1989. I to z niego wyjdą nowe projekty ustaw, które w przyszłości zreformują kraj. Oczywiście - nie jest powiedziane, że stanie się to już w tej kadencji- raczej nie. Ale od czegoś trzeba zacząć. Potrzebujemy prawdziwej rewolucji, na miarę kopernikańskiej. Potrzebujemy rewolucji zmiany myślenia:
- o państwie,
- o podmiotowości obywatela,
- o kształceniu młodego pokolenia,
- o klimacie,
- o ekologii,
- o Kościele i miejscu religii w życiu publicznym.

Czas wydorośleć, moja Polsko. A pan Kaczyński niech już idzie na emeryturę i nie zawraca Wisły kijem. Bo widać już dość wyraźnie, że ludzie nie chcą powrotu do komuny.

Your time is over, herr Kaczynski.

[CC] Maciej Stawiarski
(208)

Pobierz PDF Wydrukuj