Prosty wybór

  Mamy potężną broń, którą pokonalibyśmy pis bez jednej kropli krwi. Niestety, okazuje się, że nie potrafimy z niej skorzystać. Zazwyczaj idziemy na wybory, żeby zrobić X w odpowiednim miejscu i już, mamy poczucie dobrze spełnionego obowiązku obywatelskiego. Hmm, nie całkiem...

W tych wyborach pokazaliśmy, że nie chcemy "dobrej zmiany", bo więcej głosów oddaliśmy na ugrupowania prodemokratyczne. Frekwencja ponad 60%. Co takiego się stało, że pis znów ma większość w sejmie? Ano zadziałał d'Hondt, czyli wszystkie głosy oddane na komitety wyborcze, które nie przekroczyły progu zostały wrzucone do pisowskiego wora. Wielka szkoda, że niektórzy kandydaci nie zrozumieli powagi sytuacji - zdobyte przez nich głosy dostało pis, oni sami odpadli z gry a wyborcy nieświadomie oddali swe głosy na pis.

Na alerty w tej sprawie zazwyczaj mieliśmy odzew, żeby przestać straszyć i że jest demokracja. OK, w innych warunkach owszem, ale nie na wojnie. A my właśnie na wojnie jesteśmy i mogliśmy ją wygrać wyłącznie podporządkowując się d`Hondtowi, czyli zjednoczyć, zrobić potężną frekwencję 80% i postawić krzyżyk we właściwym miejscu.

Możemy cieszyć się z Senatu, gdzie d'Hondt nie ma nic do gadania, bo wchodzą kandydaci, którzy uzyskają największą liczbę głosów. W efekcie mamy dwóch senatorów więcej i wszyscy teraz żyjemy w obawie, że któryś z naszych wybrańców "da ciała", za haki, czy kasę (bo Kaczyński takimi metodami utrzymuje władzę).

X to potężna broń. Wybory nie kończą się na zakreśleniu odpowiedniej kratki, to dopiero pierwszy etap, następnym będzie przypilnowanie swojego kandydata. Jeżeli wydarzy się jakaś zdrada i przejście do obozu przeciwnego, możemy takiemu posłowi, czy senatorowi przypomnieć, że MY jesteśmy jego mocodawcami, MY płacimy i oni pracują dla Nas. Jak to może wyglądać? Piszemy na maile, wysyłamy listy, telefonujemy, okupujemy biura poselskie, robimy pikiety, w ostatecznej sytuacji, robimy plakaty domagając się rezygnacji z zajmowanego stanowiska, obklejamy nimi cały okręg. Presja powinna być wyrazista, nauczmy posłów dyscypliny, nie wysyłamy ich po to, by grzali ławy. Mają walczyć o nasze sprawy!

Z naszymi posłami i senatorami nie traćmy kontaktu, patrzmy im na ręce, dopilnujmy realizacji obietnic - skończmy z kampanijną kiełbasą wyborczą, żądajmy na następne wybory realnych planów i nie dajmy sobą manipulować. Zmieniajmy sami kulturę polityczną, korzystając z Demokracji.

[CC] Renata Bednarz

X

  Mamy potężną broń, którą pokonalibyśmy pis bez jednej kropli krwi. Niestety, okazuje się, że nie potrafimy z niej skorzystać. Zazwyczaj idziemy na wybory, żeby zrobić X w odpowiednim miejscu i już, mamy poczucie dobrze spełnionego obowiązku obywatelskiego. Hmm, nie całkiem...

W tych wyborach pokazaliśmy, że nie chcemy "dobrej zmiany", bo więcej głosów oddaliśmy na ugrupowania prodemokratyczne. Frekwencja ponad 60%. Co takiego się stało, że pis znów ma większość w sejmie? Ano zadziałał d'Hondt, czyli wszystkie głosy oddane na komitety wyborcze, które nie przekroczyły progu zostały wrzucone do pisowskiego wora. Wielka szkoda, że niektórzy kandydaci nie zrozumieli powagi sytuacji - zdobyte przez nich głosy dostało pis, oni sami odpadli z gry a wyborcy nieświadomie oddali swe głosy na pis.

Na alerty w tej sprawie zazwyczaj mieliśmy odzew, żeby przestać straszyć i że jest demokracja. OK, w innych warunkach owszem, ale nie na wojnie. A my właśnie na wojnie jesteśmy i mogliśmy ją wygrać wyłącznie podporządkowując się d`Hondtowi, czyli zjednoczyć, zrobić potężną frekwencję 80% i postawić krzyżyk we właściwym miejscu.

Możemy cieszyć się z Senatu, gdzie d'Hondt nie ma nic do gadania, bo wchodzą kandydaci, którzy uzyskają największą liczbę głosów. W efekcie mamy dwóch senatorów więcej i wszyscy teraz żyjemy w obawie, że któryś z naszych wybrańców "da ciała", za haki, czy kasę (bo Kaczyński takimi metodami utrzymuje władzę).

X to potężna broń. Wybory nie kończą się na zakreśleniu odpowiedniej kratki, to dopiero pierwszy etap, następnym będzie przypilnowanie swojego kandydata. Jeżeli wydarzy się jakaś zdrada i przejście do obozu przeciwnego, możemy takiemu posłowi, czy senatorowi przypomnieć, że MY jesteśmy jego mocodawcami, MY płacimy i oni pracują dla Nas. Jak to może wyglądać? Piszemy na maile, wysyłamy listy, telefonujemy, okupujemy biura poselskie, robimy pikiety, w ostatecznej sytuacji, robimy plakaty domagając się rezygnacji z zajmowanego stanowiska, obklejamy nimi cały okręg. Presja powinna być wyrazista, nauczmy posłów dyscypliny, nie wysyłamy ich po to, by grzali ławy. Mają walczyć o nasze sprawy!

Z naszymi posłami i senatorami nie traćmy kontaktu, patrzmy im na ręce, dopilnujmy realizacji obietnic - skończmy z kampanijną kiełbasą wyborczą, żądajmy na następne wybory realnych planów i nie dajmy sobą manipulować. Zmieniajmy sami kulturę polityczną, korzystając z Demokracji.

[CC] Renata Bednarz
(194)

Pobierz PDF Wydrukuj