Inteligencja w McDonaldzie

  Na jednej z konwencji wyborczych PiS wystąpił wicepremier, minister kultury, profesor Piotr Gliński, za którym stały cheerleaderki z plakatami informującymi o tym, że formacja, którą firmuje profesor, tworzy nowe elity. Przed plakatami stoi człowiek, który studia skończył w 1978 r., doktoryzował się w 1984 r., a profesorem został w 2008 r. A więc jest, oczywiście, nową elitą.

Minister z wykształcenia jest socjologiem i z kulturą ma do czynienia od niedawna, głównie zresztą na papierze firmowym swojego resortu, a z elitą tylko wtedy, kiedy spotyka się z Janem Pietrzakiem, dawnym filarem kabaretu „Elita” – może więc nie wie, że elity nie tworzy się dekretem prezesa, rozporządzeniem ministerialnym, ani transferem finansowym na rzecz lubianych przez władze osób. Elita, kultura, inteligencja – nie są stwarzalne. Funkcjonują jak dobry angielski trawnik, którego jakość powstaje dzięki prostym rzeczom: strzyżeniu, podlewaniu, nawożeniu – ale co najmniej przez sto lat. Jeśli więc panu wicepremierowi wydaje się, że przez cztery lata swojej kadencji stworzył własną, grzeczną elitę, która nie krytykuje rządu i jest całkowicie podporządkowana ministrowi i jego księgowemu to, delikatnie mówiąc, jest w błędzie.

Jeszcze gorzej z inteligencją. To w ogóle pojęcie dwuznaczne, bo inteligencja to zarówno warstwa społeczna, której nie determinuje ani wykształcenie, ani wiedza czy erudycja, tylko swojego rodzaju samodzielność myślenia, mająca w wiedzy, logice i erudycji jedynie wsparcie. Ale z drugiej strony inteligencja to cecha umysłu, która pozwala na kojarzenie faktów, wyciąganie prawidłowych wniosków z pozyskanych danych i obieranie stosownych do okoliczności metod postępowania. Tego też nie da się zadekretować, stworzyć, nakazać. Zresztą jedną z cech inteligencji jest to, że rządzić się nią nie da. Można ją tylko przekonać do swoich racji.

Oczywiście, można ją także kupić. Podobno wszystko ma swoją cenę, więc i inteligencja jest do wynajęcia. Ale uwaga, panie ministrze: za pieniądze i przywileje można kupić usługi inteligentów. Nie można ich sobie podporządkować. No, chyba że będzie to „nowa inteligencja”. Albo inteligencja inaczej.

Prasa doniosła niedawno, że firma McDonald’s zamierza w swoich placówkach wykorzystywać sztuczną inteligencję w miejscu „żywych” pracowników. Przypuszczam, że ta informacja ma charakter piarowskiej zmyłki: chodzi pewno o zwykłe automaty, bo do przyjmowania zamówień, a nawet przygotowywania dań żadna inteligencja nie jest potrzebna. Konsument skomponuje swój zestaw na ekranie dotykowym i zapłaci kartą lub gotówką do dziurki, zlecenie w postaci odpowiedniego kodu pobiegnie do automatu, który mechanicznie zestawi na tacy odpowiedniego hamburgera z wybraną ilością frytek i napoju, taśma wystawi to na kontuar, po czym na tablicy pojawi się numer klienta, a on to zaniesie do swojego stolika i wrąbie. Jest to oczywiście też niezły pomysł na modelowanie nowych elit.

Nowa elita, nowa inteligencja i nowe hamburgery mogą być przydatne  zaspokajać rozmaite apetyty, ale nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek inteligentny normalnie mógł na tym budować program na dłużej niż potrwa kolejna kadencja tej władzy.

[CC] Maciej Pinkwart

Inteligencja w McDonaldzie

  Na jednej z konwencji wyborczych PiS wystąpił wicepremier, minister kultury, profesor Piotr Gliński, za którym stały cheerleaderki z plakatami informującymi o tym, że formacja, którą firmuje profesor, tworzy nowe elity. Przed plakatami stoi człowiek, który studia skończył w 1978 r., doktoryzował się w 1984 r., a profesorem został w 2008 r. A więc jest, oczywiście, nową elitą.

Minister z wykształcenia jest socjologiem i z kulturą ma do czynienia od niedawna, głównie zresztą na papierze firmowym swojego resortu, a z elitą tylko wtedy, kiedy spotyka się z Janem Pietrzakiem, dawnym filarem kabaretu „Elita” – może więc nie wie, że elity nie tworzy się dekretem prezesa, rozporządzeniem ministerialnym, ani transferem finansowym na rzecz lubianych przez władze osób. Elita, kultura, inteligencja – nie są stwarzalne. Funkcjonują jak dobry angielski trawnik, którego jakość powstaje dzięki prostym rzeczom: strzyżeniu, podlewaniu, nawożeniu – ale co najmniej przez sto lat. Jeśli więc panu wicepremierowi wydaje się, że przez cztery lata swojej kadencji stworzył własną, grzeczną elitę, która nie krytykuje rządu i jest całkowicie podporządkowana ministrowi i jego księgowemu to, delikatnie mówiąc, jest w błędzie.

Jeszcze gorzej z inteligencją. To w ogóle pojęcie dwuznaczne, bo inteligencja to zarówno warstwa społeczna, której nie determinuje ani wykształcenie, ani wiedza czy erudycja, tylko swojego rodzaju samodzielność myślenia, mająca w wiedzy, logice i erudycji jedynie wsparcie. Ale z drugiej strony inteligencja to cecha umysłu, która pozwala na kojarzenie faktów, wyciąganie prawidłowych wniosków z pozyskanych danych i obieranie stosownych do okoliczności metod postępowania. Tego też nie da się zadekretować, stworzyć, nakazać. Zresztą jedną z cech inteligencji jest to, że rządzić się nią nie da. Można ją tylko przekonać do swoich racji.

Oczywiście, można ją także kupić. Podobno wszystko ma swoją cenę, więc i inteligencja jest do wynajęcia. Ale uwaga, panie ministrze: za pieniądze i przywileje można kupić usługi inteligentów. Nie można ich sobie podporządkować. No, chyba że będzie to „nowa inteligencja”. Albo inteligencja inaczej.

Prasa doniosła niedawno, że firma McDonald’s zamierza w swoich placówkach wykorzystywać sztuczną inteligencję w miejscu „żywych” pracowników. Przypuszczam, że ta informacja ma charakter piarowskiej zmyłki: chodzi pewno o zwykłe automaty, bo do przyjmowania zamówień, a nawet przygotowywania dań żadna inteligencja nie jest potrzebna. Konsument skomponuje swój zestaw na ekranie dotykowym i zapłaci kartą lub gotówką do dziurki, zlecenie w postaci odpowiedniego kodu pobiegnie do automatu, który mechanicznie zestawi na tacy odpowiedniego hamburgera z wybraną ilością frytek i napoju, taśma wystawi to na kontuar, po czym na tablicy pojawi się numer klienta, a on to zaniesie do swojego stolika i wrąbie. Jest to oczywiście też niezły pomysł na modelowanie nowych elit.

Nowa elita, nowa inteligencja i nowe hamburgery mogą być przydatne  zaspokajać rozmaite apetyty, ale nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek inteligentny normalnie mógł na tym budować program na dłużej niż potrwa kolejna kadencja tej władzy.

Maciej Pinkwart - strona WWW

[CC] Maciej Pinkwart
(189)

Pobierz PDF Wydrukuj