31 Sierpnia to nie 1 września

Dwie bardzo ważne daty w polskiej historii.

Dwa wielkie symbole - wielkiego sukcesu i wielkiej klęski.

31 sierpnia 1980 w Sali BHP Stoczni w Gdańsku podpisano Porozumienia Sierpniowe. Lechu Wałęsa wziął do ręki wielki długopis i machnął podpis pod dokumentem w którym stało, że komuna ugięła się pod naporem pokojowych protestów w całym kraju i zezwoliła na powstanie Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych Solidarność.

Równocześnie rząd obiecał ograniczenie cenzury i przedstawienie założeń reformy Kraju do publicznej dyskusji. To było Wielkie Zwycięstwo.

Nagle - pomimo potężnego kryzysu ekonomicznego, Polska zmieniła się nie do poznania z dnia na dzień. Ludzie chodzili do pracy jakoś bardziej uśmiechnięci i radośni. Ja do szkoły poszedłem z radością wielką ( 1 września 80 do klasy maturalnej). Dyskusjom politycznym nie było końca, ludzie przestali się bać własnego cienia, Polska z dnia na dzień stała się nie tylko Najweselszym Barakiem Europy Wschodniej, ale też krajem- przykładem dla pozostałych sąsiadów w nieszczęściu - zamkniętych szczelnie w klatce wschodniego niedźwiedzia. Karnawał Solidarności do której zapisało się 10 milionów osób trwał niespełna 1,5 roku, bo w grudniu 1981 komuna zdusiła ten wolnościowy zryw. Ale mimo stanu wojennego ustrój był już tak zgniły i niewydolny, że rozsypał się w proch w roku 1988, kiedy to gospodarka padła całkowicie a strajki zaczęły wybuchać na nowo. Jaruzelski nie miał innego wyjścia aby usiąść do Okrągłego Stołu i w pokojowy sposób oddać władzę.

Nie było w pierwszym szeregu tych wiekopomnych zdarzeń pewnego, niezwykle zdolnego w knuciu łajzy w podeszłym wieku. Łajza ten skutecznie zasiał natomiast nienawiść w Narodzie. Siał bardzo długo, bo zaczął już w roku 1990 i zwieńczył dzieło w roku 2015 wygrywając wybory na fali kłamliwej propagandy o Polsce w ruinie i ośmiorniczkach jedzonych przez polityków władzy. Nienawistnik nie ograniczył się w swej nienawiści jedynie do połowy moich Rodaków. Zaczął również siać nienawiść w stosunku do Unii Europejskiej i w zasadzie wszystkich krajów, których politycy ośmielają się na krytykę antydemokratycznych działań nieudacznika życiowego z Żoliborza. Skutkiem tej kuriozalnej polityki jest nasze całkowite osamotnienie międzynarodowe. Nikt z rządem Bezprawia i Niesprawiedliwości nie chce rozmawiać, nikt tego rządu nie traktuje poważnie czego przykładem najlepszym - klęski brukselskie w staraniach pisowców o stanowiska unijnych komisarzy. Wisienką na torcie naszego osamotnienia jest decyzja Trumpa sprzed paru dni o odwołaniu wizyty w Polsce z okazji 80 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej.

1 września 1939 to data znana chyba każdemu Polakowi, bo jest symbolem największej naszej klęski od czasów III rozbioru Polski w roku 1795. Klęska nie wzięła się znikąd. Po śmierci Marszałka Piłsudskiego w roku 1935 do władzy doszli jego byli towarzysze z Legionów, Naczelnym Wodzem został Śmigły Rydz, ministrem spraw zagranicznych Józef Beck. Polityka międzynarodowa Polski w latach 1935-1939 to katastrofa. Byliśmy skłóceni ze WSZYSTKIMI sąsiadami oprócz Węgier i Rumunii. Oparliśmy się na gwarancjach francuskich i brytyjskich, jednocześnie podejmując decyzję fatalną w politycznych skutkach - wzięcia wraz z Hitlerem udziału w rozbiorze Czechosłowacji. To wydarzenie zniechęciło do nas naszych francuskich i angielskich sojuszników a wśród Czechów wywołało nienawiść.

Krótka była radość z okazji zajęcia Zaolzia. Głupota i ślepota polskich, przedwojennych polityków (jakże podobnych mentalnie i umysłowo do dzisiejszych, pisowskich „tuzów”) doprowadziła do tragedii - IV rozbioru Polski dokonanego paktem Ribbentrop-Mołotow. Rozbiór ten w zamyśle miał doprowadzić do fizycznej likwidacji narodu polskiego. Oczywiście - 1 września 1939 pozostanie również na zawsze symbolem heroicznej walki o własny Kraj, o niepodległość, gdyż setki tysięcy polskich żołnierzy stanęły na wysokości zadania walcząc bohatersko z przeważającymi siłami nieprzyjaciela.

Warto o tym wszystkim pamiętać i patrzeć na ręce współczesnym naszym politykom, z których co poniektórym wydaje się, że znowu są „silni, zwarci i gotowi”.

[CC] Maciej Stawiarski

31 Sierpnia to nie 1 września

Dwie bardzo ważne daty w polskiej historii.

Dwa wielkie symbole - wielkiego sukcesu i wielkiej klęski.

31 sierpnia 1980 w Sali BHP Stoczni w Gdańsku podpisano Porozumienia Sierpniowe. Lechu Wałęsa wziął do ręki wielki długopis i machnął podpis pod dokumentem w którym stało, że komuna ugięła się pod naporem pokojowych protestów w całym kraju i zezwoliła na powstanie Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych Solidarność.

Równocześnie rząd obiecał ograniczenie cenzury i przedstawienie założeń reformy Kraju do publicznej dyskusji. To było Wielkie Zwycięstwo.

Nagle - pomimo potężnego kryzysu ekonomicznego, Polska zmieniła się nie do poznania z dnia na dzień. Ludzie chodzili do pracy jakoś bardziej uśmiechnięci i radośni. Ja do szkoły poszedłem z radością wielką ( 1 września 80 do klasy maturalnej). Dyskusjom politycznym nie było końca, ludzie przestali się bać własnego cienia, Polska z dnia na dzień stała się nie tylko Najweselszym Barakiem Europy Wschodniej, ale też krajem- przykładem dla pozostałych sąsiadów w nieszczęściu - zamkniętych szczelnie w klatce wschodniego niedźwiedzia. Karnawał Solidarności do której zapisało się 10 milionów osób trwał niespełna 1,5 roku, bo w grudniu 1981 komuna zdusiła ten wolnościowy zryw. Ale mimo stanu wojennego ustrój był już tak zgniły i niewydolny, że rozsypał się w proch w roku 1988, kiedy to gospodarka padła całkowicie a strajki zaczęły wybuchać na nowo. Jaruzelski nie miał innego wyjścia aby usiąść do Okrągłego Stołu i w pokojowy sposób oddać władzę.

Nie było w pierwszym szeregu tych wiekopomnych zdarzeń pewnego, niezwykle zdolnego w knuciu łajzy w podeszłym wieku. Łajza ten skutecznie zasiał natomiast nienawiść w Narodzie. Siał bardzo długo, bo zaczął już w roku 1990 i zwieńczył dzieło w roku 2015 wygrywając wybory na fali kłamliwej propagandy o Polsce w ruinie i ośmiorniczkach jedzonych przez polityków władzy. Nienawistnik nie ograniczył się w swej nienawiści jedynie do połowy moich Rodaków. Zaczął również siać nienawiść w stosunku do Unii Europejskiej i w zasadzie wszystkich krajów, których politycy ośmielają się na krytykę antydemokratycznych działań nieudacznika życiowego z Żoliborza. Skutkiem tej kuriozalnej polityki jest nasze całkowite osamotnienie międzynarodowe. Nikt z rządem Bezprawia i Niesprawiedliwości nie chce rozmawiać, nikt tego rządu nie traktuje poważnie czego przykładem najlepszym - klęski brukselskie w staraniach pisowców o stanowiska unijnych komisarzy. Wisienką na torcie naszego osamotnienia jest decyzja Trumpa sprzed paru dni o odwołaniu wizyty w Polsce z okazji 80 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej.

1 września 1939 to data znana chyba każdemu Polakowi, bo jest symbolem największej naszej klęski od czasów III rozbioru Polski w roku 1795. Klęska nie wzięła się znikąd. Po śmierci Marszałka Piłsudskiego w roku 1935 do władzy doszli jego byli towarzysze z Legionów, Naczelnym Wodzem został Śmigły Rydz, ministrem spraw zagranicznych Józef Beck. Polityka międzynarodowa Polski w latach 1935-1939 to katastrofa. Byliśmy skłóceni ze WSZYSTKIMI sąsiadami oprócz Węgier i Rumunii. Oparliśmy się na gwarancjach francuskich i brytyjskich, jednocześnie podejmując decyzję fatalną w politycznych skutkach - wzięcia wraz z Hitlerem udziału w rozbiorze Czechosłowacji. To wydarzenie zniechęciło do nas naszych francuskich i angielskich sojuszników a wśród Czechów wywołało nienawiść.

Krótka była radość z okazji zajęcia Zaolzia. Głupota i ślepota polskich, przedwojennych polityków (jakże podobnych mentalnie i umysłowo do dzisiejszych, pisowskich „tuzów”) doprowadziła do tragedii - IV rozbioru Polski dokonanego paktem Ribbentrop-Mołotow. Rozbiór ten w zamyśle miał doprowadzić do fizycznej likwidacji narodu polskiego. Oczywiście - 1 września 1939 pozostanie również na zawsze symbolem heroicznej walki o własny Kraj, o niepodległość, gdyż setki tysięcy polskich żołnierzy stanęły na wysokości zadania walcząc bohatersko z przeważającymi siłami nieprzyjaciela.

Warto o tym wszystkim pamiętać i patrzeć na ręce współczesnym naszym politykom, z których co poniektórym wydaje się, że znowu są „silni, zwarci i gotowi”.

[CC] Maciej Stawiarski
(173)

Pobierz PDF Wydrukuj