Przepraszam, czy tu już biją...

  Przepraszam, czy tu już biją, czy jeszcze tylko nienawidzą?

Jeśli tego jeszcze nie wiesz, to wystarczy, żebyś stanął w jakimś publicznym miejscu i głośno opowiedział się "za, a nawet przeciw", jak to kiedyś robił Lech Wałęsa, i wtedy się dowiesz.

Pójdziesz człowieku na przykład na Plac Krasińskich, żeby w jakikolwiek sposób wyrazić swój sprzeciw wobec wzbierającej fali faszyzmu, która była aż nadto widoczna podczas odbywających się poprzedniego dnia - w 75 rocznicę wybuchu Powstania! - demonstracji troglodytów spod znaku falangi i od razu spotkasz tam jakiegoś przebranego za powstańca osobnika, który będzie chciał ci uświadomić, że stąpasz po tej - tu dosłowny cytat: "zroszonej polską krwią, świętej ziemi" -... bezprawnie. Spróbuj nie zbaranieć na takie dictum. Nie da się. A pod wpływem zbaranienia sam popadasz w stan zidiocenia i zniżając się do poziomu kretyna, odpowiadasz głupstwem na głupstwo, aż cię wylegitymuje policja.

Wtedy będziesz już miał ostateczny dowód, że kraj w którym żyjesz został tak skłócony i podzielony, jak nigdy dotąd. Bo nawet w najgorszym okresie komuny, kiedy musiałeś uciekać przed pałującą milicją, ocierając łzawiące od gazu oczy, nie trafiłeś nigdy na innego "zwykłego Polaka", który ziałby do ciebie taką niezrozumiałą i zupełnie "prywatną" nienawiścią, jak ten osobnik z Placu Krasińskich i jak cię to coraz częściej spotyka dzisiaj w różnych miejscach, gdy opowiesz się głośno "za, a nawet przeciw".

 to właśnie taka "prywatna" nienawiść, jaka zalewa każdego dnia nas wszystkich, współobywateli, "zwykłe" Polki i "szarych" Polaków; katolików i niewierzących; hetero normatywnych i homofobów itd itp. jest najtrudniejsza do zniesienia. Po prostu dlatego, że nie ma przed nią ucieczki, jak kiedyś.

Kiedyś można było uciec przed nienawiścią na jakąś wewnętrzną albo i zewnętrzną emigrację. A nawet - i to wcale nie była najgorsza ewentualność - do Kościoła.

Spróbuj dzisiaj schronić się przed nienawiścią w Kościele. Już na wstępie możesz zostać odpytany nie tylko o swój światopogląd czy religijność, ale i o orientację seksualną. A może cię wypytywać akurat hierarcha znany swego czasu z tego, że ważniejszemu od siebie hierarsze podsyłał co ładniejszych kleryków do umilania czasu ziemskiej wędrówki, a dzisiaj nawołujący z ambony do zwalczania... zarazy LGBT!

Można wymieniać różne przyczyny tej tak wulkanicznej erupcji nienawiści, Ale za jedną z najważniejszych, jeśli nie najważniejszą przyczyną zalewającej wszystko i wszystkich falą hejtu stoi jeden i to zdawałoby się niepozorny człowiek.

Mówisz, że to trudny do zaakceptowania pogląd? Że jeden człowiek nie może być sprawcą i przyczyną takiego ogromu zła? Jasne, że w pojedynkę pewnie nie dałby rady, ale zawsze u kogoś pierwszego zaczyna się zaraźliwa choroba. Jeszcze nie wierzysz? To przypomnij sobie historie rożnych tyranii, jakie przynosiły ludzkości największe tragedie i nieszczęścia. Wystarczy, że podrzucę ci chociaż tych parę nazwisk z nie tak odległej historii: Hitler, Stalin, Mao Tse Tung, Pol Pot. Dosyć?

[CC] Michał Osiecimski

Przepraszam, czy tu już biją...

  Przepraszam, czy tu już biją, czy jeszcze tylko nienawidzą?

Jeśli tego jeszcze nie wiesz, to wystarczy, żebyś stanął w jakimś publicznym miejscu i głośno opowiedział się "za, a nawet przeciw", jak to kiedyś robił Lech Wałęsa, i wtedy się dowiesz.

Pójdziesz człowieku na przykład na Plac Krasińskich, żeby w jakikolwiek sposób wyrazić swój sprzeciw wobec wzbierającej fali faszyzmu, która była aż nadto widoczna podczas odbywających się poprzedniego dnia - w 75 rocznicę wybuchu Powstania! - demonstracji troglodytów spod znaku falangi i od razu spotkasz tam jakiegoś przebranego za powstańca osobnika, który będzie chciał ci uświadomić, że stąpasz po tej - tu dosłowny cytat: "zroszonej polską krwią, świętej ziemi" -... bezprawnie. Spróbuj nie zbaranieć na takie dictum. Nie da się. A pod wpływem zbaranienia sam popadasz w stan zidiocenia i zniżając się do poziomu kretyna, odpowiadasz głupstwem na głupstwo, aż cię wylegitymuje policja.

Wtedy będziesz już miał ostateczny dowód, że kraj w którym żyjesz został tak skłócony i podzielony, jak nigdy dotąd. Bo nawet w najgorszym okresie komuny, kiedy musiałeś uciekać przed pałującą milicją, ocierając łzawiące od gazu oczy, nie trafiłeś nigdy na innego "zwykłego Polaka", który ziałby do ciebie taką niezrozumiałą i zupełnie "prywatną" nienawiścią, jak ten osobnik z Placu Krasińskich i jak cię to coraz częściej spotyka dzisiaj w różnych miejscach, gdy opowiesz się głośno "za, a nawet przeciw".

 to właśnie taka "prywatna" nienawiść, jaka zalewa każdego dnia nas wszystkich, współobywateli, "zwykłe" Polki i "szarych" Polaków; katolików i niewierzących; hetero normatywnych i homofobów itd itp. jest najtrudniejsza do zniesienia. Po prostu dlatego, że nie ma przed nią ucieczki, jak kiedyś.

Kiedyś można było uciec przed nienawiścią na jakąś wewnętrzną albo i zewnętrzną emigrację. A nawet - i to wcale nie była najgorsza ewentualność - do Kościoła.

Spróbuj dzisiaj schronić się przed nienawiścią w Kościele. Już na wstępie możesz zostać odpytany nie tylko o swój światopogląd czy religijność, ale i o orientację seksualną. A może cię wypytywać akurat hierarcha znany swego czasu z tego, że ważniejszemu od siebie hierarsze podsyłał co ładniejszych kleryków do umilania czasu ziemskiej wędrówki, a dzisiaj nawołujący z ambony do zwalczania... zarazy LGBT!

Można wymieniać różne przyczyny tej tak wulkanicznej erupcji nienawiści, Ale za jedną z najważniejszych, jeśli nie najważniejszą przyczyną zalewającej wszystko i wszystkich falą hejtu stoi jeden i to zdawałoby się niepozorny człowiek.

Mówisz, że to trudny do zaakceptowania pogląd? Że jeden człowiek nie może być sprawcą i przyczyną takiego ogromu zła? Jasne, że w pojedynkę pewnie nie dałby rady, ale zawsze u kogoś pierwszego zaczyna się zaraźliwa choroba. Jeszcze nie wierzysz? To przypomnij sobie historie rożnych tyranii, jakie przynosiły ludzkości największe tragedie i nieszczęścia. Wystarczy, że podrzucę ci chociaż tych parę nazwisk z nie tak odległej historii: Hitler, Stalin, Mao Tse Tung, Pol Pot. Dosyć?

Mówisz, że ten "nasz" jest jednak za krótki? Lepiej tego nie sprawdzajmy.

[CC] Michał Osiecimski
(162)

Pobierz PDF Wydrukuj