Kolejka górska

  Nie lubię tego momentu, od którego zaczynamy jechać w dół. Powinienem się do tego przyzwyczaić, bo od dawna mój rollercoaster porusza się w dół z coraz większą prędkością, ale wciąż mnie to smuci. Ledwo mija wiosna, ledwo zaczyna się lato z Nocą Kupały, w czasie której nad Dunajeckim ściekiem obalamy więcej wódki z tigerem niż zwykle, tak że pasące się tu potem owce śpiewają Góralu, czy ci nie żal po spożyciu trawy z prądem – a już trzeba się szykować do zimy. Równonoc przypada na sam początek lata, po czym dni zaczynają się skracać. Ledwie wyciągnęliśmy z szafy letnie koszule z krótkim rękawem, białe dżinsy i plażowe szorty, a już mijają nas sąsiedzi w grubych dresach i bejsbolówkach naciągniętych na uszy, a my zapominamy, że taki kostium obowiązuje tu przez cały rok, tylko czasami solidne skórzane adidasy zastępowane są sandałami, w których śmigają stopy w lekkich białych skarpetach. Znów przychodzi dzień wymiany opon, potem zmieniamy czas na zimowy we wszystkich dwudziestu siedmiu urządzeniach z czasomierzem, od termy w kuchni po mikrofalówkę i od radia w łazience po zegar z kurantem, otrzymany od Miecznika ze Strasznego Dworu.

A mogłoby być tak pięknie, gdyby astronomia zaczęła się zgadzać z kalendarzem! Rok szkolny się skończył, więc zaczynamy strajkować na świeżym powietrzu. Monika Olejnik wyjechała na wczasy i zajmuje się partnerem, a nie politykami, którzy oddychają z ulgą świeżymi dostawami dwutlenku węgla i siarki, dostarczonymi z okupowanego Donbasu, za który właśnie władze zapłaciły Rosji w ramach współpracy z Ukrainą i popierania polskiego przemysłu węglowego. Nikt nie zadaje im pytania o to, jak to się ma do ich antyrosyjskiego patriotyzmu i nie zmusza do odpowiadania, że to przez Tuska, który zaczął likwidować kopalnie, a nie postawił elektrowni atomowej, w związku z czym nasz przemysł musi sprowadzać węgiel, bo jak nie będziemy palić węglem, to nasi górnicy będą palić przed Sejmem opony. Politycy poprawiają sobie samopoczucie i leczą alergię na Monikę Olejnik w zagranicznych kurortach, do których wyjątkowo jadą za swoje pieniądze, choć powinni za państwowe, bo im się to po prostu należy. Ale nie ma im kto takiej kapuchy dosypać, gdyż główna rzeczniczka ich interesów dba o własną karierę i zamieniwszy salon z Brzeszcz przez Warszawę na Brukselę, zajmuje się polerowaniem swojego angielskiego, choć zapewne nie wygłosi na ten temat publicznej deklaracji jak Donald Tusk, który wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej zapewniał I will polish my English. Może nowym europosłom już ktoś to zdanie przetłumaczył i podkreślił czerwonym długopisem miejsce, w którym jest dowcip – i nie jest to Polish joke. Ktoś może przetłumaczy i to…

Słońce powinno wznosić się coraz wyżej aż do początków września, a potem może zacząć się obniżać, tak jak nasza ochota do pracy. Nauczyciele wrócą do włoskiego strajku, uczniowie będą strajkować jak zawsze, a Monice Olejnik oraz Danucie Holeckiej z okazji wyborów dołożą pół godziny programu, w którym nie ma obowiązku występować ani nie ma obowiązku ich oglądać, ale przyzwyczajenie jest drugą naturą. A ta, jak wiadomo, wilka ciągnie do lasu, a człowieka przed telewizor.

[CC] Maciej Pinkwart

Kolejka górska

  Nie lubię tego momentu, od którego zaczynamy jechać w dół. Powinienem się do tego przyzwyczaić, bo od dawna mój rollercoaster porusza się w dół z coraz większą prędkością, ale wciąż mnie to smuci. Ledwo mija wiosna, ledwo zaczyna się lato z Nocą Kupały, w czasie której nad Dunajeckim ściekiem obalamy więcej wódki z tigerem niż zwykle, tak że pasące się tu potem owce śpiewają Góralu, czy ci nie żal po spożyciu trawy z prądem – a już trzeba się szykować do zimy. Równonoc przypada na sam początek lata, po czym dni zaczynają się skracać. Ledwie wyciągnęliśmy z szafy letnie koszule z krótkim rękawem, białe dżinsy i plażowe szorty, a już mijają nas sąsiedzi w grubych dresach i bejsbolówkach naciągniętych na uszy, a my zapominamy, że taki kostium obowiązuje tu przez cały rok, tylko czasami solidne skórzane adidasy zastępowane są sandałami, w których śmigają stopy w lekkich białych skarpetach. Znów przychodzi dzień wymiany opon, potem zmieniamy czas na zimowy we wszystkich dwudziestu siedmiu urządzeniach z czasomierzem, od termy w kuchni po mikrofalówkę i od radia w łazience po zegar z kurantem, otrzymany od Miecznika ze Strasznego Dworu.

A mogłoby być tak pięknie, gdyby astronomia zaczęła się zgadzać z kalendarzem! Rok szkolny się skończył, więc zaczynamy strajkować na świeżym powietrzu. Monika Olejnik wyjechała na wczasy i zajmuje się partnerem, a nie politykami, którzy oddychają z ulgą świeżymi dostawami dwutlenku węgla i siarki, dostarczonymi z okupowanego Donbasu, za który właśnie władze zapłaciły Rosji w ramach współpracy z Ukrainą i popierania polskiego przemysłu węglowego. Nikt nie zadaje im pytania o to, jak to się ma do ich antyrosyjskiego patriotyzmu i nie zmusza do odpowiadania, że to przez Tuska, który zaczął likwidować kopalnie, a nie postawił elektrowni atomowej, w związku z czym nasz przemysł musi sprowadzać węgiel, bo jak nie będziemy palić węglem, to nasi górnicy będą palić przed Sejmem opony. Politycy poprawiają sobie samopoczucie i leczą alergię na Monikę Olejnik w zagranicznych kurortach, do których wyjątkowo jadą za swoje pieniądze, choć powinni za państwowe, bo im się to po prostu należy. Ale nie ma im kto takiej kapuchy dosypać, gdyż główna rzeczniczka ich interesów dba o własną karierę i zamieniwszy salon z Brzeszcz przez Warszawę na Brukselę, zajmuje się polerowaniem swojego angielskiego, choć zapewne nie wygłosi na ten temat publicznej deklaracji jak Donald Tusk, który wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej zapewniał I will polish my English. Może nowym europosłom już ktoś to zdanie przetłumaczył i podkreślił czerwonym długopisem miejsce, w którym jest dowcip – i nie jest to Polish joke. Ktoś może przetłumaczy i to…

Słońce powinno wznosić się coraz wyżej aż do początków września, a potem może zacząć się obniżać, tak jak nasza ochota do pracy. Nauczyciele wrócą do włoskiego strajku, uczniowie będą strajkować jak zawsze, a Monice Olejnik oraz Danucie Holeckiej z okazji wyborów dołożą pół godziny programu, w którym nie ma obowiązku występować ani nie ma obowiązku ich oglądać, ale przyzwyczajenie jest drugą naturą. A ta, jak wiadomo, wilka ciągnie do lasu, a człowieka przed telewizor.

Maciej Pinkwart - strona WWW

[CC] Maciej Pinkwart
(145)

Pobierz PDF Wydrukuj