Przedszzkole

  Jest lato, szkoły zaraz zaczną strajk na wakacjach, przedszkola i żłobki będą pracować na dyżurach. Sezon polityczny też się kończy, ale zadyszka po maratonach i sprintach sejmowych, gdzie ulubionym sportem jest nocny survival i strzelanie do wrzutków zostanie zastąpione wolną amerykanką przedwyborczą, w której jedyną zasadą jest brak zasad, jedyną moralnością jest brak moralności wytykany przeciwnikom, a jedynym kryterium oceny jest skuteczność. Nie mam złudzeń, że ktokolwiek zachęci kogokolwiek do tego, by zastanowił się nad mądrymi słowami, jakie od czasu do czasu padają z ust niegłupich i normalnych ludzi: po dwóch stronach polskiego ringu politycznego powinni znajdować się nie wrogowie, ale przeciwnicy. W czasie kampanii wyborczej należałoby przekonać wyborców, a nie pokonać konkurenta. Niestety, u nas wciąż obowiązuje zasada, że demokracja jest wtedy, kiedy my rządzimy, więc należy uczynić wszystko, by nie rządzili inni – w imię obrony demokracji, oczywiście. Tymczasem życie jest bardziej skomplikowane i należy umieć się pogodzić z tą różnorodnością. Najgorszą metodą poznawania rzeczywistości jest kreowanie własnego obrazu świata, nie mającego związku z tym, co znajduje się poza przedszkolem, za drzwiami gabinetów, obok biurek, a nawet poza wieżą z kości słoniowej, nie mówiąc już o wieżach na ulicy Srebrnej.

Dzień Dziecka w tym wszystkim się jakoś nie mieści. Oczywiście, mamy nadal w pamięci słowa bezdzietnego prezesa PiS, wołającego gromko, choć dyszkantem: ręce precz od naszych dzieci! Wiadomo, wszystkie dzieci są nasze, ale czy dzieci należą też do wszystkich? Z tymi rękami coś prezes ostatnio ma obsesję: najpierw ręce i dzieci, potem ręce i kościół, do czego dotykać rękami nam jeszcze będzie chciał zabronić? Wiadomo, ręka rzecz przydatna i niekiedy niezastąpiona, wie o tym każde dziecko, któremu się powtarza, żeby ręce trzymało na kołdrze. Jeśli dziewczynki trzymają się za ręce idąc parami z resztą przedszkola do parku, to jest OK, ale jeśli trzymając się za ręce idą do parku chłopaki, to już trzeba im tego zabraniać? Ręce precz od naszych rąc? Dobrze, że ortodoksi nie próbują w ten sposób pouczać Hindusów czy Egipcjan, gdzie właśnie panowie mogą się obejmować i trzymać za ręce, a ich idące pół kroku za nimi żony nie mogą. Co kraj, to inne przedszkole.

Bardzo mnie ciekawi, jak Polska poradzi sobie bez Beaty Kempy i jak się przyuczają posłowie-dublerzy, którzy zastąpią po wakacjach tych parlamentarzystów, którzy awansowali na lepsze pensje do Brukseli. Podejmą pracę na miesiąc-dwa, żeby na nasz koszt przeprowadzić swoją kampanię wyborczą do nowej kadencji, czy zadowolą się dietami bieżącymi? A może pójdą na L-4? Albo spędzą ten cały czas swojej pracy na dyżurach poselskich, załatwiając sprawy obywateli – wyborców?

A tak, przy okazji – czy ktoś może wie, kiedy i gdzie ma najbliższy dyżur poselski szeregowy poseł Kaczyński? Nie żebym sam chciał go odwiedzić, trochę się go boję, bo parę razy podnosiłem ręce na różne rzeczy, w tym na mniej czy bardziej niegrzeczne dzieci. Ale znajoma chciałaby dostać jego autograf na polskiej fladze, którą wywiesza w święta na balkonie, a także wspólnie z nim odmówić pacierz.

[CC] Maciej Pinkwart

Przedszkole

  Jest lato, szkoły zaraz zaczną strajk na wakacjach, przedszkola i żłobki będą pracować na dyżurach. Sezon polityczny też się kończy, ale zadyszka po maratonach i sprintach sejmowych, gdzie ulubionym sportem jest nocny survival i strzelanie do wrzutków zostanie zastąpione wolną amerykanką przedwyborczą, w której jedyną zasadą jest brak zasad, jedyną moralnością jest brak moralności wytykany przeciwnikom, a jedynym kryterium oceny jest skuteczność. Nie mam złudzeń, że ktokolwiek zachęci kogokolwiek do tego, by zastanowił się nad mądrymi słowami, jakie od czasu do czasu padają z ust niegłupich i normalnych ludzi: po dwóch stronach polskiego ringu politycznego powinni znajdować się nie wrogowie, ale przeciwnicy. W czasie kampanii wyborczej należałoby przekonać wyborców, a nie pokonać konkurenta. Niestety, u nas wciąż obowiązuje zasada, że demokracja jest wtedy, kiedy my rządzimy, więc należy uczynić wszystko, by nie rządzili inni – w imię obrony demokracji, oczywiście. Tymczasem życie jest bardziej skomplikowane i należy umieć się pogodzić z tą różnorodnością. Najgorszą metodą poznawania rzeczywistości jest kreowanie własnego obrazu świata, nie mającego związku z tym, co znajduje się poza przedszkolem, za drzwiami gabinetów, obok biurek, a nawet poza wieżą z kości słoniowej, nie mówiąc już o wieżach na ulicy Srebrnej.

Dzień Dziecka w tym wszystkim się jakoś nie mieści. Oczywiście, mamy nadal w pamięci słowa bezdzietnego prezesa PiS, wołającego gromko, choć dyszkantem: ręce precz od naszych dzieci! Wiadomo, wszystkie dzieci są nasze, ale czy dzieci należą też do wszystkich? Z tymi rękami coś prezes ostatnio ma obsesję: najpierw ręce i dzieci, potem ręce i kościół, do czego dotykać rękami nam jeszcze będzie chciał zabronić? Wiadomo, ręka rzecz przydatna i niekiedy niezastąpiona, wie o tym każde dziecko, któremu się powtarza, żeby ręce trzymało na kołdrze. Jeśli dziewczynki trzymają się za ręce idąc parami z resztą przedszkola do parku, to jest OK, ale jeśli trzymając się za ręce idą do parku chłopaki, to już trzeba im tego zabraniać? Ręce precz od naszych rąc? Dobrze, że ortodoksi nie próbują w ten sposób pouczać Hindusów czy Egipcjan, gdzie właśnie panowie mogą się obejmować i trzymać za ręce, a ich idące pół kroku za nimi żony nie mogą. Co kraj, to inne przedszkole.

Bardzo mnie ciekawi, jak Polska poradzi sobie bez Beaty Kempy i jak się przyuczają posłowie-dublerzy, którzy zastąpią po wakacjach tych parlamentarzystów, którzy awansowali na lepsze pensje do Brukseli. Podejmą pracę na miesiąc-dwa, żeby na nasz koszt przeprowadzić swoją kampanię wyborczą do nowej kadencji, czy zadowolą się dietami bieżącymi? A może pójdą na L-4? Albo spędzą ten cały czas swojej pracy na dyżurach poselskich, załatwiając sprawy obywateli – wyborców?

A tak, przy okazji – czy ktoś może wie, kiedy i gdzie ma najbliższy dyżur poselski szeregowy poseł Kaczyński? Nie żebym sam chciał go odwiedzić, trochę się go boję, bo parę razy podnosiłem ręce na różne rzeczy, w tym na mniej czy bardziej niegrzeczne dzieci. Ale znajoma chciałaby dostać jego autograf na polskiej fladze, którą wywiesza w święta na balkonie, a także wspólnie z nim odmówić pacierz.

Maciej Pinkwart - strona WWW

[CC] Maciej Pinkwart
(137)

Pobierz PDF Wydrukuj