Boty, trolle i służby. Część 1

  Wielkimi krokami zbliżają się wybory do Parlamentu europejskiego. W mediach wszyscy zaczynają pokazywać twarze aniołów jako swoje i przyklejają politycznym oponentom powykrzywiane świńskie ryje. Merytorycznej debaty nie ma, a że na dobrą sprawę nigdy nie było, to się nawet jej brakowi nie dziwimy. I pisząc „nigdy”, nie mam na myśli kampanii przed tymi wyborami, ale wszystkie kampanie wyborcze od 1989r. Zawsze byliśmy my i oni, i młocka światopoglądowa na poziomie magla, zamiast merytorycznych argumentów przytaczanych w cywilizowanych debatach.

Swoją drogą pojęcie debaty politycznej umarło i to nie tylko w Polsce.

Kiedy na swoim wykładzie na Uniwersytecie Warszawskim, 3 maja, Donald Tusk zwrócił uwagę na problemy środowiska oraz cyfrowej inwigilacji, to dziennikarze nieomal nie udławili się z wrażenia „jaki to niesłychanie nowatorski” sposób narracji przedstawił Przewodniczący Rady Europy. I nikt się nawet nie zająknął, że to powinien być standard.

Pamiętacie takie przysłowie o łowieniu ryb w mętnej wodzie? 

Przed wyborami wszystkie strony w nich uczestniczące tak mieszają w tej wyborczej sadzawce, że nie widać nawet drugiej połowy spławika. (Tej zanurzonej w wodzie). Ale ktoś ryby łapie!

I tu nasuwają się cztery pytania. 

Kto łapie?
Jakie ryby?
W jakim celu?
I jakich metod do tego używa?

Kto łapie?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba się zastanowić. co kto z połowów wyniesie.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że właściwie zainteresowani powinni być aktualnie rządzący. W takim mętnym koktajlu nikt nie jest wstanie przebić się z jakimś co bardziej ambitnym projektem. Wyobraźmy sobie, że ktoś liczący się w Koalicji Europejskiej publicznie, w czasie kampanii mówi:

„Tak, trzeba zlikwidować 500+ i wszystkie tego typu (przydzielane bez żadnych kryteriów) świadczenia, a w zamian te pieniądze policzyć, dodać te przeznaczane dotychczas na różnego rodzaju świadczenia społeczne i to to wszystko podzielić, w sposób przejrzysty i dla wszystkich zrozumiały, na wszystkich potrzebujących.”

Nie wnikam tu oczywiście w analizę takiego pomysłu. Nie o to w tym chodzi. Ale założę się, że zanim wybrzmiałyby te słowa już propagandowe hasło:

”Koalicja europejska planuje zabrać 500+” PiS odtrąbiłby  na cztery strony świata. I żadne dementi w świadomości prostych, często biednych ludzi nie jest w stanie tego przekazu zmienić.

W tej mętnej wodzie nie tyle PIS łapie większe ryby, co uniemożliwia łowienie tych większych pozostałym wędkarzom. Tak czy inaczej per capita jest na tym wygrany Skoro więc, PIS ma na mąceniu wody interes, znaczy, że oni tę wodę mieszają. OK PIS-owi się to opłaca, więc PIS mąci, ale, ale...

STOP!

Nie tak szybko. Pięć lat temu w wyborach do Europarlamentu wzięło udział niespełna 21% uprawnionych do głosowania Polaków. Dzisiaj wszystkie sondaże mówią o 50% frekwencji? Co się u diabła stało przez te 5 lat?

Ktoś powie: To podziały między Polakami wywołują efekt mobilizacji. Może trochę tak, ale mnie mój nos podpowiada, że tu łowi ktoś jeszcze. 

Dla kogo tak ważne są wybory europejskie? Dla kogo jest ważne, żeby do Parlamentu Europejskiego trafiało jak najwięcej eurosceptyków, zwolenników różnych …exitów, czy po prostu zwykłych antydemokratów, czyli wszystkich, którzy mogą „Unię rozłożyć od środka”?

No to na koniec tej części popatrzmy na dane o dochodzie narodowym w różnych krajach według MFW, za rok 2017:

USA - 19 400 bln $
UE - 17 300 bln $
Chiny - 12 000 bln $
.
.
.
Rosja - 1 500 bln $

Jak myślicie komu UE stoi kością w gardle?

Tutaj pozwolę sobie postawić pewną tezę, którą spróbuję uwiarygodnić.  Rosja, a ściślej jej służby specjalne na potęgę ingerują w nasze życie polityczne. Nie chcę powiedzieć, że przy świadomej współpracy niektórych polityków, bo takich dowodów nie mam, ale przy użyciu tak zwanych pożytecznych idiotów – to na pewno. 

Wkrótce część 2 – Jakie ryby?

[CC] Jacek Wojciechowski

Boty, trolle i służby. Część 1

  Wielkimi krokami zbliżają się wybory do Parlamentu europejskiego. W mediach wszyscy zaczynają pokazywać twarze aniołów jako swoje i przyklejają politycznym oponentom powykrzywiane świńskie ryje. Merytorycznej debaty nie ma, a że na dobrą sprawę nigdy nie było, to się nawet jej brakowi nie dziwimy. I pisząc „nigdy”, nie mam na myśli kampanii przed tymi wyborami, ale wszystkie kampanie wyborcze od 1989r. Zawsze byliśmy my i oni, i młocka światopoglądowa na poziomie magla, zamiast merytorycznych argumentów przytaczanych w cywilizowanych debatach.

Swoją drogą pojęcie debaty politycznej umarło i to nie tylko w Polsce.

Kiedy na swoim wykładzie na Uniwersytecie Warszawskim, 3 maja, Donald Tusk zwrócił uwagę na problemy środowiska oraz cyfrowej inwigilacji, to dziennikarze nieomal nie udławili się z wrażenia „jaki to niesłychanie nowatorski” sposób narracji przedstawił Przewodniczący Rady Europy. I nikt się nawet nie zająknął, że to powinien być standard.

Pamiętacie takie przysłowie o łowieniu ryb w mętnej wodzie? 

Przed wyborami wszystkie strony w nich uczestniczące tak mieszają w tej wyborczej sadzawce, że nie widać nawet drugiej połowy spławika. (Tej zanurzonej w wodzie). Ale ktoś ryby łapie!

I tu nasuwają się cztery pytania. 

Kto łapie?
Jakie ryby?
W jakim celu?
I jakich metod do tego używa?

Kto łapie?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba się zastanowić. co kto z połowów wyniesie.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że właściwie zainteresowani powinni być aktualnie rządzący. W takim mętnym koktajlu nikt nie jest wstanie przebić się z jakimś co bardziej ambitnym projektem. Wyobraźmy sobie, że ktoś liczący się w Koalicji Europejskiej publicznie, w czasie kampanii mówi:

„Tak, trzeba zlikwidować 500+ i wszystkie tego typu (przydzielane bez żadnych kryteriów) świadczenia, a w zamian te pieniądze policzyć, dodać te przeznaczane dotychczas na różnego rodzaju świadczenia społeczne i to to wszystko podzielić, w sposób przejrzysty i dla wszystkich zrozumiały, na wszystkich potrzebujących.”

Nie wnikam tu oczywiście w analizę takiego pomysłu. Nie o to w tym chodzi. Ale założę się, że zanim wybrzmiałyby te słowa już propagandowe hasło:

”Koalicja europejska planuje zabrać 500+” PiS odtrąbiłby  na cztery strony świata. I żadne dementi w świadomości prostych, często biednych ludzi nie jest w stanie tego przekazu zmienić.

W tej mętnej wodzie nie tyle PIS łapie większe ryby, co uniemożliwia łowienie tych większych pozostałym wędkarzom. Tak czy inaczej per capita jest na tym wygrany Skoro więc, PIS ma na mąceniu wody interes, znaczy, że oni tę wodę mieszają. OK PIS-owi się to opłaca, więc PIS mąci, ale, ale...

STOP!

Nie tak szybko. Pięć lat temu w wyborach do Europarlamentu wzięło udział niespełna 21% uprawnionych do głosowania Polaków. Dzisiaj wszystkie sondaże mówią o 50% frekwencji? Co się u diabła stało przez te 5 lat?

Ktoś powie: To podziały między Polakami wywołują efekt mobilizacji. Może trochę tak, ale mnie mój nos podpowiada, że tu łowi ktoś jeszcze. 

Dla kogo tak ważne są wybory europejskie? Dla kogo jest ważne, żeby do Parlamentu Europejskiego trafiało jak najwięcej eurosceptyków, zwolenników różnych …exitów, czy po prostu zwykłych antydemokratów, czyli wszystkich, którzy mogą „Unię rozłożyć od środka”?

No to na koniec tej części popatrzmy na dane o dochodzie narodowym w różnych krajach według MFW, za rok 2017:

USA - 19 400 bln $
UE - 17 300 bln $
Chiny - 12 000 bln $
.
.
.
Rosja - 1 500 bln $

Jak myślicie komu UE stoi kością w gardle?

Tutaj pozwolę sobie postawić pewną tezę, którą spróbuję uwiarygodnić.  Rosja, a ściślej jej służby specjalne na potęgę ingerują w nasze życie polityczne. Nie chcę powiedzieć, że przy świadomej współpracy niektórych polityków, bo takich dowodów nie mam, ale przy użyciu tak zwanych pożytecznych idiotów – to na pewno. 

Wkrótce część 2 – Jakie ryby?

[CC] Jacek Wojciechowski
(123)

Pobierz PDF Wydrukuj