Pytanie na śniadanie czyli głaskanie kota.

  Nikt, by mi nie zaproponował prowadzenia programu "Pytanie na śniadanie", a gdyby, jakim cudem, zaproponował, to bym nie przyjął (już nazwa wydaje mi się dyskwalifikująca). A gdybym w jakieś pomroczności jasnej został dziennikarzem "PnaŚ" i okazałoby się, że do mojego programu, niespodziewanie, dwa tygodnie przed wyborami, z ulicy, ot tak bez powodu, przyjdzie czaruś, polityczny bon vivant, charyzmatyczny porywacz tłumów, piekielnie dowcipny niczym ten grubszy z kabaretu Otto - Jarosław Kaczyński, to dla uratowania życia wyskoczyłbym przez okno, by złamać sobie nogę, albo nie wiem co zrobił z gębą, by mnie na wizje nie wpuścili (wiele bym nie musiał - taki kokiet!!!!).

Gdybym tego co wyże, nie zrobił, to zginałbym śmiercią cywilną opuszczony przez najbliższą i dalsza rodzinę (wiem, że w żadnej innej sytuacji by mnie nie zostawili), bliskich przyjaciół (wybaczam mielibyście rację) i zapewne 99 proc znajomych (X, ty ukryta opcjo, ty byś został, wiem), którzy by nie przetrzymali tego zeszmacenia. A jeśli nie rozmawiałbym o kotkach, mamie itp. , to i tak poniósł bym śmierć dziennikarską, gdyż nie odezwałbym się ani razu i wyrzuciliby mnie z programu dyscyplinarnie, a gdybym się jednak, wbrew sobie, odezwał, to poniósłbym tym bardziej dziennikarską śmierć na miejscu, a może i nie tylko dziennikarską, bo moje pierwsze pytanie brzmiałoby: Co Panu, panie Kaczyński Polską zawiniła? Czy naprawdę musiał Pan z zemsty zmienić życie kilkunastu milionów Polaków w piekło, ukoronować tak lubiane przez pana kłamstwo, obłudę, chamstwo, faszyzm, głupotę, brak smaku, brak klasy. Czy jest Pan dumny z tego g... które pan nam tu wytworzył i nim Pan nas obryzgał i obryzguje dalej (choćby teraz gdy mówię wiem, że sam bryzgam gównem odbitym)?

Wiem, cześć po naszej demokratycznej stronie byłaby zachwycona, został bym bohaterem, ale druga cześć byłaby oburzona, bo my tak nie możemy, my jesteśmy lepsi i zaraz obie części zajęłyby się sobą i o mnie zapomniały, a ja zwinięty w kłębek dogorywałbym wspominając hejt i pochwały, mojej strony, pochwały i hejt i hejt i pochwały.

Zresztą kijek z tym, po tym pytaniu już by mnie w studio nie było. Wyniosłoby mnie dwóch smutnych panów, którzy przypadkowo przechodzili z karawana obok TVP, a po nerach kopałby mnie Jacek K. który pędziłbym na sygnale, albo podczepiony za karetka z Woronicza, by zdążyć skopać mnie, by uratować swoją d... Wszak to człowiek przeinteligentny, tak inteligentny, że na inne przymioty mu miejsca nie zostało (no jeszcze słuch ma, podobno).

Monika kiedyś Richardson dziś Zamachowska i Michał Olszański kiedyś i dziś (fajny gość kiedyś, może i dziś), do studia przyszli, z gębami nic se nie zrobili, pytań jednak nie przygotowali, tylko wzięli te od PR-owców PiS i zadawali je z taką pasją i takim urokiem, że ... (no właśnie, że co?). Czuli, że coś nie tak, że jakiś smród się unosi, więc wdzięczyli się do człowieczka, który potrafi zrobić jajecznicę i lubi pierogi.... ruskie (Tomek P. jest nić ☺, no więc wdzięczyli się tak, jakby to był co najmniej w trójcy przenajświętszy JPII, Czesław Miłosz, i Bronisław Geremek w jednym ciele.

Już czekałem kiedy wyskoczy zza kadru Oliver, Albo Brodnicki, albo Sowa i przyjaciele, nic z tego.....

Ten wywiad, który przeszedł już do historii polskich mediów (Moniko, Michale, jesteście nieśmiertelni) możecie sobie wyguglować, tylko ostrzegam, wiadro obok. Nie przejmujcie się odsłonami, raz na 4 lata może być dużo w TVP, Sekielskiego nie przeskoczy

[CC] Wojciech Fusek

Pytanie na śniadanie czyli głaskanie kota.

  Nikt, by mi nie zaproponował prowadzenia programu "Pytanie na śniadanie", a gdyby, jakim cudem, zaproponował, to bym nie przyjął (już nazwa wydaje mi się dyskwalifikująca). A gdybym w jakieś pomroczności jasnej został dziennikarzem "PnaŚ" i okazałoby się, że do mojego programu, niespodziewanie, dwa tygodnie przed wyborami, z ulicy, ot tak bez powodu, przyjdzie czaruś, polityczny bon vivant, charyzmatyczny porywacz tłumów, piekielnie dowcipny niczym ten grubszy z kabaretu Otto - Jarosław Kaczyński, to dla uratowania życia wyskoczyłbym przez okno, by złamać sobie nogę, albo nie wiem co zrobił z gębą, by mnie na wizje nie wpuścili (wiele bym nie musiał - taki kokiet!!!!).

Gdybym tego co wyże, nie zrobił, to zginałbym śmiercią cywilną opuszczony przez najbliższą i dalsza rodzinę (wiem, że w żadnej innej sytuacji by mnie nie zostawili), bliskich przyjaciół (wybaczam mielibyście rację) i zapewne 99 proc znajomych (X, ty ukryta opcjo, ty byś został, wiem), którzy by nie przetrzymali tego zeszmacenia. A jeśli nie rozmawiałbym o kotkach, mamie itp., to i tak poniósł bym śmierć dziennikarską, gdyż nie odezwałbym się ani razu i wyrzuciliby mnie z programu dyscyplinarnie, a gdybym się jednak, wbrew sobie, odezwał, to poniósłbym tym bardziej dziennikarską śmierć na miejscu, a może i nie tylko dziennikarską, bo moje pierwsze pytanie brzmiałoby: Co Panu, panie Kaczyński Polską zawiniła? Czy naprawdę musiał Pan z zemsty zmienić życie kilkunastu milionów Polaków w piekło, ukoronować tak lubiane przez pana kłamstwo, obłudę, chamstwo, faszyzm, głupotę, brak smaku, brak klasy. Czy jest Pan dumny z tego g... które pan nam tu wytworzył i nim Pan nas obryzgał i obryzguje dalej (choćby teraz gdy mówię wiem, że sam bryzgam gównem odbitym)?

Wiem, cześć po naszej demokratycznej stronie byłaby zachwycona, został bym bohaterem, ale druga cześć byłaby oburzona, bo my tak nie możemy, my jesteśmy lepsi i zaraz obie części zajęłyby się sobą i o mnie zapomniały, a ja zwinięty w kłębek dogorywałbym wspominając hejt i pochwały, mojej strony, pochwały i hejt i hejt i pochwały.

Zresztą kijek z tym, po tym pytaniu już by mnie w studio nie było. Wyniosłoby mnie dwóch smutnych panów, którzy przypadkowo przechodzili z karawana obok TVP, a po nerach kopałby mnie Jacek K. który pędziłbym na sygnale, albo podczepiony za karetka z Woronicza, by zdążyć skopać mnie, by uratować swoją d... Wszak to człowiek przeinteligentny, tak inteligentny, że na inne przymioty mu miejsca nie zostało (no jeszcze słuch ma, podobno).

Monika kiedyś Richardson dziś Zamachowska i Michał Olszański kiedyś i dziś (fajny gość kiedyś, może i dziś), do studia przyszli, z gębami nic se nie zrobili, pytań jednak nie przygotowali, tylko wzięli te od PR-owców PiS i zadawali je z taką pasją i takim urokiem, że ... (no właśnie, że co?). Czuli, że coś nie tak, że jakiś smród się unosi, więc wdzięczyli się do człowieczka, który potrafi zrobić jajecznicę i lubi pierogi.... ruskie (Tomek P. jest nić ☺, no więc wdzięczyli się tak, jakby to był co najmniej w trójcy przenajświętszy JPII, Czesław Miłosz, i Bronisław Geremek w jednym ciele.

Już czekałem kiedy wyskoczy zza kadru Oliver, Albo Brodnicki, albo Sowa i przyjaciele, nic z tego.....

Ten wywiad, który przeszedł już do historii polskich mediów (Moniko, Michale, jesteście nieśmiertelni) możecie sobie wyguglować, tylko ostrzegam, wiadro obok. Nie przejmujcie się odsłonami, raz na 4 lata może być dużo w TVP, Sekielskiego nie przeskoczy

[CC] Wojciech Fusek
(119)

Pobierz PDF Wydrukuj