Uczyć czy nie uczyć...?

(Uczyć) albo nie (uczyć); oto jest pytanie:
Czy szlachetniejszym jest znosić świadomie
Losu wściekłego pociski i strzały,
Czy za broń porwać przeciw morzu zgryzot,
Aby odparte znikły? (Czy)- Umrzeć, - usnąć,-
Nic więcej; snem tym wyrazić, że minął
Ból serca, a z nim niezliczone wstrząsy....

Chyba taka trawestacja Shakespeare'a dobrze opisuje strajk nauczycieli. Oczywiście jestem za nauczycielami, jednak należy spojrzeć prawdzie w oczy. Nie mamy poważnego systemu weryfikacji tej profesji, a moim zdaniem tylko około 70% jest ludźmi którzy „kochają” uczyć, niestety reszta to przypadkowe jednostki, a wręcz niektórym powinno się zakazać wykonywania zawodu. Problemem jest to, że od dwudziestu paru lat wszystkie ekipy rządzące prowadziły na systemie edukacji eksperymenty, a nie patrzyły na perspektywę czasu w dziesięcioleciach.

Swoją cegiełkę do problemu szkoły dołożyli też rodzice, bo oczywiście nauczyciel nie ma prawa podnieść ręki na ucznia, ale to powinno działać w dwie strony. Za moich licealnych czasów wywalenie kogoś ze szkoły nie było problemem, teraz kolega dyrektor musi takiemu delikwentowi zapewnić miejsce w innej szkole, a kto zacz będzie chciał urwisa. Więc przepycha się takowego byle dalej, a prawdą jest, że parafrazując „nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Nasz system edukacji nie korzysta z prawa. Mamy ustawy o pracownikach młodocianych (od 15 roku) i o obowiązku nauczania (do 18 roku), ale dlaczego tego nie połączyć, przecież delikwent nie musi zrobić matury, a zwykły kurs zawodowy pracując. Ktoś zarzuci mi, że optuję za karnością – nie, ale pewną dyscypliną, która w życiu się przyda, a dlaczegoż to najbogatsi na świecie wysyłają dzieci za grube pieniądze do niemal skoszarowanych szkół, a u nas odżegnuje się nauczyciela od czci gdy tylko powie rodzicowi, że dziecię sprawia problemy.

Podobnie zmitologizowane jest pensum 18 godzin tygodniowo. "Wariatki" (bardzo lubiane przez uczniów) jak moja kumpela Magda czy kuzynka Teresa, które już w liceum wymyśliły, że będą matematyczkami spędzają dziennie 2-3 godziny na sprawdzanie klasówek i przygotowanie testów. W międzyczasie starają się pomagać i bawić z uczniami. Gdy przychodzą wakacje to siedzą i sprawdzają matury lub zajmują się rekrutacją. Czy obecny dyr. „Kołłątaja”, Rafał, kiedyś stworzył program nauczania z WF, powiecie co tam – no nie wiem ile czasu zajęły mu konsultacje na AWF, natomiast mnie zajęło kilka tygodni przygotowanie ilustracji, grafiki i skład tekstu by to wydrukować. Ale znowu tu jestem za 24 godzinnym pensum, gdzie 18 jest przy tablicy, a 6 na indywidualne korekty z uczniami, tak by orły zaczęły latać, a słabeusze mogli pojąć. Jednak z istotnym założeniem klasy maksimum 20 osób, a nie molochy.

Społeczeństwo chce super szkoły, tyle, że znaczna część traktuje ją jak przechowalnie bagażu, a nauczyciel to nie opiekun psów czy kotów pozostawionych pod opiekę bo panisko musi gdzieś iść.

Nieszczęściem są też nasi ministrowie jak Pani Zalewska myślący kategoriami z ubiegłego wieku. Wszyscy mile wspominają czasy młodości (łącznie z prezesem), jak to było w 8 letniej podstawówce czy 4 letnim liceum, tyle, że nie wiedzieliśmy co to komputer i chyba do tych czasów MEN chce wrócić, a nie patrzeć na cyfrową rzeczywistość. I tu mam niedosyt, bo oprócz finansów nauczyciele powinni wskazać kierunki rozwoju polskiej edukacji – o to też warto strajkować.

Niestety mam złe przeczucia co do skuteczności strajku. Obecnej władzy udało się wrócić do czasów Gomułki przez tworzenie podziałów i niszczenie autorytetów sędziów, lekarzy czy nauczycieli. Ogólnie inteligencji. Mamy więc '68, gdy na ulicę wyszli studenci, a reszta milczała, by w '70 gdy wyszli oni inteligencja pozostała za drzwiami. Dopiero od '76 zaczęli ze sobą rozmawiać co przyniosło efekty. Skutkiem powstała „Solidarność”, która niestety teraz jak za komuny przekształciła się w „rządowe związki zawodowe” więc nauczyciele nie mogą liczyć na wsparcie innych grup zawodowych.

Tak więc obawiam się, że strajk się wypali. Edukacja będzie marnieć dalej bo populiści najchętniej chcieliby społeczeństwa nie umiejącego czytać i pisać. A jeśli na to przystaniemy swoją bezczynnością to cóż pozostanie, powrót do XIX w, no może co światlejsi będą się starać wspierać nauczycieli choć w naturze jak na obrazie, bo chyba do tego dąży nasz Rząd z Panią Zalewską (nieco szpecącą płótno).

[CC] Piotr Hajda

Uczyć czy nie uczyć...?

(Uczyć) albo nie (uczyć); oto jest pytanie:
Czy szlachetniejszym jest znosić świadomie
Losu wściekłego pociski i strzały,
Czy za broń porwać przeciw morzu zgryzot,
Aby odparte znikły? (Czy)- Umrzeć, - usnąć,-
Nic więcej; snem tym wyrazić, że minął
Ból serca, a z nim niezliczone wstrząsy....

Chyba taka trawestacja Shakespeare'a dobrze opisuje strajk nauczycieli. Oczywiście jestem za nauczycielami, jednak należy spojrzeć prawdzie w oczy. Nie mamy poważnego systemu weryfikacji tej profesji, a moim zdaniem tylko około 70% jest ludźmi którzy „kochają” uczyć, niestety reszta to przypadkowe jednostki, a wręcz niektórym powinno się zakazać wykonywania zawodu. Problemem jest to, że od dwudziestu paru lat wszystkie ekipy rządzące prowadziły na systemie edukacji eksperymenty, a nie patrzyły na perspektywę czasu w dziesięcioleciach.

Swoją cegiełkę do problemu szkoły dołożyli też rodzice, bo oczywiście nauczyciel nie ma prawa podnieść ręki na ucznia, ale to powinno działać w dwie strony. Za moich licealnych czasów wywalenie kogoś ze szkoły nie było problemem, teraz kolega dyrektor musi takiemu delikwentowi zapewnić miejsce w innej szkole, a kto zacz będzie chciał urwisa. Więc przepycha się takowego byle dalej, a prawdą jest, że parafrazując „nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Nasz system edukacji nie korzysta z prawa. Mamy ustawy o pracownikach młodocianych (od 15 roku) i o obowiązku nauczania (do 18 roku), ale dlaczego tego nie połączyć, przecież delikwent nie musi zrobić matury, a zwykły kurs zawodowy pracując. Ktoś zarzuci mi, że optuję za karnością – nie, ale pewną dyscypliną, która w życiu się przyda, a dlaczegoż to najbogatsi na świecie wysyłają dzieci za grube pieniądze do niemal skoszarowanych szkół, a u nas odżegnuje się nauczyciela od czci gdy tylko powie rodzicowi, że dziecię sprawia problemy.

Podobnie zmitologizowane jest pensum 18 godzin tygodniowo. "Wariatki" (bardzo lubiane przez uczniów) jak moja kumpela Magda czy kuzynka Teresa, które już w liceum wymyśliły, że będą matematyczkami spędzają dziennie 2-3 godziny na sprawdzanie klasówek i przygotowanie testów. W międzyczasie starają się pomagać i bawić z uczniami. Gdy przychodzą wakacje to siedzą i sprawdzają matury lub zajmują się rekrutacją. Czy obecny dyr. „Kołłątaja”, Rafał, kiedyś stworzył program nauczania z WF, powiecie co tam – no nie wiem ile czasu zajęły mu konsultacje na AWF, natomiast mnie zajęło kilka tygodni przygotowanie ilustracji, grafiki i skład tekstu by to wydrukować. Ale znowu tu jestem za 24 godzinnym pensum, gdzie 18 jest przy tablicy, a 6 na indywidualne korekty z uczniami, tak by orły zaczęły latać, a słabeusze mogli pojąć. Jednak z istotnym założeniem klasy maksimum 20 osób, a nie molochy.

Społeczeństwo chce super szkoły, tyle, że znaczna część traktuje ją jak przechowalnie bagażu, a nauczyciel to nie opiekun psów czy kotów pozostawionych pod opiekę bo panisko musi gdzieś iść.

Nieszczęściem są też nasi ministrowie jak Pani Zalewska myślący kategoriami z ubiegłego wieku. Wszyscy mile wspominają czasy młodości (łącznie z prezesem), jak to było w 8 letniej podstawówce czy 4 letnim liceum, tyle, że nie wiedzieliśmy co to komputer i chyba do tych czasów MEN chce wrócić, a nie patrzeć na cyfrową rzeczywistość. I tu mam niedosyt, bo oprócz finansów nauczyciele powinni wskazać kierunki rozwoju polskiej edukacji – o to też warto strajkować.

Niestety mam złe przeczucia co do skuteczności strajku. Obecnej władzy udało się wrócić do czasów Gomułki przez tworzenie podziałów i niszczenie autorytetów sędziów, lekarzy czy nauczycieli. Ogólnie inteligencji. Mamy więc '68, gdy na ulicę wyszli studenci, a reszta milczała, by w '70 gdy wyszli oni inteligencja pozostała za drzwiami. Dopiero od '76 zaczęli ze sobą rozmawiać co przyniosło efekty. Skutkiem powstała „Solidarność”, która niestety teraz jak za komuny przekształciła się w „rządowe związki zawodowe” więc nauczyciele nie mogą liczyć na wsparcie innych grup zawodowych.

Tak więc obawiam się, że strajk się wypali. Edukacja będzie marnieć dalej bo populiści najchętniej chcieliby społeczeństwa nie umiejącego czytać i pisać. A jeśli na to przystaniemy swoją bezczynnością to cóż pozostanie, powrót do XIX w, no może co światlejsi będą się starać wspierać nauczycieli choć w naturze jak na obrazie, bo chyba do tego dąży nasz Rząd z Panią Zalewską (nieco szpecącą płótno).

[CC] Piotr Hajda
(107)

Pobierz PDF Wydrukuj