Bzik

Kolejny bzik, żeby nie powiedzieć obłęd, znów opanowuje Polki i Polaków. Tym razem bzik nazywa się Robert Biedroń i jak każdy nowy bzik dzieli Polki i Polaków, na tych, co nie widzieli, a uwierzyli i targanych wątpliwościami Szymonów.

Wiem po sobie, bo jako ten, który jakoś czarowi nowej nadziei rodaków ulec nie potrafi, zdążyłem już być adresatem niezłego wachlarza sympatycznych określeń, od spasionego wieprza poprzez obszczymurka po politycznego onanistę.

Nawet, jeśli na początku Biedroń Story, przyglądałem się nowej inicjatywie z jakąś taką życzliwością, to już mi to uczucie przeszło i jak na wątpiącego obszczymurka przystało, zadaję upierdliwie pytania, np o kasę, co w żaden sposób życzliwości do mnie w wyznawcach Roberta nie budzi. Trudno uha ha!

Mimo tych przejawów miłości bliźniego do mnie kierowanych, staram się znaleźć zrozumienie dla tej neofickiej żarliwości, jaką część Polek i Polaków zaczęła darzyć swojego nowego guru. W końcu ja też darzyłem Roberta sympatią. Bo bardziej nam potrzeba nowych nadziei niż kolejnych rozczarowań.

Nie będę jeszcze raz przedstawiał tutaj rosnących wątpliwości, jakie budzi we mnie każdy kolejny show championa politycznych konwentykli - mam ich więcej niż czasu na pisanie tego posta. Ale zwyczajnie muszę powiedzieć o jeszcze jednej wątpliwości, jaka nie chce mnie opuścić. Otóż, ja ciągle wierzę, że zwycięstwo nad PiS-em jest możliwe tylko wtedy, kiedy zjednoczą się wszystkie siły opozycyjne.

Tymczasem piękny, acz pokrętny Robert już po raz któryś zmienił zdanie. Teraz już jest pewien, że wjedzie do Sejmu wśród okrzyków hosanna i wymoszczoną liśćmi palmy drogą, więc już nawet nie musi obiecywać jakiemuś pożal się Boże, peowskiemu złogowi Schetynie, stanowiska wicepremiera!

Cała władza w ręce Wiosny! - zdaje się wołać premier ze Słupska. A obiecywał, że będzie łączył, a nie dzielił.

Hej Polki i Polacy! Obudźcie się! Naprawdę uważacie, że to będzie taka lepsza "dobra zmiana"? Bo ja nie.

[CC] Michał Osiecimski

Bzik

Kolejny bzik, żeby nie powiedzieć obłęd, znów opanowuje Polki i Polaków. Tym razem bzik nazywa się Robert Biedroń i jak każdy nowy bzik dzieli Polki i Polaków, na tych, co nie widzieli, a uwierzyli i targanych wątpliwościami Szymonów.

Wiem po sobie, bo jako ten, który jakoś czarowi nowej nadziei rodaków ulec nie potrafi, zdążyłem już być adresatem niezłego wachlarza sympatycznych określeń, od spasionego wieprza poprzez obszczymurka po politycznego onanistę.

Nawet, jeśli na początku Biedroń Story, przyglądałem się nowej inicjatywie z jakąś taką życzliwością, to już mi to uczucie przeszło i jak na wątpiącego obszczymurka przystało, zadaję upierdliwie pytania, np o kasę, co w żaden sposób życzliwości do mnie w wyznawcach Roberta nie budzi. Trudno uha ha!

Mimo tych przejawów miłości bliźniego do mnie kierowanych, staram się znaleźć zrozumienie dla tej neofickiej żarliwości, jaką część Polek i Polaków zaczęła darzyć swojego nowego guru. W końcu ja też darzyłem Roberta sympatią. Bo bardziej nam potrzeba nowych nadziei niż kolejnych rozczarowań.

Nie będę jeszcze raz przedstawiał tutaj rosnących wątpliwości, jakie budzi we mnie każdy kolejny show championa politycznych konwentykli - mam ich więcej niż czasu na pisanie tego posta. Ale zwyczajnie muszę powiedzieć o jeszcze jednej wątpliwości, jaka nie chce mnie opuścić. Otóż, ja ciągle wierzę, że zwycięstwo nad PiS-em jest możliwe tylko wtedy, kiedy zjednoczą się wszystkie siły opozycyjne.

Tymczasem piękny, acz pokrętny Robert już po raz któryś zmienił zdanie. Teraz już jest pewien, że wjedzie do Sejmu wśród okrzyków hosanna i wymoszczoną liśćmi palmy drogą, więc już nawet nie musi obiecywać jakiemuś pożal się Boże, peowskiemu złogowi Schetynie, stanowiska wicepremiera!

Cała władza w ręce Wiosny! - zdaje się wołać premier ze Słupska. A obiecywał, że będzie łączył, a nie dzielił.

Hej Polki i Polacy! Obudźcie się! Naprawdę uważacie, że to będzie taka lepsza "dobra zmiana"? Bo ja nie.

[CC] Michał Osiecimski
(91)

Pobierz PDF Wydrukuj