Cudowne rozmnożenie

Ostatnie dni niemalże codziennie przynoszą nam „szokujące” wiadomości dotyczące rozmaitych afer. Specjalnie ująłem w cudzysłów wyraz „szokujące”, gdyż dla człowieka, któremu obca jest atmosfera plotkarskiego bagna, nie są to na tym etapie żadne afery, a jedynie obrzydliwe, nie poparte jakimkolwiek twardym materiałem dowodowym, nowinki.

Dziwnie się składa, że rzeczone „afery” ujrzały światło dzienne dopiero wówczas, kiedy mamy do czynienia z prawdziwą i dobrze udokumentowaną aferą o znamionach kryminalnych, z Prezesem Kaczyńskim w roli głównej. Afera ze Srebrną, gdzie Kaczyński wg ujawnionych nagrań jawi się jako sprawny i przebiegły biznesmen potrafiący pokrętnie uchylać się od wypłacenia Geraldowi Birgfellner’owi przysługującej mu należności. W prawie karnym kwalifikacja takiego zachowania jest oczywista i znajduje swój opis w art. 286 w zw. z art. 294 par. 1 kk, który mówi o oszustwie dotyczącym mienia wielkiej wartości, za co grozi kara pozbawienia wolności od roku do lat 10. Tymczasem co robi Kaczyński? Otóż kieruje do każdego, kto ośmiela się sugerować jego udział w przestępstwie (czy możliwość takiego udziału), wezwania przedsądowe z nakazem przeproszenia go w mediach społecznościowych. Trudno rozumieć to inaczej, jak próbę wywarcia presji na dyskusję publiczną wokół ujawnionych „taśm Kaczyńskiego”, chęć zastraszenia dyskutantów i dania i do zrozumienia, że o  tych sprawach mówić nie wolno, bo może się to źle skończyć dla osób podejmujących temat.

Mówiąc na wstępie o innych „aferach” mam przede wszystkim na myśli domniemany skandal seksualny z udziałem posła Stefana Niesiołowskiego. Po pierwsze skoro CBA wiedziało o tych „faktach” już trzy lata temu dlaczego ujawnia je właśnie w tej chwili? Nie jest to przypadek. Po drugie, sprawy życia intymnego Niesiołowskiego są jego wyłączną sprawą, o ile nie są sprzeczne z prawem, a jak na razie nie wykazano, aby sprzeczne były. To, że pewne zachowania kolidują z normą karną władny jest orzec jedynie sąd w prawomocnym wyroku skazującym – zgodnie z zasadą domniemania niewinności wyrażoną w art. 42 ust. 3 Konstytucji: „Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”.

W obecnym stanie sensacje dotyczące Niesiołowskiego są niczym więcej niż tylko plotką. Nie wiadomo nawet czy wspomniane zajścia miały miejsce.

W tym sensie nie mniejszą aferą są ujawnione wczoraj przez mec. Nowaczyka w czasie przesłuchania przed Sejmową Komisją Śledczą informacje dotyczące Mariusza Kamińskiego, w których mec. Nowaczyk twierdzi, że Kamiński był tak urżnięty wódką, że słaniał się na czworakach i całował z psem Jakuba R. – suką bokserką. Jakiego charakteru były te pocałunki, czy dochodziło do penetracji jamy ustnej psa lub amanta na czworakach, nie wiem. Może całował w policzek, może tylko cmokał, może robił to namiętnie. Zeznania Nowaczyka mają ten walor, że choć jest to człowiek o podważonej wiarygodności, to jednak zeznania składał pod przysięgą, uprzedzony wcześniej o odpowiedzialności karnej do lat 8 za składanie fałszywych zeznań. Nie można dyskredytować zeznań świadka tylko dlatego, że w innych sprawach nie wykazał się wiarygodnością. Zeznania jego należy traktować na równi z całością materiału dowodowego. I absolutnie nie jest dopuszczalne w czasie zeznań świadka czynienie mu uwag, że mówi nieprawdę, wyłączanie mu mikrofonu i szydzenie z niego. Mec. Nowaczyk nie został bowiem wezwany przed Komisję jako podejrzany, ale jako świadek i ocenianie wiarygodności jego zeznań na bieżąco przez członków Komisji jest czymś godnym najwyższego potępienia. To są standardy państw totalitarnych. Świadek wie, co grozi mu za składanie fałszywych zeznań i nie jest rolą organu procesowego takie kierowanie zeznaniami świadka, aby uzyskać wersję dla Komisji najkorzystniejszą.

Reasumując uważam, że afery jakie w ostatnich dniach wybuchły (i zapewne wybuchać będą) są jedynie zasłoną dymną dla afery zasadniczej, tj. afery związanej z taśmami Kaczyńskiego. Jest to stary sposób. Jeżeli chce się odciągnąć uwagę zainteresowanych od wątku kluczowego, tworzy się lub ujawnia inne newsy, mające przekierować uwagę na zdarzenia o wiele mniejszym ciężarze gatunkowym, za to dotyczące innych osób, niż ta osoba, która dotychczas pozostawała w centrum zainteresowania.

Powtarzam, aktualnie nie ma jakichkolwiek znanych nam przesłanek, aby suponować, że przypisywane posłowi Niesiołowskiemu zachowania miała charakter przestępczy. Nie wiadomo nawet czy były prawdą. O wiele większą wiarygodnością cieszą się już twierdzenia mec. Nowaczyka, który zeznawała pod groźbą odpowiedzialności karnej, i to niemałej.

Zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora posłowie – w tym także Kaczyński – mają obowiązek zgłaszania wszystkich uzyskiwanych korzyści do Rejestru Korzyści. A zgodnie z artykułem 35a par. 4 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, obowiązek ten



obejmuje także „zgłaszanie informacji o udziale w organach fundacji, spółek prawa handlowego lub spółdzielni, nawet wówczas, gdy z tego tytułu nie pobiera się żadnych świadczeń pieniężnych”.

Już sam ten fakt wymaga podjęcia wobec Jarosława Kaczyńskiego stosownych kroków prawnych, przewidzianych regulaminem Sejmu i w/w Ustawą.

[CC] Przemysław Leszek Lis

Cudowne rozmnożenie

Ostatnie dni niemalże codziennie przynoszą nam „szokujące” wiadomości dotyczące rozmaitych afer. Specjalnie ująłem w cudzysłów wyraz „szokujące”, gdyż dla człowieka, któremu obca jest atmosfera plotkarskiego bagna, nie są to na tym etapie żadne afery, a jedynie obrzydliwe, nie poparte jakimkolwiek twardym materiałem dowodowym, nowinki.

Dziwnie się składa, że rzeczone „afery” ujrzały światło dzienne dopiero wówczas, kiedy mamy do czynienia z prawdziwą i dobrze udokumentowaną aferą o znamionach kryminalnych, z Prezesem Kaczyńskim w roli głównej. Afera ze Srebrną, gdzie Kaczyński wg ujawnionych nagrań jawi się jako sprawny i przebiegły biznesmen potrafiący pokrętnie uchylać się od wypłacenia Geraldowi Birgfellner’owi przysługującej mu należności. W prawie karnym kwalifikacja takiego zachowania jest oczywista i znajduje swój opis w art. 286 w zw. z art. 294 par. 1 kk, który mówi o oszustwie dotyczącym mienia wielkiej wartości, za co grozi kara pozbawienia wolności od roku do lat 10. Tymczasem co robi Kaczyński? Otóż kieruje do każdego, kto ośmiela się sugerować jego udział w przestępstwie (czy możliwość takiego udziału), wezwania przedsądowe z nakazem przeproszenia go w mediach społecznościowych. Trudno rozumieć to inaczej, jak próbę wywarcia presji na dyskusję publiczną wokół ujawnionych „taśm Kaczyńskiego”, chęć zastraszenia dyskutantów i dania i do zrozumienia, że o  tych sprawach mówić nie wolno, bo może się to źle skończyć dla osób podejmujących temat.

Mówiąc na wstępie o innych „aferach” mam przede wszystkim na myśli domniemany skandal seksualny z udziałem posła Stefana Niesiołowskiego. Po pierwsze skoro CBA wiedziało o tych „faktach” już trzy lata temu dlaczego ujawnia je właśnie w tej chwili? Nie jest to przypadek. Po drugie, sprawy życia intymnego Niesiołowskiego są jego wyłączną sprawą, o ile nie są sprzeczne z prawem, a jak na razie nie wykazano, aby sprzeczne były. To, że pewne zachowania kolidują z normą karną władny jest orzec jedynie sąd w prawomocnym wyroku skazującym – zgodnie z zasadą domniemania niewinności wyrażoną w art. 42 ust. 3 Konstytucji: „Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”.

W obecnym stanie sensacje dotyczące Niesiołowskiego są niczym więcej niż tylko plotką. Nie wiadomo nawet czy wspomniane zajścia miały miejsce.

W tym sensie nie mniejszą aferą są ujawnione wczoraj przez mec. Nowaczyka w czasie przesłuchania przed Sejmową Komisją Śledczą informacje dotyczące Mariusza Kamińskiego, w których mec. Nowaczyk twierdzi, że Kamiński był tak urżnięty wódką, że słaniał się na czworakach i całował z psem Jakuba R. – suką bokserką. Jakiego charakteru były te pocałunki, czy dochodziło do penetracji jamy ustnej psa lub amanta na czworakach, nie wiem. Może całował w policzek, może tylko cmokał, może robił to namiętnie. Zeznania Nowaczyka mają ten walor, że choć jest to człowiek o podważonej wiarygodności, to jednak zeznania składał pod przysięgą, uprzedzony wcześniej o odpowiedzialności karnej do lat 8 za składanie fałszywych zeznań. Nie można dyskredytować zeznań świadka tylko dlatego, że w innych sprawach nie wykazał się wiarygodnością. Zeznania jego należy traktować na równi z całością materiału dowodowego. I absolutnie nie jest dopuszczalne w czasie zeznań świadka czynienie mu uwag, że mówi nieprawdę, wyłączanie mu mikrofonu i szydzenie z niego. Mec. Nowaczyk nie został bowiem wezwany przed Komisję jako podejrzany, ale jako świadek i ocenianie wiarygodności jego zeznań na bieżąco przez członków Komisji jest czymś godnym najwyższego potępienia. To są standardy państw totalitarnych. Świadek wie, co grozi mu za składanie fałszywych zeznań i nie jest rolą organu procesowego takie kierowanie zeznaniami świadka, aby uzyskać wersję dla Komisji najkorzystniejszą.

Reasumując uważam, że afery jakie w ostatnich dniach wybuchły (i zapewne wybuchać będą) są jedynie zasłoną dymną dla afery zasadniczej, tj. afery związanej z taśmami Kaczyńskiego. Jest to stary sposób. Jeżeli chce się odciągnąć uwagę zainteresowanych od wątku kluczowego, tworzy się lub ujawnia inne newsy, mające przekierować uwagę na zdarzenia o wiele mniejszym ciężarze gatunkowym, za to dotyczące innych osób, niż ta osoba, która dotychczas pozostawała w centrum zainteresowania.

Powtarzam, aktualnie nie ma jakichkolwiek znanych nam przesłanek, aby suponować, że przypisywane posłowi Niesiołowskiemu zachowania miała charakter przestępczy. Nie wiadomo nawet czy były prawdą. O wiele większą wiarygodnością cieszą się już twierdzenia mec. Nowaczyka, który zeznawała pod groźbą odpowiedzialności karnej, i to niemałej.

Zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora posłowie – w tym także Kaczyński – mają obowiązek zgłaszania wszystkich uzyskiwanych korzyści do Rejestru Korzyści. A zgodnie z artykułem 35a par. 4 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, obowiązek ten obejmuje także „zgłaszanie informacji o udziale w organach fundacji, spółek prawa handlowego lub spółdzielni, nawet wówczas, gdy z tego tytułu nie pobiera się żadnych świadczeń pieniężnych”.

Już sam ten fakt wymaga podjęcia wobec Jarosława Kaczyńskiego stosownych kroków prawnych, przewidzianych regulaminem Sejmu i w/w Ustawą.

[CC] Przemysław Leszek Lis
(86)

Pobierz PDF Wydrukuj