Szymon Hołownia o dzikach

No to jeszcze raz o dzikach, bo od ostatniego wpisu na ten temat sytuacja się poznawczo rozwinęła. Przeczytałem wszystko, co w tych dniach wydało z siebie ministerstwo środowiska, PZŁ, Lasy Państwowe, rządowe gazetki, niezależne portale, profile organizacji ekologicznych, a także setki komentarzy sensownych i nie. Głowa mi puchnie, ale sporo się dowiedziałem i nauczyłem. A więc tak (będzie długie, ale warto):

1. Obecnie pole walki wygląda tak:
Z jednej strony mamy list (link wkleję w komentarzu) ponad tysiąca naukowców: biologów, przyrodników, weterynarzy (dobrze ponad stu to profesorowie, doktorów habilitowanych nie chciało mi się już liczyć), którzy piszą wyraźnie: wyrzynanie dzików przyczyni się do rozprzestrzeniania ASF, nie do jego wyhamowania. Z ASF walczy się bioasekuracją, której - według raportu NIK - nie stosowało w 74 proc. skontrolowanych gospodarstw. Ponadto - to rozwali leśny ekosystem, w którym dzik spełnia bardzo ważną rolę.

Z drugiej strony mamy: a) rząd trzęsący portkami przed potężnym mięsnym lobby i zgadzający się na każdy idiotyczny pomysł, byle mu tylko znów ktoś nie zablokował A2 albo - jak było z hodowcami futerkowych - nie obłaskawił ojca Rydzyka i nie założył portalu "informacyjnego" buntującego elektorat. Mamy ministra, który plącze się w zeznaniach, bo raz mówi, że dzików na koniec sezonu polowań (którego to sezonu de facto nie ma, gdyż zgodnie z jego własnym rozporządzeniem można dzika tłuc całorocznie), ma w Polsce zostać ok. 200 tys. dzików. Innym zaś razem jego pani wiceminister pisze, że należy populację "maksymalnie" ograniczyć, a jego służby zalecają wybicie dzików do poziomu 0,1 dzika na km kw. Co oznacza, że zostanie ich w Polsce ok. 30 tysięcy (bo Polska ma 312.000 km kw., a więc minister środowiska, jako nauczyciel matematyki z zawodu, powinien sobie wszystko łatwo wyliczyć, ale nie poradził).

b) mamy myśliwych, którzy pokazują tabelki, i mówią: "Przecież my tych dzików po dwieście tysięcy rocznie tłuczemy od paru lat, już od PO tak tłuczemy! Nagle się lewactwo obudziło! A w tym roku też ustrzelimy tyle, ile mamy w planie, 185.000, do zabicia teraz zostało nam 10 proc!" Że od czasów PO tak tłuką? Święta prawda. Tylko po co te tabelki, skoro polowania sanitarne, a takie mają być teraz w związku z ASF prowadzone, prowadzone są poza planem, bo to "interwencyjna" robota? O czym PZŁ nie wprost, choć dość jasno wspomina w ostatnim akapicie swego stanowiska? I że tu kluczowe są nie ich cuda-tabelki, a zadany przez rząd wskaźnik 0,1 i tego się - ku chwale Ojczyzny - będą trzymać?

Nasi zwolennicy kochania przyrody ołowiem coś tam niby przebąkiwali też, że się brzydzą strzelać do loch ciężarnych i prowadzących młode. Ale przecież nie będą za bardzo stawać okoniem, skoro - jak sami anonimowo mówią - po pierwsze boją się pewnego buńczucznego rolnika, który ma posłuch u ministrów i chce rozwalić im PZŁ, a zwierzynę sprywatyzować (związać prawo jej własności z ziemią. A po drugie: boją się, że jak teraz się rządowi postawią, to im rząd w 2020. nie odnowi dzierżawy obwodów łowieckich. Więc udają, że biorą sobie do serca "zalecenia" ministra Kowalczyka, by do ciężarnych loch nie strzelać i by polować tylko w sezonie, które warte są tyle, co moje "zalecenie" Donaldowi Trumpowi, żeby zmienił fryzjera: rząd nadal płaci 650 za lochę, i tyle w temacie.

2. Gdy tylko w sieci ruszyło oburzenie na zapowiadane na najbliższe trzy weekendy polowania, rządowo - myśliwsko - hodowlane lobby mięsne przegrupowało się i zaczęły się masowe "kopiuj wklej" wrzuty do mediów i na fejsa. Urocze to było, naprawdę. Ci kolesie z logo PZŁ w profilowym piszący: "Nie jestem myśliwym, ale". W ogóle zauważyłem, że to coraz bardziej popularna technika retoryczna wśród trolli: pozorna zmiana barw ("mnie to jest obojętne, ale", "jestem ekologiem, ale"; wiadomo, że wszystko co przed "ale" zawsze jest nieistotne, ale trolle nie wiedzą, że ja to wiem).

W drugiej kolejności na sieć runął argument: "A Niemcy też strzelają! I strzelają cztery razy więcej!". No supcio. Tyle, że Niemcy mają (niektórzy piszą) nawet do dziesięciu razy więcej dzików. Znów matematyka się kłania. Kłania się też konsekwencja i przyzwoitość. Bo jak Niemcy przyjmowali milion uchodźców, to te same prawicowe gazetki krzyczały: "Nie bądźmy jak Niemcy! Co nam Niemcy! Mamy swój rozum, nie oglądajmy się na Niemcy". Czyli teraz już się oglądajmy, tak? OK, oglądajmy, ale najpierw to jednak policzmy.

W trzeciej kolejności zaatakowano Brukselą. "Komisja Europejska popiera wystrzelanie dzików!". Owszem, popiera. I mówi otwarcie: przyrodę mamy w pompie, najważniejszy jest sektor mięsny. A ja pytam, gdzie byliście, nagli wyznawcy Brukseli, gdy KE krytykowała nas za brak praworządności, za demontaż sądów? Tak nagle poczuliście się synami Europy? Dławią mnie łzy wzruszenia.

Zabawne jest też to budowanie w prawicowej sieci emocjonalnej histerii, jakby ASF miało zabić nam dzieci, zjeść zwierzęta domowe i nasikać do ogródków. Pisałem w poprzednim poście - tu nie chodzi o ratowanie żadnego życia świnek (a tym bardziej ludzi, których ASF nie rusza, to nie ptasia grypa), a o to by móc je zabić za kasę, zanim choroba każe to zrobić za darmo. Trzeba za państwowe pieniądze zabić kilkaset tysięcy jednych stworzeń, żeby ktoś mógł sobie zarobić na zabiciu milionów innych stworzeń. O żadną ekologię tu nie chodzi, o żadną troskę o nic, tylko o bezpieczeństwo prywatnych zysków z mięsa.

A, i jest jeszcze kategoria sama w sobie: Magdalena Ogórek, która - to już rytuał w tych kręgach - zauważyła, że lewactwo walczy o dziki, a jest za aborcją. Czekamy na kolejne skojarzenia. Może coś o tym, że dziki to łażą przez granice, a te świnie to są polskie (tylko że to tak nie za fajnie brzmi, "polska świnia", "polski chlew", poza tym te świnie coraz częściej są u nas duńskie lub chińskie). Albo może jakoś da się to połączyć z jakimś innym publicystycznym fetyszem? Prawa LGBT? Walka z Kościołem? 100 - lecie niepodległości?

3. Co będzie? Wiadomo, co będzie. Ci biedni, uciemiężeni służbą nam wszystkim, rozdarci moralnie myśliwi, pójdą w te weekendy do las i sprawią, że w poniedziałek będzie tam dużo mniej życia i dużo więcej śmierci. Naroznoszą ASF z krwią, może kogoś omyłkowo postrzelą. Rząd uzna, że wypełnił warunki szantażystów, więc na razie będzie miał spokój, na protestujących naśle się kolejne trolle "nie jestem myśliwym, ale" oraz "a ja lubię mięsko, mniam mniam". Człowiek znów uczyni sobie ziemię poddaną.

Przemysłowych hodowców (teraz walka idzie o wielkie chlewnie w Wielkopolsce) nie żal mi ani nic. Żal mi tych małych gospodarzy ze Wschodu, co musieli wybić stada, bo tak kazał weterynarz i zobaczyli figę. To również ofiary chorego systemu, w którym rosnąca w postępie geometrycznym eksploatacja stworzonego świata pociąga za sobą geometrycznie rosnące koszty.

Kto z Was może - niech idzie w weekend do lasu, wesprze liczne antyłowieckie ruchy (Warszawski Ruch Antyłowiecki i lokalne organizacje pokrewne, są na Śląsku, w Trójmieście, w Bydgoszczy, w Karpatach itd. itp.), i choć odrobinę ograniczy to szaleństwo. Kto nie może - niech to wszystko sobie dokładnie zapamięta, niech zanotuje, kto po której był stronie. Odłożony, zawekowany, gniew mas - nie ma takiej siły, która mu się oprze kiedyś, kiedy wybuchnie. No i przede wszystkim - przykręćcie temu systemowi tlen, ograniczając spożycie mięsa. Oni nie boją się żadnych rządów, oni się tylko Was boją, Waszych decyzji w sklepie. To, co teraz się dzieje, można przecież dopisać do rachunku za Wasze (kiedyś i moje) schabowe.

Żal mi tych dzików, które w ten weekend zapłacą za naszą chciwość (za nic innego), jak jasna cholera. Niestety nie jestem ministrem, nie mam tylu pieniędzy, nie jestem też w żadnej większości. Piszę to, by nikt nie mówił, że nie mówiłem: to co się dzieje to czyste barbarzyństwo. W przeddzień jego egzekucji chciałbym więc powiedzieć: dziku, jestem z tobą, strasznie mi wstyd za mój gatunek. Wiem, że to nie tak miało być. I wiem, że Ktoś to kiedyś naprawi.

EDIT: I zaczęło się. Powrzucałem w komentarzach linki do zdjęć z wczorajszych polowań na Podlasiu, w Wielkopolsce, Małopolsce. Wszędzie krew na śniegu, flaki, psy we krwi, buty, samochody. ASF uwolnione do przyrody na kilkanaście miesięcy. Naukowcy w swoim liście mieli 200 proc. racji - polowania na dziki to zwiększanie ryzyka, nie zmniejszanie. Poziom hejtu w komentarzach ze strony „łowczych” i świniarzy sięgnął natychmiast zenitu, oni przechodzą już samych siebie w tych bredniach o TVN, wulgaryzmach, syfie który leją mi na głowę. Znaczy, że prawda zabolała. Ja mam te ich oblegi wiadomo gdzie :), ale dobrze że kolejne tysiące ludzi czytających ten post zobaczą, jak jest. Myśliwi z tymi głupimi politykami rozpoczęli właśnie zbożne dzieło gaszenia pożaru benzyną.

Szymon Hołownia
(82)
Artykuł opublikowany za zgodą autora. Dostępny również wraz ze zdjęciami na profilu FB pod tym adresem.
- Szymon Hołownia
"https://www.facebook.com/szymonholowniaoficjalny/posts/1181878211936968"
(82)

Szymon Hołownia o dzikach

No to jeszcze raz o dzikach, bo od ostatniego wpisu na ten temat sytuacja się poznawczo rozwinęła. Przeczytałem wszystko, co w tych dniach wydało z siebie ministerstwo środowiska, PZŁ, Lasy Państwowe, rządowe gazetki, niezależne portale, profile organizacji ekologicznych, a także setki komentarzy sensownych i nie. Głowa mi puchnie, ale sporo się dowiedziałem i nauczyłem. A więc tak (będzie długie, ale warto):

1. Obecnie pole walki wygląda tak:
Z jednej strony mamy list (link wkleję w komentarzu) ponad tysiąca naukowców: biologów, przyrodników, weterynarzy (dobrze ponad stu to profesorowie, doktorów habilitowanych nie chciało mi się już liczyć), którzy piszą wyraźnie: wyrzynanie dzików przyczyni się do rozprzestrzeniania ASF, nie do jego wyhamowania. Z ASF walczy się bioasekuracją, której - według raportu NIK - nie stosowało w 74 proc. skontrolowanych gospodarstw. Ponadto - to rozwali leśny ekosystem, w którym dzik spełnia bardzo ważną rolę.

Z drugiej strony mamy: a) rząd trzęsący portkami przed potężnym mięsnym lobby i zgadzający się na każdy idiotyczny pomysł, byle mu tylko znów ktoś nie zablokował A2 albo - jak było z hodowcami futerkowych - nie obłaskawił ojca Rydzyka i nie założył portalu "informacyjnego" buntującego elektorat. Mamy ministra, który plącze się w zeznaniach, bo raz mówi, że dzików na koniec sezonu polowań (którego to sezonu de facto nie ma, gdyż zgodnie z jego własnym rozporządzeniem można dzika tłuc całorocznie), ma w Polsce zostać ok. 200 tys. dzików. Innym zaś razem jego pani wiceminister pisze, że należy populację "maksymalnie" ograniczyć, a jego służby zalecają wybicie dzików do poziomu 0,1 dzika na km kw. Co oznacza, że zostanie ich w Polsce ok. 30 tysięcy (bo Polska ma 312.000 km kw., a więc minister środowiska, jako nauczyciel matematyki z zawodu, powinien sobie wszystko łatwo wyliczyć, ale nie poradził).

b) mamy myśliwych, którzy pokazują tabelki, i mówią: "Przecież my tych dzików po dwieście tysięcy rocznie tłuczemy od paru lat, już od PO tak tłuczemy! Nagle się lewactwo obudziło! A w tym roku też ustrzelimy tyle, ile mamy w planie, 185.000, do zabicia teraz zostało nam 10 proc!" Że od czasów PO tak tłuką? Święta prawda. Tylko po co te tabelki, skoro polowania sanitarne, a takie mają być teraz w związku z ASF prowadzone, prowadzone są poza planem, bo to "interwencyjna" robota? O czym PZŁ nie wprost, choć dość jasno wspomina w ostatnim akapicie swego stanowiska? I że tu kluczowe są nie ich cuda-tabelki, a zadany przez rząd wskaźnik 0,1 i tego się - ku chwale Ojczyzny - będą trzymać?

Nasi zwolennicy kochania przyrody ołowiem coś tam niby przebąkiwali też, że się brzydzą strzelać do loch ciężarnych i prowadzących młode. Ale przecież nie będą za bardzo stawać okoniem, skoro - jak sami anonimowo mówią - po pierwsze boją się pewnego buńczucznego rolnika, który ma posłuch u ministrów i chce rozwalić im PZŁ, a zwierzynę sprywatyzować (związać prawo jej własności z ziemią. A po drugie: boją się, że jak teraz się rządowi postawią, to im rząd w 2020. nie odnowi dzierżawy obwodów łowieckich. Więc udają, że biorą sobie do serca "zalecenia" ministra Kowalczyka, by do ciężarnych loch nie strzelać i by polować tylko w sezonie, które warte są tyle, co moje "zalecenie" Donaldowi Trumpowi, żeby zmienił fryzjera: rząd nadal płaci 650 za lochę, i tyle w temacie.

2. Gdy tylko w sieci ruszyło oburzenie na zapowiadane na najbliższe trzy weekendy polowania, rządowo - myśliwsko - hodowlane lobby mięsne przegrupowało się i zaczęły się masowe "kopiuj wklej" wrzuty do mediów i na fejsa. Urocze to było, naprawdę. Ci kolesie z logo PZŁ w profilowym piszący: "Nie jestem myśliwym, ale". W ogóle zauważyłem, że to coraz bardziej popularna technika retoryczna wśród trolli: pozorna zmiana barw ("mnie to jest obojętne, ale", "jestem ekologiem, ale"; wiadomo, że wszystko co przed "ale" zawsze jest nieistotne, ale trolle nie wiedzą, że ja to wiem).

W drugiej kolejności na sieć runął argument: "A Niemcy też strzelają! I strzelają cztery razy więcej!". No supcio. Tyle, że Niemcy mają (niektórzy piszą) nawet do dziesięciu razy więcej dzików. Znów matematyka się kłania. Kłania się też konsekwencja i przyzwoitość. Bo jak Niemcy przyjmowali milion uchodźców, to te same prawicowe gazetki krzyczały: "Nie bądźmy jak Niemcy! Co nam Niemcy! Mamy swój rozum, nie oglądajmy się na Niemcy". Czyli teraz już się oglądajmy, tak? OK, oglądajmy, ale najpierw to jednak policzmy.

W trzeciej kolejności zaatakowano Brukselą. "Komisja Europejska popiera wystrzelanie dzików!". Owszem, popiera. I mówi otwarcie: przyrodę mamy w pompie, najważniejszy jest sektor mięsny. A ja pytam, gdzie byliście, nagli wyznawcy Brukseli, gdy KE krytykowała nas za brak praworządności, za demontaż sądów? Tak nagle poczuliście się synami Europy? Dławią mnie łzy wzruszenia.

Zabawne jest też to budowanie w prawicowej sieci emocjonalnej histerii, jakby ASF miało zabić nam dzieci, zjeść zwierzęta domowe i nasikać do ogródków. Pisałem w poprzednim poście - tu nie chodzi o ratowanie żadnego życia świnek (a tym bardziej ludzi, których ASF nie rusza, to nie ptasia grypa), a o to by móc je zabić za kasę, zanim choroba każe to zrobić za darmo. Trzeba za państwowe pieniądze zabić kilkaset tysięcy jednych stworzeń, żeby ktoś mógł sobie zarobić na zabiciu milionów innych stworzeń. O żadną ekologię tu nie chodzi, o żadną troskę o nic, tylko o bezpieczeństwo prywatnych zysków z mięsa.

A, i jest jeszcze kategoria sama w sobie: Magdalena Ogórek, która - to już rytuał w tych kręgach - zauważyła, że lewactwo walczy o dziki, a jest za aborcją. Czekamy na kolejne skojarzenia. Może coś o tym, że dziki to łażą przez granice, a te świnie to są polskie (tylko że to tak nie za fajnie brzmi, "polska świnia", "polski chlew", poza tym te świnie coraz częściej są u nas duńskie lub chińskie). Albo może jakoś da się to połączyć z jakimś innym publicystycznym fetyszem? Prawa LGBT? Walka z Kościołem? 100 - lecie niepodległości?

3. Co będzie? Wiadomo, co będzie. Ci biedni, uciemiężeni służbą nam wszystkim, rozdarci moralnie myśliwi, pójdą w te weekendy do las i sprawią, że w poniedziałek będzie tam dużo mniej życia i dużo więcej śmierci. Naroznoszą ASF z krwią, może kogoś omyłkowo postrzelą. Rząd uzna, że wypełnił warunki szantażystów, więc na razie będzie miał spokój, na protestujących naśle się kolejne trolle "nie jestem myśliwym, ale" oraz "a ja lubię mięsko, mniam mniam". Człowiek znów uczyni sobie ziemię poddaną.

Przemysłowych hodowców (teraz walka idzie o wielkie chlewnie w Wielkopolsce) nie żal mi ani nic. Żal mi tych małych gospodarzy ze Wschodu, co musieli wybić stada, bo tak kazał weterynarz i zobaczyli figę. To również ofiary chorego systemu, w którym rosnąca w postępie geometrycznym eksploatacja stworzonego świata pociąga za sobą geometrycznie rosnące koszty.

Kto z Was może - niech idzie w weekend do lasu, wesprze liczne antyłowieckie ruchy (Warszawski Ruch Antyłowiecki i lokalne organizacje pokrewne, są na Śląsku, w Trójmieście, w Bydgoszczy, w Karpatach itd. itp.), i choć odrobinę ograniczy to szaleństwo. Kto nie może - niech to wszystko sobie dokładnie zapamięta, niech zanotuje, kto po której był stronie. Odłożony, zawekowany, gniew mas - nie ma takiej siły, która mu się oprze kiedyś, kiedy wybuchnie. No i przede wszystkim - przykręćcie temu systemowi tlen, ograniczając spożycie mięsa. Oni nie boją się żadnych rządów, oni się tylko Was boją, Waszych decyzji w sklepie. To, co teraz się dzieje, można przecież dopisać do rachunku za Wasze (kiedyś i moje) schabowe.

Żal mi tych dzików, które w ten weekend zapłacą za naszą chciwość (za nic innego), jak jasna cholera. Niestety nie jestem ministrem, nie mam tylu pieniędzy, nie jestem też w żadnej większości. Piszę to, by nikt nie mówił, że nie mówiłem: to co się dzieje to czyste barbarzyństwo. W przeddzień jego egzekucji chciałbym więc powiedzieć: dziku, jestem z tobą, strasznie mi wstyd za mój gatunek. Wiem, że to nie tak miało być. I wiem, że Ktoś to kiedyś naprawi.

EDIT: I zaczęło się. Powrzucałem w komentarzach linki do zdjęć z wczorajszych polowań na Podlasiu, w Wielkopolsce, Małopolsce. Wszędzie krew na śniegu, flaki, psy we krwi, buty, samochody. ASF uwolnione do przyrody na kilkanaście miesięcy. Naukowcy w swoim liście mieli 200 proc. racji - polowania na dziki to zwiększanie ryzyka, nie zmniejszanie. Poziom hejtu w komentarzach ze strony „łowczych” i świniarzy sięgnął natychmiast zenitu, oni przechodzą już samych siebie w tych bredniach o TVN, wulgaryzmach, syfie który leją mi na głowę. Znaczy, że prawda zabolała. Ja mam te ich oblegi wiadomo gdzie :), ale dobrze że kolejne tysiące ludzi czytających ten post zobaczą, jak jest. Myśliwi z tymi głupimi politykami rozpoczęli właśnie zbożne dzieło gaszenia pożaru benzyną.

Szymon Hołownia
(82)
Artykuł opublikowany za zgodą autora. Dostępny również wraz ze zdjęciami na profilu FB pod tym adresem.
- Szymon Hołownia

(82)

Pobierz PDF Wydrukuj