Derby

Bieda obraziła się na Nędzę, więc mieszkańcy tej krainy ustalili, że musi się odbyć pojedynek na cepy, kłonice i maczugi.

Bieda, była to blisko spokrewniona z Niedolą arystokratka o liberalnym umaszczeniu. Nie mogła pogodzić się z faktem, że o Nędzy, pospolitej wiedźmie z marginesu, zaczyna się mówić coraz więcej. Co prawda w rankingach na popularność nadal spadało się jej co tchu, tak, że nie nadążała się podnosić, ale coraz częściej słyszało się głosy, że w następnych wyborach pokaże, ujawni i udowodni. Co mianowicie pokaże i co udowodni, nie precyzowano.

I, chwalić Boga, że ani trochę nie precyzowano, ponieważ posługiwanie się konkretami nie należało do mocnych stron obu tych pań; pod względem mataczenia niczym się nie wyróżniały. Tak czy inaczej blady strach padł na obecnych i byłych aparatczyków, bo w razie zmiany politycznych zefirków spodziewać się mogli sprawiedliwej pomsty pozostałej, jeszcze nie skorumpowanej menażerii. Na razie jednak działo się po staremu: podczas gdy Nędza rosła w siłę i wirtualny dostatek, Biedę trapiła zawiść. O Nędzy było wszędzie; media rządowe zabijały się o przeprowadzenie z nią wywiadu, a stacje radiowe pchały się do niej z uniżonymi prośbami o wystąpienie choćby w "Śniadaniu na dobranoc". Krótko mówiąc publikatory te, wyposażone w instrukcje posługiwania się dobrym słowem, organizowały przetargi na jej obecność w programie. Bieda, dotychczas niekwestionowana przodownica wszystkich tabel z nieszczęściami, omdlewała z wściekłości i ze zgrozy zaszyła się w najdalszy kąt. Moda na atrakcyjność Nędzy, zaczynała ją męczyć. Kiedy otwierała telewizor, z diabelskiego pudełka wyskakiwała skwaszona fizjonomia Nędzy w koloratce.

Czołowy poselski gemajn zajmujący się nieróbstwem oraz doradztwem finansowym dla bankrutów powiedział, że do roli sędziego najbardziej pasuje mu bliski krewniak towarzysza Głupawki, zasłużony frajer pompka z pierwszych stron toaletowego pisma. Dodał, że ma cykora, gdy pomyśli, co to będzie, jak w pojedynkowym ferworze bez pozwolenia odstrzelą sobie coś na kształt rozumu (jakby nie rzec, bohaterkami honorowej nawalanki były dwie pierwsze damy zadupia)! Oznajmił też, że w trakcie medytacji o niczym szczególnym doszedł do wniosku, iż rozgrywkę należy odbyć w atmosferze przyjaźni, a także ogólnie przyjętej niezgody. Powinna mieć oprawę propagandową, przy zabezpieczonej obecności przeszkolonego arbitra. Natomiast wynik pojedynku winien być odgórnie przesądzony i odnotowany w odpowiednich raptularzach z wszelkimi szykanami. Jak zdecydowano, tak postąpiono i przeprowadzony plebiscyt wykazał, że bijatyka jest najlepszym sposobem okazywania sympatii. A krwawa jatka połączona z pokazami latających tasaków, to CZYSTA MIŁOŚĆ.

[CC] Marek Jastrząb

Derby

Bieda obraziła się na Nędzę, więc mieszkańcy tej krainy ustalili, że musi się odbyć pojedynek na cepy, kłonice i maczugi.

Bieda, była to blisko spokrewniona z Niedolą arystokratka o liberalnym umaszczeniu. Nie mogła pogodzić się z faktem, że o Nędzy, pospolitej wiedźmie z marginesu, zaczyna się mówić coraz więcej. Co prawda w rankingach na popularność nadal spadało się jej co tchu, tak, że nie nadążała się podnosić, ale coraz częściej słyszało się głosy, że w następnych wyborach pokaże, ujawni i udowodni. Co mianowicie pokaże i co udowodni, nie precyzowano.

I, chwalić Boga, że ani trochę nie precyzowano, ponieważ posługiwanie się konkretami nie należało do mocnych stron obu tych pań; pod względem mataczenia niczym się nie wyróżniały. Tak czy inaczej blady strach padł na obecnych i byłych aparatczyków, bo w razie zmiany politycznych zefirków spodziewać się mogli sprawiedliwej pomsty pozostałej, jeszcze nie skorumpowanej menażerii. Na razie jednak działo się po staremu: podczas gdy Nędza rosła w siłę i wirtualny dostatek, Biedę trapiła zawiść. O Nędzy było wszędzie; media rządowe zabijały się o przeprowadzenie z nią wywiadu, a stacje radiowe pchały się do niej z uniżonymi prośbami o wystąpienie choćby w "Śniadaniu na dobranoc". Krótko mówiąc publikatory te, wyposażone w instrukcje posługiwania się dobrym słowem, organizowały przetargi na jej obecność w programie. Bieda, dotychczas niekwestionowana przodownica wszystkich tabel z nieszczęściami, omdlewała z wściekłości i ze zgrozy zaszyła się w najdalszy kąt. Moda na atrakcyjność Nędzy, zaczynała ją męczyć. Kiedy otwierała telewizor, z diabelskiego pudełka wyskakiwała skwaszona fizjonomia Nędzy w koloratce.

Czołowy poselski gemajn zajmujący się nieróbstwem oraz doradztwem finansowym dla bankrutów powiedział, że do roli sędziego najbardziej pasuje mu bliski krewniak towarzysza Głupawki, zasłużony frajer pompka z pierwszych stron toaletowego pisma. Dodał, że ma cykora, gdy pomyśli, co to będzie, jak w pojedynkowym ferworze bez pozwolenia odstrzelą sobie coś na kształt rozumu (jakby nie rzec, bohaterkami honorowej nawalanki były dwie pierwsze damy zadupia)! Oznajmił też, że w trakcie medytacji o niczym szczególnym doszedł do wniosku, iż rozgrywkę należy odbyć w atmosferze przyjaźni, a także ogólnie przyjętej niezgody. Powinna mieć oprawę propagandową, przy zabezpieczonej obecności przeszkolonego arbitra. Natomiast wynik pojedynku winien być odgórnie przesądzony i odnotowany w odpowiednich raptularzach z wszelkimi szykanami. Jak zdecydowano, tak postąpiono i przeprowadzony plebiscyt wykazał, że bijatyka jest najlepszym sposobem okazywania sympatii. A krwawa jatka połączona z pokazami latających tasaków, to CZYSTA MIŁOŚĆ.

[CC] Marek Jastrząb
(81)

Pobierz PDF Wydrukuj