Polaryzacja czy wielobiegunowość?

Mamy ciekawy czas w opozycji antypisowskiej; zewsząd słychać nawoływania do pierwszoplanowego pokonania PiS w wyborach parlamentarnych i odsunięcia od władzy, a później do tworzenia polskiej różnorodności politycznej, a z drugiej strony wykluwają się inicjatywy mające na celu polaryzację tej sceny i budowę alternatywy politycznej dla PiS i reszty partii politycznych już teraz. Oczywiście, to są rozbieżne społecznie strategie, ponieważ osłabiają zjednoczone uderzenie wyborcze w PiS, ale – czy ta nowa władza popisowska daje gwarancję przyzwoitości politycznej?

To pewne, że PiS straci władzę, jak odnieść się jednak do tych dwóch ścieżek politycznych, które wytypowałem? Zwolennicy własnej drogi politycznej ścierają się w mediach społecznościowych ze zwolennikami konsolidacji antypisowskiej, podobno kraj idzie w ruinę, a społeczeństwo doświadcza nowego podziału na opozycji. Z tą ruiną, to inny temat, na osobny post, bo nie jestem taki przekonany. Nie same struktury państwa decydują, czy nawet gospodarka, ale również wola, umysły i umiejętności ludzkie.

Przyznam się, że moje postrzeganie tej sytuacji jest patowe, bo i jedni i drudzy mają swoje racje, a i jednych, i drugich nie omijają zagrożenia.

Najpierw o samodzielnej drodze politycznej już teraz, której sztandarowym przykładem jest Robert Biedroń , a również – niestety nie ojciec Rydzyk wspierający narodowców, których guru chce zostać Marek Jakubiak.

Uczmy się od najlepszych! Taką drogą poszli w przeszłości założyciele Platformy Obywatelskiej: Donald Tusk, który przegrał przywództwo w Unii Wolności, Maciej Płażyński, który opuścił rządzący Ruch Społeczny AWS i Andrzej Olechowski, który – jako kandydat niezależny zajął drugie miejsce w wyborach prezydenckich. Plafforma nawiązała wtedy bezpośrednią współpracę ze Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym Jana Rokity i Bronisława Komorowskiego. Widzicie, co tu się dzieje? Tygiel polityczny od prawa do lewa, taka partia różnych poglądów nazywa się ugrupowaniem aideologicznym. Były tam reprezentowane poglądy głównie chrześcijańsko-demokratyczne, konserwatywno-liberalne, socjalliberalne, a nawet lewicowe. Co ich spajało? Niezadowolenie. I to z różnych powodów. Chcieli nowego rozdania władzy i to osiągnęli, startując od razu w gorsecie jednopartyjnym.

Już przed wyborami samorządowymi 2002 roku, Platforma zawarła porozumienie z PiS w sprawie tak zwanego POPiS. Od początku nie chodziło o barwy polityczne, tylko o władzę i to wszystkim uczestnikom walki „politycznej”. Jak wiemy POPiS zakończył się rozejściem stron i wieloletnią ich walką o dominację w Polsce.

Przykład Platformy dobitnie pokazuje, że nowopowstała partia, nawet bez ukierunkowanej ideologii politycznej, ale z hasłami nowego otwarcia (tak samo zdobył władzę PiS) może zdobyć władzę i być społecznie atrakcyjną, lecz wyłącznie przez pewien czas. Tym hasłem w Platformie było przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, wtedy cel dla Polaków niezwykle atrakcyjny, po peerelowskim zniewoleniu; Europa była w naszym zasięgu, a rządzące SLD, choć wprowadzało nas do Unii, było uwikłane w afery i spalone wyborczo. PO wydawała się światłem przyszłości, choć na jej twórców wylały się hektolitry ówczesnego hejtu.

Pamiętajmy, że walka o władzę z ustępującym SLD nie zrujnowała gospodarki, ani nie zmieniła polskiej racji stanu. Politycy się tłukli, a Polska się rozwijała.

PiS zmienił wszystko, obejmując władzę i wykorzystując konflikt POPiSowski w 2005 roku. To partia radykalnych demolek, partia politycznych radykałów, a tacy – po pierwszej euforii wyborczej, stają się niebezpieczni. To niebezpieczeństwo skonsolidowało wyborców po stronie PO, chociaż niekoniecznie ta partia cieszyła się ich sympatią – wybrano niejednokrotnie mniejsze zło. Od tego czasu wybór mniejszego zła, pozwolił PO rządzić latami, na zasadzie politycznej polaryzacji z PiS. Jedna partia potrzebowała drugiej do przeżycia politycznego.

I tu się właśnie zastanawiam, czy nie lepszym rozwiązaniem dla społeczeństwa demokratycznego jest boleśniejsze jednak, ale przerwanie tej POPiSowskiej, nieformalnej koalicji? Czy – zamiast najpierw odsunąć PiS od władzy, co będzie decydującą zasługą ponownie Platformy, postawić na trzecią, a może i dopuścić czwartą siłę?

Dlaczego nie miałby, na przykład, wykonać partyjne otwarcie Robert Biedroń, przejmując rozproszony lewicowy elektorat, częściowo ze skłóconych partii i stowarzyszeń lewicowych, z niegłosującej części polskiego elektoratu, ze środowisk laickich i mniejszości społecznych? Nawet z Platformy? Dlaczego nie miałby Marek Jakubiak ucywilizować prawej strony politycznej i połączyć ruchy narodowe w kontrze do PiS? Dlaczego nie pozwolić na


wielobiegunowość polityczną w polskiej demokracji, która jest najzdrowsza? Dlaczego jedni nie mają pilnować drugich, bez swoistego politycznego bliźniactwa POPiSu?

Warunkiem takiej wartościowej wielopartyjności byłoby obniżenie progu wyborczego do Sejmu, rezygnacja narodowców z faszyzowania i symboliki nazistowskiej, a również wzajemna tolerancja polityczna oparta na etyce komunikacji, co PiS kompletnie zrujnował i co również wymaga odbudowy.

Jeżeli, moi drodzy, wyobrażacie sobie znowu scenę polityczną wyłącznie „naszą” i bez prawej strony, to jesteście w błędzie; nastąpi nieuniknione znarowienie każdego nowego władcy absolutnego. Jedni muszą klinczować drugich z szacunkiem dla polskiej racji stanu i konstytucji. I wymieniać się przy sterze władzy.

Jedna sprawa pozostaje do załatwienia – moim zdaniem – i to bez względu na sympatie: należy wypowiedzieć konkordat i opodatkować dobrowolnie wiernych na swoje kościoły. Państwo narodowców, czy lewicowców, Biedronia, czy Tuska musi być świeckie i europejskie. Tylko wtedy przetrwamy w gronie społeczności wolnego świata.

Jak pisałem, sam się zastanawiam nad tym, co tu napisałem, ale zacząłem powoli dojrzewać w postrzeganiu pryncypiów społecznych, w poszanowaniu cudzych poglądów i w kwestii prawdziwych celów polityków. Mam nadzieję, że nauka nie pójdzie w las. Tak więc powodzenia - lewicowcy, liberałowie i narodowi prawicowcy w walce z PiS o nową Polskę. Wszyscy jesteście potrzebni w dojrzałej demokracji.

[CC] Wojtek Chmieliński

Polaryzacja czy wielobiegunowość?

Mamy ciekawy czas w opozycji antypisowskiej; zewsząd słychać nawoływania do pierwszoplanowego pokonania PiS w wyborach parlamentarnych i odsunięcia od władzy, a później do tworzenia polskiej różnorodności politycznej, a z drugiej strony wykluwają się inicjatywy mające na celu polaryzację tej sceny i budowę alternatywy politycznej dla PiS i reszty partii politycznych już teraz. Oczywiście, to są rozbieżne społecznie strategie, ponieważ osłabiają zjednoczone uderzenie wyborcze w PiS, ale – czy ta nowa władza popisowska daje gwarancję przyzwoitości politycznej?

To pewne, że PiS straci władzę, jak odnieść się jednak do tych dwóch ścieżek politycznych, które wytypowałem? Zwolennicy własnej drogi politycznej ścierają się w mediach społecznościowych ze zwolennikami konsolidacji antypisowskiej, podobno kraj idzie w ruinę, a społeczeństwo doświadcza nowego podziału na opozycji. Z tą ruiną, to inny temat, na osobny post, bo nie jestem taki przekonany. Nie same struktury państwa decydują, czy nawet gospodarka, ale również wola, umysły i umiejętności ludzkie.

Przyznam się, że moje postrzeganie tej sytuacji jest patowe, bo i jedni i drudzy mają swoje racje, a i jednych, i drugich nie omijają zagrożenia.

Najpierw o samodzielnej drodze politycznej już teraz, której sztandarowym przykładem jest Robert Biedroń , a również – niestety nie ojciec Rydzyk wspierający narodowców, których guru chce zostać Marek Jakubiak.

Uczmy się od najlepszych! Taką drogą poszli w przeszłości założyciele Platformy Obywatelskiej: Donald Tusk, który przegrał przywództwo w Unii Wolności, Maciej Płażyński, który opuścił rządzący Ruch Społeczny AWS i Andrzej Olechowski, który – jako kandydat niezależny zajął drugie miejsce w wyborach prezydenckich. Plafforma nawiązała wtedy bezpośrednią współpracę ze Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym Jana Rokity i Bronisława Komorowskiego. Widzicie, co tu się dzieje? Tygiel polityczny od prawa do lewa, taka partia różnych poglądów nazywa się ugrupowaniem aideologicznym. Były tam reprezentowane poglądy głównie chrześcijańsko-demokratyczne, konserwatywno-liberalne, socjalliberalne, a nawet lewicowe. Co ich spajało? Niezadowolenie. I to z różnych powodów. Chcieli nowego rozdania władzy i to osiągnęli, startując od razu w gorsecie jednopartyjnym.

Już przed wyborami samorządowymi 2002 roku, Platforma zawarła porozumienie z PiS w sprawie tak zwanego POPiS. Od początku nie chodziło o barwy polityczne, tylko o władzę i to wszystkim uczestnikom walki „politycznej”. Jak wiemy POPiS zakończył się rozejściem stron i wieloletnią ich walką o dominację w Polsce.

Przykład Platformy dobitnie pokazuje, że nowopowstała partia, nawet bez ukierunkowanej ideologii politycznej, ale z hasłami nowego otwarcia (tak samo zdobył władzę PiS) może zdobyć władzę i być społecznie atrakcyjną, lecz wyłącznie przez pewien czas. Tym hasłem w Platformie było przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, wtedy cel dla Polaków niezwykle atrakcyjny, po peerelowskim zniewoleniu; Europa była w naszym zasięgu, a rządzące SLD, choć wprowadzało nas do Unii, było uwikłane w afery i spalone wyborczo. PO wydawała się światłem przyszłości, choć na jej twórców wylały się hektolitry ówczesnego hejtu.

Pamiętajmy, że walka o władzę z ustępującym SLD nie zrujnowała gospodarki, ani nie zmieniła polskiej racji stanu. Politycy się tłukli, a Polska się rozwijała.

PiS zmienił wszystko, obejmując władzę i wykorzystując konflikt POPiSowski w 2005 roku. To partia radykalnych demolek, partia politycznych radykałów, a tacy – po pierwszej euforii wyborczej, stają się niebezpieczni. To niebezpieczeństwo skonsolidowało wyborców po stronie PO, chociaż niekoniecznie ta partia cieszyła się ich sympatią – wybrano niejednokrotnie mniejsze zło. Od tego czasu wybór mniejszego zła, pozwolił PO rządzić latami, na zasadzie politycznej polaryzacji z PiS. Jedna partia potrzebowała drugiej do przeżycia politycznego.

I tu się właśnie zastanawiam, czy nie lepszym rozwiązaniem dla społeczeństwa demokratycznego jest boleśniejsze jednak, ale przerwanie tej POPiSowskiej, nieformalnej koalicji? Czy – zamiast najpierw odsunąć PiS od władzy, co będzie decydującą zasługą ponownie Platformy, postawić na trzecią, a może i dopuścić czwartą siłę?

Dlaczego nie miałby, na przykład, wykonać partyjne otwarcie Robert Biedroń, przejmując rozproszony lewicowy elektorat, częściowo ze skłóconych partii i stowarzyszeń lewicowych, z niegłosującej części polskiego elektoratu, ze środowisk laickich i mniejszości społecznych? Nawet z Platformy? Dlaczego nie miałby Marek Jakubiak ucywilizować prawej strony politycznej i połączyć ruchy narodowe w kontrze do PiS? Dlaczego nie pozwolić na wielobiegunowość polityczną w polskiej demokracji, która jest najzdrowsza? Dlaczego jedni nie mają pilnować drugich, bez swoistego politycznego bliźniactwa POPiSu?

Warunkiem takiej wartościowej wielopartyjności byłoby obniżenie progu wyborczego do Sejmu, rezygnacja narodowców z faszyzowania i symboliki nazistowskiej, a również wzajemna tolerancja polityczna oparta na etyce komunikacji, co PiS kompletnie zrujnował i co również wymaga odbudowy.

Jeżeli, moi drodzy, wyobrażacie sobie znowu scenę polityczną wyłącznie „naszą” i bez prawej strony, to jesteście w błędzie; nastąpi nieuniknione znarowienie każdego nowego władcy absolutnego. Jedni muszą klinczować drugich z szacunkiem dla polskiej racji stanu i konstytucji. I wymieniać się przy sterze władzy.

Jedna sprawa pozostaje do załatwienia – moim zdaniem – i to bez względu na sympatie: należy wypowiedzieć konkordat i opodatkować dobrowolnie wiernych na swoje kościoły. Państwo narodowców, czy lewicowców, Biedronia, czy Tuska musi być świeckie i europejskie. Tylko wtedy przetrwamy w gronie społeczności wolnego świata.

Jak pisałem, sam się zastanawiam nad tym, co tu napisałem, ale zacząłem powoli dojrzewać w postrzeganiu pryncypiów społecznych, w poszanowaniu cudzych poglądów i w kwestii prawdziwych celów polityków. Mam nadzieję, że nauka nie pójdzie w las. Tak więc powodzenia - lewicowcy, liberałowie i narodowi prawicowcy w walce z PiS o nową Polskę. Wszyscy jesteście potrzebni w dojrzałej demokracji.

[CC] Wojtek Chmieliński
(68)

Pobierz PDF Wydrukuj