Etap II: Wybory do Europarlamentu

Wybory do Europarlamentu. Próg wyborczy 5%. Podział mandatów metodą d'Hondta w skali całego kraju, nie zaś okręgu.

Fakt, że podział mandatów odbywa się w skali kraju czyni faktycznie Polskę jednym okręgiem wyborczym. W ten sposób wybory są najbardziej proporcjonalne ze wszystkich, chociaż metoda d'Hondta także preferuje największe ugrupowanie, jednak w mniejszym stopniu, niż ma to miejsce w mniejszych okręgach, jakie są w np. w wyborach do sejmików, gdzie największy okręg obejmował 11 mandatów (okręg nr 7 do sejmiku mazowieckiego). W 2014 r. było 51 mandatów do podziału. Frekwencja 23,83%. Próg przekroczyło 5 komitetów, które razem zebrały: 87,3%, co oznacza, że 12,7% wyborców zebrały partie poniżej progu. A teraz pokazanie różnic:

Wyniki wyborów samorządowych:

PO - 32,13% głosów i 19 mandatów (realny wynik - 37,25% mandatów);
PIS - 31,78% i 19 mandatów (realnie - 37,25%);
SLD - UP - 9,44% i 5 mandatów (realny wynik - 9,80%);
Nowa Prawica - 7,15% i 4 mandaty (realny wynik - 7,84%);
PSL - 6,8% i 4 mandaty (realny wynik - 7,84%).
W konsekwencji należy stwierdzić, że 5 komitetów ponad progiem podzieliły się dość proporcjonalnie do własnego wyniku głosami tych komitetów, które progu 5% nie przekroczyły.

Gdyby te wyniki wprost ekstrapolować na przyszłe wybory do Europarlamentu to otrzymalibyśmy:

Wyniki do Europarlamentu wg mandatów wyglądałyby następująco przy powyższych założeniach: PIS - 20 mandatów;
Koalicja - 15 mandatów;
PSL - 7 mandatów;
SLD - 3;
Kukiz - 3;
Bezpartyjni - 3.

Ale to tylko zabawa. Frekwencja będzie niższa, Bezpartyjni raczej nie będą kandydować, PSL - zwykle ma niższe wskaźniki w innych wyborach niż samorządowe, pojawi się partia Biedronia, przy rozpadzie w Kukiz taki komitet może nie przekroczyć progu. Jednak wszystko może jeszcze zupełnie inaczej się potoczyć.

[CC] Jarosław Górski

Etap II: Wybory do Europarlamentu

Wybory do Europarlamentu. Próg wyborczy 5%. Podział mandatów metodą d'Hondta w skali całego kraju, nie zaś okręgu.

Fakt, że podział mandatów odbywa się w skali kraju czyni faktycznie Polskę jednym okręgiem wyborczym. W ten sposób wybory są najbardziej proporcjonalne ze wszystkich, chociaż metoda d'Hondta także preferuje największe ugrupowanie, jednak w mniejszym stopniu, niż ma to miejsce w mniejszych okręgach, jakie są w np. w wyborach do sejmików, gdzie największy okręg obejmował 11 mandatów (okręg nr 7 do sejmiku mazowieckiego). W 2014 r. było 51 mandatów do podziału. Frekwencja 23,83%. Próg przekroczyło 5 komitetów, które razem zebrały: 87,3%, co oznacza, że 12,7% wyborców zebrały partie poniżej progu. A teraz pokazanie różnic:

Wyniki wyborów samorządowych:

PO - 32,13% głosów i 19 mandatów (realny wynik - 37,25% mandatów);
PIS - 31,78% i 19 mandatów (realnie - 37,25%);
SLD - UP - 9,44% i 5 mandatów (realny wynik - 9,80%);
Nowa Prawica - 7,15% i 4 mandaty (realny wynik - 7,84%);
PSL - 6,8% i 4 mandaty (realny wynik - 7,84%).
W konsekwencji należy stwierdzić, że 5 komitetów ponad progiem podzieliły się dość proporcjonalnie do własnego wyniku głosami tych komitetów, które progu 5% nie przekroczyły.

Gdyby te wyniki wprost ekstrapolować na przyszłe wybory do Europarlamentu to otrzymalibyśmy:

Wyniki do Europarlamentu wg mandatów wyglądałyby następująco przy powyższych założeniach: PIS - 20 mandatów;
Koalicja - 15 mandatów;
PSL - 7 mandatów;
SLD - 3;
Kukiz - 3;
Bezpartyjni - 3.

Ale to tylko zabawa. Frekwencja będzie niższa, Bezpartyjni raczej nie będą kandydować, PSL - zwykle ma niższe wskaźniki w innych wyborach niż samorządowe, pojawi się partia Biedronia, przy rozpadzie w Kukiz taki komitet może nie przekroczyć progu. Jednak wszystko może jeszcze zupełnie inaczej się potoczyć.

[CC] Jarosław Górski
(64)

Pobierz PDF Wydrukuj