Polityczna gorączka, a pilot nie żyje

10 listopada, w dzień kolejnej miesięcznicy smoleńskiej zostanie odsłonięty pomnik samobójczego prezydenta, którzy przyczynił się do śmierci 95 innych osób. Pewnie dlatego pochowano go na Wawelu w krypcie Marszałka oraz zrobiono mu piękny nagrobek, który przyćmił trumnę dotychczasowego gospodarza tego miejsca.

Pomnik tego bohaterskiego "męża stanu" powstanie przy placu zajętym przez władzę PiS-u do celów obronnych, obok pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego, tylko wykonuje się go jako bardziej okazały.

Teraz wszyscy są w stanie zobaczyć, kto tu jest ważniejszym bohaterem narodowym.

Tymczasem wraz z powrotem do władzy PiS-u wróciły standardy bałaganu, który zagrażają życiu pilotów wojskowych.

Mój kolega Wojtek Chmieliński opisuje okoliczności śmierci pilota por Krzysztofa Sobańskiego:

"Pisowska „dobra zmiana” okazała się złą zmianą dla polskich pilotów wojskowych. Po serii katastrof, z których ta - pod Pasłękiem, jest najbardziej spektakularna, piloci nie chcą latać na samolotach produkcji rosyjskiej. Pod Pasłękiem zginął 33 letni pilot. Ppłk Tomasz Łyżwa, jeden z pierwszych pilotów przeszkolonych na F-16 poinformował – zagłówek fotela lotniczego K-36, urwał mu połowę głowy. Oczywiście sprawa, jak i inne, zamiatana jest pod dywan.

W czym rzecz?
W tym, że fotel K-36 nie jest tym, który zaprojektował producent rosyjski. Samoloty MIG-29 i SU-22 mają ten sam fotel, jednak serwisują ten rosyjski sprzęt Wojskowe Zakłady Lotnicze nr. 2 w Bydgoszczy, pod skrzydłami MON. Wiadomo … części zamiennych nie ma, bo samoloty rosyjskie, czyli dzisiejszego wroga. No – to droga na skróty, czyli nieautoryzowane przez Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych „wynalazki”, jak zamiennik pierścienia odpowiedzialnego za odpalenie spadochronu w zagłówku fotela. Oczywiście – oficjalnie certyfikat jest, tylko nikt go nie widział, a Instytut zapiera się, że fotel do badań dostarczono dopiero po katastrofie w Pasłęku i nie wszystkie testy były udane, a w zaleceniach naukowcy napisali, że ...zalecają wymianę pierścieni w fotelach(!).

Ten stan niskiej kultury technicznej, arogancji i ignorancji proceduralnej, oraz braku empatii do innego człowieka, którego naraża się na utratę życia, nazywa się już od Smoleńska -TUPOLEWIZMEM.

Przez dziesięć miesięcy było pięć katastrof lotniczych: śmigłowiec W-3 spłonął na ćwiczeniach NATO we Włoszech, potem „wypadek” SW-4 w Dęblinie, MIG w lesie ściął drzewa i ta najtragiczniejsza katastrofa pod Pasłękiem. Jest ofiara śmiertelna – pilot, a pisowcy nic sobie z tego nie robią – miotła „dobrej zmiany” zamiata wszystko.

Ppłk Tomasz Łyżwa poinformował, że porucznik zginął od tupolewizmu; po wystrzeleniu fotela, gazy prochowe z pironaboju nie uruchomiły sekwencji odcięcia pasów i otwarcia spadochronu pilotowi, lecz skumulowały się w zagłówku, i go rozerwały, rozrywając również głowę pilota. Pierścień odpowiedzialny za to – wytrzymał, gdyż był prawdopodobnie trzykrotnie bardziej wytrzymały, niż zalecał producent rosyjski (jak twierdzą inni piloci). por. Krzysztof Sobański był zapięty w fotelu 200 m od wraku samolotu i martwy – spadochron się nie otworzył."

[CC] Adam Mazguła
(63)

Polityczna gorączka, a pilot nie żyje

10 listopada, w dzień kolejnej miesięcznicy smoleńskiej zostanie odsłonięty pomnik samobójczego prezydenta, którzy przyczynił się do śmierci 95 innych osób. Pewnie dlatego pochowano go na Wawelu w krypcie Marszałka oraz zrobiono mu piękny nagrobek, który przyćmił trumnę dotychczasowego gospodarza tego miejsca.

Pomnik tego bohaterskiego "męża stanu" powstanie przy placu zajętym przez władzę PiS-u do celów obronnych, obok pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego, tylko wykonuje się go jako bardziej okazały.

Teraz wszyscy są w stanie zobaczyć, kto tu jest ważniejszym bohaterem narodowym.

Tymczasem wraz z powrotem do władzy PiS-u wróciły standardy bałaganu, który zagrażają życiu pilotów wojskowych.

Mój kolega Wojtek Chmieliński opisuje okoliczności śmierci pilota por Krzysztofa Sobańskiego:

"Pisowska „dobra zmiana” okazała się złą zmianą dla polskich pilotów wojskowych. Po serii katastrof, z których ta - pod Pasłękiem, jest najbardziej spektakularna, piloci nie chcą latać na samolotach produkcji rosyjskiej. Pod Pasłękiem zginął 33 letni pilot. Ppłk Tomasz Łyżwa, jeden z pierwszych pilotów przeszkolonych na F-16 poinformował – zagłówek fotela lotniczego K-36, urwał mu połowę głowy. Oczywiście sprawa, jak i inne, zamiatana jest pod dywan.

W czym rzecz?
W tym, że fotel K-36 nie jest tym, który zaprojektował producent rosyjski. Samoloty MIG-29 i SU-22 mają ten sam fotel, jednak serwisują ten rosyjski sprzęt Wojskowe Zakłady Lotnicze nr. 2 w Bydgoszczy, pod skrzydłami MON. Wiadomo … części zamiennych nie ma, bo samoloty rosyjskie, czyli dzisiejszego wroga. No – to droga na skróty, czyli nieautoryzowane przez Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych „wynalazki”, jak zamiennik pierścienia odpowiedzialnego za odpalenie spadochronu w zagłówku fotela. Oczywiście – oficjalnie certyfikat jest, tylko nikt go nie widział, a Instytut zapiera się, że fotel do badań dostarczono dopiero po katastrofie w Pasłęku i nie wszystkie testy były udane, a w zaleceniach naukowcy napisali, że ...zalecają wymianę pierścieni w fotelach(!).

Ten stan niskiej kultury technicznej, arogancji i ignorancji proceduralnej, oraz braku empatii do innego człowieka, którego naraża się na utratę życia, nazywa się już od Smoleńska -TUPOLEWIZMEM.

Przez dziesięć miesięcy było pięć katastrof lotniczych: śmigłowiec W-3 spłonął na ćwiczeniach NATO we Włoszech, potem „wypadek” SW-4 w Dęblinie, MIG w lesie ściął drzewa i ta najtragiczniejsza katastrofa pod Pasłękiem. Jest ofiara śmiertelna – pilot, a pisowcy nic sobie z tego nie robią – miotła „dobrej zmiany” zamiata wszystko.

Ppłk Tomasz Łyżwa poinformował, że porucznik zginął od tupolewizmu; po wystrzeleniu fotela, gazy prochowe z pironaboju nie uruchomiły sekwencji odcięcia pasów i otwarcia spadochronu pilotowi, lecz skumulowały się w zagłówku, i go rozerwały, rozrywając również głowę pilota. Pierścień odpowiedzialny za to – wytrzymał, gdyż był prawdopodobnie trzykrotnie bardziej wytrzymały, niż zalecał producent rosyjski (jak twierdzą inni piloci). por. Krzysztof Sobański był zapięty w fotelu 200 m od wraku samolotu i martwy – spadochron się nie otworzył."

[CC] Adam Mazguła
(63)

Pobierz PDF Wydrukuj