Casting na geniusza

Platon, Plotyn, co za różnica? Kogo to teraz obchodzi? Kiedyś po zakutych łbach kursowało dumne powiedzenie: "nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera". Nie trzeba było długo czekać, by ukuto następną mądrość: "śpiewać każdy może". Zabawną piosenkę w wykonaniu Jerzego Sthura zaczęto jednak traktować nazbyt poważnie i razem z upływem czasu, mądrość ta stała się nakazem cherlawego ducha naszej transformacji.

W dzisiejszych, każdy może być kim chce. Nie ma barier, hamulców, wszystko jest dozwolone, wszyscy są cudowni, obdarzeni potencjałem i charyzmą, diamentowi, twórczy, niepowtarzalni jak cep. Każdy może być autorytetem, guru, ekspertem.

Słuszne zatem wydaje się stwierdzenie: "rzeczy nieosiągalnych nie ma". Dla chcącego, nic trudnego, geniuszem może być pierwszy lepszy z ulicy, byle by miał w sobie ikrę, dysponował cwanym umysłem i miał smykałkę do niefrasobliwego życia, gdyż są to nieodzowne warunki osiągnięcia sławy, pozycji, majątku. Proszę zauważyć, że o pracy nie ma tu ani słowa. Ma być łatwo, lekko i przyjemnie.

*

Nagle okazało się, że nie ma miernot, zakompleksionych nieudaczników i w myśl piosenkowego stwierdzenia o tym, że śpiewać każdy może, namnożyło się sporo gulgoczących trąb. Za grosz słuchu, podgardlany chryp przypominający astmatyczną wronę, ale cóż za pretensje, ambicje, apetyty!

Byleby zaistnieć, wyrwać się z niebytu i dać upojny głos; nawet za cenę śmieszności, nawet kosztem zrobienia z siebie błazna, zaprzedadzą duszę, by mieć szansę wystąpienia przed szerszą publicznością.

Dlaczego, gdy owi chórzyści zaśpiewają u cioci na imieninach bezzębnymi falsetami lub wydrą się w łazience, to od razu myślą, że są co najmniej Kiepury? Czemu też roją sobie o Józefowiczach padających przed nimi na kolana i ustawiają się do nich w czołobitnej kolejce po autograf? Z jakiego powodu męczy ich pokuśna wizja nieustannych wywiadów, las wyciągniętych rąk z mikrofonami, a w snach jawią im się telewizyjne kanapy u jakiegoś miszcza?

Kiedy zachodzę w głowę, jaka jest tego przyczyna, zaczynam rozmyślać nad brakiem samokrytycyzmu. Skali porównawczej. I zastanawiam się, dlaczego większość z nas nie potrafi krytycznie oceniać swoich umiejętności. Konfrontować z możliwościami lepszych.

Dlaczego mamy same perły i ani jednego wieprza? Miliardy Bergmanów, zwały Koperników, Einsteinów na pęczki, Leonardów od groma? Co drugi piśmienny jest poetą większym od Mickiewicza, a co drugi daltonista zna się na kolorach lepiej niż Van Gogh. Tekściarzy lepszych od Bułhakowa posiadamy do oporu. Cóż wielkiego upichcić Pana Tadeusza, jaka sztuka zabębnić kiej Chopin, sprokurować nowe Dziady, machnąć Wielką Improwizację?

Jak lustereczko Stendhala samozwańczy artyści kręcą się po lada ulicy i odzwierciedlają rzeczywistość. Karłowatą, wyzutą z blasku, piękną inaczej, postrzeganą na miarę minimalnych doświadczeń.

Od niechcenia, bez wysiłku, z dezynwolturą ocierającą się o prymitywizm rzucają w przestrzeń płody swoich spartańskich myśli. Piszą ody, elegie i inwokacje zapominając, że wszelka twórczość wymaga morderczej harówy, a majstersztyk nie powstaje bez intelektualnego przygotowania.



[CC] Marek Jastrząb

Casting na geniusza

Platon, Plotyn, co za różnica? Kogo to teraz obchodzi? Kiedyś po zakutych łbach kursowało dumne powiedzenie: "nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera". Nie trzeba było długo czekać, by ukuto następną mądrość: "śpiewać każdy może". Zabawną piosenkę w wykonaniu Jerzego Sthura zaczęto jednak traktować nazbyt poważnie i razem z upływem czasu, mądrość ta stała się nakazem cherlawego ducha naszej transformacji.

W dzisiejszych, każdy może być kim chce. Nie ma barier, hamulców, wszystko jest dozwolone, wszyscy są cudowni, obdarzeni potencjałem i charyzmą, diamentowi, twórczy, niepowtarzalni jak cep. Każdy może być autorytetem, guru, ekspertem.

Słuszne zatem wydaje się stwierdzenie: "rzeczy nieosiągalnych nie ma". Dla chcącego, nic trudnego, geniuszem może być pierwszy lepszy z ulicy, byle by miał w sobie ikrę, dysponował cwanym umysłem i miał smykałkę do niefrasobliwego życia, gdyż są to nieodzowne warunki osiągnięcia sławy, pozycji, majątku. Proszę zauważyć, że o pracy nie ma tu ani słowa. Ma być łatwo, lekko i przyjemnie.

*

Nagle okazało się, że nie ma miernot, zakompleksionych nieudaczników i w myśl piosenkowego stwierdzenia o tym, że śpiewać każdy może, namnożyło się sporo gulgoczących trąb. Za grosz słuchu, podgardlany chryp przypominający astmatyczną wronę, ale cóż za pretensje, ambicje, apetyty!

Byleby zaistnieć, wyrwać się z niebytu i dać upojny głos; nawet za cenę śmieszności, nawet kosztem zrobienia z siebie błazna, zaprzedadzą duszę, by mieć szansę wystąpienia przed szerszą publicznością.

Dlaczego, gdy owi chórzyści zaśpiewają u cioci na imieninach bezzębnymi falsetami lub wydrą się w łazience, to od razu myślą, że są co najmniej Kiepury? Czemu też roją sobie o Józefowiczach padających przed nimi na kolana i ustawiają się do nich w czołobitnej kolejce po autograf? Z jakiego powodu męczy ich pokuśna wizja nieustannych wywiadów, las wyciągniętych rąk z mikrofonami, a w snach jawią im się telewizyjne kanapy u jakiegoś miszcza?

Kiedy zachodzę w głowę, jaka jest tego przyczyna, zaczynam rozmyślać nad brakiem samokrytycyzmu. Skali porównawczej. I zastanawiam się, dlaczego większość z nas nie potrafi krytycznie oceniać swoich umiejętności. Konfrontować z możliwościami lepszych.

Dlaczego mamy same perły i ani jednego wieprza? Miliardy Bergmanów, zwały Koperników, Einsteinów na pęczki, Leonardów od groma? Co drugi piśmienny jest poetą większym od Mickiewicza, a co drugi daltonista zna się na kolorach lepiej niż Van Gogh. Tekściarzy lepszych od Bułhakowa posiadamy do oporu. Cóż wielkiego upichcić Pana Tadeusza, jaka sztuka zabębnić kiej Chopin, sprokurować nowe Dziady, machnąć Wielką Improwizację?

Jak lustereczko Stendhala samozwańczy artyści kręcą się po lada ulicy i odzwierciedlają rzeczywistość. Karłowatą, wyzutą z blasku, piękną inaczej, postrzeganą na miarę minimalnych doświadczeń.

Od niechcenia, bez wysiłku, z dezynwolturą ocierającą się o prymitywizm rzucają w przestrzeń płody swoich spartańskich myśli. Piszą ody, elegie i inwokacje zapominając, że wszelka twórczość wymaga morderczej harówy, a majstersztyk nie powstaje bez intelektualnego przygotowania.

[CC] Marek Jastrząb
(56)

Pobierz PDF Wydrukuj