Czy poseł musi słuchać swoich wyborców?

Odnośnie sytuacji polskiej z ogromnym bólem należy stwierdzić, że właściwie Kaczyński działa w sposób prawnie umocowany. Wynika to wprost z Konstytucji, która w art. 104 ust. 1 mówi: "Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców". My jako obywatele jesteśmy potrzebni przyszłym posłom jedynie w momencie wyborów. Gdy już są wybrani instrukcje wyborców, obietnice przedwyborcze, apele wyborców czy kogokolwiek innego itd. - nie wiążą ich. To jest tzw. mandat wolny, w odróżnieniu od mandatu imperatywnego. Więc na tym gruncie jestem także daleki od twierdzenia, że Kaczyńskiemu można by - jak niektórzy by chcieli - postawić zarzut, że się czemuś tam sprzeniewierzył, że obiecywał inaczej. Konstytucja - niestety - na to pozwala.

Mówi się, że posłowie powinni być uczciwi. Pełna zgoda, ale uczciwość to jest kategoria moralna, a nie prawna. Kategorią prawną i to wywiedzioną wprost z aktu o najwyższej mocy prawnej jest norma art. 104 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej: "Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców." Zwłaszcza zdanie drugie tego przepisu pozostawia ogromne pole dla samowoli posłów, gdyż często oznacza pełnomocnictwo, prawo rządzenia wybranego reprezentanta w imieniu osób, które go wybrały, w sposób zupełnie odmienny od ich wyobrażeń. Poseł tak wybrany, zgodnie z doktryną, kieruje się wyłącznie własnymi opiniami i sądami. Jest zupełnie niezależny i nieodwołalny przez wyborców. Doktryna prawa konstytucyjnego naucza, iż poseł powinien co prawda liczyć się z głosami swoich wyborców, natomiast nie można tego absolutnie traktować w kategoriach obowiązku, tym bardziej obowiązku prawnego. Tak samo wypowiedział się TK w 2010 r. Mandat wolny, jak już wspomnieliśmy, cechuje się także niezależnością, przez którą rozumie się brak prawnych instrumentów pozwalających narzucić przedstawicielowi

sposób i treść jego sprawowania. Mowa tu więc o realizacji praw i obowiązków deputowanego w działalności parlamentarnej, do których można zaliczyć: wystąpienia i głosowania parlamentarne oraz zakaz ograniczania ich swobody w ustalaniu priorytetów, interesów i wartości, którym w swej działalności parlamentarnej udzielać on będzie poparcia. Wszelkich innych niż referendum przejawów woli wyborców nie można traktować jako wiążących pod względem prawnym. Drugi aspekt, tj. przedmiotowy, przejawia się brakiem możliwości formułowania jakichkolwiek instrukcji czy nakazów, które miałyby postać prawnie wiążącą.

Przy analizie mandatu wolnego należy wspomnieć o trzecim jego elemencie – zasadzie nieodwołalności. Wyraża się ona w zakazie odwołania deputowanego w trakcie kadencji zarówno przez wyborców, jak i przez organy państwowe, w tym zakazie wykluczenia go ze składu izby przez sam parlament z przyczyn związanych z polityczną oceną sprawowania mandatu przedstawicielskiego przez parlamentarzystę.

Z pewnością w rzeczywistości polskiej mandat imperatywny byłby lepszym rozwiązaniem. W takiej sytuacji poseł musi wykonywać zalecenia wyborców. Można go odwołać, gdy nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Mandat imperatywny występował np. w polskim Sejmie w czasach demokracji szlacheckiej. Niestety zrezygnowano z niego.

[CC] Mec. Przemysław Leszek Lis

Czy poseł musi słuchać swoich wyborców?

Odnośnie sytuacji polskiej z ogromnym bólem należy stwierdzić, że właściwie Kaczyński działa w sposób prawnie umocowany. Wynika to wprost z Konstytucji, która w art. 104 ust. 1 mówi: "Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców". My jako obywatele jesteśmy potrzebni przyszłym posłom jedynie w momencie wyborów. Gdy już są wybrani instrukcje wyborców, obietnice przedwyborcze, apele wyborców czy kogokolwiek innego itd. - nie wiążą ich. To jest tzw. mandat wolny, w odróżnieniu od mandatu imperatywnego. Więc na tym gruncie jestem także daleki od twierdzenia, że Kaczyńskiemu można by - jak niektórzy by chcieli - postawić zarzut, że się czemuś tam sprzeniewierzył, że obiecywał inaczej. Konstytucja - niestety - na to pozwala.

Mówi się, że posłowie powinni być uczciwi. Pełna zgoda, ale uczciwość to jest kategoria moralna, a nie prawna. Kategorią prawną i to wywiedzioną wprost z aktu o najwyższej mocy prawnej jest norma art. 104 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej: "Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców." Zwłaszcza zdanie drugie tego przepisu pozostawia ogromne pole dla samowoli posłów, gdyż często oznacza pełnomocnictwo, prawo rządzenia wybranego reprezentanta w imieniu osób, które go wybrały, w sposób zupełnie odmienny od ich wyobrażeń. Poseł tak wybrany, zgodnie z doktryną, kieruje się wyłącznie własnymi opiniami i sądami. Jest zupełnie niezależny i nieodwołalny przez wyborców. Doktryna prawa konstytucyjnego naucza, iż poseł powinien co prawda liczyć się z głosami swoich wyborców, natomiast nie można tego absolutnie traktować w kategoriach obowiązku, tym bardziej obowiązku prawnego. Tak samo wypowiedział się TK w 2010 r. Mandat wolny, jak już wspomnieliśmy, cechuje się także niezależnością, przez którą rozumie się brak prawnych instrumentów pozwalających narzucić przedstawicielowi

sposób i treść jego sprawowania. Mowa tu więc o realizacji praw i obowiązków deputowanego w działalności parlamentarnej, do których można zaliczyć: wystąpienia i głosowania parlamentarne oraz zakaz ograniczania ich swobody w ustalaniu priorytetów, interesów i wartości, którym w swej działalności parlamentarnej udzielać on będzie poparcia. Wszelkich innych niż referendum przejawów woli wyborców nie można traktować jako wiążących pod względem prawnym. Drugi aspekt, tj. przedmiotowy, przejawia się brakiem możliwości formułowania jakichkolwiek instrukcji czy nakazów, które miałyby postać prawnie wiążącą.

Przy analizie mandatu wolnego należy wspomnieć o trzecim jego elemencie – zasadzie nieodwołalności. Wyraża się ona w zakazie odwołania deputowanego w trakcie kadencji zarówno przez wyborców, jak i przez organy państwowe, w tym zakazie wykluczenia go ze składu izby przez sam parlament z przyczyn związanych z polityczną oceną sprawowania mandatu przedstawicielskiego przez parlamentarzystę.

Z pewnością w rzeczywistości polskiej mandat imperatywny byłby lepszym rozwiązaniem. W takiej sytuacji poseł musi wykonywać zalecenia wyborców. Można go odwołać, gdy nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Mandat imperatywny występował np. w polskim Sejmie w czasach demokracji szlacheckiej. Niestety zrezygnowano z niego.

[CC] Mec. Przemysław Leszek Lis
(40)

Pobierz PDF Wydrukuj