Daj Tadziowi grzędę, jeszcze wyżej siędę
– czyli komunizm Rydzyka

W sobotniej „w Polityce” można przeczytać ciekawe utyskiwania „ojca dyrektora”. A mianowicie chodzi o jego uczelnie i można by rzec groźby pod adresem PiS.

I tak to „wielebny” pyta:

„...Dlaczego na jakiś uniwersytet pieniądze daje rząd - miliard czy dwa miliardy, a tutaj nic? (...) Dlaczego pieniądze idą na uniwersytety, które są przesiąknięte „lewactwem”, gender, a wykładowcy są często demoralizatorami przeciwko Bogu i ojczyźnie? (...) Tam ministerstwo daje środki, pomimo tego, że rządzi prawica, a tutaj nie.”

No i mamy piękną definicję komunizmu „wszystkim po równo”, bez względu na osiągnięcia czy włożoną pracę. Ot nam się należy i tyle. Kto by tam przejmował się, że obowiązek nauki w Polsce jest tylko do 18 roku życia, kto by tam przejmował się podstawowymi zasadami ekonomii, że jeśli ktoś zakłada jakąś firmę (czy jest to wywóz śmieci, czy instytucja nauczania) to jest ona nastawiona na zysk więc podlega normalnej zasadzie popytu i podaży. Podlega konkurencji na rynku i wręcz przestępstwem jest finansowanie prywatnej inicjatywy z budżetu państwa. Nikt nikomu nie każe zakładać prywatnej szkoły. Ale jak mówi dy-rektor Rydzyk:

„Duże pieniądze w Polsce trafiają na uczelnie, gdzie jest marksizm, neomarksizm, gender, a my jesteśmy traktowani jak uczelnia trzeciej kategorii”.

Więc drogi dy-rektorze trzeba wyrobić sobie renomę (jak to w prywatnym sektorze), w prywatnej MIT roczny koszt studiowania to 53 210 dolarów (samo czesne 39 212 USD) i choć dotuje się tam nawet 70% studentów to robią to wspólnie uczelnia i firmy zewnętrzne, a nie budżet USA.

Więc kto tu jest „lewakiem” tęskniącym za czasami wyłącznie „państwowej” edukacji finansowanej ze wspólnej kasy, kto tu jest „komunistą” krzyczącym o nierówności społecznej „Tam ministerstwo daje środki, pomimo tego, że rządzi prawica, a tutaj nie”. Kto tu jest związkowcem, straszącym „strajkiem”, by wymóc przywileje - „myślą, że Radio Maryja - to środowisko, daje im 1-2 procent głosów. Jeżeli więc ci ludzie by na nas nie głosowali, to i tak wygramy - sądzą. Prawda to jest? Mylą się (...). Niech się nad tym zastanowią posłowie, ministrowie, liderzy partyjni. Niech nam nie szklą oczu (...). Nie może być tak, że katolicy są tylko od głosowania, a potem oni będą robili swoje”. Słowa iście z socjalistycznego wiecu robotników.

I gdy czasem się zastanawiam nad „poglądami” tych krzyczących „precz z komuną” przychodzi mi tylko na myśl tytuł książki Strugackich - „Przenicowany świat”.

[CC] Piotr Hajda

Daj Tadziowi grzędę, jeszcze wyżej siędę
– czyli komunizm Rydzyka

W sobotniej „w Polityce” można przeczytać ciekawe utyskiwania „ojca dyrektora”. A mianowicie chodzi o jego uczelnie i można by rzec groźby pod adresem PiS.

I tak to „wielebny” pyta:

„...Dlaczego na jakiś uniwersytet pieniądze daje rząd - miliard czy dwa miliardy, a tutaj nic? (...) Dlaczego pieniądze idą na uniwersytety, które są przesiąknięte „lewactwem”, gender, a wykładowcy są często demoralizatorami przeciwko Bogu i ojczyźnie? (...) Tam ministerstwo daje środki, pomimo tego, że rządzi prawica, a tutaj nie.”

No i mamy piękną definicję komunizmu „wszystkim po równo”, bez względu na osiągnięcia czy włożoną pracę. Ot nam się należy i tyle. Kto by tam przejmował się, że obowiązek nauki w Polsce jest tylko do 18 roku życia, kto by tam przejmował się podstawowymi zasadami ekonomii, że jeśli ktoś zakłada jakąś firmę (czy jest to wywóz śmieci, czy instytucja nauczania) to jest ona nastawiona na zysk więc podlega normalnej zasadzie popytu i podaży. Podlega konkurencji na rynku i wręcz przestępstwem jest finansowanie prywatnej inicjatywy z budżetu państwa. Nikt nikomu nie każe zakładać prywatnej szkoły. Ale jak mówi dy-rektor Rydzyk:

„Duże pieniądze w Polsce trafiają na uczelnie, gdzie jest marksizm, neomarksizm, gender, a my jesteśmy traktowani jak uczelnia trzeciej kategorii”.

Więc drogi dy-rektorze trzeba wyrobić sobie renomę (jak to w prywatnym sektorze), w prywatnej MIT roczny koszt studiowania to 53 210 dolarów (samo czesne 39 212 USD) i choć dotuje się tam nawet 70% studentów to robią to wspólnie uczelnia i firmy zewnętrzne, a nie budżet USA.

Więc kto tu jest „lewakiem” tęskniącym za czasami wyłącznie „państwowej” edukacji finansowanej ze wspólnej kasy, kto tu jest „komunistą” krzyczącym o nierówności społecznej „Tam ministerstwo daje środki, pomimo tego, że rządzi prawica, a tutaj nie”. Kto tu jest związkowcem, straszącym „strajkiem”, by wymóc przywileje - „myślą, że Radio Maryja - to środowisko, daje im 1-2 procent głosów. Jeżeli więc ci ludzie by na nas nie głosowali, to i tak wygramy - sądzą. Prawda to jest? Mylą się (...). Niech się nad tym zastanowią posłowie, ministrowie, liderzy partyjni. Niech nam nie szklą oczu (...). Nie może być tak, że katolicy są tylko od głosowania, a potem oni będą robili swoje”. Słowa iście z socjalistycznego wiecu robotników.

I gdy czasem się zastanawiam nad „poglądami” tych krzyczących „precz z komuną” przychodzi mi tylko na myśl tytuł książki Strugackich - „Przenicowany świat”.

[CC] Piotr Hajda
(30)

Pobierz PDF Wydrukuj