Łajdacy i kanalie

Łajdacy najwyższego szczebla dali głos w Gdańsku

Rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych kolejny raz pokazała, ze są dwie Polski, dwie jej historie. Po raz kolejny uzmysłowiłem sobie, że nigdy, ale to przenigdy nie będę w stanie wypowiedzieć choć jednego pozytywnego słowa na temat tych, którzy obecnie wzięli nasz kraj we władanie, urządzając sobie swoje prywatne, kacze państwo, oddane bandzie zakłamanych łajdaków, w tym klerowi.

Oglądając wczorajsze uroczystości, poczułem się dziwnie, bo nie można było nazwać moich wrażeń wściekłością, smutkiem, żalem. Konsternacja to w miarę dobre słowo, jednak też nie oddające mojego stanu emocjonalnego.

Zastanowiła mnie jedna rzecz, dlaczego władza w ogóle świętuje tę uroczystość, przecież dla nich to data nieistotna, w końcu dla nich nic nie wniosła, zapoczątkowała przecież kolejne zniewolenie po uwolnieniu z pzperowskiego. Przecież dla nich prawdziwa wolność zaczęła się dopiero trzy lata temu. Po jaką cholerę więc czcić początek kolejnego niepowodzenia kaczego zombie?

Ze stoczniowego ogrodzenia zdjęto między innymi portret Wałęsy. Ciekawe ilu ze stoczniowców tam przebywających, pamięta ówczesne czasy, dając sobie paszport moralny do osądzania postaci, które zapisały się w historii Polski?

Zastanawia mnie wewnętrzny przymus nadłajdaka Kaczyńskiego, który zawziął się w sobie by zniszczyć Wałęsę i wygumkować go z kart historii. Mściwy to i mały człowieczek, który nigdy w życiu nie przebywał tam, gdzie powinien, nie uczestniczył w żadnym z ważnych dla kraju wydarzeń. Srał ze strachu w portki. Mieli bracia swoje pięć minut w tamtych czasach, gdy Wałęsa przyjął ich pod swoje skrzydła – król kanalii – ministrem stanu, a jego brat – ministrem stanu ds. bezpieczeństwa. Wałęsa jednak ich pogonił i wyzwolił tym samym ogrom nienawiści u małego zawistnika, który postanowił zniszczyć byłego prezydenta i usiłuje to czynić bez przerwy.

Wracając do wczorajszych wydarzeń. Wystąpienie dwóch łajdaków/ kretynów/ idiotów/ fanatyków (właściwe zakreślić, ewentualnie niepotrzebne skreślić).
Adrian w słowach niewiele wnoszących pokazał twarz chorego psychicznie osobnika. Rozbiegany wzrok, szalone spojrzenie, podniesiony głos paranoika. Urodzony w 1972 roku, cóż może wiedzieć o tamtych, zamierzchłych czasach? Wtedy jedyną jego rozrywką był różaniec wtykany w ręce przez zdewociałych rodziców, ewentualne monologi ze swoim na krzyżu powieszonym bożkiem. Mówił o chorobach dręczących Polskę i o uzdrawiającej mocy jego formacji, która de facto jest dżumą, syfilisem i rzeżączką połączoną z HIF. Oskarżał sędziów, zapominając o kanaliach reprezentujących podłą zmianę.

Nie tak dawno temu myślałem, że nie może być gorszego premiera niż Sołtysowa z Brzeszcz. Myliłem się. Matołusz bije ją na głowę. Niedawno stwierdził, że wprowadził Polskę do UE, obecnie uważa się za jednego z liderów Solidarności Walczącej. Nic, tylko, kurwa, pogratulować. Od szczeniaczka był jej liderem. Nie bawił się klockami, nie podrywał dziewczyn, tylko walczył. Będzie repolonizował stocznię sprzedaną wcześniej przez jego formację. A temu wszystkiemu przypatrywał się były zomowiec, ksiądz alkoholik i inni łajdacy. W tych czasach nie warto być przyzwoitym. Im większą jest się kanalią, tym większe szanse na sukces u boku ‚dobrej zmiany’.

Podziękować należy przedstawicielom KOD, którzy przypominali Adrianowi, że będzie siedział, chylę czoło przed Wałęsą za opuszczenie kościoła, gdy Duda miał zacząć swoje przemówienie.

[CC] Artur Marszałek

Łajdacy i kanalie

Łajdacy najwyższego szczebla dali głos w Gdańsku

Rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych kolejny raz pokazała, ze są dwie Polski, dwie jej historie. Po raz kolejny uzmysłowiłem sobie, że nigdy, ale to przenigdy nie będę w stanie wypowiedzieć choć jednego pozytywnego słowa na temat tych, którzy obecnie wzięli nasz kraj we władanie, urządzając sobie swoje prywatne, kacze państwo, oddane bandzie zakłamanych łajdaków, w tym klerowi.

Oglądając wczorajsze uroczystości, poczułem się dziwnie, bo nie można było nazwać moich wrażeń wściekłością, smutkiem, żalem. Konsternacja to w miarę dobre słowo, jednak też nie oddające mojego stanu emocjonalnego.

Zastanowiła mnie jedna rzecz, dlaczego władza w ogóle świętuje tę uroczystość, przecież dla nich to data nieistotna, w końcu dla nich nic nie wniosła, zapoczątkowała przecież kolejne zniewolenie po uwolnieniu z pzperowskiego. Przecież dla nich prawdziwa wolność zaczęła się dopiero trzy lata temu. Po jaką cholerę więc czcić początek kolejnego niepowodzenia kaczego zombie?

Ze stoczniowego ogrodzenia zdjęto między innymi portret Wałęsy. Ciekawe ilu ze stoczniowców tam przebywających, pamięta ówczesne czasy, dając sobie paszport moralny do osądzania postaci, które zapisały się w historii Polski?

Zastanawia mnie wewnętrzny przymus nadłajdaka Kaczyńskiego, który zawziął się w sobie by zniszczyć Wałęsę i wygumkować go z kart historii. Mściwy to i mały człowieczek, który nigdy w życiu nie przebywał tam, gdzie powinien, nie uczestniczył w żadnym z ważnych dla kraju wydarzeń. Srał ze strachu w portki. Mieli bracia swoje pięć minut w tamtych czasach, gdy Wałęsa przyjął ich pod swoje skrzydła – król kanalii – ministrem stanu, a jego brat – ministrem stanu ds. bezpieczeństwa. Wałęsa jednak ich pogonił i wyzwolił tym samym ogrom nienawiści u małego zawistnika, który postanowił zniszczyć byłego prezydenta i usiłuje to czynić bez przerwy.

Wracając do wczorajszych wydarzeń. Wystąpienie dwóch łajdaków/ kretynów/ idiotów/ fanatyków (właściwe zakreślić, ewentualnie niepotrzebne skreślić).
Adrian w słowach niewiele wnoszących pokazał twarz chorego psychicznie osobnika. Rozbiegany wzrok, szalone spojrzenie, podniesiony głos paranoika. Urodzony w 1972 roku, cóż może wiedzieć o tamtych, zamierzchłych czasach? Wtedy jedyną jego rozrywką był różaniec wtykany w ręce przez zdewociałych rodziców, ewentualne monologi ze swoim na krzyżu powieszonym bożkiem. Mówił o chorobach dręczących Polskę i o uzdrawiającej mocy jego formacji, która de facto jest dżumą, syfilisem i rzeżączką połączoną z HIF. Oskarżał sędziów, zapominając o kanaliach reprezentujących podłą zmianę. Nie tak dawno temu myślałem, że nie może być gorszego premiera niż Sołtysowa z Brzeszcz. Myliłem się. Matołusz bije ją na głowę. Niedawno stwierdził, że wprowadził Polskę do UE, obecnie uważa się za jednego z liderów Solidarności Walczącej. Nic, tylko, kurwa, pogratulować. Od szczeniaczka był jej liderem. Nie bawił się klockami, nie podrywał dziewczyn, tylko walczył. Będzie repolonizował stocznię sprzedaną wcześniej przez jego formację. A temu wszystkiemu przypatrywał się były zomowiec, ksiądz alkoholik i inni łajdacy. W tych czasach nie warto być przyzwoitym. Im większą jest się kanalią, tym większe szanse na sukces u boku ‚dobrej zmiany’.

Podziękować należy przedstawicielom KOD, którzy przypominali Adrianowi, że będzie siedział, chylę czoło przed Wałęsą za opuszczenie kościoła, gdy Duda miał zacząć swoje przemówienie.

[CC] Artur Marszałek
(29)

Pobierz PDF Wydrukuj