Zbuk

Trzy lata walki PIS-u o godność Polski na świecie przynosi wreszcie efekty. O naszej dumie narodowej okraszonej butą i arogancją wie już prawie cały świat. Wszystko jedno co, byle o tym głośno mówiono na świecie.

Czy taki był twój plan panie Kaczyński?

Na pierwszej linii ognia wystawiony jest człowiek zwany przez niektórych prezydentem Polski - Andrzej Duda. Jeździ on po świecie „odbudowując” markę Polski z "ruiny" w jakiej ją zastał. Problem w tym, że omijany jest szerokim łukiem.

Nie spotkał się z prezydentem USA, chociaż podobno relacje są doskonałe i Trampowi nawet pozwoliliśmy w Polsce zrobić dobry interes. Także premier Australii robi uniki. Dlaczego? Andrzej Duda zwany prezydentem miał sfinalizować na antypodach rozmowy w sprawie zakupu przez Polskę fregat typu "Adelaide", co było podstawowym celem tej wizyty. W chwilę po lądowaniu dostał wiadomość z Polski, żeby nie podejmował rozmów w tej sprawie, bo polski rząd się wycofuje z transakcji.

Co powinien w takiej sytuacji zrobić dbający o swój wizerunek prezydent? Nie wiem, ale gdybym to ja znalazła się na jego miejscu to premier Morawiecki i minister Błaszczak by już sobie nie porządzili. No, ale przecież „nasz” prezydent jest ponad to. Napluli mu gębę? Nie deszcz padał? Trzeba jednak co cesarskie oddać cesarzowi, jak już mu partyjni koledzy nie podłożą świni to sam się postara, żeby się ośmieszyć. Wstydu i żenady ciąg dalszy miał miejsce w Nowej Zelandii, gdzie bredniom wygłaszanym nie było umiaru i na koniec doprawdy bardzo szczere i piękne podziękowania na ręce pani premier Nowej Zelandii za gościnę w... Irlandii.

Nie bez wpływu na traktowanie Andrzeja Dudy na światowych salonach jest też zapewne demolujące polską demokrację, niszczenia prawa i nieposzanowania konstytucji. Może warto na zakończenie tej części przypomnieć wygłoszone swego czasu prezydenckie oświadczenie.
„- Spotykam się tylko z prezydentami lub premierami! „
Dobre, prawda?

No cóż, dyplomacja opiera się właśnie na takich gestach to one budują wizerunek polityka, tylko, że same gesty to za mało, w ślad za nimi muszą iść czyny i na tym może poprzestańmy bo jedynym wartym uwagi czynem prezydenta w czasie tej wizyty był przelot na trasie Polska - Australia.

To co zafundował Andrzejowi Dudzie „jego własny” rząd było zapewne nie ostatnią, ale niewątpliwie bolesną lekcją pokory. Błaszczak z Morawieckim załatwili mu od ręki opinię człowieka niekompetentnego, z którym nie warto o czymkolwiek rozmawiać. Kogóż zatem reprezentuje ten człowiek, jaka jest jego misja? Konia z rzędem temu kto mi odpowie na to pytanie. Na razie wygląda to bardzo źle, spotykać się z Andrzejem Dudą jest passe.

[CC] Renata Bednarz

Zbuk

Trzy lata walki PIS-u o godność Polski na świecie przynosi wreszcie efekty. O naszej dumie narodowej okraszonej butą i arogancją wie już prawie cały świat. Wszystko jedno co, byle o tym głośno mówiono na świecie.

Czy taki był twój plan panie Kaczyński?

Na pierwszej linii ognia wystawiony jest człowiek zwany przez niektórych prezydentem Polski - Andrzej Duda. Jeździ on po świecie „odbudowując” markę Polski z "ruiny" w jakiej ją zastał. Problem w tym, że omijany jest szerokim łukiem.

Nie spotkał się z prezydentem USA, chociaż podobno relacje są doskonałe i Trampowi nawet pozwoliliśmy w Polsce zrobić dobry interes. Także premier Australii robi uniki. Dlaczego? Andrzej Duda zwany prezydentem miał sfinalizować na antypodach rozmowy w sprawie zakupu przez Polskę fregat typu "Adelaide", co było podstawowym celem tej wizyty. W chwilę po lądowaniu dostał wiadomość z Polski, żeby nie podejmował rozmów w tej sprawie, bo polski rząd się wycofuje z transakcji.

Co powinien w takiej sytuacji zrobić dbający o swój wizerunek prezydent? Nie wiem, ale gdybym to ja znalazła się na jego miejscu to premier Morawiecki i minister Błaszczak by już sobie nie porządzili. No, ale przecież „nasz” prezydent jest ponad to. Napluli mu gębę? Nie deszcz padał? Trzeba jednak co cesarskie oddać cesarzowi, jak już mu partyjni koledzy nie podłożą świni to sam się postara, żeby się ośmieszyć. Wstydu i żenady ciąg dalszy miał miejsce w Nowej Zelandii, gdzie bredniom wygłaszanym nie było umiaru i na koniec doprawdy bardzo szczere i piękne podziękowania na ręce pani premier Nowej Zelandii za gościnę w... Irlandii.

Nie bez wpływu na traktowanie Andrzeja Dudy na światowych salonach jest też zapewne demolujące polską demokrację, niszczenia prawa i nieposzanowania konstytucji. Może warto na zakończenie tej części przypomnieć wygłoszone swego czasu prezydenckie oświadczenie.
„- Spotykam się tylko z prezydentami lub premierami! „
Dobre, prawda?

No cóż, dyplomacja opiera się właśnie na takich gestach to one budują wizerunek polityka, tylko, że same gesty to za mało, w ślad za nimi muszą iść czyny i na tym może poprzestańmy bo jedynym wartym uwagi czynem prezydenta w czasie tej wizyty był przelot na trasie Polska - Australia.

To co zafundował Andrzejowi Dudzie „jego własny” rząd było zapewne nie ostatnią, ale niewątpliwie bolesną lekcją pokory. Błaszczak z Morawieckim załatwili mu od ręki opinię człowieka niekompetentnego, z którym nie warto o czymkolwiek rozmawiać. Kogóż zatem reprezentuje ten człowiek, jaka jest jego misja? Konia z rzędem temu kto mi odpowie na to pytanie. Na razie wygląda to bardzo źle, spotykać się z Andrzejem Dudą jest passe.

[CC] Renata Bednarz
(24)

Pobierz PDF Wydrukuj