To jest napad!

Obudziły mnie w nocy jakieś szmery, na dole. W cichym starym domu wciąż coś trzeszczy i kołacze, ale te były inne. Żona spała twardo, po szpitalnej harówce, a pies jest zawsze spokojny jakby do karmy dosypywali relanium, jednak i ona zastrzygła uszami z zaciekawieniem. Nie mając nic pod ręką zszedłem po schodach, cicho stawiając stopy i by dodać sobie odwagi zabrałem ciężki kryształowy wazon ze stołu w jadalni, a mokre kwiaty położyłem na obrusie. Pies obojętnie towarzyszył moim krokom trzymając się przepisowo z tyłu.

Przeszedłem do kuchni jak najostrożniej, choć parkiet skrzypiał jak wieko od trumny. I wtedy go zobaczyłem.

Intruz buszował w naszej lodówce, blade światło lodówki oświetlało jego zarośniętą twarz, na którą założył maseczkę, w ręku trzymał Żywiecką, drugą odchylał maseczkę by ugryźć kolejny kęs wędliny.

Suka pomerdała ogonem przyjaźnie, bowiem otwarta lodówka z jedzeniem w nocy, oznaczała dodatkową kolację (swoją drogą, ciekawe kto ją tego nauczył?) Przyglądałem mu się przez chwilę, oceniając swoje szanse w starciu, bo na Lolę nie mogłem liczyć, jeszcze by go broniła.

Chyba się zorientował, że jesteśmy, bo Lola zachęcająco otarła się o jego nogi dopominając się o kęs.

Nerwowo przełknął zawartość jamy ustnej i odsunął się od światła, drugą ręką poprawiając maseczkę, bym go nie rozpoznał. Patrzyliśmy się na siebie, a raczej na nasze oręża, pęto kiełbasy i kryształowy wazon z wodą od kwiatów.

Zaczął pierwszy:
-Nie chcę wody, napiłem się już mleka!

Przetwarzając w głowie możliwe implikacje tego czynu, już antycypowałem karę jaka go za to spotka i zrobiło mi się go żal.

-Nie trzymamy w domu pieniędzy, a biżuteria jest w sejfie, ale Żona zgubiła gdzieś kluczyk kilka miesięcy temu, pójdę ją obudzę i powiem, żeby poszukała - powiedziałem spokojnie odstawiając wazon.

Zażachnął się na te słowa i patrząc na pęto kiełbasy trzymane w dłoni jak rewolwer, wymierzył nim we mnie i zaskrzeczał:
-To jest napad!
Dawaj cały zapas papieru toaletowego jakim chwaliłeś się wczoraj na fejsbuku!

Lola wpatrywała się w pęto kiełbasy jak zahipnotyzowana.

[CC] Romuald Kulesz

To jest napad!

Obudziły mnie w nocy jakieś szmery, na dole. W cichym starym domu wciąż coś trzeszczy i kołacze, ale te były inne. Żona spała twardo, po szpitalnej harówce, a pies jest zawsze spokojny jakby do karmy dosypywali relanium, jednak i ona zastrzygła uszami z zaciekawieniem. Nie mając nic pod ręką zszedłem po schodach, cicho stawiając stopy i by dodać sobie odwagi zabrałem ciężki kryształowy wazon ze stołu w jadalni, a mokre kwiaty położyłem na obrusie. Pies obojętnie towarzyszył moim krokom trzymając się przepisowo z tyłu.

Przeszedłem do kuchni jak najostrożniej, choć parkiet skrzypiał jak wieko od trumny. I wtedy go zobaczyłem.

Intruz buszował w naszej lodówce, blade światło lodówki oświetlało jego zarośniętą twarz, na którą założył maseczkę, w ręku trzymał Żywiecką, drugą odchylał maseczkę by ugryźć kolejny kęs wędliny.

Suka pomerdała ogonem przyjaźnie, bowiem otwarta lodówka z jedzeniem w nocy, oznaczała dodatkową kolację (swoją drogą, ciekawe kto ją tego nauczył?) Przyglądałem mu się przez chwilę, oceniając swoje szanse w starciu, bo na Lolę nie mogłem liczyć, jeszcze by go broniła.

Chyba się zorientował, że jesteśmy, bo Lola zachęcająco otarła się o jego nogi dopominając się o kęs.

Nerwowo przełknął zawartość jamy ustnej i odsunął się od światła, drugą ręką poprawiając maseczkę, bym go nie rozpoznał. Patrzyliśmy się na siebie, a raczej na nasze oręża, pęto kiełbasy i kryształowy wazon z wodą od kwiatów.

Zaczął pierwszy:
-Nie chcę wody, napiłem się już mleka!

Przetwarzając w głowie możliwe implikacje tego czynu, już antycypowałem karę jaka go za to spotka i zrobiło mi się go żal.

-Nie trzymamy w domu pieniędzy, a biżuteria jest w sejfie, ale Żona zgubiła gdzieś kluczyk kilka miesięcy temu, pójdę ją obudzę i powiem, żeby poszukała - powiedziałem spokojnie odstawiając wazon.

Zażachnął się na te słowa i patrząc na pęto kiełbasy trzymane w dłoni jak rewolwer, wymierzył nim we mnie i zaskrzeczał:
-To jest napad!
Dawaj cały zapas papieru toaletowego jakim chwaliłeś się wczoraj na fejsbuku!

Lola wpatrywała się w pęto kiełbasy jak zahipnotyzowana.

[CC] Romuald Kulesz
(021)

Pobierz PDF Wydrukuj